Sto głosów, sto opowieści (Lyn Smith, „Holokaust”)

Sto głosów, sto opowieści. Każda inna, a jednak wszystkie podobne. Okruchy pamięci układające się w wielki fresk. Najpierw jasne kolory spokoju i bezpieczeństwa przedwojennego życia, w które wkrada się szarość pierwszych antysemickich ustaw i represji w Niemczech. Z chwilą wybuchu wojny obraz robi się coraz mroczniejszy – czernią rozpaczy i czerwienią bólu, z rzadka usiany perłowymi plamkami ludzkich odruchów, kiedy ktoś nakarmił, przechował, pomógł, dał szansę przeżycia. Zbliżające się wyzwolenie nieznacznie tylko rozjaśnia malowidło, gdyż jeszcze w ostatniej chwili – a i już po wojnie – tysiące umierały, najpierw w niekończących się marszach śmierci w panicznej ucieczce przed nadciągającymi aliantami, a potem z osłabienia i braku odpowiedniej opieki. Pochłonięta po latach głodu tabliczka czekolady wręczona przez amerykańskiego żołnierza mogła zabić.

Lyn Smith zebrała sto relacji ocalonych z Holokaustu, ale także ich przedwojennych sąsiadów, współwięźniów z obozów koncentracyjnych, wyzwolicieli – żołnierzy armii alianckich, przedstawicieli organizacji humanitarnych, którzy już po wojnie zajmowali się ludzkimi cieniami. Poukładała je chronologicznie, tworząc kronikę Holokaustu, ukazując pogardę i napiętnowanie, głód i choroby, wreszcie precyzyjną machinę zabijania i okoliczności, w jakich nielicznym udało się uniknąć śmierci. Wspomnieniom towarzyszą komentarze historyczne, które tworzą tło dla wstrząsających historii z gett, obozów, fabryk i kryjówek.
Szczególne wrażenie robią opowieści z chwil zaraz po wyzwoleniu. Widok więźniów i warunków, w jakich wegetowali, przyprawiał o szok nieświadomych skali zbrodni Anglików czy Amerykanów. „Nigdy nie widziałem tam lecącego ptaka” – podsumował swe odczucia brytyjski saper, który uczestniczył w grzebaniu zwłok w obozie Bergen-Belsen. Masie zobojętniałych na wszystko więźniów należało zapewnić nie tylko jedzenie i opiekę medyczną, ale przede wszystkim przywrócić poczucie człowieczeństwa. Niekiedy przypadkiem odkrywano na to wyjątkowe sposoby: do obozu w Bergen-Belsen przysłano, być może pomyłkowo, transport… szminek. „Nie wiadomo, kto prosił o szminki – stwierdził brytyjski szeregowy z korpusu medycznego – ale był to przejaw czystego geniuszu. […] Kobiety leżały w łóżkach bez koszul nocnych i prześcieradeł, ale z czerwonymi ustami. […] Dzięki tym szminkom ludzie poczuli się jednostkami”. Jednak to odzyskane człowieczeństwo okazywało się nader kruche, a powrót do normalnego życia był niełatwy. Jeszcze trudniejsze było uporanie się ze wspomnieniami traumatycznych przeżyć, w które niemal nikt nie chciał uwierzyć i o których nikt nie chciał słuchać. Często nawet małżonkowie i dzieci nie znali wojennych losów swych najbliższych. Dopiero po latach wielu ocalonych zebrało dość sił, by się otworzyć i opowiedzieć swe historie. Dzięki temu powstała ta książka. Nie jest to lektura łatwa, ale dzięki skali wykorzystanych materiałów pomaga – oczywiście w stopniu dostępnym dzisiejszemu człowiekowi – ogarnąć wzrokiem piekło Holokaustu.
Lyn Smith, Holokaust. Prawdziwe historie ocalonych, tłum. Anna Puziewicz, Wydawnictwo RM 2011.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu RM.
(Visited 60 times, 1 visits today)

14 thoughts on “Sto głosów, sto opowieści (Lyn Smith, „Holokaust”)

  1. Tego rodzaju przeżycia pozostawiają człowieka kaleką do końca życia. Chyba po raz pierwszy zrozumiałam to przeczytawszy Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku Romy Ligockiej, której wojenne doświadczenia były nieporównywalne z dolą więźniów obozów koncentracyjnych.
    Nikt nie chciał słuchać… myślę, że i dziś nie bardzo chcemy słuchać, czytać te wstrząsające historie. Chciałabym przeczytać książkę, ale muszę zebrać na to siły i odpowiedni nastrój.

  2. Duże wrażenie zrobiła na mnie przytoczona przez Ciebie uwaga brytyjskiego sapera. „Niebo bez ptaków” – tak brzmi tytuł jednej z książek o Majdanku.

  3. @Guciamal: Jest w tym tomie osobny rozdział poświęcony tej kwestii – okaleczeniu fizycznemu, ale przede wszystkim duchowemu (pytanie: dlaczego przeżyłem, a inni nie). Mowa też jest o samotności, o ukrywaniu swych przeżyć, by nie narażać się na odrzucenie – to było dla nich równie bolesne jak same przeżycia wojenne.

    @Lirael: Ta uwaga o ptakach to znakomite podsumowanie rzeczywistości obozowej. Do tego trzeba dodać całkowity brak zieleni (we wspomnieniach z Birkenau dominuje jeden element – hektary błota) i zupełnie dla nas niewyobrażalny fetor.

  4. Ja akurat ostatnio wpadłam w nurt Holokaustu i Gett Żydowskich, jednak zauważam często, że te wszystkie wspomnienia często nie róznią się bardzo od siebie i kolejna ksiazka nic nie wnosi w sensie i poznania i odczuwania nawet (wiadomo, ze najwiekszy szok jest po pierwszej lekturze).Nie chce tu umniejszac niczyich wspomnien, czy przezyc, bo to było piekło, którego nie jestesmy sobie w stanie wyobrazic, mimo wszystko, ale ta monotonia i podobienstwo zaczynaja mnie troche nuzyc. Nie odniosłes takiego wrazenia po tej lekturze??? Szczególnie, ze jak piszesz, sa tam wspomnienia wielu ofiar tej rzezi
    Ostatnia ksiazka która przyniosła mi cos nowego jest Oświęcim w oczach SS … brak słów po prostu.
    Oczywiscie zastanawiam sie nad przeczytaniem Holokaustu …

  5. @Dea: po pierwsze trzeba dawkować, po drugie – ten zbiór jest dobry na pierwszy kontakt z tematyką, bardziej oczytani mogą momentami odczuwać, że już to wszystko czytali, ale naprawdę każda historia jest inna i o znużeniu raczej nie może być mowy. Z tym że największe wrażenie zrobiły na mnie partie o wydarzeniach najmniej znanych: marszach śmierci i wyzwoleniu. „Oświęcim w oczach SS” to jest hardkor i po tym faktycznie niewiele rzeczy już robi większe wrażenie.

  6. eeeeeech… na razie poprzestałam na Ligockiej i Krall. Jeśli wezmę się za literaturę reportażową tego typu, będę starała się zacząć od tego co proponujesz, choć przyznam się szczerze, że wystarczy mi samo zdjęcie na okładce… Czy w środku jest więcej zdjęć?

    Teksty potrafię „filtrować”, obrazów już nie :( dlatego: książki o tej tematyce – tak, a filmy – nie.

  7. No tak, nawet jeżeli te historie są nam już znane, to moim zdaniem za każdym razem szokują tak samo mocno. I bez wątpienia im więcej tych świadectw zostanie wydanych, tym lepiej dla pokoleń, bo uwierzcie mi, pamięć zanika…

  8. Tak, to wydaje się takie oczywiste. Jednak kiedy udzielam korepetycji i mówimy o holokauście, uczniowie robią lekko zdziwioną minę, niby coś tam wiedzą, ale nie do końca… Trzeba mówić, czytać, czytać i mówić… Dobrze więc, że to robisz ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *