„Głosik słaby, ale bardzo nieprzyjemny” (Irena Kika Szaszkiewiczowa, „Podwójne życie Szaszkiewiczowej”)

DSC_0151Kiedy wchodziła do Piwnicy pod Baranami, padało hasło: „Gaście światło, gaście światło, stare próchno będzie świecić”. Piotr Skrzynecki jej występy zapowiadał: „ma głosik słaby, ale bardzo nieprzyjemny”. Była pionierką autostopu w Polsce i bohaterką drukowanego w „Przekroju” pierwszego komiksu, świetnie tańczyła twista. Irena „Kika” Szaszkiewiczowa z domu Jarochowska, rocznik 1917.
Zanim w latach pięćdziesiątych trafiła do krakowskiej bohemy, niejedno przeszła. Wyliczmy:
– dzieciństwo w ziemiańskim dworze;
– gimnazjum w Krakowie: wagary, brak promocji, wyrzucenie ze szkoły;
– ostatecznie matura we Lwowie;
– szkoła gospodarstwa domowego w Snopkowie – cel: zostać ochmistrzynią na polskim transatlantyku (niezrealizowany z powodu wybuchu wojny);
– wojna: działalność w AK, ukrywanie poszukiwanych we dworze, pomoc Żydom;
– wreszcie śmierć matki, strata ukochanego domu, nieudane małżeństwo i klepanie biedy w Krakowie.

Kika Szaszkiewiczowa, rys. Kazimierz Wiśniak.
Kika Szaszkiewiczowa, rys. Kazimierz Wiśniak.

Dramatycznych wojennych przejść wystarczyłoby, żeby podupaść na duchu, a jednak Irena Szaszkiewiczowa pełna była dobrej energii, poczucia humoru i dystansu do siebie. Wielka w tym zasługa jej rodziców, cierpliwie znoszących kolejne wybryki córki, dających dzieciom wiele swobody, ale i poczucie bezpieczeństwa, mocne oparcie w rodzinie, która była ważniejsza niż majątek. Tak Szaszkiewiczowa wspomina moment opuszczenia dworu w Babicy w 1944 roku:

Nie, nie dławiły mnie ani rozpacz, ani gorycz. Wielu naszych krewnych i przyjaciół, jak Skrzyńscy, Zawidowscy […], stracili domy i majątki już z początkiem wojny. Inni trafili do Oświęcimia. My zaś czuliśmy się wygrani, ponieważ niemal całą okupację spędziliśmy pod własnym dachem, nigdzie się nie tułając, do nikogo nie wyciągając ręki z prośbą o pomoc, nie umierając w obozie. Każdy dzień przeżyty w rodzinnym domu traktowaliśmy jako dar od losu.

Z domu wyniosła też Irena tolerancję, ciekawość świata i ludzi oraz wrażliwość na ich sprawy i problemy. Sama, jak pisze, „wysadzona z siodła” przez wojnę, w naturalny sposób grawitowała ku podobnym rozbitkom. I tak trafiła na Piotra Skrzyneckiego, Wiesława Dymnego, Barbarę Nawratowicz, Kazimierza Wiśniaka – na twórców Piwnicy pod Baranami. Połączyła ich przyjaźń, a potem wspólne występy (jako Kika Jarochowska śpiewała między innymi szlagiery Josephine Baker i Marleny Dietrich). Dzielili się tym, co mieli (a niewiele tego było, piwniczanie żyli głównie „z przyzwyczajenia”), wspierali się w problemach, których nie brakowało. Szaszkiewiczowa, dużo starsza od artystycznej młodzieży, trochę im matkowała. Lata sześćdziesiąte upłynęły autorce pod znakiem „Przekroju” – stała się bohaterką drukowanego w nim komiksu „Ksylolit w jej życiu”, pisywała teksty i stała się twarzą akcji propagowania autostopu. Wszystko to urwało się, gdy zmuszona życiową koniecznością w 1969 roku Szaszkiewiczowa wyjechała do Norwegii, gdzie spędziła kolejne 40 lat i odkryła swój kolejny talent – do tworzenia szydełkowych obrazów, a w stanie wojennym zorganizowała wielką akcję pomocy Polsce.

„Podwójne życie Szaszkiewiczowej” pisane jest ze swadą i humorem; to prawdziwa gawęda pełna fascynujących bohaterów: krewnych bliższych i dalszych, znajomych i przyjaciół, pasjonujących historii i zabawnych anegdot. Bije z niej ogromne ciepło, wielka życzliwość dla ludzi i świata, mądrość i wyrozumiałość. Ożywa świat galicyjskiego ziemiaństwa, wojenne przeżycia, powojenna bieda, radość i zapomnienie dawane przez występy w Piwnicy pod Baranami. Sama autorka, z typową dla siebie skromnością, uważała, że nienajlepiej nadaje się na kronikarkę czasów minionych. Nic bardziej mylnego, o czym świadczy nie tylko książka, ale i blog „Moje pierwsze sto lat”.

Irena Szaszkiewiczowa zmarła 11 sierpnia 2014 roku. Na miesiąc przed śmiercią odznaczona została Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Polski, za wspieranie przemian demokratycznych i niesienie pomocy Polakom w czasie stanu wojennego oraz za działalność na rzecz rozwoju i promocji polskiej kultury”.

Irena Kika Szaszkiewiczowa, Podwójne życie Szaszkiewiczowej, oprac. Jan Strzałka, Wydawnictwo Literackie 2011.

Wywiady z autorką: o życiu i książce oraz o blogowaniu.

(Visited 578 times, 9 visits today)

11 komentarzy do “„Głosik słaby, ale bardzo nieprzyjemny” (Irena Kika Szaszkiewiczowa, „Podwójne życie Szaszkiewiczowej”)

  • 24 maja 2015 o 12:39
    Permalink

    Podczytywałam jej bloga niegdyś. Rzeczywiście pisała ciekawie i wciągająco, choć ziemiańskie wstawki jakoś zawsze kiepsko na mnie działają i nie wszystko mi się podobało (ale mi ogólnie ziemiaństwo się niespecjalnie podobało z tym upodobaniem do polowań wrr), tak jednak przyjemnie było jej “posłuchać”. No i wiek imponował i ten hart ducha, o którym piszesz. Niewątpliwie postać nietuzinkowa. Ale, że głos nieprzyjemny? ;-) oj

    Odpowiedz
    • visage
      24 maja 2015 o 13:22
      Permalink

      O polowaniach to chyba w książce za wiele nie ma, jeśli dobrze pamiętam, więc bez obaw :) Porzuć swoje uprzedzenia i czytaj!

      Odpowiedz
  • 25 maja 2015 o 08:48
    Permalink

    Zawsze jak czytam o tak bogatym życiu, to mam wrażenie, że moje można by spisać na dwóch kartkach A4. Osiemnastką, z podwójną interlinią :(

    Odpowiedz
    • visage
      25 maja 2015 o 08:51
      Permalink

      Jest takie przekleństwo “Obyś żył w ciekawych czasach”, to ja chyba wolę żyć w spokojnych i zapisać sobie te dwie kartki osiemnastką.

      Odpowiedz
      • 25 maja 2015 o 11:00
        Permalink

        A mnie się rwie dusza poza ten kierat. Może nie od razu na walkę z totalitaryzmem czy inne takie, ale do ludzi ciekawych :) Spokój jednakowoż doceniam :P

        Odpowiedz
        • visage
          25 maja 2015 o 14:12
          Permalink

          Mnie się dusza rwie do jednoosobowego szałasu ze wszystkimi wygodami w środku atrakcyjnej, bezludnej okolicy :)

          Odpowiedz
  • 25 maja 2015 o 17:50
    Permalink

    Dzięki temu, że Kika Szaszkiewiczowa zmarła w sierpniu, kiedy mam urlop, mogłam być na Jej pogrzebie. Hej, co to był za pogrzeb! Jazzowy, z obowiązkowym “When the saints go marchin’ in”, gdy kondukt pogrzebowy sunął podrygując Rakowickim cmentarzem i z Piwnicą pod Baranami śpiewającą najsłynniejsze songi.

    Odpowiedz
  • Odbicie: Księgozbiory polskie, cz. 5: Biblioteka ziemiańska | Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: