„Przeszedłem trochę do dandyzmu”, czyli Słowacki i moda

Poeta, jak powszechnie wiadomo, powinien chodzić okryty obszerną peleryną, która litościwie osłoni wszelkie braki w jego garderobie, wystrzępione mankiety koszuli, pocerowaną na łokciach marynarkę czy zgoła rozciągnięty sweter i powycierane na kolanach spodnie. Tylko dziurawych butów nie osłoni. Zdarzają się jednak poeci bardziej dbali o garderobę i w ogóle o swój wygląd – zwykle to ci sami, którzy w przeciwieństwie do mniej szczęśliwych kolegów nie muszą żywić się energią słoneczną czy miską zupy cebulowej raz na dwa dni.
To im troskliwe matki zapewniają środki do życia, skromne, ale wystarczające, oraz posyłają od czasu do czasu parę koszul, które synowie wydzierają do cna i traktują niczym relikwie:

Ach! za wszystko, Mamo droga, mam Tobie wdzięczność. […] Dotąd jeszcze w rzeczach najpotrzebniejszych widzę Twoją rękę – dotąd chodziłem w koszulach, które miałem od Ciebie, i dopióro teraz, gdy się podarły, sprawiam sobie nowe za pośrednictwem pani Pattey, która zna się na tym. Mała to rzecz, ale wiesz, Mamo, że mię smuci rozłączenie się z dawnymi moimi koszulami. […] wkrótce oprócz kilku książek nic nie będę miał z kraju […].

Być może jedna z tych matczynych koszul w towarzystwie najmodniejszych dodatków pozwoliła Słowackiemu dwa lata wcześniej, w 1832 roku, przedzierzgnąć się w złotego młodzieńca:

Po przeczytaniu romansu Pelham przez pana Bulwer, z zamyślenia oswaldowskiego przeszedłem trochę do dandyzmu – i dziś właśnie udała mi się moja rola w ogrodzie Tuilleries: pierwszy raz ubiorem zwróciłem oczy dam – bo miałem białe szarawarki, kamizelkę białą kaszmirową, w ogromne różnokolorowe kwiaty, tak jak dawne suknie damskie, i kołnierz od koszuli odłożony – do tego dodajcie laseczkę z pozłacaną główką i glansowane rękawiczki, a będziecie mieli Julka…

Poeta i jedna z jego słynnych koszul.
Ta staranność w ubiorze bynajmniej nie była oznaką próżności. Poeta bowiem cierpi za miliony – w tym wypadku za cały ród poetów:

I zapytasz zapewne Mama, dlaczego to robię? Oto dlatego, iż raz zostawszy poetą, chcę ujść powszechnej nagany, która nasz ród wystawia jako opuszczony i niedbały… i nie chcę, aby mię tak jak Mickiewicza do domu gry nie wpuszczono – bo go służący wzięli za lokaja i dali odpowiedź, że ma źle zawiązaną chustkę…

O zaniedbaniu Mickiewicza jest zresztą mowa jeszcze w innym miejscu: 

Na wieczorze był Mickiew[icz] – nie możecie sobie wystawić, jak po liderlichowsku wygląda z pomiętym od koszuli kołnierzem i we fraku zasmolonym…

Nic więc dziwnego, że Juliusz wysoko chciał dzierżyć sztandar mody męskiej.
Nie tylko eleganckie salony i ogrody Paryża wymagały stosownego stroju. Również na górskie szlaki nie wypadało ruszać w byle czym:

Abyś mię sobie, Mamo, dobrze wystawić mogła, muszę Ci opisać mój fantastyczny ubior. Miałem płócienną blousę, haftowaną zielonym jedwabiem czy też włóczką, pas czarny skórzany, białe szarawary, kapelusz ze słomy białej i czarnej pleciony, dosyć niski, z ogromnymi skrzydłami i opasany purpurową wstążką – do tego na grubej podeszwie trzewiki – i kij wyższy ode mnie, biały z żelaznym kolcem, jakiego zwyczajnie górale używają. W ubiorze tym wyglądałem tak młodo, że mi dawano lat 15 wieku.

Białe szarawary na alpejską wędrówkę budzą dreszcz, ale być może łono natury w roku Pańskim 1834 było dużo czystsze niż obecnie.
Zdaje się, że braki finansowe dość szybko uniemożliwiły Słowackiemu niewolnicze podążanie za modą. Już w 1835 roku ubolewa, donaszając zapewne ów świetny strój, którym olśnił Tuilleries:

Ty chodzisz w podartym szlafroku, ale ja – także – od czterech lat jeden frak mam czarny – i tylko sobie co lata jeden tużurek robić każę, aby między ludźmi dziurami nie świecić. Kilka dni temu kazałem sobie frak robić, bo już w dawnym paryskim nie mogłem nawet na domowych wieczorach pokazywać się.

Słowacki w wersji bardziej eleganckiej.
Ostatecznym ciosem zadanym Juliuszowej garderobie była wyprawa do Ziemi Świętej w 1837 roku:

Wracam z mojej wschodniej podróży zupełnie odarty: jak Babka mówiła, spanachawszy manatki. Koszule moje noszą pięć ran Chrystusowych; będę się musiał zupełnie na nowo oszywać i opierać. Wiozę sobie na ranne wstanie zamiast szlafroka płaszcz arabski wełniany; wiozę także dywanik, który mi za pościel służył, w Kairze kupiony. […] Mam jeszcze skarpetki perskie z różnokolorowej wełny, bardzo gustowne, które mi za meszty [pantofle] służyć mogą.

Jest więc Słowacki prekursorem peerelowskich bikiniarzy. Słowa „będę się musiał zupełnie na nowo oszywać i opierać” zaś dają nadzieję, że i w kolejnych latach poeta nie spadł do poziomu niechlujnego Mickiewicza, o tym jednak niestety listy już milczą.
 

Wieszcz w nakryciu głowy.

Cytaty za: Juliusz Słowacki, Listy do matki, oprac. Zofia Krzyżanowska [w:] Dzieła wybrane, t. 6, Ossolineum 1983.

(Visited 659 times, 25 visits today)

21 komentarzy do “„Przeszedłem trochę do dandyzmu”, czyli Słowacki i moda

  • 24 maja 2014 o 18:52
    Permalink

    No, proszę. Już po portretach widać, że ze Słowackiego gość, który dba o wygląd. Ale że był fashion victim, to się nie spodziewałam ;)

    Odpowiedz
    • 24 maja 2014 o 19:28
      Permalink

      On w ogóle trochę próżny był. Mam wynotowane parę kawałków na temat wyglądu, portretów, na których wygląda korzystnie (albo i nie). Może będzie kolejny wpis z tego za jakiś czas :)

      Odpowiedz
    • 25 maja 2014 o 19:25
      Permalink

      No właśnie nawet na portretach wygląda na próżnego ;) Czekam na kolejny wpis :)

      Odpowiedz
    • 25 maja 2014 o 19:28
      Permalink

      To jeszcze chwilę potrwa. Ale, uchylając rąbka tajemnicy, polecę jutrzejszy Płaszcz – Słowacki w zupełnie nowej roli :)

      Odpowiedz
    • 27 maja 2014 o 10:06
      Permalink

      Nie dość, że przecierki na łokciach i kolanach, to jeszcze dziury po kulach. Tylko peleryna. I to kuloodporna :P

      Odpowiedz
  • 25 maja 2014 o 06:22
    Permalink

    Muszę zrobić przegląd garderoby, albo zakupić pelerynę, ale czy są jakieś letnie wersje szato-okryć, które można by zastosować w 30 stopniowych upałach. Może zastosować pareo.

    Odpowiedz
  • 25 maja 2014 o 07:23
    Permalink

    Nie wiem czy w modzie nie odniósł większych sukcesów niż w literaturze – w końcu kołnierz a la Słowacki na trwale przeszedł do historii :-)

    Odpowiedz
    • 25 maja 2014 o 09:28
      Permalink

      Nigdy się wszystkim nie dogodzi :-) co raz gorzej z moją pamięcią bo nie mogę przypomnieć sobie bohater, której książki narzekał na ten fason kołnierza :-)

      Odpowiedz
    • 25 maja 2014 o 09:53
      Permalink

      Kołnierz nie był wynalazkiem Słowackiego, lord Byron nosił takie sam, to trend ogólny był:) Przy takim kołnierzu nie widzę powodów do narzekania, przecież w szyję nie uciskał :P

      Odpowiedz
    • 25 maja 2014 o 19:06
      Permalink

      Nie chcę mu odbierać tego punktowanego miejsca, więc zaprzestanę guglowania romantycznych literatów w wiadomym fasonie kołnierzyka :P

      Odpowiedz
  • 26 maja 2014 o 11:03
    Permalink

    I słusznie. Trzeba walczyć ze stereotypami. Ja co prawda jestem sztandarowym przykładem pana od komputerów ubranego w byle co, ale pana poetę rozumiem :P Precz z rozciągniętymi swetrami! :D

    Odpowiedz
  • 28 maja 2014 o 09:52
    Permalink

    Przepysznymi kąskami rzucasz, żeby Słowacki nosił białe kamizelki w ogromne kwiaty i pogardzał Mickiewiczem z powodu niechlujstwa w ubiorze, a o wszystkim donosił mamusi – bezcenne.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: