Czknijcie sobie z ukontentowania (Michał Witkowski, „Lubiewo bez cenzury”)

Najbardziej znana literacka bajarka, Szeherezada, była „młodą dziewczyną o smukłych kształtach, wielce piękną pełną wdzięku i urody”. „Znała księgi i kroniki, podania o życiu starożytnych królów i opowieści o żyjących niegdyś ludach”. Snuła baśnie zachwyconemu królowi, by ocalić swoje życie. Szeherezady Witkowskiego nie są ani smukłe, ani piękne, nie gustują też w królach. Ich opowieści są bardziej przaśne, a snują je, by ocalić przed zaginięciem świat, którego są ostatnimi przedstawicielkami. Czytaj dalej

Ku wolności (Han Kang, „Wegetarianka”)

Yong-hye, banalna żona banalnego męża, pod wpływem niepokojących snów rezygnuje z jedzenia mięsa. Wydawać się może, że poza pewną dezorganizacją w kwestii przygotowania domowych posiłków zmiana taka nie jest niczym groźnym dla małżeństwa. Yong-hye niech je sobie warzywa, a Chong może wyskakiwać z pracy na mięsne obiady, zamawiać coś na wynos albo po prostu w towarzystwie żony powściągać swoje mięsożerstwo. Bardziej należałoby się przejąć prześladującymi kobietę snami i pogłębiającym się wychudzeniem. Czytaj dalej

Ładnie żarło i zdechło… (Dominik Dán, „Czerwony Kapitan”)

Jest rok 1992. Na starym cmentarzu w Bratysławie podczas ekshumacji rozbija się trumna. W czaszce, która z niej wypadła, robotnicy zauważają wbity gwóźdź, w sprawę włącza się więc policja. Śledztwo prowadzi młody, pyskaty i inteligentny Richard Krauz z Wydziału Zabójstw wraz z partnerem. Zwłoki pochowano zaledwie kilka lat wcześniej, w tajemniczych okolicznościach. Zapisy w cmentarnych księgach są niepełne, dokumentacja zaś niekompletna. Policjanci ustalają, że zmarły miał związki z Kościołem, a przed śmiercią był brutalnie torturowany. Tropy szybko zaczynają wskazywać na komunistyczne służby bezpieczeństwa. Czytaj dalej

Wyrwać się z kręgu szarości (Sarah Waters, „Niebanalna więź”)

Margaret Prior po śmierci ojca, z którym była blisko związana, popada w apatię. Jako stara panna do końca życia ma mieszkać z matką, zgorzkniałą tyranką. Za radą przyjaciela rodziny dziewczyna decyduje się odwiedzać więźniarki jako tak zwana dama wizytująca. Ma rozmawiać z kobietami, pocieszać, pomagać w nauce, być przykładem do naśladowania. Początkowo zapewne robi to bardziej dla siebie niż dla nieszczęsnych uwięzionych. Jedna z nich zresztą celnie jej to wytyka: „Przychodzi pani do Millbank […] żeby zobaczyć kobiety nieszczęśliwsze od siebie, w nadziei że to poprawi pani humor”. Zetknięcie się z penitencjarnymi rygorami, monotonną rutyną, stałą obserwacją jest jednak dla Margaret wstrząsem; zaczyna się naprawdę przejmować sprawami swych podopiecznych i szczerze chce im dopomóc. Czytaj dalej

Kres niewinności (William Golding, „Władca much”)

W swych powieściach o rozbitkach Juliusz Verne daje wyraz wierze w triumf ludzkiego umysłu nad naturą, w potęgę wiedzy w zetknięciu z niesprzyjającymi warunkami i kreśli portrety nieustraszonych, szlachetnych ludzi, dla których pobyt na bezludnej wyspie to raczej okazja do wykazania się niż katastrofa. Inteligencja, wiedza, odwaga, prawość i altruizm pozwalają jego „Robinsonom” tworzyć niemal utopijne, doskonałe mikrospołeczności. O ile w przypadku dorosłych uciekinierów z oblężonego Richmond w „Tajemniczej wyspie” można to znieść (choć im czytelnik starszy, tym trudniej mu to przychodzi), o tyle doskonała organizacja i umiejętności społeczne gromadki uczniów z „Dwóch lat wakacji” mogą ich rówieśników przyprawić o nieliche kompleksy (a rodziców nastolatków o trwały grymas niedowierzania na twarzach). William Golding we „Władcy much” nie podziela optymizmu Verne’a, o jego wierze w idealizm młodzieży nie wspominając. Zgorzknienie to, cynizm czy po prostu lepsza znajomość psychologii i mechanizmów społecznych? Czytaj dalej

Księgozbiory polskie, cz. 10: Biblioteka pisarza

Mało komu z nas dana jest biblioteka pod postacią osobnego pokoju wypełnionego regałami sięgającymi sufitu, z wygodnym fotelem, podręcznym stolikiem na kubek z herbatą (chociaż w takiej bibliotece bardziej na miejscu byłaby filiżanka Royal Doulton z ręcznie malowanymi wrąbkami) i dającą ciepłe światło lampą. Zawsze z zazdrością czytam takie opisy, marząc, że może kiedyś… Z drugiej jednak strony, jakże kruche są takie książkowe enklawy, zmiatane bez śladu przez rozmaite kataklizmy. Taki był też zresztą los domu i biblioteki Melchiora Wańkowicza, którym tyle ciepłych słów poświęcił w „Zielu na kraterze”. Czytaj dalej

%d bloggers like this: