Rodzina Addamsów made in Poland (Marcin Pałasz, „Zwłokopolscy”)

 

 
 
No to mamy Nowy Rok. Życzę wszystkim wiele radości i nowych odkryć, nie tylko czytelniczych, spełnienia marzeń i równowagi ducha. Niemal wszędzie już podsumowania minionego roku, a ja wciąż tkwię wśród przeczytanych, a niezrecenzowanych książek. Trochę dużo mi się tych zaległości zrobiło, ale postaram się ich jak najprędzej pozbyć. Rzutem na taśmę kilka słów o książce, która jutro musi wrócić do biblioteki.

W podwrocławskim Pietrzykowie działa Radio Hades, którego celem jest, by wszyscy poszli do nieba. Siostra Cherubina dba o aktualność wiadomości z okolicy, a siostra Donalda czuwa nad stroną techniczną audycji (i w ogóle jest demonem mechaniki i królową szos na swym harleyu). Do lokalnych osobliwości zalicza się kompozytor Wolfgang, który po ukończeniu kolejnej symfonii urządza spektakularne palenie fortepianu. Rodzina Kovvalskich natomiast jakoś sensacji nie wzbudza, mimo iż ich pies Püdel przypomina małego krokodyla, a najmłodszy Kovvalski, Piter, jest zielony i cuchnie formaliną. Co najwyżej ktoś zauważy, że chłopak niezdrowo wygląda. W miasteczku jednak pojawia się tajemnicza korporacja i nagle atmosfera wokół Kovvalskich się zagęszcza: ktoś ich śledzi, próbuje osaczyć i wykorzystać w jakichś niecnych celach. Wraz ze swymi przyjaciółmi Peter stara się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.
Tworząc swoich „Zwłokopolskich” (zgrabne nawiązanie do serialu, chociaż nieuzasadnione fabułą) Marcin Pałasz inspirował się rodziną Addamsów: obdarzył swych bohaterów dziwacznymi zainteresowaniami i zdolnościami oraz nietypowym wyglądem (rodzice Petera wyglądają niemal jak Gomez i Morticia). Atmosfera też jak u Addamsów: sporo niesamowitości, nieco grozy i niezła dawka humoru. Zdecydowanie najlepsze są zapisy audycji siostry Cherubiny, nienajgorsze scenki szkolne. Historyjka jednak jest miejscami naciągana, zakończenie zaś robi wrażenie pospiesznie dosztukowanego, ale być może grupie docelowej (dziewięciolatkom, jeśli wierzyć okładce) to nie będzie przeszkadzać. Mnie momentami uwierało, ale jako bezpretensjonalna rozrywka „Zwłokopolscy” spisali się całkiem nieźle, chociaż poprawa nastroju trwa tyle, ile pamięć o perypetiach Petera i spółki – niedługo.
Marcin Pałasz, Zwłokopolscy, W.A.B. 2012.
(Visited 62 times, 1 visits today)

32 komentarzy do “Rodzina Addamsów made in Poland (Marcin Pałasz, „Zwłokopolscy”)

  • 1 stycznia 2013 o 10:51
    Permalink

    Czyli temat „około-wampiryczny” serwuje się już i młodszym czytelnikom…

    Życzę Ci w takim razie, aby tegoroczne lektury poprawiały Ci nastrój na znacznie dłuższy czas niż pamięć o Peterze i s-ce.;)

    Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 10:55
      Permalink

      Dziękuję bardzo, szykuje się dobry rok, patrząc na smakowitości na półkach:) Czytanie samych lekkich powieści przez ostatnie dwa miesiące zaostrzyło mi apetyt na coś bardziej konkretnego:)
      Wbrew trumnie na okładce – to nie jest książka o wampirach, tego bym nie zdzierżył chyba:)

      Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 11:23
      Permalink

      Po części:P Ten pęd do lekkiej lektury był skutkiem doła po Biednych ludziach z miasta Łodzi, ale już mi przeszło:) Mam przeczytane zapiski Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Eden Lema z rzeczy poważniejszych, ale jeszcze parę czytadeł zostało w rezerwie dla urozmaicenia recenzji:)

      Odpowiedz
  • 1 stycznia 2013 o 11:30
    Permalink

    Książki z biblioteki mają to do siebie, że umieją rogami i kantami wywalczyć sobie należne im miejsce w szeregu:) U mnie też jedna taka, z identycznym jak u Ciebie terminem zwrotu, przytupuje groźnie, ale cały czas się zastanawiam czy warto na nią marnować czas. Do jutra się okaże:)
    Co do Pałasza, to krążę wokół niego już czas jakiś, ale ciągle jeszcze nic nie czytałam. Sądząc po Twojej notce, jest to lektura jak znalazł dla mojego siedmio – i pół – latka, który ostatnio gwałtownie zwekslował w stronę obrzydliwości, potworów i wybuchów. Cuchnięcie formaliną wpisuje się w ten klimat jak znalazł:(

    Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 11:42
      Permalink

      Nasza biblioteka się skomputeryzowała, karty czytelnika i kody kreskowe oraz ścisłe przestrzeganie terminów zwrotów, niestety:P Widzisz, czyli może za mało się wczułem w młodocianych lubiących obrzydliwości i zanadto skupiłem na nieco rozłażącej się fabule:) Chociaż żelowe gluty z zestawu małego chemika udało mi się wyprodukować całkiem niezłe:P

      Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 11:51
      Permalink

      A dostajesz e-mailowe przypomnienia o terminie zwrotu? U nas stopniują napięcie: pierwsze jest tydzień przed, potem 3 dni przed i wreszcie w przeddzień. Nikt się nie oprze:P
      U nas święty Mikołaj przyniósł młodocianym dwóch Obcych w tubach wypełnionych glutami. Cała rodzina konsekwentnie odmawia obcowania z obcymi, a zwłaszcza ich glutami, toteż na mnie spadł ciężar zbierania glutów po kątach. Czytanie o zielonym Peterze potraktuję więc jako miłą odskocznię. Mam tylko nadzieję, że niekoniecznie musimy wcześniej obejrzeć „Rodzinę Addamsów”, bo dotąd jakoś mnie ta przyjemność ominęła i chyba niespecjalnie się tym martwię.

      Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 16:34
      Permalink

      Z racji wysypu wolnego czasu w ciągu ostatniego tygodnia obejrzałam bodajże 6 filmów, z czego 6 w kategorii wiekowej „b/o”. Uważam tym samym, że wyczerpałam a konto swój limit filmowy na cały 2013 rok i nawet rodzina Addamsów mnie nie skusi:)
      A jeśli chodzi o smakowitą zupkę, to nie do końca rozumiem skąd nazwa. Ten kto ją sporządził i nazwał, chyba niewiele w życiu widział…
      Tego „małego chemika” to uskuteczniacie w realu, czy tylko wirtualnie? Pytam, bo Starszy ma ostatnio ciąg ku miksturom i przez chwilę rozważałam, czy czegoś mu nie podsunąć.

      Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 16:38
      Permalink

      Chemik realny, jak najbardziej:P Niestety, odczynniki się kończą, pojęcia nie mam skąd wziąć więcej alginianu potasu:) Fantazja twórców nazwy skierowana jest na małych obrzydliwców, pewnie ma ich zachęcać. W sumie słusznie, raczej „tworzenie polimerów kwasu alginowego” dzieci nie skusi:)

      Odpowiedz
  • 1 stycznia 2013 o 11:31
    Permalink

    Cóż, gdybyś się ze wszystkim odrabiał na czas przestałbyś być ZWL;)

    W Nowym Roku życzę tylko trafionych lektur, szybujących pod niebo statystyk, kolejnych blogerskich nagród i co najważniejsze satysfakcji z tego co robisz:)

    Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 11:39
      Permalink

      Cały czas mam nadzieję, że kiedyś obwieszczę z dumą, że wybrnąłem z tych zwałów zaległości, które się piętrzą w domu:) Ale to jeszcze ze sześć lat, pod warunkiem utrzymywania ścisłego zakazu zakupów:)
      Dziękuję za życzenia, chociaż zamiast statystyk i nagród wolałbym nadal mieć grono takich czytelników, jakich mam teraz:)

      Odpowiedz
  • 1 stycznia 2013 o 11:57
    Permalink

    Ta książka też czeka na mojej liście do przeczytania. Podoba mi się pomysł, choć nie jest odkrywczy:-)

    Odpowiedz
  • 1 stycznia 2013 o 16:52
    Permalink

    W tej chwili jest szał na „Monster High”, klimaty chyba bardzo zbliżone do „Zwłokopolskich”, więc przewiduję spory sukces.
    Zaskoczyło mnie takie dokładne doprecyzowanie wieku czytelników. Jeśli coś takiego jest, to raczej widełki. :)

    Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 16:53
      Permalink

      Widziałem laleczki Monster High, klimat zbliżony, faktycznie. Na szczęście moje dzieci są na to odporne. Przynajmniej na razie. A wiek na okładce wybity jak wół: 9+.

      Odpowiedz
  • 1 stycznia 2013 o 17:23
    Permalink

    Bardzo mnie cieszy, że dotrzymujesz obietnicy :) tylko jakoś tak w komentarzach przewija się, że w planach masz jednak coś interesującego.. hę? rozumiem, że na luty? ;P

    Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 17:26
      Permalink

      Na styczeń, ale to na pewno wszystko będzie nudne:P W każdym razie nudno przeze mnie opisane, więc inspiracji pewnie nie będzie :D

      Odpowiedz
    • 1 stycznia 2013 o 17:32
      Permalink

      Mogłam to przewidzieć ;P dobra, trzeba będzie zacisnąć zęby i nie zaglądać tu przez jakiś czas..;/ Ty piszesz o 6 latach do nadrobienia tego co masz na półkach, u mnie policzyłam, trzeba by trzech, więc jak jeszcze będziesz mi za każdym razem dodawać tytuły, to ja się do emerytury nie wyrobię! a plan był, że na emeryturę to już tylko czytam po raz kolejny powieści ulubione..

      Odpowiedz
    • 2 stycznia 2013 o 08:17
      Permalink

      To nawet nie chodzi o narażanie na wstrząsy, tylko że po prostu nie zechcą słuchać. To po co mam męczyć ich i siebie. Płynę z falą i np. czytam „Kraków i okolice”, które mnie nie bałdzo, zamiast „Gelsomina …”, który mnie się, bo tak życzy sobie naród :D

      Odpowiedz
  • 2 stycznia 2013 o 21:53
    Permalink

    Mam znajomą dziewięciolatkę, która po tym nieszczęsnym Monster High zaczęła czytać i inne książki. Przełamanie nastąpiło :) Zakupię jej może tych rodzimych Zwłokopolskich. Strasznie mi się tytuł podoba :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: