Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)

Na co dzień jest wstawanie bladym świtem, po cichu, żeby nie pobudzić dzieci, długie dojazdy do pracy i ma się szczęście, gdy można w autokarze zagrać w karty z kolegami. W zakładzie jest różnie: docenią, premię dadzą albo talon, szacunek się ma. Ale czasem źle się dzieje i wtedy trzeba wejść „na koparkę i powiedzieć parę słów”, jak skromna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, która walczyła o to, by robotnicy nie byli „tacy bezbronni”, i zmagała się z szykanami.

Zmęczeni, poprzestają na małym, na drobnych radościach i drobnych marzeniach: ot, żeby kiedyś, gdy matka przepisze gospodarkę, w wybudowanym przez siebie domu postawić w kredensie za szkłem własnoręcznie wykonane koszyczki do szklanek i cukiernicę. Największym wydarzeniem może być udział w telewizyjnej „Wielkiej grze”, ile jednak trwa sława zwycięzcy? „Sława trwa mniej więcej tydzień”. Potem przemija. Więc co pozostaje z życia bohaterom reportaży Hanny Krall, zwykłym szarym ludziom? Wynieść „przed barak krzesła i stoły”, „pograć w tysiąca albo po prostu posiedzieć na słoneczku, pogawędzić sobie”. Po ich szarym, pracowitym życiu dzieci przejmą niewielki dorobek: „letnia sukienka, wyjściowa sukienka, zmiana bielizny, trzy odznaczenia i zeszyt, w którym jest zapisany przebieg pracy zawodowej i społecznej”.

Ta małość, to pogodzenie z tym, co dokoła, drażni młodych: „Naszych rodziców wychowali ci, co pamiętali wojnę. Jak ktoś pamięta wojnę, to potem się cieszy z byle czego i niczego nie chce od życia. Tamci tak właśnie wychowali rodziców: trzeba pracować, być kimś i cieszyć się, że się pracuje. Nasi rodzice to kupili, ale nas już nie dało się tak wychować”. Chłopak, który to powiedział, swoją niezgodę wyrażał ucieczką w narkotyki. Reszcie Polaków wyrwanie się systemowi przychodziło dużo trudniej i wolność okazywała się krótkotrwała: Solidarność „to był haj dla wielu”, ale po krótkim wzlocie „jest im gorzej, niż było”.

„Sześć odcieni bieli” to Hanna Krall w najwyższej formie. Każda historia jest odmienna, bo co wspólnego mają ze sobą aktor amator i nauczycielka pisząca za pieniądze prace magisterskie czy Anna Walentynowicz i młody narkoman? A jednak – mimo że tak różne, jak różne są ludzkie losy i sposób opowiadania o nich – teksty te składają się na przenikliwy i przejmujący obraz peerelowskiego społeczeństwa. Krall słucha swoich bohaterów, a potem dokonuje selekcji tego materiału i opowiada językiem swego rozmówcy. Z materiału, którego jej dostarczyli, buduje zwięzłe, wręcz ascetyczne miniatury, odcedzone – jak to nazwał Maciej Wierzyński, recenzent pierwszego wydania „Sześciu odcieni bieli” – z rzeczy niepotrzebnych, wszelkich ozdobników i wypełniaczy. Dzięki temu reportaże Krall zachowały do dziś siłę oddziaływania; wciąż robią duże wrażenie, choć dotyczą czasów odległych i, zdawałoby się, problemów odmiennych niż dzisiejsze.

PS Teksty Hanny Krall zamieszczone w tym tomiku były publikowane kilkakrotnie w różnych konfiguracjach, dlatego aby uniknąć zdublowania, warto porównać spis treści tej edycji ze zbiorami: „Sześć odcieni bieli” (Czytelnik 1978), „Trudności ze wstawaniem. Okna” (Alfa 1990), „Spokojne niedzielne popołudnie” (a5, 2004)  oraz „Wyjątkowo długa linia. Spokojne niedzielne popołudnie” (Świat Książki 2010). W książce znalazły się reportaże: Nieuwiara;  Sukienka z dżinsu…; Romans prowincjnalny; Miłość na fabrycznym; Sześć odcieni bieli; Wielka gra; Stabat Mater; Tematy do reportażu; Miłość za półtora miliona; Rama do portretu Jadźki S.; Piękna żona sztygara; Spokojne niedzielne popołudnie; Mały realizm; Wzorowe życie maszynisty cudnego; Portret rodziny Z. we wnętrzu; Powrót; A jak się państwu w ogóle żyje?; Ja nie chcę wiele…; Katar sienny; Życie poprawione Augustyna Halotty; Marzenie o siedemnastej bili; Artis, dopełniacz od ars; Nasze doktoraty; Rozenfeld; Dolly Korewa; Ludzie może i nie są źli…; Słowa na trzy dni; Trudności ze wstawaniem; Haj nabyty; Nowe nie całkiem.

Hanna Krall, Sześć odcieni bieli, Dowody na istnienie 2015.

(Visited 414 times, 13 visits today)

24 komentarzy do “Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)

  • 11 czerwca 2016 o 19:05
    Permalink

    No własnie, to „przenikanie się” trzech zbiorów jest irytujące.;(
    Co do poziomu „Bieli” całkowicie się zgadzam, teksty świetne.

    Odpowiedz
    • visage
      11 czerwca 2016 o 19:43
      Permalink

      Żałuję, że Świat Książki padł, zanim skończyli edycję Krall. Chociaż systemu, który rządził tym wydaniem do dziś nie rozumiem :P
      Biel zdecydowanie dużo lepsza od Na wschód od Arbatu, bardzo dobrze widać ewolucję autorki.

      Odpowiedz
  • visage
    11 czerwca 2016 o 22:00
    Permalink

    Kot, jak widzę, w nastroju raczej nostalgicznym. Uważa, ze za komuny było lepiej?”P
    I też mam oczopląs jeśli chodzi o wydania Krall. M.in. z tego powodu do tej pory nie kupiłam „Sześciu odcieni bieli” – nie jestem w stanie zorientować się, czy mam w innych konfiguracjach wszystkie zamieszczone tam teksty, czy nie.
    Ciekawe jakie teksty wyszłyby spod pióra Krall, gdyby pisała o dzisiejszych zwykłych szarych ludziach. Marzyłoby mi się coś optymistycznego, ale to chyba niemożliwe.

    Odpowiedz
    • visage
      11 czerwca 2016 o 22:08
      Permalink

      Kot zdegustowany, chciał się myć, a nie pozować i to jeszcze z książką :P
      Jeśli masz któryś z wymienionych w PS tomów, to masz jakieś 80 procent tego wydania, mogę Ci podesłać spis treści.
      Myślę, że po niedużym liftingu te teksty spokojnie mogłyby się ukazać jako całkowicie nam współczesne, co nie napawa optymizmem.

      Odpowiedz
      • visage
        11 czerwca 2016 o 23:03
        Permalink

        Mój kot nie pozuje w ogóle do niczego, więc nie wpadłam, że o to chodzi.
        Mam „Trudności ze wstawaniem” i „Okna”, ale każde osobno. Pierwsze w wersji druku bezdebitowego, który może i jest (prawie) białym krukiem, ale czyta się fatalnie. Jeśli możesz, to faktycznie – podeślij ten spis, porównam.
        Mnie tam napełniłoby optymizmem, gdyby ktoś dziś napisał o nas, że cieszą nas drobne radości i realizacja drobnych marzeń. I to, że można zagrać w autokarze w karty z kolegami. Kiedy ostatni raz grałeś w karty z kolegami?

        Odpowiedz
        • visage
          12 czerwca 2016 o 08:58
          Permalink

          Co za źle wychowany kotecek. Kotecki powinny pozować do słit fociów :)
          Skoro masz „Trudności”, to brakuje Ci 7 tekstów, nie wiem, czy warto szukać „Sześciu odcieni”. Chyba że chcesz zamienić ten bezdebit na coś bardziej cywilizowanego.
          Mnie cieszą drobne radości, ale nie wiem, czy to się by dziś reportażowo sprzedało; chyba lepsze byłyby rozczarowania i patologie. A w karty grałem całkiem niedawno, nawet wygrałem. Tylko autokarem wieki nie jechałem :P

          Odpowiedz
          • visage
            12 czerwca 2016 o 13:03
            Permalink

            Dziękuję, doceniam:)
            Dokonałam równie pracowitego porównania i wychodzi mi, że kluczem do sukcesu jest tu zbiór „Spokojne niedzielne popołudnie”, którego nie mam w żadnym wydaniu (wiem przy tym, że miałam, ale najwyraźniej wyszedł i nie wrócił. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…). Mam mniej więcej połowę z tego, co wypisałeś (powiedzmy, że tę dolną połowę, mniej więcej, brakuje aż 15) + (w zbiorze bezdebitowym z serii reporterów „Oko”) trzy teksty bonusowe, których Ty nie masz: Widok z okna na I piętrze, Ojcowie i synowie, Listy do cadyka.
            Czyli mogę rozważyć zakup:)
            A przez Ciebie od wczoraj siedzę i czytam. Wywalą mnie z roboty:(
            Dla porównania warto byłoby przeczytać coś o Polsce, co wyszło niedawno: Reszkę? Olszewskiego? Mam wrażenie, że jest jeszcze coś – jakiejś autorki-kobiety, ale mam teraz pustkę w głowie i nijak nie mogę sobie przypomnieć. Od pewnego czasu zarzuciłam czytanie nowych polskich reportaży (poza tekstami w gazetach), bo zaczęło mi się wydawać, że wszystkie są na jedno kopyto. I to nie Krallowe kopyto, dodam.

            Odpowiedz
            • visage
              12 czerwca 2016 o 13:27
              Permalink

              Spis treści się przyda, bo sam się zorientowałem już po zamówieniu książki, że Spokojne niedzielne popołudnie mam na półce i niekoniecznie muszę poznawać te kilka dodatkowych tekstów. Ale w sumie nie straciłem.
              Czytaj sobie, pracę ponoć nie tak łatwo stracić. W kwestii nowszych reportaży jestem całkowicie niezorientowany. Dzięki czemu odpada mi mnóstwo książek do przeczytania. Tyle dobrego.

              Odpowiedz
  • 12 czerwca 2016 o 10:54
    Permalink

    Pani Krall poznałam jedynie Zdążyć przed Panem Bogiem i Sublokatorkę, wrażenie bardzo pozytywne, choć smutne. Chętnie poczytam reportaże, tym bardziej, że nie mam nic, więc nie będzie mowy o dublowaniu. A z tym cieszeniem się radościami dnia powszedniego- to dołączam do Piotra. Mnie również cieszą; dzisiejszy poranek bez migreny, smaczne śniadanko, książka przy łóżku i nawet trochę czasu aby zajrzeć na zaprzyjaźnione blogi. No tak, ale kudy mi tam do zostania bohaterką reportażu. Zresztą mówi się, że szczęście-radość to dla literatury nuda.

    Odpowiedz
    • visage
      12 czerwca 2016 o 13:09
      Permalink

      Gosiu, myślę, że szczęście i radość życia to też znakomite tematy, tyle że zaciekawienie nimi czytelnika jest dużo trudniejsze niż w przypadku, gdy bierze się na tapetę historie-za-trzewia-chwytające. Pewnie dlatego nie ma zbyt wielu chętnych.
      Sama dojrzewam do tego, żeby notować sobie wrażenia z własnych spotkań ze zwykłymi ludźmi ze światów całkiem odmiennych od mojego. Spotykam ich bardzo wielu i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że każdy, nawet najbardziej szary człowiek nosi w sobie niesamowitą historię. A czasem właśnie te o szczęściu są tymi najbardziej niezwykłymi, jakie słyszę.

      Odpowiedz
      • visage
        12 czerwca 2016 o 13:23
        Permalink

        Mam ostatnio potężne zapotrzebowanie na rzeczy optymistyczne. pozytywne, radosne, gładzące przyjemnie zwoje mózgowe. Niekoniecznie reportaże, wynajduję sobie odpowiednie powieści :)
        Wiadomo, że każdy woli czytać o tragediach, choćby po to, by poczuć, że mu w sumie nie jest najgorzej w życiu.

        Odpowiedz
  • 13 czerwca 2016 o 09:21
    Permalink

    Małe radości? Bardzo lubię. Rowerem przez nieznane krainy (nie, nie Kambodża, a sąsiedni powiat :P ) albo jak przestaję biec po 6 km i odzyskuję oddech. Zwycięstwo drużyny starszego syna na lokalnym festynie sportowym i pierwsza samodzielna jazda na rolkach młodszego. I takie tam. Nie rozumiem co w tym złego? :)

    Odpowiedz
    • visage
      13 czerwca 2016 o 09:26
      Permalink

      Nic w tym złego, tylko się nie sprzeda jako temat na reportaż. Albo na cały tom reportaży :) Ale w życiu to się sprawdza, na szczęście.

      Odpowiedz
      • 13 czerwca 2016 o 09:35
        Permalink

        Aaa, że w aspekcie literackim i, chyba bardziej, sprzedażowym? No to nie ma o czym mówić – nuda! :P

        Odpowiedz
        • visage
          13 czerwca 2016 o 09:38
          Permalink

          No wyłącznie w sprzedażowym :) Bo w życiu to wiadomo, co złapiemy, to nasz i trzeba się cieszyć z drobnych rzeczy.

          Odpowiedz
  • 15 czerwca 2016 o 10:54
    Permalink

    Nieco wstyd przyznać, ale z Hanną Krall styczność miałem tylko w liceum przy okazji czytania „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Bardzo, bardzo mi się ta lektura podobała, ale od tamtego czasu nic. Częściowo to przez to, że reportaż czytałem w zasadzie tylko w wydaniu DużoFormatowym. Teraz jednak sięgam nieco częściej, więc może i tę zaległość nadrobię.

    Odpowiedz
    • visage
      15 czerwca 2016 o 10:58
      Permalink

      Napiszę zachęcająco, że Zdążyć przed Panem Bogiem niekoniecznie jest najlepszą książką Krall :) I zawsze warto wyjść poza szkolne kanony.

      Odpowiedz
  • 16 czerwca 2016 o 10:37
    Permalink

    Polecam „Reporterkę. Rozmowy z Hanną Krall” jako wstęp (dla tych, którzy Krall nieczytali) lub jako podsumowanie. Pozdrawiam ciepło dociekliwych Czytelników książek Hanny Krall. JA

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: