Hołd dla gwiazdy (Zbigniew Korpolewski, „Hanka Bielicka”)


Hanka Bielicka to jedna z tych artystek, o których myślałem, że będzie trwać wiecznie. Była, jest i będzie, prawdziwa gwiazda, której niestraszny upływ czasu i zmienne mody. Aktorka zmarła jednak w wieku 91 lat, w 2006 roku. Pozostała legenda.

Zbigniew Korpolewski wydawał się być stworzony do zmierzenia się z tą legendą. Zaprzyjaźniony z Bielicką, pisał dla niej monologi, dyrektorował w Teatrze Syrena, którego była przez dziesięciolecia najpopularniejszą aktorką, wreszcie wysłuchiwał jej wspomnień i został przez nią samą obarczony zadaniem napisania biografii. Jeszcze przed rozpoczęciem systematycznej lektury kartkowałem ten starannie wydany tom, przeglądając liczne zdjęcia, a mój wzrok zatrzymywał się na smakowitych anegdotach, wspomnieniach i tekstach monologów – wszystko zgodnie z zapowiedzią w tytule. Wydawało się, że będzie to idealny hołd złożony Hance Bielickiej. Niestety już lektura autorskiego wstępu rozwiewa złudzenia, że mamy do czynienia z biografią w pełni tego słowa znaczeniu, że poznamy koleje losu aktorki, szczegóły życia zawodowego i prywatnego, że poczytamy fragmenty recenzji i wspomnienia przyjaciół, znajomych czy współpracowników. Zbigniew Korpolewski napisał bowiem książkę na podstawie wyłącznie własnych wspomnień i tego, o czym opowiedziała mu Bielicka przez lata znajomości. Do tego doszły rozważania autora o polskiej estradzie, fenomenie gwiazdy, jaką niewątpliwie była Hanka Bielicka, oraz o miałkości celebrytów nam współczesnych, wylansowanych na fali skandali.
Poznajemy Bielicką jako osobę wielkiego talentu, pracowitości i dobroci. Aktorkę, która nigdy nie przestawała grać, która za punkt honoru miała ubarwianie szarej peerelowskiej rzeczywistości swymi strojami i kapeluszami. Profesjonalistkę w każdym calu, która z szacunkiem odnosiła się do swojej publiczności: nie lubiła serwować widzom starych tekstów ze sceny, znosiła największe trudy i niewygody tras objazdowych, byle nie sprawić zawodu czekającym na nią widzom. Widzimy też gwiazdę od strony bardziej prywatnej: poznajemy niezbyt udane związki uczuciowe, tryb życia w domu i podczas estradowych objazdów po Polsce i świecie, ukrywaną starannie przez lata pomoc potrzebującym, zarówno ludziom, jak i zwierzętom.
Z tekstu emanuje ogromny podziw i szacunek dla Hanki Bielickiej. Całość, chociaż pisana ze swadą i poczuciem humoru, zrobiła jednak na mnie wrażenie przegadanej; co gorsza, nazbyt często pewne wątki się powtarzają, chwilami za wiele dowiadujemy się o poglądach Zbigniewa Korpolewskiego, a za mało o jego bohaterce. Rekomenduję więc czytanie książki na raty, dzięki czemu da się uniknąć znużenia, jakie odczułem po zaaplikowaniu sobie tej pozycji w jednorazowej dawce. Na pewno warto po tę książkę sięgnąć, gdyż autorowi udało się pokazać, na czym polegał fenomen Bielickiej i skąd brała się niezmienna przez dziesięciolecia popularność i sympatia widzów.
Zbigniew Korpolewski, Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu. Wspomnienia, anegdoty, niepublikowane monologi, Prószyński i S-ka 2011.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

PS. Jeszcze tylko dwa dni zostały na wysłanie nominacji do nagrody „Złotej Zakładki”. Każdy głos na Waszego ulubieńca się liczy!

(Visited 49 times, 1 visits today)

17 komentarzy do “Hołd dla gwiazdy (Zbigniew Korpolewski, „Hanka Bielicka”)

  • 29 sierpnia 2011 o 21:09
    Permalink

    Artyście niełatwo chyba opisać kogoś innego z tzw. branży bez egotycznych wtrętów. Szkoda, że losami pani Hanki nie zainteresowała się autorka w stylu Joanny Olczak-Ronikier.
    Zgadzam się z Tobą, że sprawiała wrażenie kogoś, kto nie wpadł tu tylko z wizytą, a osoby, która zostanie tu na zawsze. Ja podobnie odbierałam Irenę Kwiatkowską.
    Kapelusze były niesamowite, też widziałam w nich bunt wobec szarej rzeczywistości.
    Pani Hanka była jedną z najbardziej ubóstwianych polskich artystek, a jej fani stanowili chyba dość zróżnicowaną grupę. Pamiętam, że oglądałam program, w którym opowiadała, że kiedyś coś jej ukradziono. Gdy złodziej zorientował się, że przedmiot należy do Bielickiej, łup natychmiast zwrócił. :)

    Odpowiedz
  • 29 sierpnia 2011 o 21:19
    Permalink

    Czytałam kiedyś Uśmiech w kapeluszu Hanki Bielickiej. Nie pamiętam dokładnie swoich odczuć, ale raczej były pozytywne. Chyba sięgnę po tamtą książeczkę, aby sobie przypomnieć i skonfrontować z tym co mi się wydaje i z twoim opisem kolejnej biografii.

    Odpowiedz
  • 29 sierpnia 2011 o 21:34
    Permalink

    Bardzo lubiłam Hannę Bielicką. Zawsze była niezwykle pogodna i optymistycznie nastawiona do świata, dlatego z ogromną przyjemnością poznam ,,Umarłam ze śmiechu”.

    Odpowiedz
  • 29 sierpnia 2011 o 21:44
    Permalink

    @Lirael: dlatego nie zgłaszam sprzeciwów wobec egotycznych wtrętów, a jedynie wobec ich niejakiej powtarzalności. Faktycznie, ja też odbierałem Irenę Kwiatkowską jako nieprzemijalną (u Korpolewskiego jest parę uwag o rywalizacji obu pań, sympatia autora wiadomo po czyjej stronie:P) Opowieść o włamaniu też jest, ale najbardziej mi się podobało, jak pani Hanka rozdawała rano okolicznym menelom po parę złotych na „śniadanko”:))

    @Guciamal: ja z kolei czytałem „Urodzoną na wozie”, wspomnienia Bielickiej, bardzo sympatyczna lektura.

    @Cyrysia: zachęcam, można się dowiedzieć, że niekiedy ta pogoda i optymizm były po mistrzowsku zagrane:)

    Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2011 o 03:18
    Permalink

    Książki (niestety) póki co nie miałem okazji czytać. A Hanka Bielicka została w moich wspomnieniach jako żywa postać pewnego okresu.Po książkę oczywiście sięgnę, gdy uporam się ze zobowiązaniami czytelniczymi.

    Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2011 o 05:45
    Permalink

    Zastanawiam się, czy czytałam tego rodzaju książkę, w której ego-wtrętów autora, również artysty, by nie było, ale chyba nie. Przypuszczam, że biografia Skrzyneckiego JOR może być od nich wolna lub prawie wolna. :)
    O rywalizacji Kwiatkowskiej i Bielickiej nie wiedziałam, ale rzeczywiście, trudno mi sobie wyobrazić te dwa wulkany energii razem. :)
    O sponsoringu śniadanka też nie słyszałam, wprost cudne. :D

    Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2011 o 06:33
    Permalink

    @Pisany_inaczej: chyba każdy z nas (powyżej pewnego wieku) ma żywe wspomnienia związane z Hanką Bielicką:) Ja ją szczególnie lubię w roli z filmu „Gangsterzy i filantropi”:)

    @Lirael: nie byłbym taki pewien, czy JOR zdobyła się na pełną neutralność, w końcu jej życie mocno się zazębiało z życiem Skrzyneckiego. Chyba w końcu złapię się za „Piotra” i zdam relację:)

    Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2011 o 19:38
    Permalink

    W sumie w „Korczaku” też robiła liczne odniesienia do swojej rodziny, więc to chyba jednak jest nieuniknione. Za Skrzyneckim nigdy nie przepadałam, ale Skrzynecki a la JOR rzeczywiście może być wysokoenergetycznym daniem. :) Relacja z konsumpcji będzie wyglądana z radością. :)

    Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2011 o 19:55
    Permalink

    Nieprędko to nastąpi, mam sześć przeczytanych książek do zrecenzowania:( Nie wiem, kiedy zdążyłem to przeczytać, przecież ja w ogóle nie mam czasu:P

    Odpowiedz
  • 31 sierpnia 2011 o 06:15
    Permalink

    Na pocieszenie dodam, że ja mam w kolejce siedem: sześć z wakacji i jedna nowa. :) W tym tempie powinnam około Bożego Narodzenia uporać się z zaległościami, przy założeniu, że nic nowego nie przeczytam. :)

    Odpowiedz
  • 1 września 2011 o 04:44
    Permalink

    Pierwsze sprawdziany dopiero pod koniec września, stresowanie uczniów licznymi klasówkami jest sprzeczne z ideą lirealizmu. :)

    Odpowiedz
  • 1 września 2011 o 16:59
    Permalink

    Gdyby jakaś recenzja mnie pochłonęła, uczniowie mogliby w czasie sprawdzianu rozwijać umiejętność pracy w grupie. :)

    Odpowiedz
  • 2 września 2011 o 15:33
    Permalink

    Podobno nie ma ludzi niezastapionych. To nieprawda. Bielicka nalezy do takich osob. Uwielbiam ja!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: