Przyjaciele z szerokim gestem, czyli imieniny Kornela

Ze wspomnień Antoniego Słonimskiego:

Kornel Makuszyński, karykatura Kazimierza Sichulskiego, 1910 r.

[…] Nie zawsze byliśmy dobrzy dla Makuszyńskiego. Kiedyś, gdy urządził u siebie składkowe przyjęcie imieninowe, z Lulkiem Schillerem i Lechoniem postanowiliśmy przesłać mu parę efektownych, lecz niezbyt kosztownych prezentów. Po obiedzie w „Astorii” na pobliskim Sewerynowie prześcigając się w hojności dokonaliśmy następujących zakupów:

Dwanaście gipsowych biustów Kościuszki (dwa uszkodzone).
Osiem desek do prasowania.
Dwadzieścia cztery tuziny kamieni do białych pantofli (starczyłoby na parę pokoleń licznej rodziny).
Dwadzieścia kilo buraków.
Dwa tysiące gilz do papierosów.
Cztery balie.
Furmankę koksu.
Wszystko to przesłaliśmy hurtem do mieszkania solenizanta. Nie był to wybór całkowicie bezmyślny. Kornel nie nosił białych pantofli, nie palił papierosów z ustnikami, miał centralne ogrzewanie i nie lubił buraków. Po dokonaniu tych wstępnych czynów udaliśmy się do Kornela na imieniny. Nie dostaliśmy się do mieszkania, bo schody zawalone były prezentami, a Kornel się zabarykadował. Powiedział nam potem: „Kochane stare wariaty, musiałem się na dwa dni przenieść do hotelu.” […]

 

Antoni Słonimski, Alfabet wspomnień, Państwowy Instytut Wydawniczy 1989, s. 136–137.

(Visited 306 times, 69 visits today)

39 thoughts on “Przyjaciele z szerokim gestem, czyli imieniny Kornela

  1. Rewelacja! To chyba najbardziej wstrząsający zestaw upominkowy, o jakim słyszałam! :D
    A propos buraków, we Włoszech zaskoczyło mnie to, że były traktowane jako wykwintny smakołyk, podawano je na zimno z oliwą i czosnkiem.

  2. Opowieść kojarzy mi się z tymi z książki „Z pamiętników bywalca” i muszę przyznać, że uwielbiam to towarzystwo.
    Jeśli pozwolisz, zacytuję: „Dowcip Słonimskiego był, ze tak powiem, dziedziczny. Ojciec jego, znany lekarz, słynął z kawałów (…) doktor Słonimski wezwany do chorej guwernantki do domu pewnego zamożnego bankiera, po zbadaniu leżącej w łóżku pacjentki i stwierdzeniu, że temperatura, puls i język są w porządku, powiedział jej po prostu:
    – Po co pani udaje? Jest pani zdrowa jak ryba.
    – Tak, nic mi nie jest – odpowiada pannica – ale nie płacą mi już trzy miesiące. Nie chcę za darmo orać. Położyłam się więc do łóżka.
    – To niech się pani posunie – powiada doktor Słonimski – kładę się koło pani, mnie już nie płacą czwarty miesiąc
    (Jerzy Zaruba, „Z pamiętników bywalca”, Iskry, Warszawa 1960)

    Dzięki za ten cytat ze Słonimskiego, poprzypominała mi się masa zabawnych rzeczy.

    • patrz, a często dzieje się to raczej w drugą stronę.
      zabawnym anegdotom dotyczącym przeciętnych ludzi nadaje się dłuższy żywot poprzez przyporządkowanie im znanych nazwisk.
      Ostatnio gdy czytałam anegdoty umieszczone w „30 lat życia z Madzią”, (czy w którejś innej, dotyczącej M.Samozwaniec,dużo ostatnio czytałam, mogę zmyślać) drażniło mnie to, że są to historie na tyle znane, że nie wiadomo czy zdarzyły się M.S. i zostały rozpowszechnione jako dowcipy, czy też może poszło to właśnie w drugą stronę.

    • Zwykle trudno wyczuć, w którą stronę to się przenosi:) Grodzieńska opisywała, jak to ta sama anegdota bywała kolejno przypisywana rozmaitym osobom, zależnie od aktualnej potrzeby opowiadającego:)

    • no, dzięki, musiałeś Grodzieńską przywołać? już zapomniałam, że obiecywałam sobie kupić jej książki :D zrobiłam bowiem głupotę i nie kupiłam, gdy miałam okazję, a kończąc „Urodził go…” wiedziałam, że chcę mieć na własność i nie tylko tę.

    • W październiku był tu miesiąc z Grodzieńską:) Wspomnienia chałturzystki musisz mieć koniecznie. Oraz I nic już nie muszę. Oraz jakiś wybrany zbiór humoresek, może być ten najnowszy, z Latarnika.

    • tak, tak, sprowadzaj mnie na złą drogę rozrzutnika :))
      zaczynam myśleć, że mój mąż jest bardzo przewidujący.
      kilka dni temu odbyliśmy bowiem taki dialog:
      – nie będę już palić, więc może w końcu będę miała jakąś gotówkę
      – jaaasne. po prostu będziesz kupować jeszcze więcej książek.

    • w ogóle nie powinnam z Tobą rozmawiać :)))
      Szymańska i jej dar zachwytu chodzą za mną od kilku dni.
      Teraz Grodzieńska.
      Nie wspominając o tym, że na Słonimskiego też mam ochotę.
      A jak na „Alfabet wspomnień”, to oczywiście także na biografię „Heretyk na ambonie” i teraz to już skojarzenia i powiązania, wszystkie zakończone stwierdzeniem, że trzeba będzie kupić, pozbawią mnie jasności umysłu. Tych resztek, co mi zostały.

    • No, Heretyka na szczęście już mam, mogę sobie co najwyżej dokupić brakujące tomy Kronik tygodniowych (polecam:P). Niestety, marna dola czytacza blogów, książki mu się mnożą jak wielkanocne króliczki:)

  3. Makuszyński musiał być człowiekiem niezwykłej dobroci, mnie trudno byłoby zachować pokerową twarz. Koks pewnie zostałby szybko zagospodarowany przez dalszych sąsiadów, reszta pewnie też. Chyba największy problem byłby z Kościuszką.;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *