Facet, który był sobą (Wiesław Weiss, „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy”)

tomek beksińskiGdzieś na antresoli, w starych rocznikach „Magazynu Muzycznego” sprzed ćwierćwiecza, kryje się numer z felietonem Tomasza Beksińskiego, który opowiadał o początkach swej muzycznej pasji i fantastycznej kolekcji płyt należących do jego ojca. Z rozbawieniem i zdziwieniem czytałem, jak Zdzisław Beksiński do malowania włączał sobie Deep Purple albo Black Sabbath, budząc tym szacunek kolegów syna, przyzwyczajonych do ojców bardziej konwencjonalnych. Chyba trochę zazdrościłem Tomaszowi, że mógł się z ojcem kłócić o to, czy Kate Bush śpiewa, czy piszczy, a nie o bałagan na biurku.

Wielki odlot (Mick Wall, „Gdy ucichnie muzyka”)

Gdy ucichnie muzykaGdzieś tak w połowie mojej licealnej edukacji do kin wszedł film Olivera Stone’a o Doorsach: koleżanki wzdychały do Vala Kilmera, niektórzy koledzy próbowali otwierać „drzwi percepcji”, a wszyscy zaczęliśmy odkrywać muzykę lat sześćdziesiątych – na tyle, na ile pozwalały domowe kolekcje winyli i rynek pirackich kaset magnetofonowych. Na imprezach rozlegało się chóralne „Come on, baby, light my fire”, a nad ranem niedobitki przysypiały przy „The End”. Przez ćwierć wieku fascynacja wyklętym idolem mocno zblakła, ale muzyka pozostała, wciąż gra i nie chce ucichnąć.

O kobiecie pracującej (Roman Dziewoński, „Irena Kwiatkowska i znani sprawcy”)

Irena Kwiatkowska i znani sprawcyIrena Kwiatkowska. Wybitna aktorka charakterystyczna, kabaretowa, „kobieta pracująca”, dla której teksty pisali najwięksi, by wymienić Gałczyńskiego i Przyborę. Temat-samograj, wydawałoby się, że nie do zepsucia. Ale tylko wydawałoby się. Bo jak się autor uprze, to położy każdą książkę. A czasem wystarczy po prostu, że za pisanie weźmie się niewłaściwa osoba.

Artystka wędrowna („Krafftówna w krainie czarów. Barbara Krafftówna w rozmowie z Remigiuszem Grzelą”)

Krafftówna w krainie czarów
„Ja taki w sobie mam gorąc…” – mówiła pełna temperamentu Honoratka w „Czterech pancernych i psie”. Odtwórczyni tej roli w wywiadzie z Remigiuszem Grzelą przyznaje, że ten gorąc – pragnienie teatru, nowych ról, przeżyć – nie minął jej aż do dziś, siedemdziesiąt lat po scenicznym debiucie. Charakterystyczny głos, energia, pasja grania i życia, pracowitość, no i oczywiście wielki talent: Barbara Krafftówna.

Bez satysfakcji (Lesley-Ann Jones, „Freddie Mercury”; Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, „Czarny anioł”)

Od ćwierć wieku niedoścignionym wzorem biografii muzyków jest dla mnie „Satysfakcja” Daniela Wyszogrodzkiego. Ta opowieść o Rolling Stonesach w idealnych proporcjach przedstawia karierę i muzykę zespołu oraz omawia życie prywatne jego członków, nic nie ukrywając, ale i nie staczając się przy tym w plotkarskie bajoro. Wszystko na bogatym tle przemian społeczno-obyczajowych i napisane barwnym językiem. Poprzeczka wisi tak wysoko, że test „Satysfakcji” przechodzi niewiele muzycznych biografii.

„Głosik słaby, ale bardzo nieprzyjemny” (Irena Kika Szaszkiewiczowa, „Podwójne życie Szaszkiewiczowej”)

Podwójne życie Szaszkiewiczowej

Kiedy wchodziła do Piwnicy pod Baranami, padało hasło: „Gaście światło, gaście światło, stare próchno będzie świecić”. Piotr Skrzynecki jej występy zapowiadał: „ma głosik słaby, ale bardzo nieprzyjemny”. Była pionierką autostopu w Polsce i bohaterką drukowanego w „Przekroju” pierwszego komiksu, świetnie tańczyła twista. Irena „Kika” Szaszkiewiczowa z domu Jarochowska, rocznik 1917.

Irytacje i fascynacje (Anna Marchewka, „Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg”)

DSC_0098„Ślady nieobecności” były jedną z pierwszych książek, z powodu których od ponad trzech miesięcy utrzymuję się w stanie podwyższonej czytelniczej irytacji. Irytacji wywołanej tym, że trafiam na publikacje potencjalnie fascynujące albo przynajmniej ciekawe, oparte na niezłym pomyśle, lecz zniweczone przez samych autorów niezrozumiałymi decyzjami czy rozwiązaniami i tym samym pozostawiające głęboki niedosyt.