Spojrzenie w otchłań (Steve Sem-Sandberg, „Biedni ludzie z miasta Łodzi”)

DSC_0142Książkę Steve’a Sema-Sandberga można potraktować jako beletryzowaną biografię Chaima Mordechaja Rumkowskiego, prezesa Starszeństwa Żydów w getcie łódzkim od chwili utworzenia dzielnicy zamkniętej w październiku 1939 roku aż do jej likwidacji w sierpniu 1944 roku. Człowieka, który uwierzył, że dzięki pilnemu wykonywaniu niemieckich zarządzeń, dzięki niewolniczej pracy na rzecz machiny wojennej Rzeszy, zdoła uratować więźniów getta przed całkowitym wyniszczeniem. Człowieka, który okłamywał innych, ale i siebie, gdyż uwierzył, że jest kimś więcej niż tylko marionetką w niemieckich rękach i że będzie mógł odwrócić to, co było nieodwracalne – wyrok śmierci wydany na Żydów. To on, w imię zachowania najlepszych jednostek, oddawał na zagładę starców, chorych, kaleki i dzieci. Uważał, że chroni w ten sposób tych, którzy mieli szanse przetrwać. Rumkowski megaloman, kłamca, pedofil, obsadzający swoimi krewnymi najważniejsze stanowiska w gettowej administracji, do ostatku niemal pełen złudzeń, że jego polityka daje efekty. Rumkowski zbawca albo Rumkowski kat własnego narodu – do dziś opinie pozostają podzielone.

Sem-Sandberg kreśli portret zgodny z czarną legendą prezesa utrzymującą się od ponad sześćdziesięciu lat we wspomnieniach i pracach naukowych. Wizerunek ten został jednak po wydaniu książki oprotestowany przez badaczy jako jednostronny, oparty na uprzedzeniach i celowym fałszowaniu faktów. (Warto, moim zdaniem, prześledzić dyskusję, jaka się toczyła wokół książki. Na nowo biografię Rumkowskiego zbadała Monika Polit,  wizję Sema-Sandberga oprotestował Jacek Leociak, a bronił jej tłumacz powieści, Mariusz Kalinowski).

Skoro więc „Biedni ludzie z miasta Łodzi” nie mogą ponoć pretendować do miana biografii, to czy tracą swą wartość? Odpowiedź brzmi „nie”. Bez względu bowiem na to, czy powieść oddaje prawdziwe oblicze Rumkowskiego, czy też je zakłamuje, można w niej widzieć dużo więcej niż tylko opowieść biograficzną. To znakomite studium człowieka, który w ciężkich warunkach dostaje władzę (choćby tylko pozorną) i ma realizować cudze plany – na dodatek plany, które w końcowym rozliczeniu mają przynieść śmierć jemu samemu i wszystkim łódzkim Żydom. On zdaje się nie wierzyć w nieuchronność zagłady i zamierza zrobić wszystko, by jej zapobiec – jednak kosztem, który wielu innym wydałby się nie do przyjęcia. Ile w tym zadufania, nadmiernej wiary we własne wpływy i możliwości, a ile złudzeń, okłamywania samego siebie? Zapewne po równo.

Poza tym, że jest studium jednostki postawionej przed skrajnie trudnymi wyzwaniami, powieść pokazuje także społeczność w zamkniętym, odizolowanym świecie, gdzie panują strach, mróz, głód, choroby i śmierć. W tym świecie jedni mają wszystko, inni walczą o kawałek chleba i przydział do lepszej pracy. Szerzy się nepotyzm, przekupstwo, na cudzej krzywdzie powstają fortuny, które mogą upaść równie szybko, jak powstały – zależnie od kaprysu władzy. Poznajemy wiele osób: Rumkowskiego i jego krewnych, współpracowników, dzieci z domu dziecka, którym się opiekował, rozmaitych „biednych ludzi”. Pojawiają się znikąd, są z nami chwilę, znowu znikają. W getcie nie ma przecież nic pewnego, stabilizacja jest tylko chwilowa, a przyszłość rysuje się w czarnych barwach.

„Biedni ludzie z miasta Łodzi” początkowo pisani są niczym reportaż: rzeczowo, z cytatami z dokumentów i wspomnień. Powoli jednak atmosfera robi się coraz bardziej duszna, klaustrofobiczna, nasycona narastającym lękiem i beznadzieją – do tego stopnia, że lektura sprowadza fizyczne cierpienie, gdyż czytelnik wchłania te trujące miazmaty. Styl narracji też się zmienia: obrazy stają się nieco mętne, niejasne, urywane, jakby były majakami głodującego umysłu, który nie potrafi się skupić, wyłącza się na jakiś czas, znowu odzyskuje na chwilę świadomość i ponownie rejestruje fakty.

Właściwie nie ma znaczenia, którą interpretację powieści Sema-Sandberga wybierzemy: czy zobaczymy w niej biografię Rumkowskiego, studium człowieka władzy w warunkach ekstremalnych czy portret zamkniętej społeczności stojącej w obliczu zagłady. W każdym bowiem wypadku mamy do czynienia z książką do głębi poruszającą, odsłaniającą otchłanie, w które większość z nas wolałaby się nie zapuszczać. Stawiającą zbyt wiele pytań o kondycję ludzką, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, pytań o granice poświęcenia i kłamstwa, o to, czy można ratować silniejszych kosztem słabszych.

Steve Sem-Sandberg, Biedni ludzie z miasta Łodzi, tłum. Mariusz Kalinowski, Wydawnictwo Literackie 2011.

O książce pisał również Marlow. Mój tekst powstał we wrześniu 2013 r. dla magazynu „Literadar”.

(Visited 645 times, 11 visits today)

45 komentarzy do “Spojrzenie w otchłań (Steve Sem-Sandberg, „Biedni ludzie z miasta Łodzi”)

  • 19 maja 2015 o 20:35
    Permalink

    Ciekaw jestem jak łódzkie getto wygląda w „Dzienniku…” Sierakowiaka, bo jego śmierć wystawia Rumkowskiemu takie samo świadectwo jakie on z kolei wystawił Czerniakowowi, gdy wrócił oburzony z wizyty w getcie warszawskim.

    Odpowiedz
      • 19 maja 2015 o 21:04
        Permalink

        U mnie też swoje będzie musiał odczekać ale chyba przesunę go w okolice początku kolejki.

        Odpowiedz
          • 19 maja 2015 o 21:10
            Permalink

            Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele bo przede mną m.in. jeszcze dwie cegły.

            Odpowiedz
                • visage
                  19 maja 2015 o 21:22
                  Permalink

                  Daję Ci tylko do zrozumienia, że nie ma pośpiechu :) Ale Ty i tak pójdziesz jak czołg i przeczytasz na za tydzień.

                  Odpowiedz
                    • 19 maja 2015 o 21:40
                      Permalink

                      A przechodząc do rzeczy (wreszcie!), wydaje mi się, że w tego rodzaju książkach osnutych wokół prawdziwych postaci albo wydarzeń i na dodatek sugestywnie przedstawionych panuje nieporozumienie bo oczekuje się, że będą to książki z których będzie można uczyć się historii. Nie do pomyślenia jest powieść o Westerplatte na którym, żołnierzom udaje się uniknąć niewoli albo książka o ORP Orzeł, z którego marynarze się uratowali. To wszystko musi być pisane z podręcznikiem w ręku.

  • visage
    19 maja 2015 o 21:46
    Permalink

    W podręcznikach to o getcie w Łodzi jest co najwyżej akapit. Chyba już dyskutowaliśmy o przyczynach tych kontrowersji wokół – jak nie patrzeć – dzieła literackiego. Naukowcy poczuli się zagrożeni, że wizja literacka okaże się potężniejsza od ich suchych monografii, ale nie zrobili nic, żeby wyniki ich badań weszły do obiegu poprzez powieść.
    A na marginesie, to przejrzałem dziś opinie na Lubimy czytać i zabił mnie głos, że to powieść antypolska. To chyba jakaś narodowa obsesja jest.

    Odpowiedz
    • 19 maja 2015 o 21:50
      Permalink

      Nie wiem czemu jesteś zaskoczony – przecież wiadomo nie od dzisiaj, że książki o polskich żydach z definicji są antypolskie.
      Polit popełniła monografię ale to jakieś nieporozumienie, bo samemu Rumkowskiemu wbrew tytułowi, nie poświęciła tam zbyt dużo miejsca.

      Odpowiedz
      • visage
        19 maja 2015 o 21:54
        Permalink

        Staram się nie zazwyczaj nie myśleć, że gdzieś obok mnie ktoś może mieć tak nieracjonalny pogląd na rozmaite sprawy. I literaturę.
        Pracę Polit chętnie bym kiedyś przejrzał, bo miała być bomba, ale jakoś nie słyszałem huku eksplozji i łomotu walących się w gruzy przestarzałych poglądów na Rumkowskiego.

        Odpowiedz
        • 19 maja 2015 o 22:14
          Permalink

          Książkę Polit mam więc jeśli chce i prześlesz mi swój adres na priv to mogę Ci ją pożyczyć. Tylko żebyś potem nie mówił, że nie ostrzegałem :-).
          Jeśli chodzi o „antypolskie” spojrzenie to wczoraj obejrzałem „Pokłosie”, niestety nie całe, można filmowi różne rzeczy zarzucić ale czemu miałby to być od razu film antypolski, trudno mi zrozumieć.

          Odpowiedz
      • 20 maja 2015 o 08:28
        Permalink

        Na razie cały czas przetrawiam „Zamojszczyznę”. W sumie jakby spojrzeć na nią pod odpowiednim kątem, to też jest antypolska :P

        Odpowiedz
          • 20 maja 2015 o 08:44
            Permalink

            Nie tylko antypolskie. Może też być gejowskie/pedofilskie jak np. „Pan Kleks”. Ale że jestem prosty człek, to i interpretacje mam proste i nie doszukuję się piątego dna :P

            Odpowiedz
  • 20 maja 2015 o 10:54
    Permalink

    Szkoda, że przedtem recenzja umieszczona została tylko w Literadarze, a nie na blogu, bo ludzie przecież chętnie by ją czytali :) Literadaru nikt już chyba nie pamięta, pismo nie zyskało popularności, trudno znaleźć numery archiwalne.

    Odpowiedz
    • visage
      20 maja 2015 o 11:04
      Permalink

      Literadar przestał się ukazywać, zanim zamieścił ten tekst. Potem miał zawisnąć na Biblionetce i też się z tym zeszło, więc wziąłem sprawy w swoje ręce.
      Mam nadzieję, że teraz też kilka osób tę recenzję przeczyta.

      Odpowiedz
      • 20 maja 2015 o 11:14
        Permalink

        Źle się wyraziłam – oczywiście teraz też ludzie przeczytają recenzję, ale książką nie zainteresuje się już tak wiele osób, jak byłoby to jesienią roku 2013. Większość czytelników uważa, że książka ma krótki żywot i warto ją czytać tylko wtedy, kiedy jest nowinką wydawniczą. Po kilku latach od wydania to już „staroć”…

        Odpowiedz
        • visage
          20 maja 2015 o 13:42
          Permalink

          Akurat tutaj nie zaglądają łowcy nowości, więc książka sprzed 4 lat znajdzie pewnie amatorów. Chociaż też bym wolał, żeby mój tekst ukazał się te dwa lata wcześniej.

          Odpowiedz
  • 20 maja 2015 o 13:37
    Permalink

    Temat Rumkowskiego mnie zaciekawił jak trafiłam na świetną książę Elżbiety Cherezińskiej ” Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum”, potem była „Fabryka muchołapek” Barta. Fascynuje mnie ta postać, ten problem, o którym wspomniałeś- człowiek u władzy w ekstremalnych warunkach. Ciężko oceniać takie postawy, bo sami nie wiemy jak byśmy się w takich sytuacjach zachowali. Muszę poszperać w bibliotece, czy mają tego Sandberga, bo mnie zaintrygowałeś.

    Odpowiedz
  • 20 maja 2015 o 20:06
    Permalink

    Jakoś nigdy mi się nie udało przekopać przez kolejne numery „Literadaru”, więc fajnie, że zamieściłeś tę recenzję tutaj. O getcie łódzkim wiem tyle co nic, a to mi wygląda na książkę, która mogłaby to zmienić. Reportaż, który jest czymś więcej niż zbiorem faktów, to coś, co tygryski bardzo lubią.

    Odpowiedz
    • visage
      20 maja 2015 o 21:19
      Permalink

      Dla ścisłości: powieść, która zaczyna się jak reportaż, a potem zmienia swój charakter. To tak dla uniknięcia rozczarowań. Ale w każdym przypadku bardzo polecam.

      Odpowiedz
  • 21 maja 2015 o 10:47
    Permalink

    Czy w książce daje wyczuć się ocenę autora czy pozostaje bezstronny?

    Odpowiedz
    • 22 maja 2015 o 12:01
      Permalink

      Sama sobie odpowiem: nie ma to jak czytać ze zrozumieniem (albo nie pomijając żadnego akapitu;))).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: