„Tani w eksploatacji i łatwy w utrzymaniu” (Robin McKie, „Małpolud”)

 
Ewolucję człowieka zwykle przedstawia się jako linearne przejście od małp człekokształtnych do Homo sapiens. Graficznie wygląda to z grubsza tak:

 

Taki schemat bardzo ułatwia nam pojmowanie procesu ewolucji i zgadza się z naszym rozumieniem idei postępu, który polega na nieustannym pięciu się w górę. Życie jednak nie podporządkowuje się naszym wyobrażeniom; jest – jak pisze amerykański antropolog Stephen Jay Gould – „bujnie rozgałęzionym krzewem, nieustannie przycinanym przez nieubłagany sekator wymierań, nie zaś drabiną dającego się przewidzieć postępu”.
Odnogi tego krzewu są nie tylko rozgałęzione, ale i mocno poplątane. Laik, który chciałby się w tym gąszczu rozeznać, potrzebuje przewodnika: przystępnie napisanego, bogato ilustrowanego i aktualnego. „Małpolud” Robina McKie jest idealną książką tego rodzaju. Opowieść o antropogenezie rozpoczyna od znaleziska, które może wydawać się zupełnie nieciekawe, ale które fachowcy uznali za przełomowe – chodzi o odciśnięte w wilgotnym popiele wulkanicznym ślady stóp dwóch istot dwunożnych. Popiół zastygł, ślady przykryły kolejne pokłady popiołu. Odkryto je, jak to zwykle bywa, przypadkowo. Laetoli w północnej Tanzanii dostarczyło sposobności do zbadania jednego z zasadniczych przełomów w rozwoju hominidów, który nastąpił między 3,8 a 3,6 miliona lat temu. Stanięcie na dwóch nogach uwolniło ręce Australopithecus afarensis i otworzyło niezliczone nowe możliwości ich wykorzystania: do przenoszenia przedmiotów, wytwarzania narzędzi, skomplikowanych manipulacji.
Ślady z Laetoli podważyły hipotezę, że z trzech głównych wyróżników człowieka dwunożność pojawiła się dopiero po zwiększeniu objętości mózgu i wynalezieniu narzędzi. Co więcej, gdyby hominidy najpierw rozwinęły mózg, być może nigdy nie stanęłyby na dwóch nogach! Postawa wyprostowana bowiem oznacza znaczne utrudnienia podczas porodu i sprawia, że ludzkie dzieci rodzą się bezradne i skazane na rodzicielską opiekę:

Podczas gdy szympansy przechodzą przez podstawowy rozwój neurologiczny w łonie matki, istota ludzka rodzi się po przejściu niespełna połowy tego zasadniczego rozrostu – ponieważ głowa dziecka byłaby zbyt duża, by przejść przez miednicę jakiejkolwiek kobiety mającej aspiracje do bycia stworzeniem dwunożnym.

To z kolei w sposób zasadniczy wpłynęło na podział ról w społeczeństwie: mężczyzna dostarczał pożywienia i ochrony kobiecie i dzieciom w tym kluczowym okresie. Zadecydowało też o innych kwestiach: „kobiety mają biodra nieco szersze niż mężczyźni, by do minimum zredukować urazy porodowe. Ale oznacza to, że kobiety naszego gatunku poruszają się na dwóch nogach nieco mniej sprawnie niż mężczyźni i są w związku z tym nieco gorszymi piechurami, biegaczami i skoczkami […]”.
 

Odciski stóp z Laetoli (źródło).
Dalej autor śledzi kolejne formy rozwojowe hominidów, od australopiteka do człowieka współczesnego. Barwnie opisuje rozwój biologiczny, wynikający z konieczności przystosowania się do zmieniających się warunków przyrodniczych, pojawianie się zachowań społecznych, coraz bardziej skomplikowanych narzędzi, wreszcie mowy i myślenia abstrakcyjnego, a wraz z nim pierwszych kultów religijnych i sztuki. Wiele miejsca poświęca rywalizacji Homo sapiens z neandertalczykiem, z której nasi przodkowie wyszli zwycięsko, gdyż w ostatecznym rozrachunku okazali się „tani w eksploatacji i łatwi w utrzymaniu”.
Opowieść o antropogenezie jest też opowieścią o kolejnych odkryciach i uczonych, którzy w trudnych warunkach ich dokonywali. „Małpolud” dostarcza jedynie podstawowej wiedzy, spragnionych „romansu paleontologicznego” na miarę Cerama mogę odesłać do prac Herberta Wendta – starszych, ale zapierających dech w piersiach barwnością opisu. Z książki McKie poznamy jednak okoliczności odkrycia śladów z Laetoli, chłopca z Nariokotome, który zmarł w wyniku zakażenia, jakie wywiązało się po utracie mlecznego zęba, czy słynnej Lucy „zwanej paleontologicznym darem niebios”. Na kilku przykładach można dostrzec, jak z pozoru oderwane od siebie informacje służą do rekonstruowania niedostępnego w inny sposób świata emocji i przeżyć naszych odległych w czasie krewnych. Na szkielecie kobiety Homo erectus sprzed około 1,5 mln lat znaleziono ślady choroby, która uniemożliwiła jej poruszanie się, a tym samym powinna spowodować szybki zgon. Tymczasem kobieta żyła nadal, bo najwyraźniej ktoś ją karmił i chronił. Mielibyśmy więc dowód na wczesny rozwój więzi społecznych, a może i uczuciowych. Podobnych historii jest tu więcej, a każda zachęca do rozszerzania wiedzy o najdawniejszych dziejach człowieka.

Robin McKie, Małpolud. Opowieść o ewolucji człowieka, tłum. Andrzej Jacek Tomaszewski, Muza 2001.

(Visited 215 times, 3 visits today)

22 komentarzy do “„Tani w eksploatacji i łatwy w utrzymaniu” (Robin McKie, „Małpolud”)

  • 2 maja 2014 o 13:38
    Permalink

    To już wiem, czemu chodzę wolniej od Marcina ;P ale z tym bieganiem to nonsens, biegam lepiej niż on :P
    Fascynująca książka swoją drogą. Wszelkie tego typu publikacje mnie intrygują i jeśli znajdę w bibliotece nie omieszkam sięgnąć :D
    ps. Niniejszym skromnie się chwalę, że zainfekowałam zarówno Kiślem, jak i Szczygielskim kolejną ofiarę. Dziś odebrałam telefon, którym przekazano dobitną prośbę o więcej :D :D :D

    Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 13:40
      Permalink

      Znaczy, że udało Ci się przełamać ewolucyjne ograniczenia :) Książek na ten temat jest całkiem sporo, polecam Wendta, to dużo starsze i są większe szanse na znalezienie w bibliotece.
      Szerzenie zarazy bardzo Ci się chwali:) Oby tak dalej. A i ja zdobyłem sobie kolejną książkę Krzysztonia.

      Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 13:43
      Permalink

      Jak polecasz znaczy muszę zanotować :-)
      O, o, o! A cóż udało CI się zdobyć? :D :D :D (szczerzę się znowu)

      Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 13:47
      Permalink

      O radości! Jest świetna!
      ekhem, wiem, wiem, powiem tak prawie o każdym jego tytule..
      ale.. ta naprawdę jest świetna! :D :D

      Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 13:48
      Permalink

      He he :) Dobrze, że brałem pod uwagę nie tylko Twoją opinię :P A propos, czy jest jakaś różnica między Obłędem w wydaniu PIW-u i Świata Książki?

      Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 13:54
      Permalink

      Ładne rzeczy, w ogóle nie ufasz mojej jakże obiektywnej i bezstronnej opinii ;P
      Jest, bo PIW wydał swoją w latach w 80-tych i jeszcze jest trochę cenzury (niezbyt wiele, bo Krzysztoń pisał bardzo opłotkami o komunizmie, a główny wątek prześladowań można było spokojnie zrzucić na karby choroby; nomen omen nie była to wina do końca choroby), a Świat Książki oprócz opublikowania pełnej wersji dodał piękne posłowie Marii Janion. Niemniej czytanie wersji PIWu niczym nie zubaża samej lektury :)

      Odpowiedz
    • 2 maja 2014 o 14:01
      Permalink

      Dokładnie :-) Sama zaczęłam od PIWu. Zanim zdobyłam ciężko wywalczony na aukcji egzemplarz Świata Książki minął prawie rok, bo też chciałam zdobyć ją bez szaleństw jakie wtedy obserwowałam (ot, 300 zł za egzemplarz używany..)

      Odpowiedz
    • 3 maja 2014 o 18:08
      Permalink

      A o czymże możemy porozmawiać? Na lemingach się nie znam, a temat Bóg czy ewolucja wydaje mi się za wielki jak na mój skromny blog. O pośladkach blogosfery wolałbym się nie wypowiadać, to może być drażliwy temat :P

      Odpowiedz
  • 4 maja 2014 o 20:30
    Permalink

    „…kobiety naszego gatunku poruszają się na dwóch nogach nieco mniej sprawnie niż mężczyźni i są w związku z tym nieco gorszymi piechurami, biegaczami i skoczkami” – i feministki nie zaprotestowały?! ;-)
    A poważniej: brzmi to bardzo intrygująco. To, że najpierw należało stanąć na dwóch nogach, a dopiero potem można było wynaleźć narzędzia, akurat wydaje mi się logiczne. Za to budowa miednicy zależna od poruszania się (dwie czy cztery nogi) jakoś nie trafia mi do przekonania. Ale jestem przecież w tej materii kompletnym laikiem.

    Odpowiedz
    • 4 maja 2014 o 20:35
      Permalink

      Liczyłem na małą świętą wojnę w komentarzach, ale jak widać feministki postanowiły nie walczyć z milionami lat ewolucji :(
      Narzędzia można wynaleźć i na czterech nogach, jak sądzę, małpy się nimi posługują, chociaż nie wytwarzają ich świadomie. Co do miednicy, to w książce są nader obrazowe schematy – wyglądają wiarygodnie:)

      Odpowiedz
    • 4 maja 2014 o 20:37
      Permalink

      Jakaś bzdura mi wyszła o tych narzędziach. Faktycznie mus mieć wolne kończyny, żeby móc w nich nosić włócznię albo poręczny pięściak :)

      Odpowiedz
    • 4 maja 2014 o 20:46
      Permalink

      Ale to racja, że można się posługiwać pewnymi narzędziami i poruszać na czterech nogach, jedno drugiemu nie przeszkadza ;-). Tyle, że faktycznie będą różnice jakościowe pomiędzy tymi przyrządami.
      No naprawdę, blogi książkowe to zło. Jak tu nie dopisywać kolejnych książek do listy?… :-)

      Odpowiedz
    • 4 maja 2014 o 20:57
      Permalink

      Małpa przysiądzie, złapie patyk i wydłubie sobie robale z mrowiska, ale już patyka ze sobą nie zabierze :)
      No zło, zło. Za to książka z taniej jatki, tyle miłego :)

      Odpowiedz
  • 17 maja 2014 o 13:31
    Permalink

    Ha, to zabawne, ale prezentowana publikacja „podpada” jednocześnie dwóm, dość skrajnym i raczej negatywnie nastawionym do siebie środowiskom – feministki z pewnością zbeształyby autora za punktowanie biologicznych różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną, z kolei część wierzących odrzuca teorię ewolucji, stąd cała książka może być uważana za stek bzdur. Pisarstwo to jednak b. ciężka scheda :)

    Mnie osobiście lektura wydaje się dosyć interesująca :)

    Odpowiedz
    • 17 maja 2014 o 13:38
      Permalink

      I tam, nie demonizowałbym tego podpadania, nie słyszałem o paleniu egzemplarzy ani pikietowaniu siedziby wydawcy :) Ale lektura zaiste interesująca.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: