Pisanie jako śmiertelnie poważna choroba?

Szkice z życia, red. Agnes A. Rose, Danuta Awolusi, RW2010, 2012.

Niespełniona miłość, przemoc domowa, lęki egzystencjalne, zbrodnia, śmierć, żałoba – tak wygląda życie zdaniem większości autorów, których utwory złożyły się na tom „Szkice z życia”. Skąd u – jak się wydaje – w większości młodych ludzi takie skupienie na tym, co ponure i przygnębiające? Skąd całkowity brak poczucia humoru, umiejętności dostrzeżenia jasnych stron życia? Mam nadzieję, że nie wynika to z przyjęcia zupełnie błędnego, moim zdaniem, założenia, że literatura jest sprawą śmiertelnie poważną i że pisać można wyłącznie o rzeczach ostatecznych. Że czytelnikowi należy raczej postawić przed oczami jego własną marność, niż dostarczyć mu kilku stron dobrej rozrywki.
Na tym czarnym tle wyróżniają się dwa teksty, których autorzy postawili na opowiedzenie ciekawych historii. „Tajemnica koszmarnej sali” Victora Orwellskiego to właściwie gotowy pierwszy rozdział powieści sensacyjnej dla wielbicieli teorii spiskowych. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale nie mogę odmówić autorowi umiejętności konstruowania fabuły i lekkiego pióra. Na ciekawszym pomyśle oparty jest „Golem poznański” Olafa Tumskiego, w którym stara legenda o praskim Golemie przeplata się z wydarzeniami współczesnymi. Rzecz jest niestety chwilami przegadana i traci tempo, ale rekompensuje to dość zaskakujące zakończenie. Moją uwagę zwróciło też kilka innych tekstów: „Kobieta, którą nigdy nie będę” Marzeny Tokarskiej, pisana naturalnym stylem i z przebłyskami humoru, „Przystań” Danuty Awolusi za wyrazistą postać bezrobotnej bohaterki, intrygujące formą „Ja – Mała” Justyny Karoliny Gałązki i „Ersatz” Agnieszki Nietresty-Zatoń, mające spory potencjał „Pielęgnujmy guziki” Małgorzaty Rybarczyk-Bończak, moim zdaniem jednak niedopracowane i pozostawiające spory niedosyt. Do tej grupy dorzuciłbym „Obserwatora” Justyny Gul: wiernie odmalowany obrazek z życia, który lepszy byłby bez tytułowego obserwatora, i „Opowieść trzeciego stopnia” Agnieszki Steur. Jedyny tekst, który w założeniu miał być chyba zabawny i mógłby się odcinać od ogólnej ponurości, czyli „Jak śliwka w kompot” Aurory, jest napisany chaotycznie i razi nienaturalnym stylem.
Na podstawie tekstów zamieszczonych w tej antologii można wskazać kilka kwestii, na które autorzy powinni zwrócić uwagę, jeśli zamierzają kontynuować pisarskie próby. O tym, że nadmiar powagi szkodzi już wspominałem. Szkodzi też silenie się na styl wysoki czy też – w mniemaniu autora – oryginalny, który czytelnikowi wydaje się już tylko pretensjonalny, szczególnie w połączeniu z niechlujstwem językowym. Warto też pamiętać o tym, że czytelnik obdarzony jest wyobraźnią, nie trzeba mu więc dopowiadać każdego detalu, szczególnie zupełnie nieistotnego dla fabuły, ani też drobiazgowo opisywać każdego kroku bohatera. Wielu utworom dobrze zrobiłyby spore skróty.
Gdyby „Szkice z życia” ograniczyły się do tych kilku utworów, które wymieniłem wyżej, antologia miałaby szansę obronić się w moich oczach; byłby to zbiór dość zróżnicowany i dałoby się go czytać bez większego bólu. Odnoszę jednak wrażenie, że w tomie znalazły się absolutnie wszystkie teksty, jakie zostały nadesłane do redakcji. I tak, uradowawszy autorów zakwalifikowaniem ich opowieści do publikacji, zrobiono krzywdę czytelnikom, którzy potrzebują sporo samozaparcia, by dobrnąć do końca (o ile nie rzucą lektury zaraz na początku). Nieliczne ciekawsze historie po drodze nie rekompensują tego wysiłku.
(Visited 73 times, 1 visits today)

75 komentarzy do “Pisanie jako śmiertelnie poważna choroba?

  • 4 października 2012 o 21:05
    Permalink

    Hm…
    Jeszcze nie czytałam. Miałam tę antologię w planach wakacyjnych, ale jak zwykle, jest poślizg ;p
    Trochę się boję, bo to opowiadania, a w tej kwestii nawet Theorin mi do końca nie dogodził ;p ;p

    Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 05:53
    Permalink

    Jednym słowem, parafrazując Jerzego Stuhra, nie każdy pisać może :) Rozumiem, że przez wrodzoną delikatność nie wymieniłeś utworów najgorszych :P

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:08
      Permalink

      Na resztę spuśćmy zasłonę miłosierdzia, jak napisał Twain w Tomku Sawyerze:P A pisać każdy może, zakazu nie ma, ale niekoniecznie musi to prezentować publiczności:D

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:09
      Permalink

      Za każdym razem, kiedy widzę reklamę książki „nowej twarzy polskiej literatury” przypomina mi się ta piosenka.;(
      Ciekawe, skąd ten pęd do bycia literatem?

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:15
      Permalink

      Geneza rzeczywiście chyba ta sama, ale poza tym – skoro umiem napisać składnie parę słów na blogu i pojawiają się komentarze zachwyconych czytelników bloga (w tym i takie z błędami ortograficznymi), to jak tu nie uwierzyć że umię pisać?
      A Wy, przyznajcie się, ile razy już Wam tu różni tacy napisali, że powinniście napisać książkę? Jak się to podatnej osobie odpowiednią ilość razy powtórzy, to oczywiście że uwierzy…

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:18
      Permalink

      Tylko co ma zrobić w tej sytuacji biedny czytelnik? Czy ma być tym optymistycznym dzieckiem z dowcipu, które przekopuje tony mierzwy, bo „gdzieś tam musi być kucyk”? :D

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:19
      Permalink

      Zaufać intuicji, Bazylu, zaufać intuicji. Wierzę, że Ciebie w tym przypadku by nie zawiodła:)

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:21
      Permalink

      Taaa, czyli znowu ta sama sytuacja: jak się dziewczynie milion razy powie, że wygląda jak aktorka, to uwierzy i zacznie się pchać do telewizji:) A ludzie niech piszą, żebyśmy pisali – znaczy że lubią nas czytać, ale trzeba mieć dystans do siebie i nie łapać się na lep:P

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:35
      Permalink

      Ale co, jeśli intuicja jest na nie, a w takim zbiorku, jak opisany wyżej, jest ten wspomniany już kucyk, czyli tekst, który trafia bezpośrednio do mego jestestwa, miażdży mnie celnością spostrzeżeń i odbiera oddech? Widły i hejka? Chyba odpuszczę :(

      Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 07:18
    Permalink

    Widziałam tu i ówdzie wzmianki o tym zbiorze, ale – znając niektórych autorów opowiadań i wiedząc, że ich styl absolutnie mi nie leży, odpuściłam. Jak widać – słusznie! Poza tym nie wierzę polskim redaktorkom, które nazywają się Agnes A. Rose, taka już nieufna i mało romantyczna jestem.

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:31
      Permalink

      Nie takie rzeczy już chwalono, tu i ówdzie… Jak widać, nieufnym lżej żyć, bo mają mniej do czytania:)

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:37
      Permalink

      No ale ktoś o trzeźwiejszym spojrzeniu musi się czasem poświęcić i te peany zweryfikować:) Teraz Wasza kolej:))

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:43
      Permalink

      Niestety wraz z jesienią zawitał do mnie kryzys czytelniczy i nawet pewniaki nie czytają się dobrze. A weryfikacji w obawie infamii, anatemy, złego oka i kokluszu podejmować się po prostu boję :P

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:46
      Permalink

      A ja nie mogę, bo nie chcę sobie podkopywać tak pracowicie zdobywanej pozycji – jak już dostanę te wszystkie nagrody, propozycje współpracy i na klęczkach przed mym domem będą tkwić wydawcy błagając mnie, abym napisała dla nich książkę, to może wtedy się ośmielę?

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 07:59
      Permalink

      No tak, infamie i lęk przed utratą pozycji to poważna sprawa:P A potem rozmaite literackie samozwańce się unoszą na fali entuzjazmu tłumów:)

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 08:35
      Permalink

      Myślę raczej, że powyższe może zostać uznane za chęć przedostania się podkopem…

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 09:33
      Permalink

      Bockiem fali, z dala od entuzjazmu. W tym sensie. Halsowania pod wiatr powszechnego uwielbienia.

      Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 09:34
    Permalink

    O, i tak łagodniutko.
    Ja przeczytałam kilka początkowych opowiadań, mój faworyt to opowiadanie Marzeny Tokarskiej, a to dlatego, że kobieta ma swój temat + coś do przekazania.
    Natomiast często mam wrażenie, że te szkice z życia, to takie szkoce z życia cudzego bądź teoretycznego, za mało się tam czuje PO Co autor pisze i co ma do powiedzenia.
    Na guziki też zwróciłam uwagę – autorka (matka niepełnosprawnego chłopca) pisze świetnego bloga o życiu. Guziki w porównaniu z historiami z życia były niestety płaskei (ale i tak wyróżniały się na plus).
    Natomiast wcięło mnie przy opowiadaniu. P Homy. Czytałam całkiem fajną jego książkę full size, a tu nagle takie opowiadanie – tematyką i chwytami przypominające szkolne wypracowanie…

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 10:05
      Permalink

      Miałem jakiś taki przypływ łagodności:) Też miałem to wrażenie, że część autorów pewne rzeczy zna tylko z teorii. Nie wiem czemu aż tyle osób uznało, że trzeba opisywać żałobę, zamiast napisać fajną scenkę rodzajową ze sklepu, z pracy, ze szkoły:) Trudno mi uwierzyć w to, co piszesz o p. Homie i jego powieści, Twoją recenzję czytałem z niedowierzaniem.

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 10:13
      Permalink

      No właśnie, weź choćby to, co Kasiek na forum wypisuje o swojej rodzinie, wyrzuć do kosza i każ jej pisać np. własnie o żałobie.
      P.S. Uwierz na słowo. Może po prostu wyciągnął z szuflady jakąś wprawkę.

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 10:17
      Permalink

      Wolałbym jej kazać napisać rodzinną historyjkę świąteczną albo obiadową:P Żałoby i rozmaite traumy to śliskie tematy, bo jednak przeżycie własne to zupełnie coś innego niż wykoncypowane. Vide dyskusja u Ani o wdowieństwie Oates.

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 13:25
      Permalink

      Niezręczne jest to zestawienie żałoby z konkretną osobą o której przecież w sumie nic nei wiem – chodzi o ogólnie wszelkie traumy wykoncypowane a nie przeżyte.

      A co do dyskusji u Ani – fakt, nawet przy pocieszaniu sprawdzają się najcześciej ci, którzy przeszli przez podobne doświadczenie.

      Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 12:13
    Permalink

    łe, ja tu lecę, żadna krwi i flaków, a tu takie delikatne pitu pitu, żeby nikogo nie urazić. Słodko napisałeś.
    Gdyby to była powieść, skusiłabym się nawet, żeby sprawdzić, czego nam oszczędziłeś. Ale że nie lubię opowiadań, antologii i innych zbiorków, to mi czasu na toto szkoda. Czyli pozostaję z niedosytem widoków rozmazywania bliźnich po ścianie.
    No nic. Jak kiedyś usłyszysz gdziekolwiek, że któryś z autorów opowiadań napisał formę długą, daj znać, na pewno przeczytam. Na opowiadaniach się nie wyznaję.

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:21
      Permalink

      E no helou, to ja tu krytykuję, a nie mam być krytykowany:) Nie można aspirujących pisarzy tak brutalnie drutem kolczastym po łapach:P A ja się jakiś taki empatyczny zrobiłem ostatnio:) Iza napisała wyżej, że jeden z autorów popełnił powieść. A nawet dwóch: Homa i Orvellsky chyba.

      Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 12:29
    Permalink

    Ależ jak nie krytykować? Uwielbiam! Zresztą sam mnie ostatnio zachęcałeś, że nawet może być złośliwie, pamiętam! Złośliwa nie jestem, ale niedosyt czuję.
    Ale ok, zostawmy te pierdoły.
    Mnie się bardzo ładnie Twój tekst skomponował z tekstem Kasi.eire – pozwolisz, że wkleję tu wycinek tego, co najbardziej mnie uderzyło:
    „A nie kilka usztywnionych osób starających się za wszelką cenę zaimponować erudycją sobie nawzajem i wszystkim swoim znajomym. To nie musi być od razu panel fachowców, niech ludzie się z tym identyfikują, a nie odchodzą zniechęceni, bo znowu nic nie rozumieją.”

    Spodobało mi się, bo ja taki nienadęty blog prowadzę i wszystkich nadętych bubków spuszczam w kanał. A skojarzyło mi się, bo Ty tak ładnie napisałeś, że niektórym się wydaje, że literatura musi koniecznie nieść wysoką treść i traktować o rzeczach ostatecznych. Niektórzy nie potrafią się bawić. Muszą ciągle z tym kagankiem, do urzygu. A ja właśnie lubię perły przed wieprze:)
    Oj, rozpisałam się, a przecież piszę o książce na blog, bo w tygodniu nie miałam czasu, a tu już dwie zaległe czekają.

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:46
      Permalink

      Ale ja bym w drugą stronę też nie przeginał, bo zrobimy z Literatury drugą TVP. Wiem, wiem. I to mówi facet, który czyta same bzdety do śmichu? :)

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:49
      Permalink

      Tylko dwie? Ja mam ze dwanaście, niestety:( Zakładam, że mnie też zaliczyłaś do tych nienadętych, czy tylko się łudzę? Bo ja sobie lubię tak czasem coś górnolotnie natrącić, i misyjnie:))

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:49
      Permalink

      Zgoda, ale jeśli ktoś lubi romanse, to niech je czyta. Dlaczego programy i publikacje o literaturze muszą być tylko poważne? Niech będą też i zabawne, niech będzie to literackie disco polo na przemian z tym nadęciem – dla każdego coś dobrego. Wszystko jest potrzebne. Zresztą – sam dobrze wiesz, że jest czas na coś poważnego i czas na głupotki. Mądry człowiek sobie wyważy.

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:51
      Permalink

      ZWL – nie zaliczyłam Cię do nadętych, bo znam Cię nie tylko z tych misji blogowych, więc ten…
      Trącaj se misyjnie do wypęku:)

      Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 12:52
      Permalink

      Ale jakbyś mnie nie znała ubocznie, to jednak dęciak, nie?:DD Spoko, i tak w internecie kreuję się na luzaka, w życiu to dopiero jestem drętwy:P

      Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 12:56
    Permalink

    no jednak troszkę tak:D Ale za to jakie słowa uznania zbierasz!
    Ty drętwy? Nie wierzę.
    Nie patrz na mnie, ważne robić po swojemu i nie dać się naginać do cudzych gustów:)

    Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 17:31
    Permalink

    Do Joanny – tylko dwie książki do recenzji zaległe? Jejku, a mnie się mnożą i mnożą i niedługo ZWL dorównam w zaległościach recenzyjnych. Chociaż w czymś mu dorównam.

    Odpowiedz
  • 5 października 2012 o 18:18
    Permalink

    Ja tam prosta baba ze wsi jestem ale widzi mi się, że wielu autorów, nie tylko debiutantów czy takich „amatorów” jak w tej antologii słyszało gdzieś, że pisanie o rzeczach smutnych uzewnętrznia wrażliwą naturę. A literat winien być wrażliwy i kropka. I piszą takie rozdzierające ciało i duszę dramaty…

    Mniejsza o tych, którzy traktują to „pisarstwo” jako swego rodzaju zabawę czy formę sprawdzenia własnych umiejętności. Gorzej, że niektórzy uważają, że jak ich wydrukowali to wielkimi pisarzami są i strzelają focha jak ktoś w ich wielkość wątpi…

    Tak sobie teraz myślę, że mnie też drukowali (jeżeli o publikacji w ebooku można mówić, że drukowana jest) i też wielkom artystkom jezdem;) A co!

