Duży potencjał (Katarzyna Kwiatkowska, „Zbrodnia w błękicie”)

DSC_0213
Kiedyś, panie dziejku, to były zimy. Śniegi takie spadały, że na długie tygodnie potrafiły odciąć dwory i wsie od świata. Ani dojechać, ani wyjechać, goście dla zabicia czasu jedli, czytali, plotkowali, intrygowali, a co bardziej zdesperowani pewnie i do zbrodni mogli się posunąć, byle tylko urozmaicić sobie zimową monotonię. Jeśli na miejscu był ktoś obdarzony detektywistyczną żyłką, zabawa w śledztwo mogła wciągnąć wszystkich na parę dni…

Pisarze ze starej szkoły (XXV): Narodziny Herkulesa

Agatha Christie w 1925 roku.

Agatha Christie w 1925 roku.

W życiu Agathy Miller rok 1914 oznaczał nie tylko wybuch wojny, ale i ślub z lotnikiem Archibaldem Christie. Archibald wyruszył do Francji, a młoda mężatka wspomagała wysiłek wojenny najpierw jako pielęgniarka w szpitalu w Torquay, a od 1917 roku jako pracowniczka apteki. Zmiana obowiązków okazała się mieć kluczowe znaczenie dla dalszych losów pani Christie.

Kryminał bardzo retro (Ellis Peters, „Pustelnik z lasu Eyton”)

20150704_121234
Bez względu na to, jak oceniam najnowsze powieści Małgorzaty Musierowicz, muszę przyznać, że pod wieloma względami na mnie wpływały. Niezrównane były chociażby pod względem polecania lektur. Nie zainteresowała mnie co prawda nigdy biografia Goulda, którą zaczytywali się Borejkowie, ale za to przebojem wdarły się na moją półkę kryminały Ellis Peters o braciszku Cadfaelu, znanym mi wcześniej wyłącznie z telewizyjnego serialu ze znakomitym sir Derekiem Jacobim w roli tytułowej.

Telenowela z życia policjantów (Mateusz M. Lemberg, „Zasługa nocy”)

DSC_0115

„Różne bywają sposoby ożywiania postaci pozytywnych bohaterów w polskiej powieści kryminalnej. Doskonały jest katar. Wystarczy po prostu obdarzyć porucznika Zielińskiego czy innego tam majora Grabowskiego silnym nieżytem, i już śledztwo utrudnione a w powieści więcej życia” – napisał teoretyk kryminału. Banalny katar dawno jednak wyszedł z mody, dziś trzeba bardziej radykalnych środków, by czytelnik odnalazł w literackim glinie postać z krwi i kości, a nie tylko podkolorowany ideał.

Ślepy zaułek (Alan Bradley, „As Chimney Sweepers Come to Dust”)

bradley_as chimne
Alanowi Bradleyowi zabrakło pomysłu. Już zdarzało mu się balansować nad otchłanią, w której kłapał zębiskami krokodyl z gatunku „za dużo deus ex machina” i jego krewniak, aligator „za dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności”. Tym razem jednak Bradley poleciał w przepaść, w rozdziawione paszcze gadów. I w szpony rozżalonego partaniną czytelnika. Czyli mnie.

Wśród wycia wiatru i łoskotu fal (Anna Fryczkowska, „Kurort Amnezja”)

DSC_0017

Zaczynam czasem czytać jakąś książkę i znienacka łapię się na tym, że kibicuję autorowi, trzymam kciuki, by utrzymał poziom, nie schrzanił – bo wiadomo: im wyższe oczekiwania, tym boleśniejsze rozczarowanie. Tak było z „Kurortem Amnezja”, który wywindował moje nadzieje naprawdę wysoko.