Na przełomie dzieciństwa i dorosłości (Ewa Nowacka, „Słońce w kałuży”)

Jakiś czas temu Ewa Nowacka nie przekonała mnie  portretem dojrzewającej nastolatki, borykającej się z pierwszym uczuciem. Przekonała mnie natomiast, choć nie od razu, swoim portretem chłopca w tym samym momencie życia.

Wojtek, lat szesnaście. Rodzice, młodsi o osiem lat bracia bliźniacy. Inteligentny, oczytany, o wiedzy większej niż rówieśnicy, wśród których uchodzi za „chodzącą encyklopedię”. Ta intelektualna przewaga jest momentami dość pozorna, a szerokie zainteresowania raczej powierzchowne. To, co imponuje kolegom, niekoniecznie przekonuje nauczycieli – stąd dwója z fizyki na semestr. Ocena nie spędza jednak chłopakowi snu z powiek.
Dla Wojtka liczy się bowiem jedno – czy raczej jedna. Katarzyna, odległa koleżanka z klasy, która nie zwraca na niego uwagi. Tworzy sobie jej wyidealizowany wizerunek i uznaje, że jest zakochany. Nie ma odwagi zbliżyć się do dziewczyny, więc opowiada jej w grubym brulionie o sobie, swoich przemyśleniach i fascynacjach, lekturach, rówieśnikach, oczekiwaniach wobec siebie i innych. Z tych zapisków wyłania się obraz wrażliwego nastolatka, który próbuje uporządkować własne wnętrze i świat, nie pogubić wśród przemian, jakie go dotykają. Wojtek balansuje między dzieciństwem a dorosłością, jest trochę egzaltowany, idealistycznie nastawiony, skupiony na sobie, wkrótce jednak będzie musiał ostatecznie wkroczyć w dojrzałość i zostać podporą rodziny. Ponownej ocenie podda też to, co czuł do Katarzyny.
Swoją powieść Ewa Nowacka napisała językiem, który z początku trudno uznać za pasujący do nastolatka: jest tu – szczególnie w zapiskach bohatera – wyszukane słownictwo, wysoki, czasem wręcz poetycki styl, ciekawe refleksje. Niekiedy wygląda to na pretensjonalność czy sztuczność, ale właściwie nie kłóci się z tym, czego dowiadujemy się o Wojtku: w końcu pisze do ukochanej, chce zrobić na niej wrażenie, oszołomić ją swą wiedzą i inteligencją, przymiotami charakteru. To bywa męczące dla czytelnika, ale ma kluczowe znaczenie dla szesnastolatka: przecież nie poznamy samych siebie, jeśli nie będziemy wciąż i na nowo próbowali analizować swych myśli, uczuć i postępków. Bohater książki radzi sobie z tym zresztą bardzo dobrze i zdaje swój egzamin z dorosłości.
Chociaż „Słońce w kałuży” chwilami irytuje lub nuży, to całość jest wciągająca, Wojtek budzi sympatię, a jego dwaj braciszkowie dostarczają wiele uciechy swymi psotami. Do tego dochodzi garść realiów z końca lat siedemdziesiątych. Pojęcia nie mam, jak odebraliby tę powieść dzisiejsi szesnastolatkowie, ale mnie się podobało.
Ewa Nowacka, Słońce w kałuży, Nasza Księgarnia 1981.
(Visited 90 times, 4 visits today)

20 komentarzy do “Na przełomie dzieciństwa i dorosłości (Ewa Nowacka, „Słońce w kałuży”)

  • 8 maja 2012 o 20:29
    Permalink

    Jej, nie dość, że czytasz książkę dla nastolatków o miłości, to jeszcze „całość jest wciągająca”. Szał ;)
    A pod tym linkiem o nastolatce nic się niestety nie wyświetla.

    Odpowiedz
    • 8 maja 2012 o 21:04
      Permalink

      Link już działa, dzięki za zwrócenie uwagi:) A książka nie jest o miłości, tylko o dojrzewaniu, taka subtelna różnica.

      Odpowiedz
  • 8 maja 2012 o 21:29
    Permalink

    Prawie w rocznicę śmierci autorki te „nastolatki” podczytujesz. Miałam i ja co nieco doczytać, ale jakoś nie wyszło.

    Odpowiedz
    • 8 maja 2012 o 21:40
      Permalink

      Z rocznicą to przypadkiem wyszło, ale faktycznie – 29 marca już rok minął od śmierci Ewy Nowackiej. Wciąż mam jeszcze kilka Jej książek w planach.

      Odpowiedz
    • 9 maja 2012 o 05:05
      Permalink

      Ale napisałem również, że ma to swoje uzasadnienie. Obcowanie z pięknie napisanym tekstem, szczególnie na tle obecnej mizerii językowej książek dla młodzieży, też ma swój walor.

      Odpowiedz
  • 9 maja 2012 o 06:07
    Permalink

    A może masz za dużo czasu i chęć na nowy projekt – http://klasykadlamlodych.blogspot.com/ ?? Ja w miarę możliwości będę przerzucał swoje teksty z młodzieżówki :)
    Co do języka nie pasującego do bohatera, to bardzo często dorosłym autorom zdarza się wkładać zbyt dojrzałe teksty w usta swych młodocianych bohaterów. Coś pamiętam, że takie zastrzeżenie miałem przy „Oskarze i pani Róży” Schmitta.

    Odpowiedz
    • 9 maja 2012 o 06:22
      Permalink

      Projekt obejrzę, dzięki. Ja tam wolę, jak bohater mówi trochę zbyt wyszukanym językiem, niż jak powtarza co chwilę „łoł” i „zajefajne”, a kilka takich rzeczy ostatnio czytałem:P

      Odpowiedz
    • 9 maja 2012 o 08:49
      Permalink

      Prymitywizm językowy reprezentował cykl „Numery” Rachel Ward – czyli „jak mały Kazio wyobraża sobie język trudnej młodzieży”:P Prawdziwa trudna młodzież mogłaby autorkę i tłumaczkę wiele nauczyć:) Nadmiar „łołów” był w „Oksie w „Oksie Pollock”, chociaż poza tym nieźle się czytało.

      Odpowiedz
  • 9 maja 2012 o 06:13
    Permalink

    Rety. Ja chyba czytałam tę książkę w zamierzchłych czasach, jako nastolatka właśnie. Nie pamiętam niestety wrażeń, bo wówczas wciągałam po dwie książki dziennie i wszystko mi się kićka…

    Odpowiedz
  • 9 maja 2012 o 14:48
    Permalink

    Książki nie czytałam,ale Twoja recenzja mnie zachęciła.Na pewno po nia sięgne przy nadarzającej się okazji.Bardzo podoba mi się Twój styl pisania recenzji dlatego dodałam się do obserwujących.Jeśli chcesz możesz również dodać się do obserwatorów u mnie.Będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na :
    http://www.in-world-book.blogspot.com

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: