Salon z reglamentowanym dostępem (Małgorzata Szpakowska, „»Wiadomości Literackie« prawie dla wszystkich”)

Na ich łamach Słonimski drukował swoje miażdżące recenzje teatralne, a Boy prowadził kampanie obyczajowe. Tu po raz pierwszy ukazała się „Lokomotywa” Tuwima, tu debiutował Bruno Schulz, a Irena Krzywicka zamieszczała reportaże z procesu Gorgonowej. Redagowane przez Mieczysława Grydzewskiego „Wiadomości Literackie” stały się jednak nie tylko trybuną propagowania literatury i sztuki, ale też chciały mieć swój wkład w budowę nowoczesnego społeczeństwa, wolnego od antysemityzmu czy bogoojczyźnianych miazmatów.

Pismo i ludzie

Pierwszy numer „Wiadomości Literackich” ukazał się 6 stycznia 1924 roku, ostatni zaś z datą 3 września 1939 roku. Założycielem i redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski, którego talent redaktorski przeszedł do legendy (miał ponoć mawiać, że „słup telegraficzny jest to dobrze zredagowana sosna”), a osobowość, poglądy i fobie decydowały o profilu tygodnika. To on decydował, co i kiedy się ukaże, on wybierał tematy, współpracowników i umiał przyciągać czytelników, choćby organizując liczne konkursy i plebiscyty, a także reklamodawców. Nakład „Wiadomości” ustabilizował się na poziomie 13–15 tysięcy egzemplarzy. Grydzewski był przyjacielem skamandrytów, nic więc dziwnego, że łamy „Wiadomości” były dla nich otwarte, co więcej, panowała opinia, że to oni (głównie Antoni Słonimski i Julian Tuwim) nadają ton pismu i są, wraz z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, jego filarami, mimo iż sami zainteresowani ostro się od takiego poglądu odcinali. Małgorzata Szpakowska analizuje publikacje tych trzech „filarów” i wskazuje, że jakkolwiek wszyscy byli niezwykle wyraziści i wpisywali się w ogólną linię „Wiadomości” (choć trzeba tu wskazać, że pismo nigdy nie ogłosiło żadnej oficjalnej deklaracji ideowej czy artystycznej), to jednak pozostawali suwerenni w swych opiniach; często też te ich suwerenne opinie wywoływały gwałtowne ataki i na nich samych, i na tygodnik.

Trybuna modernizacji

„Wiadomości Literackie” miały ambicje obejmowania szerokiego spektrum zagadnień i poszerzania horyzontów swoich czytelników, zdecydowanie opowiadając się za procesami modernizacji i państwa, i społeczeństwa. W pierwszym numerze wyliczano „upowszechnianie książki polskiej, teatru, kina, muzyki, plastyki. Zapowiedziano wywiady z artystami, druk fragmentów tekstów literackich przed ich wydaniem, artykuły polemiczne”. Do tego dodajmy też popularyzację nauki, kształtowanie poglądów na historię Polski, jak również niezwykle ostrą walkę z antysemityzmem. Tygodnik obserwował też bacznie sytuację w kraju, publikując liczne reportaże (i „Kroniki tygodniowe” Słonimskiego). Irena Krzywicka specjalizowała się w reportażu sądowym (ona sprawozdawała obszernie z procesu Gorgonowej, z niezwykłą pasją i nie do końca bezstronnie), Wanda Melcer zgłębiała mroczne zaułki Warszawy i przedstawiała świat ortodoksyjnych Żydów, wreszcie Ksawery Pruszyński przesyłał reportaże o współczesnej Polsce, wskazując zarówno na pozytywy – intensywną rozbudowę, jak i negatywy – gwałtowne sprzeczności rozdzierające kraj. Do tych problemów redakcja zaliczała antysemityzm. Na łamach „Wiadomości” replikowano na publikacje narodowców, prowadzono też szeroko zakrojoną dyskusję o stosunkach polsko-żydowskich, która ostatecznie nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć. Z całą mocą tylko potępiano wszelkie antyżydowskie wystąpienia. Dystansowano się również od tego, co uznawano za szkodliwe zaszłości historyczne: mesjanizmu, tradycji szlacheckiej, mitologizowania wojny, bogoojczyźnianej celebry, co jednak nie przeszkadzało w idealizowaniu walki Piłsudskiego o niepodległość Polski. Kulminacją prowadzonej przez tygodnik polityki historycznej była debata o miejscu pochówku ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, a w istocie o jego roli w dziejach Polski.

Trybuna kulturalna

Oczywiście spory o historię i współczesność Polski nie dominowały w piśmie, które przed wszystkim prezentować chciało kulturę we wszystkich jej przejawach – od literatury aż po sport (chociaż marginalnie). „Wiadomości” pamiętane są przede wszystkim jako miejsce, gdzie publikowali najznamienitsi pisarze i poeci Dwudziestolecia, gdzie debiutowali Schulz czy Uniłowski, gdzie prezentowano najnowsze prądy literackie (Proust, Celine, literatura radziecka). Wiele miejsca zajmowały recenzje i przeglądy nowości, fragmenty dzieł i eseje o twórcach (Conrad). Rzecz jasna nie zapominano o innych dziedzinach: teatrze (jadowite recenzje Słonimskiego, który dla dowcipu gotów był na wiele, i bardziej umiarkowane opinie Boya), filmie (wyrzekania na kino popularne), muzyce (teksty Iwaszkiewicza, Szymanowskiego, zachwyty nad jazzem) czy plastyce (recenzje Józefa Czapskiego). Rzadko pisywano o prądach filozoficznych czy nowych nurtach w chrześcijaństwie, popularyzowano świeże odkrycia naukowe, Jan Brzechwa udzielał porad z zakresu prawa autorskiego. Czytelnikom zapewniano też rozrywki umysłowe: zadania matematyczne i logiczne.

Samozwańcza elita

Twórcami i współpracownikami „Wiadomości” byli ludzie urodzeni u schyłku XIX wieku, wychowani w poczuciu odpowiedzialności za kraj, którzy (jak choćby skamandryci) otrzymali historyczną szansę dzierżenia rządu dusz w nowym państwie. Jadowicie ten elitaryzm wypominał kręgowi tygodnika urodzony już w XX wieku Gombrowicz: „kramik Grydzewskiego rządził się osobistymi sympatiami i antypatiami” i nie było w nim miejsca dla tych, którzy nie chcieli „bić czołem przed Boyem”. Dostęp do elitarnego salonu był reglamentowany dla ludzi spoza zamkniętego środowiska. „Krąg »Wiadomości« był to rodzaj samozwańczej elity, która próbowała narzucić innym własną miarę i która własne wyobrażenia o społeczeństwie i sztuce traktowała jako uniwersalne”. Nic dziwnego, że poglądy te napotykały na opór: młodszych twórców, wyłączonych z wpływowego kręgu, i zwolenników narodowej tradycji. Prawdziwa konkurencja dla „Wiadomości” pojawiła się jednak dopiero w 1935 roku w postaci pisma „Prosto z mostu”; wcześniej środowisko orbitujące wokół tygodnika Grydzewskiego faktycznie stanowiło najważniejszą trybunę dyskusji i o świecie współczesnym, i o kulturze, starając się docierać do czytelników dzięki zróżnicowanej ofercie.

Dzieło wzorcowe

Książka Małgorzaty Szpakowskiej to rzadki przypadek połączenia naukowej rzetelności z błyskotliwością. Autorka wszechstronnie analizuje wszystkie aspekty historii „Wiadomości Literackich”: od kwestii nakładu i sposobu łamania tygodnika po toczące się na jego łamach dyskusje i ich wpływ na ówczesną opinię publiczną. Czyni to w sposób niezwykle przejrzysty; konstrukcja książki jest wzorowa. Jest też doskonale napisana: Szpakowska posługuje się językiem precyzyjnym i jasnym, celne analizy poszczególnych kwestii są z umiarem ubarwiane cytatami. Badaczka nie idealizuje „Wiadomości”. Dostrzega słabości, wskazuje, że w pogoni za czytelnikiem zatracały niekiedy wyrazistość, że zbytnio zamykały się we własnym kręgu i za rzadko dopuszczały ludzi nowych, pławiąc się w samozadowoleniu i poczuciu wyższości. Przy tym wszystkim położyły jednak niepodważalne zasługi dla popularyzacji kultury i wskazywania (oraz zwalczania) niepokojących zjawisk społecznych. Na tle coraz liczniejszych publikacji przedstawiających Drugą Rzeczpospolitą poprzez barwne anegdotki i sensacyjki zaczerpnięte z drugiej ręki książka Małgorzaty Szpakowskiej jest ożywczym źródłem rzetelnej wiedzy o ówczesnej Polsce, jej społeczeństwie i kulturze.

Małgorzata Szpakowska, „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich, W.A.B. 2012.

(Visited 183 times, 184 visits today)

11 komentarzy do wpisu „Salon z reglamentowanym dostępem (Małgorzata Szpakowska, „»Wiadomości Literackie« prawie dla wszystkich”)”

      • Czy miało, czy nie miało, był sens czytać prasę. Kilkanaście tysięcy abonentów, to jak na tamte czasy chyba nie w kij dmuchał, nawet jeśli połowę stanowili aspirujący do miana inteligentów i kupujący tylko dla szpanu :P

  1. Czytam i wzdycham, bo chciałoby się poczytać podobne Wiadomości dzisiaj, najlepiej w wersji papierowej. Niby jest internet i informacje na wyciągnięcie ręki, ale fachowość tychże często jest wątpliwa. Ostatnio np. zastanawiałam się, jak można publikować teksty o literaturze i pisać „było by”, a kilka linijek niżej „byłoby”. Taaa…
    Przekornie napiszę, że chyba książki Szpakowskiej nie przeczytam, żeby sobie nie robić smaku na podobne do WL pisma.;)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: