Takich trzech jak ich czterech – to nie ma ani jednego (Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie” )

Trzej muszkieterowie
 
Trzej muszkieterowie (plus d’Artagnan – swoją drogą, zawsze mnie ciekawiło, czemuż to on, w końcu główny bohater powieści, w tytule nie został uwzględniony) byli dla mnie zawsze symbolami przyjaźni – i to wrażenie powtórka po latach potwierdziła – oraz rycerzami bez skazy, którzy w obronie swego honoru, króla i kobiety wyciągną szpadę i pojedynkować się będą do upadłego. To wrażenie teraz rozwiało się niczym kurz na gościńcu, którym zmierzał do Paryża młody gaskoński szlachcic.

Oderwać się nie można (Aleksander Dumas, „Hrabia Monte Christo”)

Hrabia Monte Christo


Gdybym nie był taki obrzydliwie obowiązkowy, a przede wszystkim gdybym nie musiał zrywać się do pracy bladym świtem (jaki on tam teraz blady o tej porze roku, ciemna noc, ale tak się utarło), to pewnie zawaliłbym ze trzy noce i czytał „Hrabiego Monte Christo”, póki nie doszedłbym do napisu „Koniec”. Z powodu skrzeczenia rzeczywistości nieśmiertelne dzieło Aleksandra Dumas zajęło mi ponad tydzień, podczas którego opędzałem się niecierpliwie od natrętów domagających się włączenia dobranocki, zrobienia kolacji czy wyniesienia śmieci.