Ptaki niebieskie (John Steinbeck, „Tortilla Flat”)

 

 

Powiada święty Mateusz: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi”. Takimi ptakami niebieskimi są bohaterowie powieści Steinbecka: paiones, mieszańcy krwi hiszpańskiej, indiańskiej, meksykańskiej i europejskiej, mieszkańcy Tortilla Flat, dzielnicy Monterey w Kalifornii. Danny, Pilon, Wielki Joe Portugalczyk, Jezus Maria i Pirat nie pracują bez potrzeby, żywią się tym, co „znajdą” w przydrożnym rowie, lesie, w kurniku czy ogrodzie sąsiadów. Nie przepuszczą żadnemu gąsiorkowi wina, nie pogardzą wdziękami dziewcząt ani kobiet w dojrzalszym wieku. Żyją więc sobie swobodnie, z dnia na dzień, bez zobowiązań. Do czasu. Na Danny’ego spada bowiem błogosławieństwo (a może przekleństwo?) w postaci spadku po dziaduniu: dwa domy w Tortilla Flat, oznaka statusu i stabilizacji życiowej.

Właściwie jednak początkowo niewiele to zmienia w życiu Danny’ego i jego ferajny. Tyle że nie muszą już sypiać pod gołym niebem, mają dokąd i do kogo wracać. Bo dzięki różnym zbiegom okoliczności ich mała komuna szybko się rozrasta: pojawiają się problemy do rozwiązania, pokusy, którym nie można nie ulec i, oczywiście, pragnienie, które należy za wszelką cenę zaspokoić. Wyłącznie gąsiorkiem wina. A przy winie płynie rozmowa: „nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka – rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej – smutne, romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej – analiza minionych największych miłości, cal niżej – analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka – ogólny, niesprecyzowany smutek”…
Bohaterowie Steinbecka są gromadką nicponiów i obiboków, drobnych złodziejaszków i oszustów, jednak pisarzowi udaje się mizerię ich życia uwznioślić, a ich wyczyny otoczyć nimbem niemal rycerskim. Codzienną nędzę osładza im ciepło słońca na ganku i marzenia o znalezieniu zakopanego skarbu, który można zamienić na nieprzeliczone galony wina. Damy ich serc są podstarzałymi sąsiadkami lub dziewczynami z przetwórni ryb, ale oni – niczym Don Kichot – widzą w nich istoty atrakcyjne i często tylko interwencja przyjaciół chroni ich przed życiowym błędem, poślubieniem wybranki, która nieuchronnie odcięłaby męża od wiernych kolegów. Idealizowane jest też przez Steinbecka ich życie duchowe: obcują przecież z naturą i Absolutem, czują się szczęśliwi, nie dźwigając brzemienia dóbr materialnych.
Wokół Danny’ego i jego przyjaciół tętni życiem Tortilla Flat, dostarczając codziennie nowych plotek i anegdot, które można sobie opowiadać w upalne popołudnia. A każda cudza przygoda staje się okazją do wyciągnięcia lekcji, przebadania motywów ludzkiego postępowania i rozmaitości charakterów. Nasi bohaterowie mają prawo osądzać innych, bo posługują się własnym, głęboko zakorzenionym kodeksem moralnym: koca przyjaciela nie można zastawić, żeby mieć na wino, za to trzeba zaopiekować się bezdomną kurą, żeby nie wpadła w jakieś tarapaty, skoro może wpaść do garnka znalazcy.
„Tortilla Flat” tchnie ciepłem i humorem. Zestawienie przeżyć prostych ludzi z wyszukanym stylem wywołuje uśmiech, choć książka opowiada o wcale niewesołych sprawach. Steinbeck z typową dla siebie wrażliwością i wnikliwością przedstawia kolejny wycinek Ameryki, jeszcze nie dotkniętej Wielkim Kryzysem, świat nędzarzy wchodzących w kolizję z prawem, weteranów wojennych, o których państwo przypomina sobie dopiero wtedy, gdy trzeba zorganizować wojskowy pogrzeb, alkoholików. Pokazuje też na przykładzie Danny’ego, jak destrukcyjnie może wpłynąć stabilizacja na człowieka, który przywykł do całkowitej swobody. Końcowe sceny książki to już nie jest łotrzykowska historyjka, to dramat człowieka, który próbuje odzyskać utraconą niezależność. Ta pierwsza wielka i pierwsza popularna, choć nieduża objętością, powieść Steinbecka zapowiada kierunek, w którym rozwinie się jego twórczość. „Grona gniewu” wyrosły z „Tortilla Flat” i „Myszy i ludzi”.
John Steinbeck, Tortilla Flat, tłum. Jan Zakrzewski, Prószyński i S-ka 2013.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

(Visited 75 times, 1 visits today)

46 thoughts on “Ptaki niebieskie (John Steinbeck, „Tortilla Flat”)

  1. Ciepło i humor u Steinbecka?;) Zawsze kojarzyłam go ze smutkiem, z przekleństwem losu itp. A prosty bohater i wyszukany styl chyba zawsze działa.
    Książka jest w planach, zwłaszcza najnowsze wydanie – okładka wyjątkowo do mnie przemawia.

    • Prawda, że się zupełnie tak nie kojarzy? A jednak. To chyba tylko wypadek przy pracy był, a szkoda. Opisy moralnych dywagacji bohaterów, czy zastawić spodnie kolegi w zamian za wino, są świetne.
      A okładka świetna, jak zresztą wszystkie w tej serii. Tyle że w książkowym Tortilla Flat nie było prądu:)

    • Wiem, że czytałam tę książkę w szczenięcych latach, ale nie wciągnęła mnie. Za młoda byłam.;( Za to czytane trochę później na lekcje angielskiego „Bogu nieznanemu” uwiodło mnie, w dużej mierze za sprawą mocno obecnej przyrody (i kto to pisze?;))
      Okładka sugeruje raczej książkę z gatunku: wyjechałem do Meksyku i zaznałem szczęścia dzięki surowym warunkom życia. Inna opcja: uroki kuchni meksykańskiej.;)

    • Nie lubisz opisów przyrody? :P Fotka na okładce powinna iść bardziej w stronę zaniedbanej rudery, ale i tak jest fajna. Chociaż jak dotąd najlepsze są buty na okładce Myszy i ludzi:)

    • Wtedy nie lubiłam, dzisiaj mam inne podejście.;)
      Buty zaiste są świetne, ale wybieram stolik z termosami. Okładka „Tortilli…” kojarzy mi się ze sjestą, stąd ta sympatia.;)

    • No właśnie Steinbeck i ciepło?! ;) dla mnie ta książka była przejmująco smutna. Tak ją zapamiętałam a czytałam ją już kilka ładnych lat temu. Taki trochę kres utopi etc. Ale dobra rzecz, bardzo dobra zdecydowanie. Świetnie, że się to wznawia. Chociaż nabyłam wznowienie „Wielkich nadziei” i okładka jest tragiczna – filomowa. Serdeczności po długim milczeniu :)

    • Ale smuteczek jest dość głęboko ukryty, dopiero pod koniec się pojawia w większej dawce.
      Na okładki filmowe mam alergię i rzadko po takie wydania sięgam, Dickens faktycznie wyjątkowo szpetny. Pozdrowienia:)

  2. Kuszą mnie ostatnio okładki nowych wydań Steinbecka :) Chyba pora zapoznać się bliżej z tym pisarzem. Twoje recenzje „Tortilla Flat” i „Myszy…” również są zachęcające.

  3. Czy – sądząc po początku posta – zamierzasz ewangelizować? Przeczytajcie „Tortilla flat”, rzućcie wszystko w cholerę, a będziecie szczęśliwsi?:P
    Kompletnie nie pamiętam tej książki, choć na pewno ją czytałam. Fatalnie:( Jak widać, także tym sposobem, nawet bez zaglądania na dno gąsiorka można osiągnąć stan „ogólnego, niesprecyzowanego smutku” Ech!

    • Rzucić wszystko w cholerę zawsze można, ale czy od tego szczęścia przybędzie? Kwestia indywidualna.
      Proponuję powtórkę, chociaż pewnie bohaterowie są Ci doskonale znani z autopsji:P

    • Im mniej się ma, tym bardziej docenia się to, co się ma. Myślę, że to prawda uniwersalna i czasem każdemu, kto ma trochę więcej przydałby się zimny prysznic, aby docenić ot, takie drobiazgi jak ciepło słońca na ganku. I nie tylko o dobra materialne chodzi.
      Steinbeck jest u mnie na liście Wielkich Powtórkowiczów, ale czy się doczeka? Musi zdarzyć się jakiś silny impuls, bez tego czarno to widzę.

    • Taaak, podobnie jak „Ulana” i dziesiątki innych książek, które leżą w okolicach mojego łóżka jako te, które już za chwilę na pewno przeczytam:)
      Nic to jednak, może jeśli na wakacjach zaopatrzę się w odpowiednią ilość gąsiorków, nastrój na „Tortillę” przybędzie?:P

    • I tu się mylisz! Wystarczy, że odeśpię przez dwa pierwsze dni, a potem znów wrócę do opcji „terminator” – je, pije, czyta, nie śpi!:) Poza tym, kto mówi o nadużywaniu? Ot, po jednym gąsiorku dziennie dla wzmocnienia odczuć i wrażeń:P

    • W tym roku przydałby się taki litrowy, albo coś koło tego:) A szybka regeneracja dotyczy tylko stanu fizycznego, psychiczny szacuję na 3-4 tygodnie:(

    • Toteż czytam ostatnio jedną książkę przez dwa, trzy tygodnie:( Od kryminałów mnie odrzuca, za to książki „dzieciowe” wchodzą bardzo dobrze. Może przed wyjazdem udam się do działu dziecięcego biblioteki zamiast do dorosłego?
      (właśnie udało mi się najpierw wysłać ten komentarz w kosmos, zamiast umieścić go tutaj; czas natychmiast wyruszyć po gąsiorek!)

    • Nie mogę przejrzeć, bo myśl o zakupie czegokolwiek do szkoły (w tym podręczników) odrzucam na razie ze wstrętem. Pomyślę o tym w połowie sierpnia!:P A na stronie wydawnictwa lista lektur jest w jakimś dziwnym formacie, którego mój komputer nie czyta:( Puść parę, co?

    • Z ludzkich rzeczy Kubuś Puchatek i Andersen, a reszta to jakieś nowomodne dzieła. Piątka z Zaułka jest absolutną chałą i niewypałem, niech no znajdę kwadrans, żeby przeczytać całość:)

    • Nie wiem czy Andersen to „ludzka rzecz”, bowiem znaleźć go w wersji sensownej, a nie w jakichś koszmarnych opracowaniach to prawdziwa sztuka! Piątka z Zakątka przeraża mnie na razie już tylko szatą graficzną, więc póki nie ma noża na gardle nie będę się pchała do zacieśniania więzów.

  4. Ze wszystkich przeczytanych książek J.S. tę oceniłam najsłabiej, co nie znaczy, że nie doceniłam walorów, o których piszesz. Podobały mi się (jak zawsze u tego autora) prostota przekazu, potraktowanie tematu i to novum, które zadziwia czytelników – humor, co nie przeszkadza temu, że często jest to śmiech przez łzy.

  5. ja przeczytałam steinbecka tylko”podróże z charleyem”,bardzo mi się podobały,pamiętam,że żałowałam,kiedy podróż się skończyła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *