Księgozbiory polskie, cz. 7: O zespołach czytelniczych

ksiaznica_winietaDyskusyjne Kluby Książki, które od dłuższego czasu wyrastają jak grzyby po deszczu, nie są nowym wynalazkiem. Tworzenie „zespołów czytelniczych” w celu wspólnego czytania i omawiania lektur proponował już niezawodny i wielokrotnie przytaczany tu „Poradnik gospodyni wiejskiej”. Szkoda, że prawdopodobnie nie ma żadnych wiarygodnych danych o faktycznej liczbie i aktywności takich kół, co pozwoliłoby zweryfikować propagandowy obraz z poradnika.


„Dobrze jest czytać książkę, ale znacznie j lepiej czytać i omawiać ją w zespole — pisze Józefa Gołda z Giebułtowa w powiecie olkuskim — przeczytałam wiele książek, jak „Marta” Orzeszkowej, „Matka” Gorkiego, „Ojczyzna” Wasilewskiej i inne. Niektóre bardzo mi się podobały. Chętnie opowiedziałabym komuś o mych wrażeniach, ale u nas we wsi nikt dotychczas nie urządzał pogadanek na temat książek. Dlatego poszłam do Szyc, ażeby posłuchać, co inni czytelnicy mówią o przeczytanych książkach. Poszłam posłuchać i podzielić się swoimi wrażeniami, ażeby się razem czegoś więcej nauczyć.”
Podobnie jak Józefa Gołda myśli i mówi bardzo wiele kobiet wiejskich, a szczególnie tych, które czytają książki i głęboko je przeżywają, a nie mają okazji podzielenia się z kimkolwiekbądź swoimi wrażeniami. Bardzo często nasuwają się im przy czytaniu różne wątpliwości. Chętnie zapytałyby inne czytelniczki, co one sądzą o tej samej książce, tak by pragnęły posłuchać, co mówią o książce, która im się podobała. Czy tak samo przeżywały losy bohaterów? Czy postąpiłyby podobnie jak oni? Czy podobnie myślały o różnych sprawach poruszanych przez autora? Czy zastanawiały się nad tym, co można z zawartych w książkach myśli przenieść we własne życie, w życie gromady?
Nic też dziwnego, że wiele kobiet chętnie zgłasza się do zespołów czytelniczych organizowanych przez kierowników bibliotek oraz punktów bibliotecznych we wsiach, przez kierowników świetlic i przodowników czytelnictwa.
„Kiedy w zespole — mówiła po naradzie czytelniczej Jadwiga Lichtensztein z Mirkowa, pow. oleśnickiego — przeczytaliśmy wspólnie powieść „Żniwa” Nikołajewej, to wszyscy zobaczyliśmy jak gdyby swoje własne życie. Mieliśmy w spółdzielni podobne trudności i kłopoty jak bohaterowie książki w kołchozie. Długo wieczorami omawialiśmy treść i zastanawialiśmy się, w jaki sposób odmienić nasze życie na lepsze, podobnie jak to robili bohaterowie książki. Dyskusje były ożywione, gorące, czasem ostre, ale pomogły nam wiele w przełamaniu trudności, w usprawnieniu pracy w brygadach: polowej i hodowlanej.”
Podobnie jak w Mirkowie prowadzi się zespoły czytelnicze w tysiącach innych gromad.
Są kobiety, które uważają, że wspólne czytanie i omawianie książek zabiera dużo czasu, którego w gospodarstwie jest zawsze za mało. Nie jest to słuszne.
Doświadczenia wykazały, że można zespół zorganizować tak, by wszystkie kobiety mogły doń należeć i mieć czas.
Tam, gdzie znajdzie się grupa kobiet, można zawsze się zebrać wieczorem, chociaż raz w tygodniu na czytanie książek.
W wyznaczonym dniu i godzinie zbierają się uczestniczki w świetlicy, w szkole lub mieszkaniu jednej z nich. Kierowniczka zespołu lub kolejno poszczególne kobiety czytają wybraną książkę. Inne słuchają. Po przeczytaniu jednego rozdziału lub ważniejszych jego części jedne zadają pytania, inne wyjaśniają, dzielą się wiadomościami zaczerpniętymi z innych książek. W ten sposób książka jest czytana przez kilka lub kilkanaście wieczorów. Dopiero po skończeniu całości zastanawiają się, co w przeczytanej książce jest najważniejsze i co może się z niej przydać do zastosowania w praktyce, we własnym gospodarstwie (jeśli to jest książka rolnicza) i w życiu całej gromady.
Tam gdzie szczególnie trudno o wspólne zbieranie się można ułożyć prace w ten sposób, że uczestniczki zespołu czytają wybraną książkę w domu, gdy znajdą chwilę wolnego czasu. Schodzą się wspólnie tylko na dyskusję poświęconą dopiero co poznanej nowej książce. Ilość zebrań wówczas jest niewielka.
Oto, jak wspólnie czytają kobiety w Szelejowie, powiatu gostyńskiego. We wsi tej jest zwyczaj, że w zimowe wieczory kobiety zbierają się po domach na tak zwane „pierzochy” (darcie pierza). Wspólnie praca idzie im sprawniej i przyjemniej. Pewnego wieczoru jedna z obecnych zaproponowała, aby „pierzochy” urozmaicić czytaniem książek. Wkrótce we wszystkich domach, w których matki darły pierze, córki czytały zajmujące książki.
Czytanie takie przyjęło się w Szelejowie i warto je polecić wszystkim innym kobietom, nawet tym, które nie mają zwyczaju zbierania się na „pierzochy”. […]
Dużo książek ukazuje się w naszym kraju: są to powieści autorów polskich i radzieckich oraz autorów z innych krajów. Powieści radzieckich autorów cieszą się wielką poczytnością na wsi. Sporo drukuje się książek przystępnie napisanych, które otwierają drogę do poznania zarówno naszego ojczystego kraju oraz wielkich zmian, jakie w nim zachodzą, jak i bliskich bratnich krajów. Możemy też dowiedzieć się z książek, jak żyją ludzie pracy w państwach, gdzie panuje ucisk i wyzysk. Wszystkim dostępne są też dzisiaj książki rolnicze.
Nie zawsze umiemy sobie dobrać takie dzieła, które by nas zainteresowały, które są nam najpotrzebniejsze.
Pomocą w wyborze służyć będzie biblioteka, nauczyciele, sąsiad-przodownik i organizator czytelnictwa. Powiedzą nam oni, w jakich książkach znajdziemy to, co nas ciekawi. Swoją radą otwierają nam świat pięknych książek, korzystajmy więc z ich wskazówek.

Poradnik gospodyni wiejskiej, Państwowe Wydawnictwa Rolnicze i Leśne 1955, s. 585–587.

(Visited 403 times, 12 visits today)

26 komentarzy do “Księgozbiory polskie, cz. 7: O zespołach czytelniczych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: