Niebieski dzbanuszek z łabędziami (Magda Szabó, „Staroświecka historia”)

 

Na początku chciałbym podziękować dwóm życzliwym osobom, dzięki którym mogłem w ogóle skończyć czytanie. Tuż bowiem przed końcem w moim egzemplarzu ziała dziesięciostronicowa dziura, jak się okazało – w miejscu dość istotnym dla zrozumienia finału. Udało się ją jednak wypełnić.

Magda Szabó zastawiła na mnie pułapkę, w którą, niepomny wcześniejszych doświadczeń, wpadłem od razu. Zamieściła mianowicie na początku swej powieści obszerny spis ważniejszych bohaterów. Takie wykazy sprawiają, że od razu gubię się w licznych parantelach i bezskutecznie usiłuję zapamiętać nazwiska, co z góry skazane jest na niepowodzenie. A tu jest co zapamiętywać, gdyż Staroświecka historia to saga rodzinna napisana z rozmachem i pełna smakowitych detali oraz pikantnych szczególików. Dodajmy, że jest opowieścią o rodzinie samej autorki, a w zasadzie – o jej matce. Zanim jednak na scenie pojawi się Lenke Jablonczay primo voto Majthenyi, secundo voto Szabó, poznamy dokładnie nie tylko scenerię wydarzeń, a więc okolice Debreczyna, ale i dzieje przodków Lenke po mieczu i kądzieli.
Zaczyna się niemal jak u Prousta (toutes proportions gardées, rzecz jasna), co prawda nie od ciastka, ale od secesyjnego dzbanuszka z łabędziami, który narratorka kupiła pod wpływem dziwnego impulsu. Odkąd kurzący się na półce przedmiot pojawił się w jej domu, Szabó poczuła dziwną chęć odświeżenia kontaktów z dawno niewidzianymi krewnymi. Narastało w niej też pragnienie napisania książki o matce, kobiecie pięknej i utalentowanej, a jednocześnie przez całe dzieciństwo cierpiącej z powodu grzechów swych rodziców, wychowywanej przez surową babkę, która odbiera jej całą radość życia i pod różnymi względami okalecza psychicznie, przelewając na dziewczynkę całą swą nienawiść do nieakceptowanej synowej. Drobiazgowo zbierane materiały, pamiątki rodzinne, rękopisy, wspomnienia krewnych i znajomych zaczęły powoli składać się w panoramę losów dwóch rodzin z węgierskiej prowincji. Tajemnicę dzbanuszka wyjaśnił Magdzie dopiero przyrodni brat.

Próba przedstawienia, choćby w największym skrócie, historii Lenke i jej przodków to rzecz karkołomna, nie poważę się więc na tak ryzykowny krok. Zdradzić zbyt dużo – to zniweczyć przyjemność lektury innym, napisać za mało – to stworzyć obraz mglisty i zamazany. A uwierzcie mi, że książka pełna jest emocji i uczuć, często skrajnych: miłość jest tu namiętna i wielka, choć niekoniecznie wieczna, a niechęć i nienawiść twarde i nieprzejednane (jednak do czasu). Trudno uwierzyć, że bohaterowie żyją w XIX wieku na węgierskiej prowincji, a nie w Weronie, gdzie rodzinne animozje wydawałyby się bardziej na miejscu. Niesamowita jest galeria postaci: arystokratów hulaków, solidnych kupców, matron o niezłomnych poglądach, złotych młodzieńców i rozflirtowanych panien. Jest nawet grupa światłych zakonnic. Każda postać ma do odegrania swoją rolę, jest wyraziście zarysowana, choć niekiedy zaledwie paroma kreskami. W tle przewalają się światowe kataklizmy; czymże jednak jest wojna światowa wobec narodzin wyczekiwanego dziecka?

Książka Magdy Szabó wciąga powoli, ale nieuchronnie. Najpierw czekamy, do czego zmierza narratorka swą opowieścią o dzbanku i odnawianiu rodzinnych więzów, później poznajemy otoczenie, w jakim przyszło żyć bohaterom, a zanim poczujemy się znużeni historyczno-geograficznymi detalami niepostrzeżenie zatapiamy się w rodzinnych komplikacjach, uczymy się imion i nazwisk, profesji, zalet i przywar kolejnych postaci i bez reszty zaczynamy sekundować im w życiowych wyborach, zaczynamy mieć swoje sympatie i antypatie. Dla wielbicieli Tajemnicy Abigel to pozycja obowiązkowa, dla innych doskonały początek znajomości z Magdą Szabó.
Magda Szabó, Staroświecka historia, tłum. Krystyna Pisarska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981.
(Visited 144 times, 1 visits today)

25 komentarzy do “Niebieski dzbanuszek z łabędziami (Magda Szabó, „Staroświecka historia”)

  • 28 maja 2011 o 04:28
    Permalink

    A mnie nie dane było. O nazwisko się ocierałam tu i ówdzie, ale na tym się skończyło.

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 05:20
    Permalink

    @dr Kohoutek: rzecz gustu, oczywiście. Ciekaw jestem natomiast Twojej definicji literatury „zbyt kobiecej”, bo szczerze mówiąc to mało ostre określenie.

    @Monotema: czas skończyć ocieranie:) Gorąco polecam zacieśnienie znajomości:)

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 05:44
    Permalink

    Nie mam doświadczenia z tą autorką, więc będę musiała nadrobić zaległości:). Pozdrawiam!!

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 06:43
    Permalink

    Ja muszę odebrać zakupiony przeze mnie egzemplarz. Ciekawe, czy będzie wybrakowany, czy nie? ;)

    Niezmiernie smakowita recenzja proszę Chrześniaka, niezmiernie!

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 07:05
    Permalink

    @Kasandra: tradycyjnie zachęcam:)

    @Książkowo: bardzo Matce Chrzestnej dziękuję:) Jak będzie wybrakowany, to poratuję:) Dobrze, że zdążyliśmy się obkupić, bo może podwyżka cen będzie:D

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:26
    Permalink

    No i znowu pójdę tropem Twoich lektur :-) Ale tym razem nie będę zawierać znajomości z panią Szabo bo już miałam przyjemność i to wielką. A Staroświecką historię i tak miałam w planach. No cóż, pani Feher przeczytana, Sonnderkommando zamówione, Drewniany różaniec w czytaniu, a więc pani Szabo do kolejki tuż po Klaudynie :-))

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:28
    Permalink

    @Monani: jejku, naprawdę idziesz trop w trop:) Mam nadzieję, że będziesz usatysfakcjonowana:) A właśnie, jak wrażenia po Feher?

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:34
    Permalink

    Już Ci się wpisałam w Bnetce :-))
    Bardzo fajna, ale tak mi coś prześwitywało, że musiałam to czytać wieki temu…

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:39
    Permalink

    @Monani: zupełnie nie skojarzyłem, ja jeszcze nie łączę ze sobą rozmaitych nicków w pojedyncze osoby, sam występuję dwojako:D

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:46
    Permalink

    @Monani: oby:) Ja się już staram trzymać tych dwóch ustalonych nicków i przynajmniej awatar mieć wszędzie identyczny:)

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:57
    Permalink

    Literatura węgierska jest przepyszna. Chętnie sięgnę, bo Twoja recenzja zdecydowanie zachęca – a w bibliotece mej jest dostępna (mam nadzieję, że egzemplarz nie wybrakowany)/

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 08:59
    Permalink

    @Orchiss: zakładam, że na 15 000+315 egz. nakładu tylko ja miałem pecha:) Ciekawe za to, czy ktoś w swoim egzemplarzu znajdzie moją brakującą składkę. Proszę o wiadomość:)

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 15:54
    Permalink

    Szabo znam jedynie ze wspomnianej ‚Tajemnicy Abigel” i niesamowitej prozy „Za zamkniętymi drzwiami”. W antykwariacie wyszperałam „Piłata” i własnie „Staroswiecką historię” …

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 16:59
    Permalink

    „Tajemnica Abigel” jest jedyną książką Szabo, jaką czytałam. „Staroświecka historia” wydaje się spełnieniem moich marzeń o powieści: subtelna i mądra, a jednocześnie pasjonująca i cudownie napisana.
    Tak jak Twoja recenzja.

    P.S. 1
    Osoby zainteresowane informuję, że na Allegro pozostał już tylko jeden egzemplarz „Staroświeckiej historii”! :) Cieszę się, że już w przyszłym tygodniu wyruszę śladem niebieskiego dzbanuszka z łabędziami.

    P.S. 2
    Niniejszym postuluję, żeby Zacofany w lekturze z dużym wyprzedzeniem informował o dziełach, które planuje zrecenzować, bo wkrótce przyczyni się do powstania czarnego rynku książki w Polsce! :)

    Odpowiedz
  • 28 maja 2011 o 18:27
    Permalink

    @Mary: Ja dopiero zaczynam zbierać powieści Szabo, ale popyt coraz większy i może być trudno:)

    @Lirael: pąsowieję od tych komplementów, dziękuję:) Zastanawiam się, co będzie, jak powieść nie okaże się subtelna i mądra:P Bo pasjonująca i cudownie napisana jest na pewno:)
    Planowaliśmy z Matką Chrzestną dokonać interwencyjnych zakupów „Staroświeckiej” i potem odsprzedać je po spekulacyjnych cenach, nakręciwszy koniunkturę, ale stanął nam na przeszkodzie brak kapitału:( Mam więc tylko jeden egzemplarz kompletny i jeden z defektem:(
    Jeśli natomiast jakiemuś antykwariuszowi nie schodzi jakiś starodruk z lat 70. lub 80., niech da znak, podkręci się zainteresowanie, a zyskami się podzielimy:D

    Odpowiedz
  • 29 maja 2011 o 15:17
    Permalink

    Mam dobre przeczucia co do tej subtelności i mądrości. :)
    Trzeba uważnie obserwować Twoją rubryczkę „Teraz czytam”, to może pozwoli uniknąć cen spekulacyjnych recenzowanych przez Ciebie książek! :)

    Odpowiedz
  • 29 maja 2011 o 18:47
    Permalink

    Bardzo proszę, tylko nie tropy i ślady! :D
    Swoją drogą dla zmyłki też można by coś umieszczać w „Teraz czytam” – antykwariusze zacieraliby łapki z powodu zwiększonej sprzedaży! :) Można by dodać konkurs: wytypuj książki, które naprawdę zostaną zrecenzowane. :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: