Takich trzech jak ich czterech – to nie ma ani jednego (Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie” )

 
Trzej muszkieterowie (plus d’Artagnan – swoją drogą, zawsze mnie ciekawiło, czemuż to on, w końcu główny bohater powieści, w tytule nie został uwzględniony) byli dla mnie zawsze symbolami przyjaźni – i to wrażenie powtórka po latach potwierdziła – oraz rycerzami bez skazy, którzy w obronie swego honoru, króla i kobiety wyciągną szpadę i pojedynkować się będą do upadłego. To wrażenie teraz rozwiało się niczym kurz na gościńcu, którym zmierzał do Paryża młody gaskoński szlachcic.
 
D’Artagnan, gdyż o nim mowa, jechał do stolicy, by zaciągnąć się na służbę do muszkieterów królewskich. W drodze zdarzyło mu się zadrzeć z człowiekiem z blizną, ujrzeć w przelocie blond piękność i utracić list polecający do dowódcy muszkieterów, pana de Treville. W jego też pałacu nadepnął na odciski trzem walecznym kompanom: Atosowi, Portosowi i Aramisowi. Potem, jak chyba wszystkim wiadomo, był potrójny pojedynek zakończony zawarciem dozgonnej przyjaźni, masa innych walk na szpady, zadarcie z potężnym kardynałem Richelieu, parę romansów, sieć intryg oraz szaleńcza wyprawa do Londynu.
 
Powieść Dumas dzieli się na dwie części: pierwsza jest spójną i dość dynamiczną historią pierwszych kroków d’Artagnana w wielkim świecie, zwieńczoną eskapadą po spinki królowej Anny Austriaczki, druga natomiast snuje się najpierw wokół prób zdobycia ekwipunku na wyprawę wojenną i niemrawych starań wykrycia porywaczy ukochanej d’Artagnana, potem wyczynów militarnych, by wreszcie skupić się na losach Milady, owej tajemniczej blondynki, którą Gaskończyk dostrzegł na początku swej wyprawy do Paryża. Sceny finałowe melodramatyzmem nie przebijają co prawda zgonu Stefci Rudeckiej, niebezpiecznie jednak się do tego ideału zbliżają. Na szczęście Dumas dorzucił tu i ówdzie epizod niemal heroikomiczny, jak śniadanie w bastionie Świętego Gerwazego, albo wdał się w analizę charakterów służących i ich stosunków z chlebodawcami, pokazując, że nie było mu obce poczucie humoru.
Do skrzyżowania szpad każdy pretekst jest dobry
(ilustr. Jerzego Skarżyńskiego).
 
Autor nie wpadł też na pomysł, by swoich bohaterów uczynić herosami bez skazy. Wręcz przeciwnie, obdarzył ich całą masą cech mocno sprzecznych ze stereotypowym wyobrażeniem szlachetnych szermierzy honoru. Bo i ten honor często pojmują nader pokrętnie – w myśl zasady, że jeśli chcemy się z kimś pojedynkować, to za pretekst wystarczy byle głupstwo. Poza tym Portos jest próżny i z jego poczuciem honoru nie kłóci się żerowanie na uczuciach starszej kobiety, d’Artagnan – ponoć szaleńczo zakochany w pani Bonacieux – w ramach poszukiwań porwanej kochanki najpierw uwodzi pokojówkę, by zdobyć dostęp do jej pani, a potem bez szczególnych szmerów w podświadomości zaczyna sypiać również z Milady. Aramis to cicha woda, wygląda na takiego, co to „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”. Najlepiej na ich tle wypada Atos: co prawda za dużo pije, ale przynajmniej ma porządny powód, by zalewać robaka. Jego kompani zresztą też za kołnierz nie wylewają.
 
Wynika z tego, że „Trzej muszkieterowie” na pewno nie są umoralniającą powiastką dla dzieci, chociaż w moim pokoleniu, a i pewnie wcześniej powszechnie była chyba czytana w wieku dwunastu czy trzynastu lat. Wtedy walor czysto przygodowy przesłania całą resztę, a górnolotne hasła o obronie honoru wnikają w pamięć, pozostawiając fałszywe wrażenie, że świat opisany przez Dumasa jest czarno-biały: wszyscy albo obrzydliwie szlachetni, albo podli. Tymczasem podła jest wyłącznie piękna Milady (skądinąd najciekawsza postać), ale cała reszta bohaterów również ma rozmaite skazy – może poza panią Bonacieux, której przypadła niewdzięczna rola przeciwwagi dla Milady; rola, która skazała ją na zupełną nijakość.  
 
Bez względu jednak na wszystko powieść Dumasa daje masę uciechy, ciut tylko mniejszą niż ta dawna radziecka adaptacja filmowa:
 
 
 
Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie, tłum. Joanna Guze, ilustr. Jerzy Skarżyński, Krąg-Officina 1993. 
(Visited 1 111 times, 61 visits today)

73 komentarzy do “Takich trzech jak ich czterech – to nie ma ani jednego (Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie” )

  • 16 maja 2014 o 17:56
    Permalink

    Nie udało mi się dotąd przeczytać powieści, moja wiedza o tych panach opiera się wyłącznie na filmach, które jako nastolatka oglądałam z wypiekami na twarzy, bo też marzyłam o takim „muszkieterze”. A piosenka z filmu fantastyczna :)

    Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 17:59
      Permalink

      Jeślibyśmy się trzymali książki, to żaden z nich nie był materiałem na męża:)) A co do piosenki, to o ile pamiętam, cały radziecki film był dość zakręcony.

      Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 18:43
      Permalink

      Ech tam, a Atos! Przecież to prawie ideał! Jak ta Milady mogła go tak oszukać!!!

      Muszę w końcu skończyć tych muszkieterów w wersji książkowej, bo zatrzymałam się na pierwszym tomie. A filmów widziałam coś ok. 10 wersji (licząc animowane ;) ).

      Tę radziecką wersję pamiętam z tv w czasie świąt chyba wielkanocnych jak byłam małą dziewczynką – bardzo mi się wtedy podobała i nie rozumiałam, dlaczego moich rodziców tak śmieszy :)

      Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 18:57
      Permalink

      Bo Milady to zła kobieta była:) Do szpiku kości zepsuta!
      Nie dziwię się rozbawieniu Twoich rodziców, muszkieterowie mówiący po rosyjsku to czysta perwersja :P Ale mnie też się podobało, dużo bardziej niż wersja animowana z psami :)

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 08:37
      Permalink

      Ojejciu, no co wy ;). Ja po przeczytaniu „Muszkieterów” jako calkiem duża dziewczynka odkrylam ze zdumieniem, ze Atos jest podły, a Milady skrzywdzona. Przedtem, owszem, kochałam się w Atosie beznadziejnie, bo ach, och, jaki on szlachetny, jaki skrzywdzony, jaki mhrrroczny, jak pije, bo musi.

      Teraz żałuję, że się Milady nie udało uszkodzic go tu i ówdzie nieco bardziej ;).

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 08:40
      Permalink

      Aha, a radzieckich „Muszkieterów” KOCHAM :D. Od czasu ujrzenia po raz pierwszy wszyscy tak dla mnie wygladaja (oprócz staruszka d’Artagnana, no, litosci, toz on szesnascie lat miał chyba na starcie, a nie dwa razy tyle!), Aramisa na ten przykład jako kogoś innego niż eterycznego blondynka wyobrazić sobie nie umiem. I piosenki znam na pamięć. Super serial to był, taki surrealistyczny :)!

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 08:47
      Permalink

      Atos podły? Ojejku jej. Naiwny, to tak, bo kto to widział tak się żenić z nieznajomą:) Ja tu widzę u Ciebie jakąś nutę feministyczną, że biedna kobieta tłamszona w patriarchalnym układzie społecznym, podległa bezwzględnemu samcowi, walczy o niezależność :))
      D’Artagnan na starcie miał chyba dwadzieścia lat, o ile pamiętam, więc nie wybrzydzaj.

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 09:22
      Permalink

      :)) Jako feministka protestuję przeciw wieszaniu kobiety na pierwszej napotkanej gałęzi i rozczulaniu się nad tym, jaki biedniusi musiał byc mężczyzna ZMUSZONY (jakżeby inaczej) do takiego czynu.

      Zdaje się, że nie ma powodów, by przypuszczać, ze Milady była złą żoną, a jako czytelnikowi „Nędzników” nie muszę Ci przypominać, za jakie to kradzieże piętnowano i karano ludzi w ówczesnej Francji, i jakim trzeba było byc zbrodniarzem, by na to zasłuzyć. Szlachetny, ekhm, hrabia nie wiedział nawet, co to za kradzież była, bochenka chleba czy klejnotów koronnych.

      Słowem: uważam, ze można zalozyć, że to Atos zepchnął Milady z drogi cnoty nie dając jej szans na poprawę, na wydźwignięcie się z upadku, nie dając żadnej możliwości obrony i wyjaśnienia swych czynów ;D.

      A wieszania człowieka bez sądu nie usprawiedliwia nic (z sądem tez niewiele, ale mogę wziąć poprawkę na charakter epoki ;)).

      A, dwadzieścia! No to faktycznie, nie powinnam wybrzydzać ;D.

      Odpowiedz
      • 26 stycznia 2017 o 23:18
        Permalink

        No, dokładnie to D’Artagan miał 18 latek, kiedy wjechał na scenę na swoim uroczym koniku „barwy jaskra”, przehandlowanym w Paryżu za kilka talarów ;) BTW konik pożył jeszcze trochę i niemalże dostał się Portosowi przed wyprawą do La Rochelle :) Właśnie sobie przypominam „Muszkieterów” po długiej przerwie (kiedyś była to moja ukochana książka dzieciństwa, więc czytałam to pewnie kilkadziesiąt razy) i nadal mnie bawią :))) Uwielbiam poczucie humoru narratora :))
        Ale idealizować bohaterów się nie da, nawet Atosa (no cóż… pijaka i niedoszłego zabójcy własnej żony – w którym się oczywiście kochałam, a jakże) – są absolutnie niedoskonali i przez to interesujący :)
        Znam oczywiście rosyjską wersję (dzięki której chyba w ogóle sięgnęłam po książkę Dumasa), wersję animowaną plus kilka filmowych (parę kiepskich, parę niezłych) oraz serialowych. Serialowa wersja „Muszkieterów”, jaką ostatnio obejrzałam, to 12-odcinkowa koreańska wersja będąca luźną adaptacją – nadspodziewanie udana i mocno w duchu oryginału, choć materiał potraktowano swobodnie.

        Odpowiedz
        • 27 stycznia 2017 o 12:02
          Permalink

          Przejrzałem komentarze i widzę, że Atos wyrasta na ulubieńca pań, mroczny, nieszczęśliwy, z tajemniczą przeszłością :)

          Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 09:59
      Permalink

      Musisz zrozumieć cierpienia urażonego hrabiowskiego honoru, że wprowadził do rodziny zbrodniarkę. Obawiam się, że cierpiałby na honorze bez względu na to, czy w grę wchodziłby bochenek chleba, czy spinki królowej. W obliczu cierpienia nie miał głowy do prowadzenia śledztwa na własną rękę. Znając jednak Dumasa, to on by nie dał Milady szansy na pójście drogą cnoty, on potrzebował złej kobiety dla urozmaicenia fabuły :)

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 10:04
      Permalink

      No pewnie :D. Co to byliby za „Muszkieterowie” bez wrednej Milady, przecież oni by wtedy… eee… w ogóle nie byli :D!

      Odpowiedz
  • 16 maja 2014 o 18:45
    Permalink

    Fakt – czytając Trzech muszkieterów w wieku nastu lat, odbiera się całą opowieść bardzo czarno – biało. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać nad wiernością d’Artagnana, czy elastycznym pojmowaniem honoru, nie mówiąc o tym, że Konstancja miała męża…
    Ale nic nie przeszkadzało mi się kochać w Atosie! ;) :)

    Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 19:00
      Permalink

      Maż Konstancji sam się prosił o rogi, bo był zły i nie doceniał skarbu, jakim była żona – takie wyjaśnienie można wyczytać między wierszami. Atos wydaje się chwilami wręcz nieludzki w swojej doskonałości, dobrze, że chociaż pił, bo byłby nie do zniesienia :P

      Odpowiedz
  • 16 maja 2014 o 20:20
    Permalink

    O matko, a to pluszowe coś na muszkieterach, to co? I dlaczego w ogóle?
    Chyba bym znów przeczytała chętnie. Chyba nie wiem kiedy, psiakrew.
    I od zawsze byłam zafascynowana postacią Milady – chyba na zasadzie przeciwieństwa. Nie jestem pewna na ile to pamiętam, a na ile sobie wyobraziłam, ale mam wrażenie, że jej charakter i niejednoznaczność najlepiej zostały uchwycone w rysunkowej, zanimizowanej wersji „Trzech muszkieterów”:)

    Odpowiedz
  • 16 maja 2014 o 21:00
    Permalink

    Moja ulubiona książka z czasów szkolnych!:) Również mnie fascynowało czemu d’Artagnan nie załapał się nigdy do owej trójki. A Milady to po prostu zła kobieta była i tyle;)
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 07:34
      Permalink

      Pominięcie d’Artagnana w tytule absolutnie niezrozumiałe, chociaż czy tytuł „Czterej muszkieterowie” brzmiałby równie dobrze? :)

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 06:15
    Permalink

    Atos jest najwspanialszym pijakiem świata :) Marzyłam o nim dniami i nocami, odkąd skończyłam osiem lat. Wtedy bowiem nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, że życie z pijaczyną nie byłoby najmądrzejszym pomysłem ;)

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 07:35
      Permalink

      Po Milady Atos to druga najciekawsza postać: tajemniczy i zmagający się z przekleństwem przeszłości. Nie dziwię się, że poruszał Twoją wyobraźnię. Ale żeby zaraz pijaczyna? Pod wpływem odpowiedniej kobiety na pewno by się zmienił :)

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 11:27
    Permalink

    Eh, młodość. Byłem niepocieszony, że Konstancja zginęła, a przecież mogła zostać wdową i potem żyć z d’Artagnanem długo i szczęśliwie … :-)

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:30
      Permalink

      No nie wiem, czy byłaby taka szczęśliwa, gdyby się dowiedziała, ilu łóżkowych poświęceń od d’Artagnana wymagało uwolnienie jej :)

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:39
      Permalink

      On chyba wcześniej też nie była niedostępna, tak że pewnie jakoś by to przeżyła :-)

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:46
      Permalink

      Przy takim mężu? W takim otoczeniu? – brzmi to trochę mało wiarygodnie ale niewykluczone, że kiedyś zdarzały się takie kobiety :-)

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:49
      Permalink

      Podkreślone jest, że była wyjątkowa, ale to może tylko w oczach zakochanego d’Artagnana. Wydanie młodej i pięknej kobiety za starego mężczyznę mogłoby sugerować np. chęć zalegalizowania dziecka z nieprawego łoża, ale w tym wypadku o dziecku mowy nie ma. Załóżmy więc, że Konstancja wyróżniała się na tle ogólnej rozpusty :P

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 11:50
    Permalink

    Bardzo lubię tę książkę, głównie właśnie za poczucie humoru i niepoprawność autora :) Z muszkieterów to chyba Atos najbardziej mnie zawsze intrygował, a z tych „złych” – to kardynał. Co do tytułu, to z tego co pamiętam to d’Artagnan najpierw trafia do gwardzistów, więc trudno go liczyć jako muszkietera, raczej jako „wanna be” ;)
    A czytałeś kolejne części? „W dwadzieścia lat później” podobało mi się chyba jeszcze bardziej od „Trzech…”. Trzecią częścią trylogii jest „Wicehrabia de Bragelonne” – tego jeszcze nie czytałam, ale ponieważ to chyba raczej skupia się na postaci Raula (syna jednego z muszkieterów :)) to trochę studzi mój entuzjazm.

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:53
      Permalink

      Ciekawa hipoteza w kwestii tytułu, ale dalej nie wyjaśnia, czemu tytuł pomija głównego bohatera:) Pozostałe tomy czytałem dawno temu, bez entuzjazmu, o ile pamiętam, ale na fali gromadzenia lektur powtórkowych zdobyłem „W 20 lat” i będę czytał, tylko sobie małą przerwę zrobię.

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 11:58
      Permalink

      Czy główny bohater zawsze musi być upchnięty w tytule – może autor chciał podkreślić skromność d’Artagnana (he he)? I tak się zastanawiam, a jak ten tytuł brzmi w oryginale – „Trzej muszkieterowie” to dokładne tłumaczenie, czy może tylko nasze polskie „ulepszenie” tytułu?

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 12:02
      Permalink

      Jako żywo jest „Les Trois Mousquetaires” :) Istnieje za to powieść pt. „D’Artagnan”, czasem wydawana pod nazwiskiem Dumasa, ale napisana przez Henry’ego Bedforda-Jonesa.

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 12:09
      Permalink

      No wlaśnie niekoniecznie legła, poszperałem i znalazłem:
      The novel’s first title was Athos, Porthos and Aramis until a journalist suggested that Dumas change the named to the title we all know. Dumas is said to have answered, “I agree even more with your suggestion to call the novel The Three Musketeers considering that, as there are four of them, the title will seem absurd, which will guarantee the book to be a success.”

      Actually, the title was not that absurd in light of the fact that Athos, Porthos and Aramis are the only three musketeers in much of the novel, d’Artagnan becoming a musketeer much later. However, the latter soon becomes the book’s main character, and even the image of the ideal musketeer…

      …the ultimate musketeer, whose personality eclipsed all the others, which would have justified a title like D’Artagnan and the Three Musketeers. Charles Samaran.

      Więcej tu: http://www.lemondededartagnan.fr/SITE/ENG/fiction_succes.htm

      Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 15:00
      Permalink

      Na propozycję swojego wydawcy, by zmienić tytuł „Athos, Porthos and Aramis” na „Trzech muszkieterów”, Dumas odpowiedział: „Zgodzę się z pańską sugestią zmiany tytulu na Trzech muszkieterów, tym bardziej że zważywszy na to, że jest ich czterech, tytuł będzie się wydawał absurdalny, a to zagwarantuje książce sukces”.
      Jeśli najdzie mnie ochota na coś głęboko niemoralnego, to Dama Kameliowa będzie na pewno.

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 12:14
    Permalink

    Wiki podaje francuski tytuł Les trois mousquetaires, więc chyba jednak nie nastąpiło błędne tłumaczenie. Dzięki za przypomnienie fragmentu filmu, zupełnie o nim zapomniałam, a rzeczywiście piosenka fantastyczna. A co do wcześniejszej wymiany zdań panów ZWL i M cóż ma znaczyć wątpliwość, iż może kiedyś zdarzały się takie kobiety, czyżby to, że dziś takich nie ma …

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 23:00
      Permalink

      Narobiłeś mi ochoty na film, obejrzałam spore fragmenty i jakże mogłam zapomnieć, że został nakręcony w formie musicalu, co oczywiście u mnie podnosi jego walory o parę oczek w górę. No i świetna rzecz na poprawę humoru – nazwisko czwartego bohatera wymawiane po rosyjsku i poprzedzone słuchaj …. – bajka.

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 14:52
    Permalink

    Ach te czasy, gdy ja to czytałam w szkole podstawowej, a później kolejne części. Trudno mnie było od książki oderwać. Pasjonowałam się przygodami muszkieterów, historycznym tłem tych przygód. Uwielbiałam Atosa.

    Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 16:46
    Permalink

    Eco kiedyś wymieniał „Trzech muszkieterów” jako przykład książki, która jest o czymś/kimś innym niż sugeruje tytuł. Według niego w tym przypadku chodziło po prostu o d’Artagnana.
    Miałam jakieś 13 lat, kiedy czytałam Dumasa, i trochę się dziwiłam, że tyle miejsca poświęca niestosownym namiętnościom.;) Zawsze mnie też zastanawiało, dlaczego uśmiercał porządne kobiety – przynajmniej w tych powieściach, które czytałam.

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 16:50
      Permalink

      W świetle anegdoty o powstaniu tytułu książki Eco mógł mieć rację:) Tu akurat Dumas zabił obie bohaterki, dobrą i złą, pewnie dlatego, żeby panowie mogli dalej prowadzić wesołe kawalerskie życie :D Zresztą o paniach z epoki muszkieterów Dumas miał równie złe zdanie jak o tych z Hrabiego Monte Christo.

      Odpowiedz
    • 19 maja 2014 o 11:45
      Permalink

      Jak przez mgłę kojarzę, że w „Dwóch Dianach” i „Józefie Balsamo” jakieś pozytywne bohaterki też potraktował okrutnie.;( Przynajmniej czytelnik bardziej przeżywa lekturę, za dużo lukru odbiłoby się czkawką.;)

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 20:19
    Permalink

    Odczuwam wstyd, ponieważ nie czytałam jeszcze tej książki. Muszę to szybko nadrobić.

    Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 20:46
    Permalink

    d’Artagnan zostaje muszkieterem dopiero pod koniec książki, na początku jest tylko gwardzistą, więc może stąd tytuł książki.

    Odpowiedz
  • 18 maja 2014 o 02:08
    Permalink

    Kiefer Sutherland w roli Atosa byl cudowny, i mial taki niesamowity glos, moze i nadal ma.

    Odpowiedz
  • 20 maja 2014 o 08:13
    Permalink

    Nie pamiętam z Dumasa nic. A jedyne skojarzenie z „Trzema …”, to jakaś wieczorynka, w której muszkieterowie byli psami o ludzkiej postawie. Ale „Para…, para…, paradujemsa”, też daje radę :D Pora na powtóreczki, choć przyznam szczerze, czytanie ostatnio mnie nuży :(

    Odpowiedz
    • 20 maja 2014 o 08:15
      Permalink

      Rozumiem Twój ból, właśnie wychodzę z fazy nieczytania:) Psia wersja Muszkieterów nie była najgorsza, chociaż niemiłosiernie rozwleczona.

      Odpowiedz
    • 20 maja 2014 o 08:28
      Permalink

      Ja na razie walczę z zombie w Deadlight i czytam dwie strony dziennie Mabanckou. Poza tym staram się za wiele nie myśleć. Płaszcz i szpada nie były moim ulubionym gatunkiem filmowym, ale Tima Curry pamiętam :) Wolałem latających Chińczyków :P

      Odpowiedz
  • 21 maja 2014 o 19:11
    Permalink

    Kiedyś mój dziadek uwielbiał filmy z serii płaszcz i szpada i obejrzałam chyba wszystkie wówczas popularne, wszystkie absolutnie na jedno kopyto i wszystkie rzecz oczywista, pochodzenia francuskiego. W związku z czym skutecznie mi obrzydzono Dumasa, a jego książki na ogół omijałam szerokim łukiem. Tylko bajki swobodnie bazujące właśnie na „Trzech muszkieterach” wspominam mile. A teraz, gdy ja już dojrzałam do lektury, książki zakupiłam, Ty mi tu piszesz takie rzeczy zniechęcające? Bo ja widzisz jakoś tak miałam obrazek rycerskości i szlachetności dzielnych muszkieterów plus historię o miłości w tle, a to przekłamanie jakieś było ;P

    Odpowiedz
    • 21 maja 2014 o 19:15
      Permalink

      Ale właśnie cała radocha w tym, jak się odkrywa stopniowo te wszystkie wady, grzeszki i przywary naszych bohaterów. Portos uganiający się za prokuratorową – no miodzio :) Nie zniechęcaj się w żadnym razie :)

      Odpowiedz
    • 21 maja 2014 o 19:20
      Permalink

      Przeczytam, przeczytam. Tak sobie trochę żartuję ;) Jak już na tyle „dojrzałam” do Dumasa, że nawet kupiłam na własność, to muszę przeczytać, żeby wiedzieć, czy ma zostać na półkach, czy pójdzie na jakąś akcję wymiany bądź obciążenia półek biblioteki miejskiej ;)

      Odpowiedz
  • 1 marca 2016 o 20:39
    Permalink

    Ach, jakże uwielbiam antyczne wpisy o moich ulubionych lekturach, właśnie dostałam muszkieterów w prezencie i na pewno zachowam książkę dla Aramisa, gdyż mam słabość do duchownych z zamiłowaniem do dam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: