Zawartość kuferka


W grudniu dotarła do mnie wielka paczka, starannie obwąchana przez specjalnie szkolonego kota tropiciela. Niestety, zawartość nie była ani jadalna, ani wybuchowa – a wyłącznie książkowa. To część nagrody za zdobycie ubiegłorocznej Ebuki

Czekałem z ujawnieniem zawartości pudła do chwili dotarcia zasadniczej części nagrody: kuferka na książki. I oto nadeszła kolejna paczka, niecierpliwie rozszarpana przez małe rączki:
Spod warstw folii i papieru wyłonił się gustowny kufer w stylu militarnym, opatrzony groźnie wyglądającymi inskrypcjami:

Po połączeniu zawartości obu przesyłek dostajemy taki oto przyjemny dla oka widoczek:


Na pierwszy czytelniczy rzut pójdzie biografia Eugeniusza Bodo, o której dobrze pisał Bazyl, i nowa książka Wiktora Suworowa poświęcona Chruszczowowi. Zamierzam też przyjrzeć się kryminałom retro (mam tu „Trzeci brzeg Styksu” z akcją osadzoną w Łodzi i „Pana Whichera w Warszawie”). A może jeszcze któraś z tych książek zasługuje na szybkie przeczytanie? „Cyrk nocy”, który jednych zachwyca, a innych nudzi? „Sejf” Tomasza Sekielskiego? A może biografia Kolumba, który według jej autora miał być potomkiem polskiego króla?

PS. Takie kuferki, z zawartością, są też do wygrania w tegorocznej edycji Ebuki: już można się zgłaszać do konkursu!

(Visited 83 times, 2 visits today)

59 komentarzy do “Zawartość kuferka

  • 11 lutego 2013 o 19:12
    Permalink

    Szczerze gratuluję.
    Brzydko również zazdroszczę kuferka i jego zawartości.)

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 19:25
    Permalink

    Myślałam, że kuferek będzie miał charakter z lekka symboliczny (tektura? plastik?), a tu proszę! :) Gratuluję kolejnej porcji nagród – zawartość skrzyni militarnej wystrzałowa! :) A małe bachantki miały na pewno dużo radości przy rozszarpywaniu opakowania. :)
    Biografia Kolumba była zrecenzowana w Nowych Książkach, zaraz sprawdzę, jaki był wydźwięk ogólny. :) O, i „Władca wilków” jest! Ponoć świetny, po przeczytaniu recenzji w Fantastyce nabyłam natychmiast.

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 19:37
      Permalink

      Przeczytałam tekst w Nowych Książkach, w sumie to są raczej notatki z lektury niż recenzja. Teorie autora biografii dość sensacyjne, ale na pewno ciekawe.

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 20:03
      Permalink

      Ja te fantasy z grubsza przejrzałem i odłożyłem „na kiedyś”, ale może zerknę dokładniej. Teorii z Kolumba jestem bardzo ciekaw, bo pojęcia nie mam, jak można połączyć Władysława Warneńczyka z Kolumbem:P

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 20:50
      Permalink

      Biorąc pod uwagę, że śmierć jednego od narodzin drugiego dzieli 7 lat to też jestem mocno ciekawa…

      Ale kufra i zawartości zazdroszczę bardzo:) I czekam na recenzje.

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 20:54
      Permalink

      Ha! Okładka mówi, że Warneńczyk wcale nie zginął pod tą Warną :) Normalnie chyba zgłębię tę biografię dokładnie, bo się zainteresowałem, co też władca porabiał po bitwie :)

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 21:13
      Permalink

      A mówi coś okładka na temat insynuacji Długosza niejakiego na temat hmm… gustów i preferencji Władzia?

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 21:24
      Permalink

      Okładka milczy. Książka przezornie nie została zaopatrzona w indeks, a bibliografia nie wykazuje śladu znajomości Długosza:) Zresztą nie wykazuje też ani śladu jakichkolwiek dzieł o Polsce i Jagiellonach:P Teoria opiera się wyłącznie na tym: http://www.polskatimes.pl/artykul/206788,krol-warnenczyk-zyl-jeszcze-dlugo-na-cieplej-maderze,id,t.html?cookie=1
      No nic, poczytam, ubawię się być może:P Tablice genealogiczne przypominają mi wywody królów Francji albo Brytanii od Jezusa i Marii Magdaleny:)

      Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 19:32
    Permalink

    Wielkie WOW! Na widok książek jęczę sobie w duchu, więc skupię się na samym kuferku: jakaś mała bazooka chyba by się w nim zmieściła? Absolutnie fantastyczny! Gratuluję kuferka i jego zawartości:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 19:34
    Permalink

    Kufer zacny, choć wygląda groźnie;-) Co do zawartości, to polecam „Sejf” – pasuje do kuferka – zaś „Cyrk” średnio, jestem z tych, których znudził. Czekam za to bardzo na „Pana Whichera”:-)

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 20:06
      Permalink

      Czytałem Twoją recenzję „Sejfu” i dlatego w ogóle wziąłem Sekielskiego w rachubę, bo inaczej bym to potraktował jak powieść dziennikarza-celebryty:)

      Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 19:53
    Permalink

    Och! Piękny to widok, miły dla mojego zazdrosnego oka ;)

    Szczerze gratuluję :) w tym roku też zgłosiłam się do e-buki, chociaż szans za wielkich nie mam, to jednak dreszczyk emocji przed wyborem finałowej grupy, bezcenny ;) pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 19:55
    Permalink

    Ach.. rozmarzyłam się.. :) piękny kufer, jeszcze raz gratuluję i czekam na (tfu, tfu) ciekawe recenzje ;)))))

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 20:16
    Permalink

    Kapitalne! Co do zawartości, która jest niezwykle interesująca i błysk w oku mola książkowego wywołuje… – ani nic nie polecę, ani nic nie odradzę lektury, bo żadnej książki spośród zapakowanych w pięknym kufrze nie czytałam.

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 20:54
    Permalink

    Gratuluję ogromnie obu części nagrody!
    Tylko czy to przypadkiem nie jest Zaczarowany Kuferek Czasu? Ten z przygód Miki Mola? ;-) Lepiej się nie nachylać nad nim zbyt głęboko… ;-)
    „Sejf” mam i ja, trafił do mnie via konkurs, dość przypadkowo, ale ciekawa jestem tej książki, choć na razie nie mam ochoty na lit. sensacyjną.
    „Cyrk nocy” należy chyba do tych książek, które trzeba przetestować na sobie, bo jedni chwalą, drudzy ganią. Kiedyś też to sprawdzę.
    Natomiast zainteresowała mnie książka trzecia z lewej – już sam tytuł intryguje. Coś czytałam tej autorki, z pomarańczami w tytule, szczegółowo nie pamiętam, nie pisałam szerzej o tym, ale wrażenie miałam pozytywne.

    Miłej kuferkowej lektury!

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 20:56
      Permalink

      Trzecia z lewej to autobiografia Jeanette Winterson – zupełnie nie znam tej autorki, ale książka wydaje się ciekawa, bo dzieciństwo miała niełatwe, a i potem pod górkę.

      Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 21:12
    Permalink

    Podziwiam zdobycze z zazdrością :) Przynajmniej połowę z tych książek chciałabym przeczytać, więc nawet nie będę ich wymieniać. Gratulacje :)
    Ps. Gdy przeczytałam tytuł posta od razu pomyślałam o blogach dot. urody i kosmetyków. Dziewczyny co miesiąc dostają tzw. shiny box z kosmetykami i recenzują te produkty….. ot, takie luźne skojarzenie ;)))

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 21:32
    Permalink

    Ha, kufer naprawdę zacny:) I muszę przyznać, że mnie tym Warneńczykiem zaciekawiłeś, tablicami genealogicznymi zwłaszcza. Domagam się recenzji ze szczególnym uwzględnieniem genealogii!;)

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 21:35
      Permalink

      O matko, ale się wrobiłem z tą genealogią:P Dobra, odkurzę sobie to i owo, poczytam Kolumba i sprawozdam (kiedyś) :)

      Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 21:40
    Permalink

    Ciekawa jestem jak u Ciebie by było z Cyrkiem nocy. Mnie się wydaje, że ta bajka nie jest dla chłopców ;)

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2013 o 21:56
    Permalink

    Na nic wyrzeczenia, na nic zamykanie oczu na widok księgarni -oto na półkach ładnych parę książek więcej. Porzućcie wszelkie złudzenia wy, którzy myśleliście, że kiedykolwiek przestaniecie być zacofani w lekturze!:PP
    (a po wpisie u Agnieszki sama nabrałam ochoty na lekturę „Sejfu”, choć jeszcze do wczoraj na widok takiego autora prychałabym tylko pogardliwie)

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 22:05
      Permalink

      Od tych paru tomów nie zrobię się nagle bardziej ZWL, niż jestem:) Za to widzę, że kształtuje mi się czołówka lektur, zupełnie innych, niż sam bym wytypował:P

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 22:19
      Permalink

      Niby bardziej ZWL być nie możesz, ale szlag trafił wszystkie skomplikowane wyliczenia w rodzaju „ilość tomów podzielona przez ilość dni równa się ilość lat, kiedy skończę czytać to, co mam”:P
      A co do czołówki lektur: dziś wepchałam się na tzw. krzywy ryj do koleżeńskiej kolejki osób oczekujących na przeczytanie najnowszych szlagierów, które co bogatsi koledzy i koleżanki już nabyli. Wepchnięcie zostało okupione obietnicą, że ależ oczywiście, przeczytam to raz, dwa i zaraz oddam, tak że ten, kto miał to teraz czytać, nic nie zauważy! Mój starannie utworzony plan czytelniczy na najbliższy miesiąc legł w gruzach:(

      Odpowiedz
    • 11 lutego 2013 o 22:36
      Permalink

      Zamierzasz czytać Greya? Jeśli tak, to pewnie pochłoniesz w jeden wieczór, albo po paru stronach rzucisz w kąt – w każdym wypadku oddasz szybko:) Ja mam jedynie ramowy plan roczny, który, rzecz jasna, dziś się rozpadł, chociaż jeszcze jest to uratowania, gdybym przypadkiem rozbił się wraz z moją biblioteczką na tropikalnej wyspie z darmowym wiktem i opierunkiem :)

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 07:45
      Permalink

      A skąd masz takie dane na temat Greya? Czyżbyś podczytywał ukradkiem?:P
      Nie, Grey na razie nie (choć natrętnie i darmo pcha mi się w ręce, więc pewnie z ciekawości obadam). Na razie Rowling i Twardoch, więc nawet nie mam strasznych wyrzutów sumienia.
      Co zaś do bezludnej wyspy, proponuję zacząć od znalezienia takowej; reszta pójdzie już z górki:P

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 09:11
      Permalink

      Grey wisi w powietrzu, wiedzę wchłania się przez skórę:) Rowling stoi i czeka, już się na nią cieszę. Nie musi być bezludna wyspa, może być wyspa z luksusowym hotelem, który mnie bezterminowo ugości w zamian za reklamę na blogu:PP

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 21:56
      Permalink

      Ok, modyfikuję: znajdź taki hotel, a reszta pójdzie z górki:)
      Perspektywa spędzenia wieczoru z Rowling też mnie cieszy, choć obawiam się, że wbrew obietnicom nastąpi to dopiero w weekend, albowiem życie coś mnie ostatnio boli…

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 22:05
      Permalink

      Czekolada tuczy, a spódnice trzeszczą:( Urzynanie (bo przecież nie urżynanie?) się próbowałam praktykować, ale wino mi się, cholera, skończyło. Nic, tylko trzeba dalej pracować (literówki się poprawi jutro, na trzeźwo), a to boli!

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 22:07
      Permalink

      „Na litość boską, królowo – zachrypiał – czyż ośmieliłbym się nalać damie wina? Tylko czysty spirytus!” Mam nadzieję, że klasyk mi wybaczy manipulację, ale to w słusznej sprawie:)

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 22:14
      Permalink

      Do każdego pół litra spirytusu tartinka z kawiorem gratis. Damom firma dorzuca ananasa świeżego z Kostaryki. Dobić, może i dobije, ale i ból zagłuszy.

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 22:18
      Permalink

      Dziś zagłuszy, ale jutro? Co z jutrem? Póki co, podziękuję (zwłaszcza że catering na szkocką modłę). Bardzo smaczną mam bowiem teraz miętówkę. Z imbirem, mniam.

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 22:26
      Permalink

      Jak głosi mądrość ludowa: poboli, poboli i przestanie (albo zdechnie).
      Tak sobie teraz z rozrzewnieniem przypomniałam czasy studenckie, kiedy to w ów dzień, mimo wtorku, leczyłam boleści w klubie studenckim „Pinokio” i czułam się o niebo lepiej. Jednak młody, to nie zawsze głupi!

      Odpowiedz
  • 12 lutego 2013 o 08:26
    Permalink

    A tak się własnie zastanawiałam, czy kuferek to prawdziwy kuferek i czy naprawdę jest w nim tak dużo książek. I to jednak wszystko prawda :)
    Gratuluję zwycięstwa i przede wszystkim tych przepięknych nagród . Taka ebuka fajnie będzie wyglądała na ścianie (niekoniecznie na ziemi wśród kwiatów ;).

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2013 o 09:23
    Permalink

    Dzięki za reklamę :)
    Książek oczywiście nie zazdroszczę, bo ciężkie to i kurz w domu zbiera, ale ten kuferek, to w sam raz na nalewki. Dobra kłódka i może choć raz odstałyby te swoje pół roku. No, chyba żeby mnie naszła chęć straszna, to bym zrobił jak Borchardt z handszpakami („Pałaaaami!!! Wszystka pałaaaami!! Cały statek pałaaaami! Nu, wszystka pałamał, wszystkie handszpaki pałaaaamał. Da dźjabłaaaa! Biezabrazje!”) i skrzynia poszłaby w drebiezgi :P

    Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 09:35
      Permalink

      Właśnie zająłeś pierwsze miejsce w nieoficjalnym konkursie pod hasłem „Na co przeznaczyć skrzyneczkę” :) Kłódka nie byłaby konieczna, szczególnie przy ogólnodomowej tendencji do zasiewania kluczyków:P

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 09:39
      Permalink

      Zasiewanie mogłoby sprawić, że jako jedyny gospodarz w okolicy podawałbyś do obiadku trzydziestoletnią naleweczkę wygrzebaną ze sterty zbutwiałych desek. Gorzej jak to wojskowe dziadostwo zamaziane jest jakąś zapobiegającą butwieniu tajną substancją. No, ale wtedy … „handszpaki!!!” :D

      Odpowiedz
    • 12 lutego 2013 o 10:02
      Permalink

      Nie jest namaziane, wyłącznie warstwa maskującej farby olejnej:PP U mnie naleweczka spokojnie doczekuje terminu, więc radykalne metody nie są potrzebne.

      Odpowiedz
    • 14 lutego 2013 o 11:43
      Permalink

      Kuferek u mnie w domu natychmiast zostałby wypełniony zabawkami, klockami, samochodzikami i maskotkami. Po czym natychmiast opróżniony z tegoż, po czym wypełniony trzylatkiem, no, może i jego siostrą.

      Odpowiedz
    • 14 lutego 2013 o 11:47
      Permalink

      Były takie zakusy, ale deski w środku słabo heblowane:) Za to energicznie spuszczona klapa niemal nie odcięła kompletu małych paluszków:P

      Odpowiedz
  • 12 lutego 2013 o 12:19
    Permalink

    Kuferek przedni! Zawartość b. zróżnicowana, do Winterson ustawiam się w kolejce po pożyczkę.;) Jakieś 20 lat temu pisała niezłe książki. A Bodo pewnie też bym pewnie wybrała na pierwszy ogień.

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2013 o 13:17
    Permalink

    jeszcze raz serdecznie gratuluję zwycięstwa :) Bój był nie lada, o czym świadczy kuferek, którego również gratuluję. Aaa, i nie zazdroszczę, bo zazdrość to brzydka rzecz ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: