Maria Zientarowa, „Duch czasu”

 

Siedziałyśmy z matką Pawła przy herbacie. Było cicho w mieszkaniu, jak rzadko. Mąż pozostał w biurze, żeby nadrobić jakieś zaległości. Anula i Paweł poszli na koncert jazzowy do Filharmonii.
– Ile jeszcze mamy czasu? – spytała matka Pawła.
Spojrzałam na zegarek.
– Jeszcze dobrą godzinę.
– Zdaje się, że coś pada.
– Owszem, śnieg z deszczem.
– Zmokniemy – westchnęła.
– Zmokniemy – zgodziłam się.
– Zależy, ile będzie bisów.
– Może będziemy mogły wejść do hallu.
– Paweł sobie życzy, żebyśmy stały na rogu i udawały, że go nie znamy.
– Anula też.
– No widzi pani.
– Żeby takie duże dzieci trzeba było do domu odprowadzać – westchnęła matka Pawła jeszcze głębiej. – Już tyle lat tego nie robiłam,
– No cóż. Czasy się zmieniają.
– Paweł żąda, żebyśmy do niego nie podchodziły. Kazał chodzić za sobą w odległości czterech kroków i dopiero gdyby trójka do nich podeszła, żeby ich wylegitymować, to mamy wystąpić naprzód i działać.
– Wcale mu się nie dziwię.
– W zamian za to przyrzekł, że gdyby nas próbowali napaść chuligani, to on i koledzy nas obronią.
– To bardzo ładnie z ich strony.
– Mówi, żebyśmy uważały koło Cedetu.
– A jak nas napadną w drodze po nich?
– Kazał jechać taksówką.
– A może byśmy tak wrócili wszyscy razem taksówką?
– Zaproponowałam, ale powiedział, że mowy nie ma. Może nas jeszcze ktoś zauważy i wyda się, że po niego przychodzi matka.
– Rzeczywiście, to by było straszne.
Westchnęłyśmy obydwie.
– Do niedawna – powiedziała matka Pawła tęsknie – to taki chłopiec jak Paweł, metr siedemdziesiąt osiem, sam odprowadzał do domu koleżankę, a teraz to musi po niego przychodzić matka, metr pięćdziesiąt trzy, z przyjaciółką.
– Metr pięćdziesiąt pięć – pochwaliłam się.
– Wiem, ale na szpilkach – zbyła mnie matka Pawła.
Popiłyśmy herbaty z sokiem malinowym, na rozgrzewkę.
Zaproponowałam kieliszek likieru, ale matka Pawła powiedziała, że wykluczone, bo w razie gdybyśmy miały do czynienia z czynnikiem społecznym, to mogą nam kazać chuchnąć.
– Próbuję iść z duchem czasu, ale coraz mi trudniej – przyznała się matka Pawła. – Starzeję się od tej gonitwy, a mówią, że przy młodzieży człowiek pozostaje młody.
– Nic podobnego, niech pani w to nie wierzy – zapewniłam ją.
Wyjęła z torebki lusterko i zaczęła się sobie przyglądać. Zorientowałam się, że zrobiłam gafę. […]
– Czy do Anuli do klasy przychodzi higienista? – spytała matka Pawła nagle.
Przestraszyłam się trochę.
– Nic mi nie mówiła – powiedziałam ostrożnie. – Ale ona mi nie mówi wszystkiego, pani wie.
– Bo do Pawła przychodzi higienistka. Taka mała blondynka.
– Po co?
– Jak to po co? Sprawdza czystość osobistą.
– W klasie?
– W klasie.
– Publicznie?
– Publicznie.
– Jak to się odbywa? – zainteresowałam się szczerze.
– Podobno każe im zdejmować lewą skarpetkę.
– Wszystkim naraz?
– No tak.
– I co?
– I ogląda te lewe nogi.
– I co?
– I jak nie są czyste, to wpisuje uwagę.
– A ilu ich jest?
– Chyba ze czterdziestu, może więcej.
Ta wiadomość wstrząsnęła mną na dłuższą chwilę. Są jeszcze bohaterskie zawody w naszej epoce.
– Pani pewnie myśli, że to taka prosta sprawa – dodała matka Pawła – ale ona nie przychodzi w regularnych odstępach czasu, tylko przez zaskoczenie.
– No to gorzej – zgodziłam się.
– I czasami każe im zdejmować prawą skarpetkę – wystrzeliła ostatni ładunek grozy.
Rozłożyłam ręce.
Posiedziałyśmy w milczeniu, w terapeutycznej ciszy przez dobre pięć minut.
Potem wstałyśmy, nałożyłyśmy na siebie swetry, boty, szale, czapki i płaszcze i ruszyłyśmy w ciemną noc. Przed bramą spotkałyśmy zadyszanego męża.
– Całe szczęście, żeście mi, panie, nie uciekły – powiedział.
– A co się stało? – zaniepokoiłam się.
– Nie wyobrażasz sobie chyba, że ja was puszczę bez opieki po nocy na miasto – zdziwił się.
– Całe życie chodziłam i nic mi się nie stało – powiedziałam, ale zrobiło mi się bardzo przyjemnie.
– Chodźmy – rzekł. – Zabawimy się w trójkę klasową. Pani będzie tajny ormowiec – zwrócił się do matki Pawła. – Ty będziesz tajna milicjantka, a ja będę tajnym ojcem.
„Zabawimy się w trójkę klasową” – scena z serialu

„Wojna domowa”.

 

Maria Zientarowa, Wojna domowa, Trio 1994, s. 213–217.
(Visited 190 times, 1 visits today)

39 komentarzy do “Maria Zientarowa, „Duch czasu”

  • 2 grudnia 2012 o 16:52
    Permalink

    Kontrola czystości w wykonaniu pani higienistki rozłożyła mnie na czynniki pierwsze! :D Plus ładunek grozy w postaci prawej skarpetki.
    To były czasy. Teraz pani higienistka musi mieć pisemną zgodę rodziców, żeby sprawdzić czystość głowy gimnazjalisty.

    Odpowiedz
    • 2 grudnia 2012 o 17:56
      Permalink

      W gimnazjum też nie lepiej. To sprawdzanie głów w ubiegłym roku wymusiły okoliczności. :(
      Dobrze, że dla zmylenia przeciwnika w klasie Pawła czasem sprawdzana była prawa noga, bo uczniowie sprytnie szorowaliby tylko lewe. :)

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 12:58
      Permalink

      Trzeba mieć zgodę na sprawdzenie higieny ucznia? Nie miałam pojęcia.
      Tu muszę pochwalić panie higienistki z mojej szkoły – były b. dyskretne.
      Rozumiem, że w takim razie przed wyjazdem na kolonie itp. nie sprawdza się czystości głowy?

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 13:15
      Permalink

      Trzeba mieć, na piśmie. Kiedyś przed koloniami też nie sprawdzali, na koloniach też nie, teraz pewnie tym bardziej nikt się nie przejmuje.

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 13:28
      Permalink

      Mnie się kiedyś zdarzyło przed koloniami i w trakcie. Sama byłam zdziwiona. Natomiast pamiętam nauczycielki tępiące brudne paznokcie. W mało elegancki sposób, ale może trzeba o tym mówić głośno?

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 13:29
      Permalink

      Ręce faktycznie były oglądane w klasach, a nie wiem, czy i nie uszy czasami:) Ale to w młodszych klasach, starym koniom już nikt w uszy nie zaglądał :D

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 13:33
      Permalink

      Moja fizyczka w ósmej klasie potrafiła zbesztać chłopców za to, że w czerwcu chodzili w grubych, ciemnych swetrach. Szkoda, że nie połączyła tego z tematem o przyciąganiu promieni słonecznych przez różne materiały.;)

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 13:41
      Permalink

      To już standard. Że grzywka za długa, że paznokcie pomalowane itd. Dzisiaj miałyby dopiero używanie!;(

      Odpowiedz
  • 2 grudnia 2012 o 17:29
    Permalink

    Czytając fragment słyszałam panią Irenę i panią Alinę. To był jeden z ulubionych seriali mojego dzieciństwa. Wspaniali aktorzy, wspaniała gra i świetny tekst.

    Odpowiedz
  • 2 grudnia 2012 o 21:45
    Permalink

    Zientarowa jest dobra na wszystko. Na dodatek to jeden z nielicznych przypadków kiedy adaptacja filmowa i książka były równie dobre. No i przypomniały mi się akcje higieniczne w przeprowadzane w mojej podstawówce. na szczęście już nie publicznie ;).

    Odpowiedz
  • 2 grudnia 2012 o 21:49
    Permalink

    Fajny jest też ten odcinek co Ciocia Anuli poszła na wywiadówkę do Pawła, który…statystycznie to leży.

    Odpowiedz
  • 3 grudnia 2012 o 13:38
    Permalink

    Myślałem coby może wieczorami wrzucić jakiś serial i teraz już wiem, że zamiast hamerykańskiego chłamohitu wrzucę „Wojnę …”. A czy jest suchy …? :D

    Odpowiedz
  • 3 grudnia 2012 o 15:16
    Permalink

    Bardzo lubię oglądać. Dzięki temu dialogowi od razu cała scena stanęła mi przed oczami. Chyba czas odświeżyć pamięć i „zapodać” płyty do odtwarzacza :)

    Odpowiedz
  • 3 grudnia 2012 o 21:38
    Permalink

    Mam nadzieję, że postęp dokonał się choć już na tyle, że nie będę musiała nigdzie odprowadzać synów, jak już osiągną ten metr siedemdziesiąt z kawałkiem (a może nie osiągną?). To naprawdę przerażająca wizja!
    Bardzo dawno już tego serialu nie oglądałam, a gdzieś go mam, tylko gdzie? Zientarowej zaś nie czytałam nigdy, przenigdy. Mam się wstydzić?

    Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 21:54
      Permalink

      Teraz ponoć z chuligaństwem walczy się (albo nie walczy) innymi metodami niż odprowadzanie dzieci metr siedemdziesiąt osiem do kina i z powrotem. A wstydzić się jak najbardziej:)

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 22:09
      Permalink

      Tak, ja dodatkowo mam do dyspozycji metody bardziej wyrafinowane niż przeciętni rodzice. Starszy zresztą już wyniuchał stojące przed nim możliwości, bo zdarza mu się straszyć mną kolegów i koleżanki. Hm.
      Wstydzenie się dopisuję do listy zajęć niezbędnych do wykonania w najbliższym czasie. A mogę się wstydzić między drugą a trzecią w nocy, bo tylko wtedy mam wakat?

      Odpowiedz
    • 3 grudnia 2012 o 22:23
      Permalink

      Bananowy młodzieniec ci rośnie i oblatany życiowo:)) Wstydzić się możesz w dowolnych godzinach, byle skutecznie pchnęło cię to do nadrobienia zaległości :P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: