Jak pognębić młodego szulera? (Marian Brandys, „Honorowy łobuz”)

Marian Brandys znany jest (a może był? czy ktoś go jeszcze czyta?) jako twórca „reportaży historycznych” poświęconych epoce napoleońskiej. Bardzo cenne są jego dzienniki z lat siedemdziesiątych, szczególnie partie pokazujące działalność Komitetu Obrony Robotników i represje, jakie spadały na jego członków i sympatyków – w tym żonę pisarza, Halinę Mikołajską.

Pisywał też dla młodszych czytelników. Ciepło wspominam choćby „Śladami Stasia i Nel”, opowieść o podróży po Afryce. „Honorowy łobuz” to niewielki zbiorek opowiadań dla młodzieży. Otwierający go „Chłopiec z pociągu” zapewnił autorowi na długie lata miejsce w szkolnych czytankach. Historia z czasów okupacji o kilkunastolatku, który wziął na siebie winę, aby uchronić niewinnych przed śmiercią, jest wciąż przejmująca, chociaż napisana niezwykle prosto, w tonie niemal sprawozdawczym. Od razu nasunęło mi się skojarzenie z wycyzelowanym stylistycznie „Ikarem” Jarosława Iwaszkiewicza, który jednak niedawno nie wzbudził we mnie większych emocji. Dwa kolejne opowiadania podobać się powinny miłośnikom Edmunda Niziurskiego: „Navigare necesse est” to historia o nauczycielu łaciny, którego tajemnicę przeniknąć chcą niezbyt go lubiący uczniowie – a ich odkrycie zmieni stosunek chłopców do starego profesora. „Eksperyment naukowy” humorystycznie przedstawia wpływ dwóch urwisów na przebieg ważnego doświadczenia biologicznego. Charakter autobiograficzny ma „Śmierć don Juana” – refleksja o przemijalności sztuki aktorskiej, której niegdyś nie umiano utrwalać. Zamykające książkę „W Nałęczowie” to obrazek z życia uzdrowiska, przybliżający jego stałego bywalca, Bolesława Prusa.
Najważniejsze jednak w tym tomiku, moim zdaniem, są dwa opowiadania dedykowane Kazimierzowi Lisieckiemu „Dziadkowi”, pedagogowi, zwolennikowi nowoczesnego wychowania opartego na poszanowaniu praw dziecka. „Wiewiórczak” i „Honorowy łobuz” pokazują, jak funkcjonował kierowany przez Lisieckiego dom dziecka i jakimi metodami się w nim posługiwał. Oba oparte są na konfrontacji „trudnej młodzieży” z „Dziadkiem”, który na różne sposoby (jak pognębić młodego szulera? ograć go w karty) próbuje zrobić z chuliganów porządnych chłopaków, mimo iż jego samego to wiele kosztuje i emocjonalnie, i fizycznie. Na tle pozostałych, dość krótkich opowiadań te wyróżniają się rozwiniętą formą, dzięki której Brandys mógł dogłębnie przedstawić konflikty i sposoby ich rozwiązywania przez Lisieckiego. Bardzo wzruszający jest „Wiewiórczak”, w którym śmierć niewinnego zwierzątka pomaga winowajcom zrozumieć głębię własnej podłości i zawrócić ze złej drogi (to zdanie zalatuje większym dydaktycznym smrodkiem niż całe opowiadanie Brandysa, które jest wolne od nachalnego moralizowania). Brandys ciepło portretuje wychowawcę, który mimo wielu lat doświadczenia też przeżywa chwile zwątpienia i słabości, ale zawsze znajduje siły, by działać zgodnie ze swymi zasadami.
Tomik to zajmująca lektura na jedno popołudnie, chwilami refleksyjna, niekiedy zabawna, zróżnicowana stylistycznie i tematycznie. Warto go odkurzyć.
Marian Brandys, Honorowy łobuz, ilustr. Bohdan Butenko, Nasza Księgarnia 1975.
(Visited 76 times, 1 visits today)

10 komentarzy do “Jak pognębić młodego szulera? (Marian Brandys, „Honorowy łobuz”)

  • 15 maja 2012 o 19:04
    Permalink

    Nie pamiętam, żebym tę książkę czytała, ale całą tę serię wydawniczą wspominam bardzo pozytywnie.

    Odpowiedz
  • 15 maja 2012 o 20:14
    Permalink

    To samo chciałam napisać, co Karolina. Lubiłam książki z tej serii, charakterystyczna grafika nie da się zapomnieć. Co prawda żadnej nie mam z zbiorach, ale wspominam biblioteczne egzemplarze.
    Brandysa akurat nie czytałam, choć ten „Wiewiórczak” gdzieś mi świta, może był gdzieś przedruk, albo co…

    Odpowiedz
  • 16 maja 2012 o 08:31
    Permalink

    Mam Niziurskiego i chyba coś Ożogowskiej z tej serii. Chyba nawet poszukam tego tomiku w bibliotece, bo jakoś zachęcona się czuję ;)

    Odpowiedz
    • 30 maja 2012 o 18:36
      Permalink

      Poszukałam, znalazłam, przeczytałam. Wzruszające. Takie naiwne, proste i ładne. Tak sobie myślałam i doszłam do wniosku, że w dzisiejszych czasach metody wychowawcze Dziadka mogłyby nie zdać egzaminu. I mi się smutno zrobiło :(

      Odpowiedz
    • 30 maja 2012 o 19:24
      Permalink

      A ja myślę, że złapałby się za głowę w dzisiejszych czasach :(

      Odpowiedz
  • 16 maja 2012 o 13:04
    Permalink

    A ja dostałem z tej serii Broszkiewicza na zimowisku. Ciekawe gdzie się podziewa? :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: