Nie ma wakacji od wspomnień (Natalia Rolleczek, „Urocze wakacje”)

Przez całe dzieciństwo jeździliśmy z rodziną na wakacje pekaesem, ewentualnie zakładowym autokarem. Nie znam więc z autopsji podróżowania na długie dystanse maluchem wyładowanym po dach wszystkim, co mogło się przydać w drodze i u celu wędrówki. Wiadomo, że czego się nie wzięło z domu, tego się nie miało – od pompy paliwowej i krzesełek turystycznych po puszki z paprykarzem szczecińskim. W końcu na uspołeczniony handel w kurortach nie było co liczyć. W przypadku wojaży zagranicznych natomiast handel dopisywał, ale skąpy urzędowy przydział walut wykluczał rozbuchane zakupy. Chyba że w zakamarku wypchanego auta udało się ukryć jakieś dobra szczególnie pożądane przez tubylców…

Klaudyna tęskni (Colette, „Klaudyna powraca”)

Chyba samo wydawnictwo powątpiewało w walory ostatniego tomu opowieści o Klaudynie, skoro odmówiło mu tak atrakcyjnej szaty graficznej, jaka wyróżniała poprzednie części. Szkoda, bo mimo iż to zdecydowanie najsłabsza z opowieści o Klaudynie, to doprawdy nie musi wyglądać na półce jak Kopciuszek obok strojniejszych sióstr.

„Po prostu zaczyna się pisać opowiadanie” (Tove Jansson, „Podróż z małym bagażem”)

Gdyby nie Muminek na okładce, przed dwudziestu z górą laty pewnie nie zwróciłbym uwagi na tę książeczkę. Zginęłaby w masie wyprzedażowego papieru, która zalegała warszawskie Koszyki. Ten Muminek zresztą po części ustawił moje ówczesne oczekiwania wobec zbioru opowiadań Tove Jansson. Bo chociaż dla dorosłych, to może jednak gdzieś z jakiegoś kącika wyjrzy ten czy inny troll, może powieje wiatrem znad Doliny Muminków, a nie tylko znad zimnego Bałtyku. Nic z tego, uznałem wówczas. O tym, że się myliłem, przekonałem się kilka dni temu, nad Bałtykiem zresztą.

Pisarze ze starej szkoły (XXIX): Antoni Słonimski o Marcelu Prouście

Od osiemdziesięciu lat wszyscy ciekawi dzieła Marcela Prousta mogą sięgać po przekład Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Wysiłkowi i talentowi tłumacza już w chwili wydania polskiej wersji trzech pierwszych tomów „W poszukiwaniu straconego czasu” pomnik wystawił Antoni Słonimski. Mimo iż podnoszą się niekiedy głosy, że potrzebne jest nowe tłumaczenie, nikt chyba na razie nie podjął tego trudu. W oczekiwaniu na śmiałka cieszmy się pracą Boya, szczególnie że dostępna jest w domenie publicznej.

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane (Natalia Rolleczek, „Gang panny Teodory”)

Być może najstarsi krakowianie pamiętają tamto lato z początku lat sześćdziesiątych, gdy ich miastem trząsł gang panny Teodory. Jego złowrogi cień obejmował cały Zwierzyniec, sięgał po Wawel, a nawet podkrakowskie wsie. Nikt z przerażonych mieszczan nie miał pojęcia, że za bezwzględną przestępczą strukturą kryje się czternastoletnia panienka. Bynajmniej żadna do szpiku kości zdemoralizowana zbrodniarka, ale najzwyklejsza Danuta Pętlikówna, której nie wypalił wyjazd na wakacje.

Miłość z deadlinem (Dorit Rabinyan, „Żywopłot”)

Historia Romea i Julii eksploatowana jest od stuleci w coraz to nowszych wariantach i dekoracjach. Dorit Rabinyan postawiła na Julię Żydówkę i Romea Palestyńczyka. Weronę zastąpiła zimowym Nowym Jorkiem, a rodowe niesnaski – wrogością dwóch narodów. Nie powiem, to mogło się udać. Ba!, zdaniem choćby Amosa Oza udało się wręcz nadzwyczajnie. Tyle że nie. Jednak coś nie wyszło.

Wypracowania i opowiadania (Antologia „Zabawa w Boga”)

„Zabawa w Boga” to antologia dwunastu opowiadań autorów związanych ze Śląskim Klubem Fantastyki. Mimo różnorodnego podejścia do wskazanego w tytule tematu, zdecydowana większość tekstów to rzeczy, które niczym się nie wyróżniają, utrzymane w konwencji gładkich wypracowań, do przeczytania i szybkiego zapomnienia. Szczęśliwie na osłodę trafiło się też kilka opowiadań oryginalniejszych, dzięki czemu czas spędzony nad tym zbiorem nie był bezpowrotnie stracony.