Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 8: O badaniu mumii

sredniowieczny-uczony1
Na Wystawie Powszechnej w Paryżu w 1867 roku zrekonstruowano wiele budowli egipskich i pokazano kolekcję mumii. 27 maja sensacją prasową i towarzyską stało się badanie zmumifikowanych zwłok. Obecni byli przy tym uczeni różnych specjalności, dziennikarze i literaci, m.in. Aleksander Dumas syn. Sprawozdanie w swym dzienniku zapisali Edmund i Juliusz de Goncourt.

Przemożne pragnienie miłości (E. i J. de Goncourt, „Herminia Lacerteux”)

Literatura od wieków pełna jest sprytnych niewolników, rozchichotanych pokojówek, pełnych godności kamerdynerów i pomarszczonych jak jabłuszka niań. Sprzątają, podają do stołu, gotują, wyciągają swoich chlebodawców z rozmaitych opałów, a i dobrą radą posłużą, i liścik miłosny przeniosą. Popychają fabułę do przodu, ale nie mają własnego życia, swoich myśli i uczuć – kto chciałby się pochylać nad sercowymi rozterkami dziewczyny z pospólstwa?

Płaszcz zabójcy, odc. 8

Z dziennika Edmunda de Goncourt

21 czerwca 1872 roku
Jestem dziś u Riche’a na obiedzie z Flaubertem, który przejeżdża przez Paryż udając się na odsłonięcie pomnika Ronsarda w Vendome. 
Obiad jemy oczywiście w gabinecie, bo Flaubert nie życzy sobie hałasu ani osób w pobliżu, a ponadto chce być przy stole bez surduta i bucików.
Mówimy o Ronsardzie. I nagle, ledwo przechodzimy do polityki, literatury, kłopotów życiowych, Flaubert zaczyna krzyczeć, a ja jęczeć. 
[…] „Nie pojadę do Vendome – mówi mi Flaubert. – Doprawdy stałem się tak chorobliwie uczulony, tak podatny, że myśl o znalezieniu się w pociągu twarzą w twarz z jakimś nieprzyjemnym typem jest mi wstrętna, nie do zniesienia! Kiedyś byłoby mi to obojętne. Powiedziałbym sobie: ‚Postaram się o inny przedział’. A gdybym nie zdołał uwolnić się od mego typa, ulżyłbym sobie wymyślając mu. Teraz jest inaczej. Sama świadomość przyprawia mnie o bicie serca… […]”.
[…] „Wolę, żeby mnie okradli, niż zirytowali! I tak jest ze wszystkim, z wydawcami… Cokolwiek mam zrobić, moje lenistwo jest nieopisane. Siły pozostały mi tylko do pracy”. […]
Potem odprowadza mnie na kolej i oparty o barierkę, przy której stoi się po bilety, mówi o głębokiej nudzie, zniechęceniu do wszystkiego, pragnieniu śmierci – śmierci bez metempsychozy, nowego życia, zmartwychwstania – aby na zawsze uwolnić się od własnego ja.
Gdym go słuchał, zdawało mi się, że słyszę moje codzienne myśli. Och, do pięknego rozstroju fizycznego przywodzi życie umysłowe nawet najmocniejszych, najtęższych! Nie ma co mówić, wszyscy jesteśmy chorzy, na wpół obłąkani, i gotowi całkiem oszaleć!

Edmund i Juliusz de Goncourt, Dziennik, tłum. Joanna Guze, Państwowy Instytut Wydawniczy 1988, s. 379-380.