Minął rok drugi


Dwa lata temu pojawił się pierwszy wpis na moim blogu.
Wszystkim, którzy przez ten czas czytali to, co pisałem, komentowali, inspirowali i wspierali bardzo dziękuję.
Zapraszam na tradycyjny tort, a tych, którzy nie lubią słodyczy albo mają już dość podsumowań czytelniczych, od razu do bufetu.


***
Pod względem ilościowym rok 2012 był całkiem niezły, gorzej z objawieniami i książkami rzucającymi na kolana. Najwięcej wrażeń przyniosły dwie klasyczne już powieści Johna Steinbecka: „Na wschód od Edenu” i „Myszy i ludzie” – obie pełne uniwersalnej mądrości, a na dodatek znakomite literacko. Takich książek się już dziś nie pisze, westchnąłem w recenzji, i faktycznie: dwa kolejne tytuły na liście najlepszych powieści ubiegłego roku też mają swoje lata: „Świniobicie” Magdy Szabo jest pogłębioną psychologicznie historią dwóch rodzin, na dodatek misternie skonstruowaną, „Eden” Stanisława Lema zaś to trzymająca w napięciu i pełna goryczy opowieść o próbie nawiązania kontaktu z Obcymi – o tej książce niedługo więcej.
Muszę też wspomnieć o „Niuchu” Terry’ego Pratchetta, który z autora humorystycznych historii od dłuższego czasu zmienia się w autora życiowych historii zaprawionych goryczą (ale wciąż pełnych humoru). W kategorii powieść młodzieżowa konkurencję zdystansował Marcin Szczygielski i jego „Omega”, brawurowa historia dojrzewania nastolatki. Z książek dla dzieci królują „Mali bohaterowie” Zofii Lorentz, po części z sentymentu z dzieciństwa, ale przede wszystkim dlatego, że to świetna rzecz o trudnych sprawach: wojnie, walce, odwadze i umieraniu.
Dział literatury faktu zdominowały trzy portrety kobiet nieprzeciętnych. Najpierw biografia Haliny Mikołajskiejpióra Joanny Krakowskiej, rzecz o aktorce i opozycjonistce, rewelacyjny obraz czasów PRL. Działań w opozycji dotyczą też w dużym stopniu wspomnienia Anki Kowalskiej „Folklor tamtych czasów”, niemal reporterski zapis pracy w Komitecie Obrony Robotników. Wreszcie lektura grudniowa: dziennik wojenny Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Wojnę szatan spłodził”: intymne, bolesne, przejmujące notatki poetki oderwanej od najbliższych i umierającej w obcym, nieżyczliwym kraju. O tych zapiskach również więcej napiszę wkrótce.
***
A teraz zapraszam już do pogawędek przy bufecie.

(Visited 59 times, 1 visits today)

119 komentarzy do “Minął rok drugi

  • 5 stycznia 2013 o 15:37
    Permalink

    Jako czytelnik i komentator Twojego bloga podziękowania oczywiście przyjmuję :-) i oczywiście życzę kolejnych rocznic!
    PS.
    Ten bufet to tak na sucho?! :-)

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 15:37
    Permalink

    Czyli klasyka zdecydowanie wiedzie u Ciebie prym, co mnie cieszy, bowiem i ja uważam, że najlepsze książki, jakie w tym roku przeczytałam należą do tego gatunku. Steinbeck jest rewelacyjny, genialny w swej prostocie przekazu. Jestem po lekturze Tortilla Flat i znowu bingo (to jest to, taką literaturę chciałabym czytać codziennie). A teraz już kończę i idę coś przekąsić, po antybiotyku, tabletce, syropie, kropelkach przyda się coś na ząb. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 15:54
    Permalink

    Dopiero dwa??? Zawsze uważałam, że masz znacznie dłuższy staż, a tu proszę, młodszy blogiem ode mnie…

    Życzę kolejnych lat owocnych we wspaniałe książki, niezapomniane wrażenia i liczne wpisy ku ukontentowaniu grona czytelników.

    A z bufetu to może tylko kawę i jakiś owoc skubnę…

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 16:06
    Permalink

    Wszystkiego najlepszego;) Dalszej pisaniny, którą choć często nie komentuję, to regularnie pochłaniam oczami, samych sukcesów i dalszego samozaparcia do tworzenia bloga;)
    Na bufet, jak najbardziej się łapię, mam nadzieję, że znajdę tam czekoladę;)

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 16:08
    Permalink

    100 lat! gratulacje i życzenia (również dla siebie egoistycznie, bym mógł czytać Twe zapiski) – pisz dalej!

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 16:20
    Permalink

    Gratulacje i życzenia dalszych sukcesów, oraz czerpania satysfakcji z prowadzenia bloga, przyjmij też ode mnie :)

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 16:53
    Permalink

    Ogromne gratulacje i życzenia, żeby ten rok też dostarczył Ci wspaniałych uciech czytelniczych! Dzięki za wszystko.

    A skoro bufet i biesiada to uprzejmie proszę o włączenie tej melodii [klik], wzniesienie toastu i chóralne odśpiewanie na melodię „Hej, sokoły” na cześć Jubilata (powtarzając dwukrotnie refren):

    Liczne literackie mody,
    I czytniki, i iPody,
    Trendy różne są i giną.
    Wciąż nas raczą paplaniną.

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany.
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie.

    Choć wiele blogów na świecie,
    Słusznie dzisiaj świętujecie
    ZetWuEl jest wyjątkowy
    A gust jego wręcz wzorcowy.

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany.
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie.

    Blog ma drugie urodziny,
    Tak więc właśnie z tej przyczyny
    Gratulacje dziś składamy
    I pląsając powtarzamy:

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany.
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie.

    Kto tu zajrzy, ten powraca,
    W jego słowach się zatraca,
    Bo nasz miły ZetWuEeeel
    Milszy nam niż ptasząt trel.

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie.

    Za to wszystko dziękujemy,
    Jeszcze więcej postów chcemy.
    Zacofany niech bloguje
    Niechaj talent eskaluje!

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 17:36
      Permalink

      Omatkobosko. Ale piknie pani śpiewa…. A panu życzę tako wszystkiego najlepszego i braku kaca (chyba, że literackiego)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 18:12
      Permalink

      Omatkobosko, Lirael, wzruszyłem się jak nie wiem, prawdziwy wiersz na moją cześć. Właściwie poezja śpiewana:)) Dziękuję ogromnie :D

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 17:09
    Permalink

    Po wpisie Lirael każdy kolejny będzie mdły i mało odkrywczy. Pozostaje tylko, życząc Szanownemu Jubilatowi wielu kolejnych rocznic i samych sukcesów czytelniczych, dołączyć do Lirael i pomagając sobie wyklaskiwaniem rytmu dołączyć do chóru ….
    „Liczne literackie mody,
    I czytniki, i iPody,
    Trendy różne są i giną.
    Wciąż nas raczą paplaniną.

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany.
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie.”

    La-la-la-la …. :)

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 17:38
      Permalink

      To ja też!
      Za-za-zacofany
      Jest w lekturach tak zorientowany.
      Dzięki niemu w tym chaosie
      Nie zaginą nawet łosie!

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 19:17
      Permalink

      Trochę się pogubiłam w rachubie, ale jest już chyba wokalny kwintet. :)
      Dziś tutaj przeczytałam, że świetnym lekarstwem na kaca z czasów średniowiecza jest węgorz z migdałami, więc proponuję sprint do bufetu w celach rozpoznawczych. :P

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:12
      Permalink

      Ze względu na ograniczony budżet bufet jest co prawda obficie zaopatrzony, ale chyba jednak nie w węgorza w migdałami:(

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 10:28
      Permalink

      Ej … najpierw chcesz żeby Ci życzenia składać z okazji jubileuszu, a dopiero potem mówisz, że masz budżet ograniczony? Bez węgorza z migdałami kwintet zawsze może odmówić dalszego wykonywania songu ;))

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 17:53
    Permalink

    Jak nie znoszę „sokołów” to i ja ten tekst śpiewam ochoczo! Jakem „łoś” !

    Za-za-zacofany
    Jest w lekturach tak zorientowany.
    Dzięki niemu w tym chaosie
    Nie zaginą nawet łosie!

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 18:15
    Permalink

    Dziękuję zbiorowo za życzenia, gratulacje i piękne śpiewy:) Dobrze, że lokal położony na uboczu, więc sąsiedzi nie będą przeszkadzać w zabawie waleniem w sufit:P

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 19:25
    Permalink

    Gratuluje :D:D

    ja czytam Grona gniewu – juz dwa lata, bardzo dobra ksiazka, ale stanowczo za gruba ;)
    przeczytam na pewno, tylko potrwa troche :D

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 19:37
    Permalink

    Gdyby nie to, że już dawno temu słoń nadepnął mi na ucho, a na dodatek zrobił to z przytupem, to pewnie dołączyłabym do zbiorowego śpiewania! :D Wszystkiego najlepszego z okazji drugiej rocznicy blogowania (też mnie zaskoczyło, że dopiero drugiej..mam wrażenie, że jesteś tu od zawsze ;P)!! Tylko przestań już czytać ciekawe książki ;P albo przynajmniej zacznij przynudzać..;)

    :D :D :D :D :D

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:15
      Permalink

      Może się szybko wtopiłem w krajobraz, stąd to wrażenie, że byłem od zawsze:)) Staram się przynudzać i czytać nudy, no ale jakoś tam samo wychodzi:(

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 19:58
    Permalink

    Wszystkiego dobrego na kolejny rok!
    To prawda, że takich książek się już nie pisze – sama też coraz częściej i coraz chętniej sięgam po starsze teksty, wyjątkiem jest literatura faktu i popularnonaukowa. Chociaż jeszcze trochę muszę odpocząć po studiach polonistycznych, zanim zupełnie zanurzę się w starociach ;)

    Kocham słodycze w każdej postaci, więc tort w sam raz! Mojego śpiewania nie chciałbyś usłyszeć, wierz mi ;)

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:17
      Permalink

      Czemu wszyscy poloniści muszą odpoczywać po studiach? To jest fenomen, który zawsze mnie zadziwia:) Ja tam po historii nie musiałem odpoczywać od historii:) Słodycze polecam i zapraszam do chóru, może chociaż jakiś cichutki trzeci głos? :D

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:20
      Permalink

      Przepraszam, że się wtrącę – nie wszyscy ;P nie musiałam i nie muszę nadal. Po to poszłam na studia, że właśnie kocham te teksty najbardziej. Proszę zatem nie generalizować ;P

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:23
      Permalink

      Ale ja nie odpoczywam od czytania, tylko od staroci, i to też tylko trochę :) Bo lubię różnorodność – tak samo nie czytam tego samego autora bez przerw ani tych samych gatunków.
      A moja koleżanka mi powiedziała, że po polonistyce w ogóle przestanę lubić czytać ;) Na szczęście tak źle nie było.

      Ja co najwyżej jakieś mormorando w tle ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:29
      Permalink

      Nie bierzcie tego do siebie:) To była taka refleksja luźna, bo w naiwności swojej uważałem, że na polonistykę się idzie, bo się lubi czytać Norwidy i Szekspiry i takie tam, a przynajmniej robi się to bez wstrętu, bo wiadomo, że nie wszystko może się podobać. A tymczasem na blogach części polonistek króluje Zmierzch i podobne, „bo naczytałam się na studiach poważnej literatury i mam dość”. A już jak trafię na polonistkę, która stwierdza, że takie Igrzyska śmierci to najlepsza książka wszech czasów, to naprawdę włączają mi się dziwne myśli:P

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:30
      Permalink

      Mnie straszono, że przestanę lubić poezję :) Nie przestałam :)
      Jak spodoba mi się autor to pcham się po więcej jego dzieł. Nic na to nie poradzę, jak lubię, to chcę poznawać więcej i więcej. To samo z gatunkami. W zasadzie, to ja mam nienasycenie literackie. A już w szczególności jeśli chodzi o polską literaturę, więc starocie również. Ale wiesz, to kwestia indywidualna i nie ma nic złego w tym, że Ty masz akurat ochotę od staroci odpoczywać. Po prostu nie zgadzam się na wrzucanie do jednego wora wszystkich polonistów ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:35
      Permalink

      No nie, za ten Zmierzch to poczułam się urażona ;)
      Pewnie, że poszłam dlatego, że lubię takie książki. Ale jeśli roczne listy lektur dochodziły do 150 tego typu pozycji i nie miałam kiedy sięgnąć po coś własnego, to teraz muszę sobie to trochę odbić.

      Kasia – ja też czytam kolejne książki autorów, którzy zrobili na mnie wrażenie, tylko najpierw muszę zrobić przerwę :) Ale zawsze prędzej czy później wracam. A wrzucanie do jednego wora nigdy się nie sprawdza :)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:38
      Permalink

      No dobra, może trochę wrzuciłem, ale jak widzę stwierdzenia, które cytowałem, to się zastanawiam, po co tym osobom ta polonistyka była:P Mam swoją prywatną teorię, ale już nic nie napiszę, bo wyjdzie, że jestem antypolonistą :DD
      Kasiu, Twoje podejście mi się podoba, bo mam podobne „nienasycenie literackie”, ale rozumiem też, że czasem ma się ochotę Norwida przegryźć harlekinem, sam tak miewam, dla higieny psychicznej to wskazane nawet:)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:44
      Permalink

      ZWL – fakt, ze „Zmierzchem” popłynąłeś..;P
      i drugi fakt, czasami dobrze jest przegryźć ciężkie Norwidy czymś lżejszym, nie mówię przecież, że ja to tylko tę ciężką literaturę czytam i cenię i nic ponadto! Co chyba widać u mnie na blogu? ;) Mówię tylko, że ja cenię te teksty stale, że nie potrzebuję nie wiadomo jak od nich odpoczywać, a moje studia wynikały li i jedynie z potrzeby serca, bo nie zawodu przecież..:D

      Książkozaur – może wcale to nie głupie odpoczywać od lubianych autorów :)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:46
      Permalink

      Ale na Twoje usprawiedliwienie mogę opowiedzieć historyjkę ze swoich studiów. Moja „ulubiona” koleżanka z roku na którejś przerwie kiedyś spytała: „A co to ten Faust?”. I jeszcze gwoli wyjaśnienia – to był trzeci albo czwarty rok. Więc i Zmierzchem można się zachwycić ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:47
      Permalink

      To było do Zacofanego, Kasi wypowiedź wskoczyła jak pisałam ;)

      No tak, chyba nikt nie posądza polonistów, że poszli na studia z żądzy pieniądza :D

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:52
      Permalink

      Popłynąłem? Na własne oczy widziałem. Może nie Zmierzch, może coś o upadłych aniołach, no w każdym razie ten typ. Uciekam z takich miejsc od razu, wyjąc sobie po cichu, więc linkami nie rzucę, ale myśli się pojawiają dość oczywiste. Akurat na Was padło pytanie skąd się to bierze, chociaż się do tej kategorii nie zaliczacie, skądże znowu:) Dodatkowy torcik dla Pań?
      A od ulubionych autorów odpoczywać trzeba, żeby sobie nie obrzydzić.

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:54
      Permalink

      Panowie mogą studiować polonistykę w nadziei na znalezienie żony, chociaż pewnie zaraz powiecie, że znowu uogólniam i wrzucam do wora:))

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:55
      Permalink

      Ksiązkozaur – tak się domyśliłam :D

      ZWL – w sumie… mogło i tak być – też bym uciekała od razu :D
      Dodatkowy torcik może być :)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:56
      Permalink

      Dodatkowy torcik zawsze chętnie :)
      Na szukanie żony się nie oburzam, u mnie na roku było 8 facetów i trzech albo czterech znalazło sobie drugie połówki. Nie wiem tylko, kto będzie u nich zarabiał na chleb ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:57
      Permalink

      To jakby generalizować na moim przykładzie to by się srodze zawiódł. Marcin ode mnie usłyszał, że najpierw studia, a dopiero po studiach możemy rozmawiać dalej :D

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 21:03
      Permalink

      Ośmiu facetów na roku to chyba był tłum? Ja pamiętam nieliczne męskie rodzynki przemykające po warszawskiej polonistyce.
      Kasia: podziwu godna konsekwencja :D
      Książkozaur: przypuszczam, że zarabiają ich żony, w których obudził się demon przedsiębiorczości:D

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 21:09
      Permalink

      Te, w których drzemała choć odrobina przedsiębiorczości, szukały mężów na sąsiednim wydziale (jak ja :p), a nie na polonistyce.
      Na roku 100 osób. 8 facetów to tłum? Rany, straszysz :p

      Kasia, ja nie byłam taka zasadnicza w kwestii kończenia studiów, ledwo się obroniłam przed porodem ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 21:13
      Permalink

      W mojej licealnej humanistycznej było nas 7 na 20 dziewczyn i był to absolutny rekord szkoły od wieków. Być może więc znowu uogólniam:)
      Książkozaur: ale sąsiednim wydziałem było prawo, miejmy nadzieję, albo coś równie perspektywicznego?:D

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 07:59
      Permalink

      Mat-fiz. Ja mam męża informatyka i on robi na chleb :D
      Ja byłam w liceum w mat-fizie i było 8 dziewczyn. W gimnazjum też w mat-fizie – 6 dziewczyn :) W klasie ok. 28 osób.

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 20:05
    Permalink

    O, duży postęp od zeszłego roku – jest tort! Prośby zostały wysłuchane.;) Niech kolejne dwulecia idą w dziesiątki lat (tylko czy wtedy blogi jeszcze będą istnieć?;)). I dzięki za promowanie ciekawych książek.
    A skoro chwalisz Eden, wpisuję go na listę. Właśnie skończyłam „Szpital Przemienienia” i zrobił na mnie ogromne wrażenie – mimo znajomości ekranizacji.

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 20:19
      Permalink

      W zeszłym roku nie było tortu?? Haniebne zaniedbanie z mojej strony w takim razie:D Eden chwalę i szczerze polecam, a Szpital Przemienienia chyba wolałem jako film; muszę to sprawdzić na nowo:) Dziesiątki dwuleć to dość abstrakcyjna wizja, ale zrobię, co w mojej mocy:D

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 09:09
      Permalink

      Sprawdziłam, cukierki i kanapki były.;)
      Książkowy „Szpital Przemienienia” obejmuje szerszą problematykę, natomiast film jest lepszy pod względem konstrukcji, napięcia. Do obu chętnie jeszcze wrócę za jakiś czas.

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 09:16
      Permalink

      No właśnie, o ile pamiętam to książka się nieco rozłazi pod koniec, ale mam ją na liście do przypomnienia, więc sobie skonfrontuję wspomnienie z rzeczywistością.

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 21:23
    Permalink

    Cieszę się, że już drugi rok mam przyjemność czytać Twojego bloga. I życzę Ci, abyś nadal pozostał zacofanym w lekturze ;) Zacofanym, czyli takim, co nie musi gonić za wszystkimi nowościami, takim, co nie musi publikować 158 recenzji na tydzień, takim, co wie co mu się podoba, co nie. Pisz nam, jak najdłużej :)

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 21:31
    Permalink

    Grendello, bardzo dziękuję za miłe słowa. Pogoń za nowościami mi nie grozi, w końcu ile jest nowości naprawdę godnych uwagi? Zresztą tak samo godne uwagi będą za parę lat:) W kwestii zacofania to chciałbym dojść do 100 książek rocznie, żeby jednak trochę zaległości nadrobić:)

    Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 22:01
      Permalink

      No to powodzenia życzę :) Ja jakoś nie mam zacięcia do liczenia ilości przeczytanych książek. Nie piszę też właściwie wcale o książkach z zakresu historii literatury, literaturoznawstwa, i innych takich, czytanych owszem z przyjemnością, ale dla nich potrzebny by był chyba inny blog ;)

      Odpowiedz
    • 5 stycznia 2013 o 22:09
      Permalink

      Ja jestem biurokrata, lubię słupki i wykresy:) Nie czytam nic szczególnie hermetycznego, więc jeszcze się mieszczę w ramach własnego bloga i mam nadzieję, że tak zostanie.

      Odpowiedz
  • 5 stycznia 2013 o 23:28
    Permalink

    Oh, la la la, a ja znów spóźniona! Na szczęście dziś słodyczy już dość, bo jedna impreza zaliczona, a że późno to i zamknięcie bufetu mi nie przeszkadza (jedzenie nocą podobno tuczy).
    Najlepszego! I dużo sił, i zdrowia, cobyś z nami wszystkimi wytrzymał!

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2013 o 09:52
    Permalink

    Ja to tylko powiem, że „sto lat!”, bo wystarczająco często zanudzam Cię poza blogiem, żeby jeszcze i tu wirtualną paszczę zdzierać i czas Ci zajmować :P

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2013 o 13:54
    Permalink

    Sto lat i więcej szanownemu jubilatowi! Niech się święto święci a alkohol płynie strumieniem silnym jak nurt Huang He! Wszystkiego dobrego po stokroć!

    Moc serdeczności :)

    PS A Steinbeck i u mnie triumfuje! :)

    Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 15:57
      Permalink

      Mam jeszcze jedno takie pytanko już poza konkursem, czy zgłaszasz swój blog do „Bloga roku”: http://www.blogroku.pl/?
      Bo ja tak się zastanawiam, zastanawiam…mąż i znajomi mnie namawiają, ale kurczę nie wiem. Raczej jestem na nie. Ale jak ty się zgłosisz to i ja. W kupie raźniej :)

      pozdrawiam raz jeszcze :)

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 17:09
      Permalink

      Steinbeck rządzi:)) W konkursie brałem udział w zeszłym roku i wystarczy:) Natomiast jak się zgłosisz, to masz mój głos:)

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 19:09
      Permalink

      E tam! To ja się też nie zgłaszam. Szkoda nerwów. Lepiej poczytać ;)

      A Steinbeck właśnie pochłoną męża mego. Właśnie przed chwilą mu powiedziałam, że jak to on będzie dziś w nocy wstawał do Małego to nie zdradzę mu zakończenia. I się udało, będzie wstawał! :)

      Serdeczności raz jeszcze! I 150 lat blogowania!

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 19:26
      Permalink

      Ho ho, kariera w świecie szantażu staje przed Tobą otworem:) Szybkiego wzbogacenia życzę, a mężowi pasjonującej lektury:)

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 19:43
      Permalink

      Prawda? Jak nie zarobię na pracy bibliotekarza i blogu to może chociaż na szantażu ;)

      pozdrawiam i trzymaj się ciepło :)

      Odpowiedz
    • 6 stycznia 2013 o 20:42
      Permalink

      oj nie! To jednak nie leży w mojej naturze. Zdecydowanie nie. Zdecydowanie wolę klepać biedę i czytać :) Od co! :)

      Odpowiedz
  • 6 stycznia 2013 o 20:53
    Permalink

    Oj tam, oj tam. Raz nie zawsze ;) poprawię się i następnym razem poproszę :)

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2013 o 21:32
    Permalink

    Zacny bufet :)
    100 lat dalszego udanego i energetycznego blogowania (ze szczególnym uwzględnieniem aktywnego komentowania :))) Szczerze powiem, że nie sądziłam, iż kolega jest taki „młody”. Miałam wrażenie, że „Zacofany” funkcjonuje w blogosferze znacznie dłużej. Pozdrawiam i udaję się za zieloną kotarę zgodnie ze wskazówką ;)

    Odpowiedz
  • 7 stycznia 2013 o 10:00
    Permalink

    Ostatnia, co? No trudno, niech będzie, że ostatnia – ale z całego serca gratuluję. Udało Ci się stworzyć bloga z wyraźnym piętnem indywidualności, gratuluję i niech tak zostanie.

    Odpowiedz
  • 7 stycznia 2013 o 21:19
    Permalink

    To jednak ja się trafiłam ostatnia.

    Byłam i przy narodzinach, i przy pierwszych urodzinach więc jestem i teraz :) Sto lat Twego genialnego pisania :) A może i o jeden dzień dłużej.

    A na pożegnanie pozwolę się poczęstować torcikiem.

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2013 o 07:18
    Permalink

    Spóźniłem się na imprezę, ale i tak – niech dwulatek duży rośnie. Sprawia zresztą wrażenie starszego. Słitaśnych komciów! ;))

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2013 o 11:00
    Permalink

    No cóż dodać do tych wszystkich życzeń, które dostałeś? Chyba pozostaje mi tylko wyściskać Cię rocznicowo wirtualnie ;) No i odśpiewać utwór LIRAEL na Twoją cześć. Bardzo mi się podoba! Nawet o łosiach tam jest!
    Mało komentuję, ale skoro milczenie zlotem jest…

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2013 o 13:28
    Permalink

    Nie wpadł Ci może mój mail gdzieś do spamu? Bo pytałam o adres, chciałam odesłać „Staroświecką historię”, ale mi nie odpowiedziałeś :)

    Odpowiedz
  • 15 stycznia 2013 o 21:10
    Permalink

    Gratuluję dwóch lat, własnej domeny! i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!

    Odpowiedz
  • 28 stycznia 2013 o 01:02
    Permalink

    Pewnie już po świętowaniu, ale ja się dołączę, nie. Dołączam się do życzeń! Recenzuj z humorem, bądź mym Zacofanym Redaktorem, w zdrowiu szczęściu i miłości, niech się dużo ludzi tu ugości. A tak poważnie, proszę Wybacz rymy częstochowskie i przyjmij najlepsze życzenia, zdrowia, inspiracji, i prostej czcionki, A co! A najlepszego!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: