„Program nie bywa monotonny” (Krystyna Siesicka, „Fotoplastykon”)


Łóżko, w którym po wypadku unieruchomiona jest Jana, staje się dla niej punktem obserwacyjnym. Przygląda się z niego życiu własnej rodziny, które dotąd uważała za zwyczajne i nieciekawe. Tymczasem wystarczyło baczniej popatrzeć, porozmawiać z młodszym rodzeństwem i okazało się, że codzienność niesie ze sobą wiele wydarzeń: zabawnych, smutnych, dających do myślenia i pozwalających zweryfikować swoją opinię o najbliższych. 

Piętnastoletnie bliźnięta Agata i Jasiek są dla Jany łącznikami ze światem; przychodzą do niej opowiedzieć o szkolnych wydarzeniach, nauczycielach, rówieśnikach. Siostra staje się dla nich powierniczką i niekiedy nawet mentorką – dzielące Janę i bliźnięta cztery lata wydają się czasem być jakimiś latami świetlnymi: z jednej strony jeszcze prawie dzieci, a z drugiej już całkowicie ukształtowana dorosła osoba, czasem aż nazbyt dorosła. W każdym razie Jana dowiaduje się o rozmaitych rozterkach rodzeństwa, postanowieniach i przemyśleniach. Odkrywa w Agacie i Jaśku dorastających ludzi, którzy mają co prawda cielęce zrywy, ale coraz poważniej myślą o sobie i własnym życiu, potrafią wnikliwie spojrzeć na koleżanki i kolegów, krytycznie na dorosłych. Leniwy i rozkojarzony koszykarz Janek znajduje w sobie społecznikowską pasję, prymuska Agata zmienia negatywną opinię o pani od wychowania obywatelskiego, Heniek Królik okazuje się wcale nie mieć zadatków na chuligana, a Andrzej Ględzion ujawnia romantyczną stronę swego obowiązkowego charakteru. Epizody zmieniają się jak w kalejdoskopie, czy raczej fotoplastykonie, każdy inny, każdy zajmujący i niosący jakąś (na szczęście dyskretnie podaną) życiową naukę. „[…] odkąd zaczęłam obserwować swoją rodzinę, mam własny fotoplastykon! I nie narzekam, program nie bywa monotonny”, stwierdza Jana.
Czytelnik też nie może narzekać. To wciąż dobrze napisana, niegłupia książka z przebłyskami humoru, sympatycznymi bohaterami przeżywającymi nastoletnie wzloty i upadki, młodzieńczymi idealistami, którym jednak nie chce się wynosić śmieci czy zmywać naczyń. Ma się jednak krzepiącą pewność, że wyrosną z nich w końcu sensowni, uczciwi ludzie, że uzbierane doświadczenia zaprocentują. Z kilku przeczytanych niegdyś powieści Krystyny Siesickiej „Fotoplastykon” to jedyna powieść, z której  pozostało mi po latach wspomnienie fabuły i przekonanie, że to całkiem fajna rzecz. Teraz miło było się przekonać, że tak jest w istocie.

Krystyna Siesicka, Fotoplastykon, Siedmioróg 1990.
(Visited 1 575 times, 24 visits today)

62 thoughts on “„Program nie bywa monotonny” (Krystyna Siesicka, „Fotoplastykon”)

  1. Czyli pamięć mnie nie zawiodła, przebłyski humoru były.:) Czytałam „Fotoplastykon” lata świetlne temu (bynajmniej nie cztery) i pamiętam właściwie tylko tyle, że nastrojem różnił się od pozostałych powieści Siesickiej.

  2. Nic, nic nie pamiętam:( Katastrofa jakaś.
    Wiem, że to nie to samo, ale ostatnio obdarzyłam własne dzieci kalejdoskopem. Zerknęły przez grzeczność, po czym pizgnęły w kąt. Myślę więc, że następne pokolenie po „Fotoplastykon” już raczej nie sięgnie.

  3. Siesicką poznałem dzięki DKK, ale chyba nie mam ochoty zgłębianie młodzieżówki jej autorstwa. I nie mam wyrzutów, że nic nie pamiętam, bo też i nic przed laty nie czytałem :P

  4. A „Zapałki na zakręcie” nie pamiętasz, czy może nie czytałeś? No fakt, może ona taka bardzo dziewczyńska jest, ale we mnie jakoś tak najgłębiej kwi. Chociaż nie powiem „Fotoplastykon” i „Jezioro osobliwości” też się podobało. I jeszcze „Zapach rumianku” chociaż to akurat bardziej dla dorosłych niż dla młodzieży.

    • Jakie „przegapiłam”, skoro tu jesteś? :) Mam wrażenie, że Fotoplastykon czytałem ze dwa razy, teraz byłby trzeci. Czyli nie jest źle, tylko dlaczego w takim razie nigdy nie zaliczałem Siesickiej do ulubionych autorów?

    • Napisałam, że przegapiałam, bo a ogół „wpadam” do Ciebie zaraz jak się pojawi coś nowego :) Inna sprawa, że nie zawsze mam chwilę to skomentować.. A pisać boskie i mocno oryginalne, że chcę przeczytać to jakoś tak mam wrażenie, że byłoby obraźliwe ;)
      Wiesz, mam też kilka książek do których zdarzyło mi się wrócić nie raz i nie dwa i w zasadzie nie mam bladego pojęcia dlatego autora/kę nie zaliczam w poczet ulubionych. Może czasami to kwestia jednego tytułu?

    • Zważywszy ogólnie słabą oglądalność tego postu, smiem przypuszczać, że kochany blogger z opóźnieniem zaktualizował blogrolle.
      Niektóre osoby, m.in. Ty, mogą pisać, że chcą przeczytać, bo wiem, że dokładnie to mają na myśli:)
      Dlaczego autor jest ulubiony to zwykle wiem, dlaczego nieulubiony też, ale co mi zawiniła Siesicka, że jakaś taka była pośrodku, hmm…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *