„Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach” (Józef Ignacy Kraszewski, „Orbeka”)

„A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta  z przeszłością, mężczyzna po przejściach…”, to wtedy mamy materiał na całkiem niezłą powieść. Mężczyzna po przejściach, Walenty Orbeka, uważany jest przez sąsiadów z podsiedleckiej okolicy za dziwaka. Starszy (według ówczesnych pojęć, dziś byłby czterdziestolatkiem w kwiecie wieku), zamknięty w sobie melancholik, stroniący od gwaru i ludzi, rozwiedziony, chociaż sam uważał się za wciąż żonatego. Żyje skromnie, ma swoją muzykę i książki. Znienacka spada na niego milionowy spadek. Rozpisują się o tym szczęśliwym wydarzeniu gazety i nagle całe sąsiedztwo zaczyna się interesować samotnikiem. Niemal siłą ściągnięty zostaje na przyjęcie na swoją cześć w dworze podkomorzego, który słynie z gościnności na skalę znaną z „Pana Tadeusza”, ale poza tym ma kilka córek na wydaniu i kto wie, może świeżo upieczony bogacz zainteresuje się którąś z panienek.

Niestety urok prowincjonalnych gąsek przyćmiewa daleka krewna podkomorzostwa, która w złą godzinę postanowiła odwiedzić pociotków. Panna Palmira z Wykołowiczów baronowa von Zughau, secundo voto podczaszyna bracławska Sierocińska, jest – o zgrozo! – podwójną rozwódką, kobietą z przeszłością tak bujną, że przyćmiłaby Joan Collins i Zsa Zsę Gabor razem wzięte, a Elizabeth Taylor mogłaby jej co najwyżej buciki czyścić. Jeden ma talent: potrafi omotać dowolnego mężczyznę, by wycisnąć go jak cytrynę i zrujnowanego wyrzucić na śmietnik. Na wieść o majątku nieciekawego Orbeki w jej oczach pojawia się łowiecki błysk.

Jeśli myślicie, że stoik Orbeka oparł się urokowi pięknej Palmiry, zwanej Mirą, to się mylicie. Zakochał się niemal od razu i to bez pamięci. A to stało się początkiem nad wyraz dramatycznej  historii godnej pióra Heleny Mniszkówny. Gdybym bowiem dostał „Orbekę” bez okładki i strony tytułowej, autorce „Trędowatej” mógłbym przypisać stworzenie tego romansu. W życiu jednak nie zdarzyło jej się wspiąć na takie wyżyny literackie. Bo wbrew dość banalnej, aczkolwiek niezupełnie przewidywalnej fabule, „Orbeka” jest książką pełną ciekawych obserwacji psychologicznych i obyczajowych. Fantastycznie nakreślona jest postać bezwzględnej uwodzicielki o kamiennym sercu, kobiety kapryśnej, egoistycznej, obdarzonej urodą, nieprzeciętnym urokiem i wielkim talentem aktorskim, dzięki którym potrafiła czynić z mężczyzn swych niewolników. Z podziwem i zgrozą obserwowałem jej sztuczki, wybiegi, intrygi, przedstawione po mistrzowsku. Na tle Miry Orbeka jest tylko bezwolną kukłą, która gotowa jest na wszystko za ochłap rzucony przez ukochaną – byle uśmiech, zdawkową rozmowę, podanie do ucałowania koniuszków palców. Można go żałować, można pogardzać jego słabością, ale Kraszewski wyraźnie stwierdza, że na czar Miry nie było mocnych. Mężczyźni przytomnieli po utracie resztek majątku albo strzelali sobie w łeb, Orbeka nie potrafił wyzwolić się z więzów.

Od strony obyczajowej mamy światowe przyzwyczajenia Miry, stroje, klejnoty, powozy, przyjęcia – nakreślone jednak dość pobieżnie, przypuszczalnie Kraszewski nie miał stosownego doświadczenia. Niewątpliwie jednak z autopsji znał obyczaje szlacheckiego dworu z prowincji, gdyż przyjęcie na cześć Orbeki u podkomorzostwa odmalowane jest barwnie i szczegółowo, z licznymi detalami: służący „procesjonalnie snuli się, niosąc rozmaite aparata do sali jadalnej”, a w całym domu było  „słychać kapustę” gotowaną na bigos dla licznych gości. Dowiadujemy się też, jak zatrzymywano osoby, które chciałyby się wymknąć przedwcześnie z przygotowanej na ich cześć fety: zdjęcie kół powozu było najmniej radykalnym środkiem.
„Orbekę” niemal pochłonąłem, zatrzymując się nader często jednak dla delektowania się rozmaitymi smaczkami, detalami czy sformułowaniami, gdyż język jest kolejną zaletą powieści. Dla zarażonych jikozą jest to pozycja obowiązkowa, wolni jeszcze od tego schorzenia mają wielkie szanse zarazić się twórczością Kraszewskiego. Doskonała na lato, inne pory roku też będą tej lekturze sprzyjać.

Józef Ignacy Kraszewski, Orbeka, Wydawnictwo Literackie 1983.
(Visited 87 times, 1 visits today)

17 thoughts on “„Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach” (Józef Ignacy Kraszewski, „Orbeka”)

  1. Wszeteczna Palmira wygląda mi na starszą siostrę Serafiny – dokładnie ten sam typ! :) Jednak bohaterka „Orbeki” wydaje mi się bardziej diaboliczna. :)
    Książka bardzo udana, a Twoja recenzja prawdziwy majstersztyk!
    Ciekawe, jakie aparaty ci służący procesjonalnie wnosili. :)
    Te wszystkie smaczki i detale cieszą mnie ogromnie! „Orbeka” już wpisany w poczet JIKowych priorytetów obowiązkowych. :)

  2. Fantastyczna recenzja – zaczynam się skłaniać ku wstąpieniu w szeregu szału na Kraszewskiego. Bardzo, ale to bardzo mnie zachęciłeś. Pozdrawiam,A.

  3. Moja JIK-oza zaczyna mi trochę przechodzić, ale widze po tej recenzji, że wyleczenie się byłoby zbrodnią.
    Wymykanie się po angielsku w polskim dworku przy zdejmowaniu kół byłoby raczej niemożliwe:).

  4. Też miałam nadzieję na znalezienie jakiś schodków p-poż, którymi udałoby mi się wymknąć na parę chwil od JIK-owskiego wyzwania, boć inne czekają, ale obawam się, iż choroba dopadnie mi komputer i ilekroć będę chciała zajrzeć do poczty otworzy mi się na ekranie kolejny e-book. Twoje recenzje są zdecydowanie za dobre, czasami podejrzewam nawet, że są lepsze od recenzowanych książek. Pozdrawiam guciamal

  5. Miło mi poinformować, że nominowałam cię do nagrody One Lovely Blog Award.
    Jeżeli będziesz miała ochotę, aby się przyłączyć serdecznie zapraszam. Szczegóły na moim blogu. Jeśli nie – zrozumiem.
    Pozdrawiam serdecznie. Guciamal

  6. @Pisany inaczej: Orbeka świetnie się sprawdziła plażowo, ale jak pisałem – to książka całorocznego użytku:)

    @Orchiss: koniecznie przeczytaj coś na próbę, najlepiej z tych bardziej entuzjastycznie ocenianych powieści:)

    @Iza: a moja jikoza właśnie się rozkręca i wiele sobie jeszcze przyjemności obiecuję:) I wyobraź sobie, że bohater wymknął się po angielsku z tej imprezy:)

    @Guciamal: dzięki za miłe słowo:) Natomiast za nominację bardzo dziękuję i szalenie mi miło, ale chyba ta nowa fala zwierzeń nadeszła zbyt szybko po poprzedniej i nie nabyłem jeszcze nowych sekretów, które mógłbym zdradzić:D

  7. O „Oberce” nie słyszałam, poszukam:) Wypożyczyłam „Hrabinę Cosel” – niestety poległam po paru stronach. Musze chyba poszukać czegoś innego:)
    pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *