Zakonnica głodziła kota

W pierwszych słowach spieszę donieść, że nie czytałem przygnębiającej powieści z życia przyklasztornych kotów. Przeciwnie. Pełen zachwytu czytałem Staroświecką historię Magdy Szabo i zamierzałem zarażać swoim entuzjazmem. Podły los zadał mi jednak cios w plecy: tuż przed końcem okazało się, że w moim egzemplarzu brakuje dziesięciu stron. Liczę, że dostanę skan tekstu i wtedy dzieło zalśni pełnym blaskiem.
Żeby natomiast zupełnie nie wyjść z klimatu epoki, odświeżam znajomość z Klaudyną, która co prawda jeszcze uczy się w szkole, ale już szelma z niej wielka i ma na koncie kilka gorszących (zwłaszcza niegdyś) wyczynów. O czym niebawem napiszę ku uciesze, jak sądzę, wielbicieli pensjonarskich klimatów. Aczkolwiek szkole Klaudyny daleko do eleganckiej pensji.
Chichot podłego losu niemal słyszę za plecami, ale zamierzam go zignorować, ponieważ zyskałem dzięki temu okazję do zaprezentowania perełek wydłubanych ze statystyk bloga: „wyszukiwane słowa kluczowe”. Żadna z nich nie dorównuje co prawda prześladującemu Lirael  zestawieniu „a.a milne imie dla chomika”, ale i tak nie jest najgorzej.
Całkiem sensowne jest na przykład zapytanie „na jaką chorobę oczu chorowała skłodowska” (na zaćmę, o ile pamiętam), albo: „trudny los kobiet w lekturach szkolnych”. „Styl prowansalski zdjęcia i widoki tamtych okolic” zdaje się sugerować, że należy zwiększyć liczbę ilustracji, żeby nie zawieść poszukiwaczy wartościowych treści. „Radziecki kapuś” nie jest, mam nadzieję, obelgą pod moim adresem, za to zupełnie nie wiem, co począć z „fotel bujany zżelaza” (pisownia oryginalna). Był tu kiedyś wątek o meblach, nawet dość ciężkich, ale „zżelaza” to nawet Wyspiański foteli nie robił.
Pole do popisu wszelkiej maści ciekawskim dała jednak recenzja Drewnianego różańca. Przykro mi, że żadnych remediów na swoje problemy nie znalazły osoby wpisujące w wyszukiwarkę następujące frazy (dlatego w nawiasach dodam nasuwające mi się rozwiązania):
– „jak uniknąć sprzątania w kościele” (przeczytać książkę Natalii Rolleczek i kupić odpowiednie środki chemiczne);
– „jaki los czeka przedszkole sióstr felicjanek” (trudno powiedzieć, ale każde miejsce w przedszkolu jest na wagę złota, więc pewnie siostry nie zamkną placówki);
– „różaniec sposób wykonania książka” (bierzemy koraliki i nawlekamy na nitkę, a książek na ten temat jest kilka, choćby Różaniec z granatów);
– „zakonnica głodziła kota” (bo to zła kobieta była);
– „szczotka drewniana plecami” (szczotkę śnić – „niepokój, często na podłożu seksualnym”; dalsza interpretacja po wysłaniu SMS-a za 6 zł plus VAT);
– „różaniec w sprawach beznadziejnych” (odmówić radzę przed najbliższym kontaktem z wyszukiwarką internetową).
Oprócz tego masa osób szuka na najróżniejszy sposób charakterystyk bohaterów Chłopca w pasiastej piżamie – czyżby to wątpliwe dzieło weszło do kanonu lektur szkolnych? Przyznam, że to dość przygnębiająca wizja. Pociesza mnie tylko to, że ewentualni gimnazjaliści odpisujący z mojej recenzji na pewno nie zyskają uznania nauczyciela za nazbyt krytyczny stosunek do Boyne’a, który wielkim autorem jest.
PS. Na okrasę zupełnie niezagłodzony Leninek odpoczywa po zapoznaniu się ze świeżą prasą.
[uzupełnienie z 8 maja] Ponieważ Lirael domaga się niżej niezbitych dowodów na to, że Leninek jest bezwzględnym zabójcą gryzoni, zdjęcie z poligonu:

(Visited 64 times, 1 visits today)

41 thoughts on “Zakonnica głodziła kota

  1. Padłam ze śmiechu i leżę :D Co za podła kobieta ta zakonnica, jak można kota głodzić ;) Bardzo ciekawa notka i pouczająca – my myślimy, że o książkach piszemy, a tu proszę czego ludzie szukając trafiają do nas ;)

    Niestety Leninka nie chce mi pokazać, spróbuję później.

  2. „Klaudynę” pochłonęłam w całości w wieku lat około 15 (?) – zupełnie nieświadoma niestosowności tej lektury :) Kolorowa okładka przesądziła o wyborze, więc zgarnęłam ją z biblioteki bez namysłu. Można powiedzieć, że odpowiednio i z przytupem celebrowałam przenosiny z biblioteki dziecięcej (na piętrze) do tej „dorosłej” (na parterze), bowiem to jedna z pierwszych lektur wybrana tam samodzielnie ;)

    Lenin może i nie zagłodzony, ale zakładam, że potencjał jego apetytu nadal jest niewykorzystany w pełni ;P

  3. @Maiooffka: ja takież przenosiny świętowałem wyczytując „Skiroławki”. Cóż za koszmarna grafomania:)
    Ja, jako zaślepiony opiekun, uważam, że Lenin ma jeszcze spory potencjał; reszta rodziny uważa, że kot jest nieprzyzwoicie zapasiony. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku:D

  4. A gdzie tu poszanowanie tradycji kulturowych mniejszości? Kot w dzień je dla towarzystwa, żeby nam było miło. A w nocy posila się właściwie, jak na drapieżnika przystało :) Ja to wiem, moje koty to wiedzą, Twój Lenin pewnie także próbuje Wam to przekazać – nie lekceważcie jego zwyczajów! ;)

  5. Oj, a wydawało mi się, że szanuję mniejszości i w ogóle jestem politycznie poprawny:) Zostawię na stole w misce mięso na jutrzejszy obiad, niech sobie drapieżnik upoluje posiłek:P

  6. :D :D :D
    Uprzedzam, że tzw. „Wyszukiwane słowa kluczowe” błyskawicznie przeradzają się w nałóg. :) Tak było w moim przypadku. Pomysł oczywiście nie jest mój. Źródłem infekcji była Pemberley. :)
    Efekt jest taki, że mam na pulpicie skrót do spisu najciekawszych zapytań, który na bieżąco jest uzupełniany.
    Nieoficjalny hit z listy, która jeszcze nie została opublikowana (zapis oryginalny): „jakom tajemnice kryje piramida hopsa”. :D W świetle ostatnich wydarzeń w Egipcie to pytanie nabiera posępnej aktualności.
    Frazy bywają bardzo zabawne, ale kryje się też w nich element grozy: okazuje się, że masowo poszukiwane są streszczenia książek dla dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej, a nawet streszczenia podręcznikowych czytanek. :( Przykład z mojego ostatniego zbioru: lektura bromba skrót. :( Ciekawe, czy to zapobiegliwi rodzice, którzy chcą ustrzec pociechy od zbędnego wysiłku intelektualnego, bądź też zgubnego wpływu Gżdacza, Fikandra, Glusia-filmowca, Zwierzątka mojej mamy na psychikę potomstwa, czy sami milusińscy szukają tych streszczeń. :(
    Zdjęcie Leninka zdecydowanie poprawia humor! Kokieteryjne przechylenie główki świadczy o wrodzonych cechach top modela. Oświadczam, że nie wierzę, że ta urocza przytulanka z różowawym noskiem dybała na życie jakiegokolwiek gryzonia! :)
    Recenzji książek Szabo i Colette wyczekuję z niecierpliwością.
    P.S.
    Niestrudzony poszukiwacz imienia dla chomika chyba w końcu osiągnął wewnętrzny spokój i ukojenie. Może zatopił się w lekturze „Małego ponurnika…” :D

  7. @Maiooffka: widywałem już koty bez uśmiechu, ale zobaczyć uśmiech bez kota – to byłoby coś:D

    @Lirael: To ja już mam pierwsze objawy uzależnienia; też mam plik i codziennie sprawdzam, czy mi jakieś nowe kfiaty nie zakwitły:)
    Co do lektur: to u mnie Boyne i (o dziwo) niewinna „Maniusia” – nie wiem, czy to też weszło do lektur, czy tylko czytane jest rocznicowo. A niewinne duszyczki trzeba chronić przed Brombą – no bo co? obca kobieta podchodzi do dziecka i mu mierzy albo waży? Zgroza! A Gluś? No niedoczekanie, żeby jakiś Gluś mi dziecko filmował. Potem pewnie w sieć wrzuca i czerpie zyski:D
    Co do Leninka, to powierzchowność myli. Otóż różowonosy przed lekturą prasy pastwił się ćwiczebnie nad myszką treningową, na co są dowody fotograficzne.
    Niestrudzonemu poszukiwaczowi imienia gratuluję osiągniętej nirwany:D

  8. Uśmiech bez kota? Takie rzeczy to tylko w Cheshire! :)
    Jakaś czarna seria z wyrwanymi kartkami – ja w bibliotece dostałam okaleczonego „Półbrata”. :(
    Pięknie proszę o uzupełnienie powyższego posta ćwiczebnymi fotosami Leninka ze szkolenia.
    Rodziców szkolnej dziatwy może też martwić demoralizujący wpływ erotycznej poezji Fikandra. Natomiast Zwierzątko mojej Mamy to anarchista (Lepiej w smole niż w stodole) i jako siewca chaosu może prowokować do wzmożonego bałaganienia w pokoju. :) „Bromba” na listę ksiąg zakazanych! :D

  9. @Lirael: kartki u mnie zaginęły jeszcze w drukarni, a sama książka, chociaż pobiblioteczna, wyglądała na niemal nieczytaną.
    Zwierzątko mojej mamy może też mieć rozmaite niepokojące konotacje freudowskie – zdecydowanie na stos, ale najpierw utopić, szarpać końmi i obtoczyć w smole i w pierzu.
    A Leninka z myszą za chwileczkę dorzucę:) Cóż to za przejaw braku zaufania tak się dowodów domagać:P

  10. Wielkie dzięki. Różanonosy Leninek jest bardzo fotogeniczny! Wygląda tak, jakby tej myszce dawał całusa, więc w krwiożercze instynkty nadal do końca nie wierzę. :) Przekazujemy liczne głaski dla cierpliwego fotomodela.

  11. Na recenzję Szabo też czekam niecierpliwie, bo to następna książka tej pani stojąca u mnie w kolejce.
    A Klaudyny nie miałam przyjemności poznać. Jak byłam w stosownym wieku, to pani w bibliotece stwierdziła kategorycznie, że to lektura jeszcze nie dla mnie, a po pewnym czasie stwierdziłam, że chyba już nie dla mnie. Może jednak warto spróbować…
    Aaa, jeszcze jedno – namierzyłam książkę pani Feher w małej osiedlowej bibliotece, hura!

  12. Weszłam zaintrygowana tytułem :) No i co zaraz zrobiłam po przeczytaniu twojego posta – ano przejrzałam oczywiście „słowa kluczowe”, ale u mnie to żadne cuda, wręcz nuda (nawet się zrymowało), nazwiska autorów lub tytuły książek. Nudą bije po oczach :) Za to twoje to prawdziwe perełki. Słowo o Klaudynie – przeczytałam większość jak byłam w liceum, oczywiście z rumieńcami na twarzy :) Teraz tylko muszę wymyślić coś co by zachęciło potencjalnych kandydatów do przedziwnego przeszukiwania mojego bloga :) pozdrawiam :)

  13. @Lirael: niektórym to nie dogodzi:P Za głaski dziękujemy, pomrukujemy w rewanżu:D

    @Monani: gratuluję Feher, a na Klaudynę chyba nigdy nie jest za późno, tylko te skandale już mocno zwietrzałe:D

    @The_book: nie wiem, co Ci poradzić; może pomógłby jakiś tekst o Zmierzchu, wampiry generują spory ruch w wyszukiwarkach:D

  14. Moim osobistym hitem (u mnie) jest „sen o księdzu z uciętą głową” (do kompletu z zakonnicą) i jeszcze „niezaradnośc życiowa 40-latka”

  15. Jestem gotowa założyć się, iż rzeczony kot zemścił się na zakonnicy. A jeśli ktoś zrobi Ci włam do mieszkania i zabierze wyłącznie Lenina… to znaczy, że to ja ;-).

  16. @Eireann: ja nawet mniej więcej wiem, co mógł jej zrobić:) Jeśli nie zginie nic z księgozbioru, a Leninka będziesz traktować dobrze (bardzo lubi szynkę oraz świeżą wieprzowinę w zgrabnych kawałkach:P) to próbuj się włamywać:D

  17. wczoraj się spieszyłam i zapomniałam- liczę,że po Twojej recenzji wartość mojego egzemplarza „Staroświeckiej” dogoni, albo przebije „Abigel” PPP

  18. Myślę, że byłby to niegłupi sposób, żeby jakoś ZAROBIĆ NA BLOGU. Lepszy, niż to ciułanie grosików ze spadajcych reklam;).

  19. Myślę, że jakbyś jeszcze wkręcił Matkę Chrzestną w opublikowanie pochlebnej recki, to powodzenie przedsięwzięcia gwarantowane;).

  20. Matka chrzestna przemyśli propozycję ;) I na wszelki wypadek w najbliższym czasie nabędzie jeden egzemplarz, tak na wszelki wypadek ;) Bo kto wie, co taki trust czy inny syndykat zrobi? ;)

  21. Dziś otwierma bloga i tu taka niespodzanka dwa wspaniałe „słowa kluczowe”:”czesiek zesral ogłoszenia” oraz „czy jak dziecko piszczy moze miec pozniej czerwone gardlo”. Ha! udało się :) A z wampirami pomyślę :)

  22. Coś chyba ze mną nie tak, w ogóle nie pomyślałam o księgozbiorze! To jednak nie zrobię tego włamu, bo jak zacznę kontemplować Twoje książki, to mnie przyłapiesz na gorącym uczynku ;-D. Pozostaje mi podziwiać Leninka na odległość ;-).

  23. „różaniec w sprawach beznadziejnych” (odmówić radzę przed najbliższym kontaktem z wyszukiwarką internetową) – od dzisiaj będzie to moja perełka :D, a co do samego Leninka to nie zgodzę się z twoja rodzinką i uważam, że stanowczo może jeszcze przybrać na wadzę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *