Nieobiektywnie i bezkrytycznie (Colette, „Małżeństwo Klaudyny”)

Klaudyna rzuciła się na oślep w małżeństwo z dużo starszym od siebie Renaudem. Miodowy miesiąc tej pary przedłużył się do piętnastu miesięcy: dni i tygodni namiętności, wrażeń, podróży, zawrotów głowy. Zmęczona nieco tym wszystkim dziewczyna zażądała wreszcie od męża, by się ustatkowali, by stworzyli sobie dom. Kiedy dokoła niej świat się nieco uspokoił i poukładał, Klaudyna zaczęła też porządkować swoje uczucia i doszła do wniosków, które ją samą zaskoczyły: kocha Renauda, pragnie go, ale chciałaby, żeby nie uwielbiał jej tak bezkrytycznie, żeby nie ulegał jej w każdej kwestii. Pragnęła, by okazywał więcej stanowczości, a mniej pobłażania. Odwiedziny w szkole w Montigny sprawiły, że małżonkowie zaczęli niebezpieczną grę. Młode dziewczęta z internatu przywiodły Klaudynie na myśl Łusię i zbudziły dawne pożądania, Renaud zaś obserwował to z zafascynowaniem i podnieceniem. Zaczął popychać żonę w ramiona innej kobiety.

W „Małżeństwie Klaudyny” znalazły chyba swą kulminację wszystkie cechy poprzednich części cyklu. Powieść odurza bogactwem zapachów – Renaud pachniał jasnym tytoniem i juchtem, w garsonierze, w której Klaudyna spotykała się z przyjaciółką, unosiła się woń Marcela, drzewa sandałowego, siana i odrobiny eteru. Oszałamiają kolory i faktury: włosy ukochanej „jak pieniste piwo”, jej suknia „błękitna, błękitna, błękitna błękitem przejrzystym i mydlanym jednocześnie”, „suknia z niebieskiej wody, w której elfy robiły pranie…” Niby banalne, ale doskonale oddające stan ducha Klaudyny na widok przyjaciółki. Kształty, które aż proszą, by dotknąć – nastolatka „zwinięta w kłębek, otulona w nocną koszulę, śpi teraz na kołdrze, głową dotykając kolan i wypinając na nas rozkoszny zadeczek…” Gesty, spojrzenia, uśmiechy, półsłówka – cały wielki kunszt uwodzenia rozwijany przed naszymi oczami, erotyka nieskrywana, opisywana wyraziście, ale z wielką subtelnością i wyczuciem.
Ponownie dałem się wciągnąć w świat Klaudyny, bez znużenia, z nieskrywanym zainteresowaniem śledząc następną fazę jej rozwoju, podpatrując kolejny krok na drodze do zrozumienia samej siebie i własnych oczekiwań wobec świata i ludzi. Obiektywizm wobec powieści Colette straciłem już dawno, resztki krytycyzmu zagłuszyła symfonia wrażeń, jakich dostarcza lektura. Zamierzam bezwstydnie pławić się w każdej książce tej autorki, jaka wpadnie mi w ręce – a zebrałem już kilka następnych. Kolejne peany wkrótce.
PS. Okładka najlepsza z dotychczasowych.
Colette, Małżeństwo Klaudyny, tłum. Krystyna Dolatowska, W.A.B. 2011.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

12 października rano: Ku swojemu zdumieniu właśnie zauważyłem, że mój blog znalazł się w finałowej szóstce konkursu na Najlepszy Blog Książkowy Roku – wielkie to dla mnie wyróżnienie. Konkursowi towarzyszy też głosowanie Internautów: każdy, kto wyśle maila pod adres  konkursy@duzeka.pl, w temacie wpisując nazwę bloga, w treści zaś swoje imię i nazwisko, ma szansę na nagrody książkowe. Zachęcam, oczywiście, do głosowania na ZWL:)

(Visited 71 times, 1 visits today)

19 komentarzy do “Nieobiektywnie i bezkrytycznie (Colette, „Małżeństwo Klaudyny”)

  • 11 października 2011 o 20:14
    Permalink

    „Suknia z niebieskiej wody, w której elfy robiły pranie…” – ależ ładnie!!! A pozostałe fragmenty też urocze. Symfonia wymienionych przez Ciebie zapachów zachwyca.
    Nie mam nic przeciwko kolejnym peanom na cześć Colette, ba, podpisuję się pod nimi w ciemno obiema rękami. :)

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 20:16
    Permalink

    Uwielbiam serię o Klaudynie, przeczytałam poprzednie części, więc i na tę przyjdzie pora. Niecierpliwie wypytywałam o nią w bibliotece, mam nadzieję, że niedługo wpadnie w moje ręce, po tej recenzji jestem jeszcze bardziej zniecierpliwiona :)

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 20:18
    Permalink

    @ Lirael: Ta suknia dorównuje talerzowi w kolorze rzekotki:) w przedmowie do „Niebieskiej latarni” wyczytałem, że cykl o Klaudynie to w ogóle słabizna na tle innych utworów Colette, już się nie mogę doczekać tych innych:)

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 20:19
    Permalink

    @Domi: dzięki. Było tyle wydać Klaudyny, że z dostępem nie powinno być problemów, więc mam nadzieję, że szybko się doczekasz:)

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 20:22
    Permalink

    Zgadzam się całkowicie. Nie umiem być obiektywna wobec książek, którym zawdzięczam swoje imię, ale i tak uważam, że ta seria jest fenomenalna!

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 20:36
    Permalink

    @Karodziejka: mnie zachwycają, natomiast natknąłem się ostatnio na opinię mało entuzjastyczną, więc czytasz na własną odpowiedzialność:)

    @Futbolowa: zgadza się, fenomenalna, to odpowiednie słowo:)

    @Lirael: mało, ale i tak nie najgorzej: czwarta Klaudyna, Narodziny dnia, Niebieska latarnia, Czyste nieczyste i Gigi, które muszę upolować:)

    Odpowiedz
  • 11 października 2011 o 21:01
    Permalink

    Czytałam serię o Klaudynie lata świetlne temu, i wprawdzie dojechałam do końca, ale pamiętam, że od zachwytów byłam daleka… Ciekawe, jak bym ją odebrała teraz. Ale pewnie nie sięgnę – przez przekorę ;-). I przez te stosy biblioteczne, co się swojej kolejki doczekać nie mogą…

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 08:02
    Permalink

    Gratulacje! A co do Klaudyny- dwa pierwsze tomy mnie trochę zanudziły,ale już trzeci mi się baaardzo spodobał. A mi się podoba okładka ostatniej części :)

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 12:46
    Permalink

    Wielkie gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Oczywiście głosowanie już odbyłam. :) Trzymam kciuki i życzę Ci powodzenia w finale!
    Właśnie przestudiowałam katalog BN pod kątem Colette i znalazłam coś takiego: „La fin de Chéri”. Czyżby sequel? :P
    Są jeszcze powieści: „Ich dwoje”, „Kotka”, „Niewiniątko”, „Ta druga” – wszystkie wydane u nas w latach trzydziestych. :( I jeszcze bardzo intrygujące „Siedem dyalogów zwierzęcych” :D, w Polsce opublikowane w 1911 r. Natomiast w Biblionetce są jeszcze dwie pozycje: „Koniec historii Ulubieńca” i „Sido”.

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 13:03
    Permalink

    @Lirael: dziękuję bardzo za gratulacje i głos:) Zapomnieliśmy o „Domu Klaudyny”, a te przedwojenne są, obawiam się, nie do zdobycia:(

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 13:35
    Permalink

    Obawiam się, że to bielusieńkie kruki, nawet w BN występują tylko w jednym, maksymalnie w dwu egzemplarzach. :(

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 13:58
    Permalink

    Nałkowska też czytała Colette, kwiat inteligencji polskiej również po jej powieści sięgał. :)

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 18:14
    Permalink

    Gratulaaaacje – ja też już po głosowaniu. Trzymam kciuki i powodzenia życzę

    Odpowiedz
  • 12 października 2011 o 19:06
    Permalink

    @Lirael: Nałkowska pewnie w oryginale czytywała, a nie w jakichś tam tłumaczeniach:)

    @Guciamal: bardzo Ci dziękuję:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: