„Odrobinka w tej wielkiej całości” (Jarosław Iwaszkiewicz, „Podróże do Polski”)

Piechotą, konnym wozem, koleją, samochodem, a nawet motorówką przemierzał Jarosław Iwaszkiewicz Polskę, kraj bliski i znajomy, a jednocześnie egzotyczny i daleki – bo taka była Polska dla małego chłopca wychowywanego na Ukrainie, który znał ją początkowo tylko z opowieści, i taka pozostała dla dorosłego mężczyzny. Przez całe swe długie życie Iwaszkiewicz, jak sam pisze, nie zdołał się Polską nasycić, nie zdążyła mu też ona spowszednieć. Oglądał ją zawsze z niezmiennym zaciekawieniem, inspirowała go i pobudzała. Z tych wrażeń i wspomnień, „nieokreślonych uczuć, impresjonistycznych obrazów, bezideowych rysunków” składa się tom „Podróże do Polski”.

„Trzy lata albo i cała wieczność” (Hampton Sides, „W królestwie lodu”)

W królestwie loduW przypadku książki Hamptona Sidesa po prostu nie da się uniknąć porównań z „Terrorem” Dana Simmonsa: bo to i tematyka podobna, i rzetelność przeprowadzonych badań równie wielka. Wrażenia czytelnicze także zbliżone i nawet obie książki czytałem o tej samej porze roku i niemal w tym samym miejscu. W zasadzie Sides ustępuje Simmonsowi jedynie pod względem sugestywności opisów – nie udało mu się sprawić, żeby zrobiło mi się naprawdę zimno. Ale może to tylko skutek słabego wiatru na plaży.

Czarny Sfinks (Kazimierz Nowak, „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”)

Zmarł w wieku 40 lat. Niedoceniony, nienagrodzony, znany nielicznym i wreszcie na długie lata zapomniany. Kazimierz Nowak, poznański urzędnik, fotograf i podróżnik amator, który w 1931 roku wraz ze swym rowerem ruszył w kierunku Afryki, by przemierzyć ten kontynent z północy na południe i z południa na północ. Sam, dysponując skromnymi środkami, dokonał rzeczy, która i dziś, w dobie niezliczonych ułatwień i udogodnień, dałaby mu sławę i rozgłos.

Z literatami u wód, czyli skutki uboczne wojaży

Widok z Trzech Koron w deszczu.

Widok z Trzech Koron w deszczu.

Mogła Konopnicka z wojaży pisać reportaże o normandzkich rybakach, mogę i ja napisać parę zdań o wakacyjnych tropach literackich. Albowiem zabrałem małżonkę swą i drobne dziatki do wód szczawnickich. Niekoniecznie by zrujnowane zdrowie polepszać popijaniem na czczo z leczniczych źródeł. Wspinaczek mało męczących nam się zachciało, szumu potoków i jodeł na gór szczycie oraz rozległych panoram pienińskich.