    Odpowiedz
    • 5 października 2012 o 18:50
      Permalink

      Świetnie to ujęłaś:) Przypominają mi się słowa Joanny Chmielewskiej, że smutne to każdy potrafi napisać, a ona sama się spłakiwała nad własnymi tekstami w takim stylu. Ale już coś niegłupiego do śmiechu stworzyć – to problem, bo i poczucie humoru trzeba mieć, i styl własny, no i coś do powiedzenia.

      Odpowiedz
    • 9 października 2012 o 06:47
      Permalink

      Z listów Sienkiewicza: „Tak, o wiele jest łatwiej przedstawić realnie brzydotę – że ona więcej nęci, a nadto dla zwykłych czytelników stanowi bardziej uchwytną miarę talentu”.. :D

      Odpowiedz
  • 6 października 2012 o 10:19
    Permalink

    Może młody wiek autorów, o którym wspominałeś, właśnie częściowo wyjaśnia to zamiłowanie do dramatyzmu i tragicznych tonów? Wtedy człowiek uważa świat za cmentarz pogrzebanych nadziei, że pozwolę sobie zacytować klasyczkę. :) Od paru miesięcy kilka osób z klasy (trzecia gimnazjum), której jestem wychowawczynią, ubiera się wyłącznie na czarno, od stóp do głów.
    Myślę, że zdecydowanie większego wysiłku wymaga napisanie czegoś zabawnego w sposób niewymuszony, w dodatku autentycznie śmiesznego, niż przelanie na papier rozdzierających jęków duszy.

    Odpowiedz
    • 6 października 2012 o 10:47
      Permalink

      Każdy z nas przechodził chyba fazę czerni, osobiście sobie przemalowywałem meble w pokoju:PP No ale nie sądzę, żeby autorzy (a na pewno nie wszyscy) byli w wieku gimnazjalnym. W każdym razie mam (niepogrzebaną) nadzieję, że jeśli akcja zostanie powtórzona, to jej tytuł będzie brzmiał „Zabawne szkice z życia”:D

      Odpowiedz
    • 6 października 2012 o 15:05
      Permalink

      Właśnie podpowiedziałeś świetny pomysł na kolejną antologię. :) Z przyjemnością bym przeczytała.

      Odpowiedz
    • 6 października 2012 o 16:02
      Permalink

      Zlitujcie się:D Znowu będą pisać opowiadania?

      ZWL – nie chciałeś dać krwi i flaków, musiałam sama:) Właśnie Sparksa skończyłam!

      Odpowiedz
    • 6 października 2012 o 16:43
      Permalink

      Nie muszą być tylko opowiadania, mogą być również ballady i romanse. :)

      Odpowiedz
    • 7 października 2012 o 14:51
      Permalink

      Obawiam się, że moja ocena będzie równie krytyczna jak w recenzji powyżej. Przydałoby się chociaż poprawienie literówek.

      Odpowiedz
    • 8 października 2012 o 07:49
      Permalink

      Mi się rzuciła w oczy zecydowanie niestandardowa interpunkcja w dialogach.

      Odpowiedz
    • 8 października 2012 o 08:25
      Permalink

      Ale pogadać można :) Jak nie o wampirzach, to o tym że pigwowiec słabo obrodził :(

      Odpowiedz
    • 8 października 2012 o 09:33
      Permalink

      Fakt, zobaczyłąm potem takie same komentarze tu i tam.
      P.S. Może obrodziło coś innego? nie musi być zawsze pigwa i pigwa.

      Odpowiedz
    • 8 października 2012 o 12:11
      Permalink

      Ja to się za żurawiną muszę rozejrzeć, bo mi Finlandia smakuje, to i swojak na niej by podszedł. No i na pęcherz jak znalazł :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: