„Chcę się stać ulotną wiatru smugą…” (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, „Wojnę szatan spłodził…”

Nie chcę w tym udziału brać. Chcę się stać ulotną wiatru smugą.
I kiedy wszystko będzie skończone, powrócę do domu, do fiołków.
Wojenne zapiski Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to portret kobiety, której świat rozpadł się w gruzy, a wraz z nim i ona zaczęła tracić integralność, rozsypywać się na cząstki. Przez wojnę świat stał się dla niej miejscem odrażającym i brudnym, brutalnym i pozbawionym piękna. Poetka straciła swój blask, zszarzała i zbrzydła, a oderwana od rodzinnego domu i najbliższych nie potrafiła już odzyskać energii, którą dawała jej Kossakówka i jej mieszkańcy.

W tych notatkach, nieregularnych, urywanych, migawkowych i pisanych wyłącznie dla siebie („notatki do pieca przeznaczone”, 23 października 1941) zawarty jest ogromny ładunek goryczy, cierpienia, tęsknoty; sprawiały one, że nawet ukochanego męża ocenia skrajnie. Dostaje się też polskim emigrantom, wyższym szarżom wojskowym – wszystkim, których uważa za winnych swojej poniewierki na obczyźnie. Pawlikowska-Jasnorzewska więdnie z dala od Polski – nie tylko fizycznie. Czuje, że marnuje się również jej talent, na który nie ma zapotrzebowania – komu potrzebne jej filigranowe poezje, gdy trzeba grzmieć w surmy bojowe? A tego nie umie i nie chce robić, dostrzegając, że „wojnę szatan spłodził”, a jej własny mąż lotnik należy do tych, którzy bombardują niewinnych cywilów („Tylko nie idealizujmy lotników. To oni, mniejsza narodowość, są katami miast bezbronnych, dzieci, kobiet, starców w przytułkach”, 29 kwietnia 1942).
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, 1939 rok.
Skupia się Pawlikowska-Jasnorzewska jednak przede wszystkim na sobie: najpierw odczuwa niewygody długiej podróży na Zachód, potem podłe kwatery, nędzne wyżywienie i brak pieniędzy. Dojmujące są braki w garderobie, sukniach, pantoflachkupione okazyjnie futro sprawia jej ogromną radość. Proces zniszczenia przechodzi jednak również na nią samą: chudnie, brzydnie, przekwita, gorzknieje, czuje, że traci inteligencję. Sama nazywa siebie „jędzą pełną goryczy” (21 lipca 1942), która zatruwa swym jadem nieliczne chwile z ukochanym. Tę gorycz wzmagają ostatnie wspomnienia z kraju, wyrzuty sumienia o jakieś spory, niesnaski, zepsute ostatnie chwile z najbliższymi: „Ach, wyrzuty sumienia, węże drobne, większe, kusicielskie i dogryzające, glisty, wężowidła robacze” (2 stycznia 1941).
Dom i rodzina – śni o nich po nocach, tęskni przeraźliwie, żałuje wyjazdu… Martwi się o rodziców, siostrę, ich zdrowie i sytuację. Czuje się wygnana z raju lat dziecinnych, do którego powrócić nie może („Nasze »ja« czeka nas w rodzinnym domu, / Na pustym miejscu świątecznej wieczerzy…”, napisała w „Myśli świątecznej”). Śmierć ojca jest strasznym ciosem, wszystkie myśli kieruje wtedy ku matce, a kiedy i ona umiera, poetka zapisuje: „Dom już mnie nie obchodzi […], już to dla mnie pusty rekwizyt, pamiątka tak gorzka, że nie pragnę go już oglądać. Ani Krakowa” (1 czerwca 1943), chociaż jeszcze kilka lat wcześniej modliła się: „domu w Krakowie […] Wszystkich mi w zdrowiu przechowaj, nikomu nie daj krzywdy wyrządzić” (7 lipca 1940). Wszystkie uczucia skupia na Madzi, swojej siostrze, przeżywając głęboko brak wiadomości od niej, ale niepokój jest mniejszy, inny – ma nadzieję, że zdąży nacieszyć się młodszą siostrą po wojnie.
Wojciech Kossak i Magdalena Samozwaniec.
Z tymi troskami o siebie i ukochanych jest właściwie sama. Stefan Jasnorzewski, czekający na przydział, sam zdenerwowany niepewnością swego losu, denerwuje też żonę. Krytykuje jej wiersze,  a ją drobiazgi irytują tak bardzo, że porównuje go do swego pierwszego męża: „Doczekałam się przyjemniaczka męża a la Bzowski”. W bilansie sporządzonym 2 stycznia 1942 roku dostaje się wszystkim mężom Lilki: „Pierwszy [Władysław Bzowski] – kretyn notoryczny, nieuk i cham. Drugi [Jan Pawlikowski] – wariat trochę, zły charakter, egoista sentymentalny […]. Trzeci [Stefan Jasnorzewski] – urok dziecka i zwierzęcia, ale dużo zarozumialstwa, pychy […] Dla byle powodu dostaje ataku furii”. Ten podwójny obraz Lotka: najczulszego z mężów i budzącego lęk furiata powtarza się wielokrotnie; dziecko obdarzane zabawkami i zwierzątko pieszczone i milutkie, ale potrafiące pokazać pazury. Równocześnie tkliwość matczyna, erotyczne dreszcze i strach (26 lipca 1941). Wyjazd Jasnorzewskiego do jednostki dokłada Marii jeszcze tęsknotę za ukochanym.
Stefan Jasnorzewski.
A kiedy już wydaje się, że koszmar ma się ku końcowi, atakuje choroba. Jasnorzewska nie lubi lekarzy, nie wierzy w ich diagnozy i środki. Winę za złe samopoczucie składa na zmęczenie i stres („Ot, babskie zdrowie jest bardzo wymagające i nie lubi wielu rzeczy: zmiany klimatu, zmartwień i zmęczenia”, 24 czerwca 1944; „Wszystkie te trucizny i szoki nagromadziły się we mnie”, 28 września 1944). Stan poetki jednak się pogarsza, czekają ją kolejne pobyty w szpitalu, operacje, naświetlania. Zapiski z tego okresu to początkowo próby łudzenia samej siebie, że będzie dobrze, dziarskiego udawania, że nie dzieje się nic poważnego, że zabiegi lecznicze, choć nieprzyjemne, pomogą. Pawlikowska-Jasnorzewska stara się ze wszystkich sił dobrze wyglądać w szpitalu, nie dać się złamać nowotworowi psychicznie („Nigdy sobie dotąd sprawy nie zdawałam, jak ważne są takie głupstwa w takich okolicznościach, które same przez się bardzo dumę człowieka, a zwłaszcza kobiety, poniżają i dręczą”, 24 lutego 1945). Stan zdrowia jednak wciąż się pogarsza i wkrótce już Lilka nie wychodzi ze szpitala; jej notatki zamieniają się w ciąg drobiazgowo opisywanych objawów własnego upadku, ordynowanych przez lekarzy specyfików, zabiegów i diet, wreszcie własnych stanów psychicznych, bólu, cierpienia, przerażenia, poczucia, że własne ciało ją zdradziło: „Jestem jak położony łan, zbity gradem, połamany. Wszystko we mnie chore, spalone, wstrząśnięte” (26 czerwca 1945). Czytelnik tych zapisek czuje się, jakby siedział w kącie szpitalnego pokoju. Każdy z nas musi sam podjąć decyzję, czy w tej sali pozostać, czy wyjść. Czy towarzyszyć jej umieraniu, czy zamknąć za sobą drzwi, odciąć się od fizjologicznych detali agonii i zachować Marię Pawlikowską-Jasnorzewską w pamięci jako piękną córkę Kossaka, którą upływ czasu zdawał się omijać.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Magdalena Samozwaniec nie chciała publikacji zapisków siostry; nie wiem, czy dlatego, że zawarte w nich opinie i opisy były dla niej samej zbyt bolesne, czy też nie chciała, by czytelnicy oceniali jej ukochaną Lilkę przez pryzmat notatek pisanych w sytuacji szczególnej, w napięciu tak wielkim, że z pewnością nie pozwalało na zachowanie obiektywizmu i wyczucia proporcji wobec spraw i ludzi. Na pewno nie chciała, by niezdrową sensację budziły fizjologiczne detale ostatnich miesięcy życia „Zalotnicy niebieskiej”. Po blisko siedemdziesięciu latach od śmierci Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej dziennik jest dostępny, z dołączonymi wierszami z ostatniego, przygotowywanego do druku tomiku „Szachownica”. To nie tylko ważne uzupełnienie biografii poetki, ale też dzieło przywracające nam prawdziwego człowieka w miejsce wyretuszowanej eterycznej istoty, genialnej córki Marii z Kisielnickich i Wojciecha.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939–1945, zebrał Rafał Podraza, Agora 2012.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Agora.
(Visited 726 times, 10 visits today)

25 komentarzy do “„Chcę się stać ulotną wiatru smugą…” (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, „Wojnę szatan spłodził…”

  • 29 maja 2013 o 11:28
    Permalink

    I znów rzecz o wojnie, chorobie i mękach duszy i ciała. Do zapisania, rzecz jasna, bo nie na teraz :(

    Odpowiedz
  • 29 maja 2013 o 11:30
    Permalink

    W 1998 roku wydawnictwo Kossakiana opublikowało grube tomiszcze zatytułowane „Maria Kossak – Jasnorzewska. Listy 1928-1945″ W podtytule ” Listy do przyjaciół i korespondencja z mężem”. Książki o której piszesz jeszcze nie miałam w ręku, ale z pewnością sięgnę, dzięki za informacje :) „Listy…” są moją ukochaną pozycją, to niepojęte zderzenie kruchej z pozoru poetki z ohydą, jaką niesie wojna. To jakby motyl usiadł na kupie gówna i nie mógł odfrunąć.

    Odpowiedz
    • 29 maja 2013 o 11:40
      Permalink

      Bardzo obrazowo to ujęłaś. Poglądy Jasnorzewskiej na wojnę, wojskowych są w tych zapiskach bardzo dobitnie wyłożone. Z jakim sarkazmem pisała o młodym lotniku, który przechwalał się swymi wyczynami podczas bombardowania niemieckich miast.
      Mam wrażenie, że fragmenty zapisków są też w tomie z listami, który jest białym krukiem absolutnym.

      Odpowiedz
  • 29 maja 2013 o 17:26
    Permalink

    Jeśli kiedyś ukażą się drukiem „Dzieła wybrane ZWL”, to suplikuję, żeby ta recenzja znalazła się w nich na pewno. Piękny i poruszający tekst!
    Dla mnie wstrząsem było to legitymacyjne zdjęcie z 1939 roku. Na nim wyraźnie widać zmianę, o której piszesz.
    Czy sama Lilka w tych zapiskach wypowiada się na temat ich publikacji?

    Odpowiedz
    • 29 maja 2013 o 18:06
      Permalink

      Dziękuję za dobre słowo, ale zdecydowanie przesadzasz:)
      Zdjęcie robione prawdopodobnie we wrześniu 1939 roku w Zaleszczykach, bo takie miejsce zamieszkania widnieje w paszporcie. Fotograf prowincjonalny, ale na pewno i zmęczenie i przeżycia przyłożyły się do tego wyglądu.
      Nie znalazłem żadnej wzmianki o tym, co robić z zapiskami, poza zacytowanym fragmentem, że nadają się do pieca.

      Odpowiedz
  • 29 maja 2013 o 20:04
    Permalink

    Uwielbiam ją niemal tak jak mego ukochanego Berta, więc książkę wpisuję na gorącą listę;)

    Odpowiedz
  • 29 maja 2013 o 21:25
    Permalink

    Ale czemu od razu „wyretuszowana, eteryczna istota”? Niech mówi do nas przez swoją poezję – to nie wystarczy? Ja w każdym razie nie wchodzę.

    Odpowiedz
    • 30 maja 2013 o 06:45
      Permalink

      Bo zderzenie dwóch wizji: Samozwaniec i dziennikowej było dość bolesne dla mnie. Nie żebym wierzył w Pawlikowską eteryczną wróżkę, ale jednak korekt w portrecie musiałem dokonać. A wiersze są – wojenne, zwięzłe, celne, przekształcenie w poezję lęków i przemyśleń z zapisków.

      Odpowiedz
    • 30 maja 2013 o 21:38
      Permalink

      Wiem, że perspektywa historyczna (i historyka) może być inna, ale żyjąc w postbigbrotherowskim świecie coraz częściej mam ochotę dać innym, także nieżyjącym, szansę na zachowanie swojej intymności wówczas, gdy sami nie chcieli, by stała się ona jawna wszem i wobec.
      Poza tym, nie boisz się, że to czego dowiedziałeś się o Lilce, o tym co myślała o swoich bliskich, pozbawi Cię radości obcowania z jej poezją pochodzącą z czasów, gdy wszystko było prostsze i piękniejsze?

      Odpowiedz
    • 31 maja 2013 o 05:53
      Permalink

      Nie boję się:) Dla mnie Jasnorzewska zyskała kilka dodatkowych wymiarów, a ja lubię złożone postacie. Jej związek z Jasnorzewskim też zrobił się bardziej złożony, a tym samym bardziej prawdziwy.
      Coś takiego miałem też z biografią Marii Skłodowskiej – lata obcowania z hagiografią pióra córki, a potem kilka biografii mniej uładzonych – i MSC podziwiam tak samo.

      Odpowiedz
  • 30 maja 2013 o 05:47
    Permalink

    Nie słyszałam o tej książce. Ani o wspomnianym tutaj tomie listów poetki (to był normalny nakład?).

    Zaczyna się tam, gdzie kończy Samozwaniec. To co u siostry skwitowano kilkoma zdaniami: tęskni, martwi się, choruje, tutaj jest dopowiedziane. Brakujący element biografii, więc poszukam.

    Pawlikowska jak każdy emigrant tamtego czasu, nie czuje się komfortowo w sytuacji względnego bezpieczeństwa, gdy reszta rodziny i przyjaciół nie miała tyle szczęścia. Z drugiej strony, dla ludzi w kraju to była pociecha, że ktoś z ich bliskich zdołał uniknąć uczestnictwa, a nawet widoku tragedii. Dla nich to była ulga, że nie muszą się martwić o jej los – zdawałoby się wygrany, bo choroby nikt się nie spodziewał w takim momencie.

    Odpowiedz
    • 30 maja 2013 o 06:50
      Permalink

      Listy były wydane w normalnym nakładzie, bo w księgarniach je widziałem za kosmiczną cenę stu złotych (w 1998 roku!). Nigdy się nie zdobyłem na zakup, niestety:(
      Rzeczywiście, Samozwaniec przeleciała galopem przez ten wojenny okres, zresztą nawet jakoś to uzasadniła, niezbyt przekonująco.
      Zastanawiałem się, czy Jasnorzewska lepiej nie czułaby się w kraju, przy rodzinie, mimo zdecydowanie gorszej sytuacji i bezpośredniego zagrożenia. Ale wtedy pewnie tęskniłaby za mężem. Przy jej wrażliwości każde rozwiązanie było chyba złe.

      Odpowiedz
    • 30 maja 2013 o 07:58
      Permalink

      W kraju doszłyby codzienne zmartwienia: zniknięcia przyjaciół, niedostatek, niewyobrażalny wtedy terror (dla nas już kawałek historii, ale wtedy to był szok dla ludności). Brak oparcia w rodzinie, z którą była mocno zżyta przecież, to w sytuacji takiej zawieruchy olbrzymi dramat, to prawda. Ale patrzenie na cierpienia bliskich na miejscu raczej nie przyniosłyby ulgi nikomu. To była zresztą dodatkowa tragedia tamtych czasów: rozdzielenie bliskich, przymusowe oddalenie, poczucie porzucenia ojczyzny. Z Tuwimem było podobnie – a on nie miałby w Polsce szans ze swoim żydowskim pochodzeniem. Plus piętno ocalonych jakie na sobie czuli. Sytuacja bez dobrych rozwiązań, bo przecież w momencie wybuchu wojny nie wiadomo ani kto przetrwa, ani ile to potrwa, ani do czego posuną się naziści. Wielka niewiadoma, wielki niepokój, a decyzje podejmować trzeba było w pośpiechu.

      Czytając wspomnienia tamtych czasów łatwo przyjąć naszą perspektywę i zgłaszać poprawki. Sama czasem kibicuję bohaterom: byle do czterdziestego piątego, dacie radę, to już niedługo ;) A przecież każdy dzień to była realna szansa: śmierci na ulicy, łapanki, przesłuchań, obozu, głodu. Przypadek decydował o wszystkim często, nawet świętując sylwestra w 1945 roku można było nie dotrwać końca. Długo nie mogłam pogodzić się ze śmiercią Baczyńskiego w powstaniu – tak niewiele brakowało z naszej perspektywy… A tak naprawdę to kwestia zrządzenia losu, że dożył AŻ do powstania.

      Odpowiedz
    • 30 maja 2013 o 10:25
      Permalink

      Oczywiście, w każdej sytuacji byłoby trudno, Kossakówka wcale nie była bezpiecznym miejscem. We wspomnieniach o Samozwaniec jest opis kotła założonego tam przez Gestapo, w który tylko dzięki zimnej krwi Madzi nikt nie wpadł.
      Ja też kibicuję „byle do 45”, ale mam też odwrotnie – jak czytam np. wspomnienia z początków XX wieku albo z Dwudziestolecia – myślę sobie „biedaki, cieszcie się, za rok, dwa wybuchnie wojna”.

      Odpowiedz
  • 3 czerwca 2013 o 21:23
    Permalink

    Przeczytałam, zamknęłam stronę, zawahałam się i otworzyłam ją znowu. Nie godzi się taj wyjść, nie dawszy nawet znać, czy się podobało.
    Tekst się podobał, Pawlikowska jawi mi się cierpiącą istotą, ale „Listów…” czytać wcale mi się nie chce, przesyt mam malutki.
    Może kiedyś, zwłaszcza że polecasz.

    Odpowiedz
    • 3 czerwca 2013 o 21:29
      Permalink

      Świetnie Cię rozumiem, ja mam chwilowo trochę dość Kossaków i sobie odpocznę. Ale zapiski polecam, bo to kawał literatury i kawał życia, tyle że mocno przygnębiającego.

      Odpowiedz
  • 12 lipca 2013 o 10:51
    Permalink

    Napisałeś o niej w b. wyważony sposób, z dużą wyrozumiałością dla jej „słabości”.;) Jak wiesz, mnie się ta sztuka nie udała. Niemniej uważam, że to szczególna pozycja na rynku, warta publikacji – głównie ze względu na (mam wrażenie) szczerość autorki.

    Odpowiedz
    • 12 lipca 2013 o 11:22
      Permalink

      Nie wiem, czy to szczerość, czy po prostu wylewała w tych zapiskach frustracje, żeby nie wydrapać oczu jakiejś irytującej idiotce. Trzeba chyba brać poprawkę na te opinie, że powstawały pod wpływem chwili.

      Odpowiedz
    • 12 lipca 2013 o 11:44
      Permalink

      Skoro powstały pod wpływem chwili, to były wówczas szczere.;) Nie wiem, czy Jasnorzewska nie była zbyt dumną osobą, aby opinie modyfikować.

      Odpowiedz
    • 12 lipca 2013 o 12:15
      Permalink

      Nieprecyzyjnie się wyraziłem. Skoro powstały pod wpływem chwili, to nie można z nich wyciągać wniosku, że Jasnorzewska gardziła służącymi en masse.

      Odpowiedz
    • 12 lipca 2013 o 12:51
      Permalink

      OK, niech będzie, że moja opinia o Janorzewskiej też powstała pod wpływem chwili, stąd moje zacietrzewienie.;)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: