Odrzucenie i przyjaźń (Aleksander Minkowski, „Gruby”)

GrubyGotów byłbym przysięgać, że „Gruby” Aleksandra Minkowskiego to typowa powieść przygodowa, pełna „chłopczyńskich” awantur, coś w stylu „Księgi urwisów” Niziurskiego. Tymczasem rocznicowa (bo w tym roku mija 50 lat od pierwszego wydania powieści) lektura pokazała, że własnym wspomnieniom nie można do końca ufać. „Gruby” okazał się bowiem niezłym studium psychologicznym dziecka po bolesnych przejściach, które właściwie samo próbuje się uporać z wojennymi przeżyciami, walcząc z odrzuceniem i marząc o przyjaźni i akceptacji.

Miś na miarę naszych możliwości… („PRL Grażyny Rutowskiej”)

rutowska_okladka2
– Ten pękaty autobus nazywał się ogórek… To jest saturator, to pralka Frania… A ten komputer zajmował cały pokój…
– A czemu ta pani ma na głowie takie coś z paskiem?
– To jest czepek pielęgniarski, babcia taki nosiła.
Tak mniej więcej wyglądały rozmowy z moimi córkami przy przeglądaniu zdjęć Grażyny Rutowskiej. Dla nich wycieczka w egzotyczny świat tatusiowego dzieciństwa, dla mnie powrót do widoków i rzeczy niegdyś tak swojskich, że właściwie niezauważanych.

„Dobry reporter upędzi bimber nawet z nogi od krzesła” („100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku”, pod red. Mariusza Szczygła)

100/XX Antologia polskiego reportażu
Gdyby miał tę antologię polskiego reportażu XX wieku określić jednym słowem, to nie użyłbym przymiotnika „znakomita”.
Ani „rewelacyjna”.
Ani „wybitna”.
Nie „nowatorska”, „odkrywcza”, bynajmniej nie „wiekopomna”.
Użyłbym słowa „inspirująca”.

Szperanie na antresoli (Agnieszka Osiecka, „Szpetni czterdziestoletni”)

 

Miałem tylko sprawdzić jeden cytat do celów służbowych, ale gdy kartkowałem „Szpetnych czterdziestoletnich” w jego poszukiwaniu, wzrok co chwilę padał mi a to na wierszyk o wrednym Muminku („Raz pewien Muminek spod Sopot – z gotówką gdzieś przepadł za mgłą. Dziś każdy kto znał go, ma kłopot – bo Muminki-skurwysynki straszne są”), a to na opis niemalże kastowej struktury bywalców warszawskiego basenu Legii. Potrzebny cytat znalazł się na samym początku książki (a poszukiwania zacząłem od końca, rzecz jasna), więc właściwie uznałem, że mogę przystąpić do powtórkowego podczytywania tego – jak nazwała go sama autorka – „małego słowniczka odwilży”.

Bukiety wtenczas jak wiadomo,
z czerwonych plotło się goździków.
Ojczyźnie naszej, krytej słomą,
nigdy nie dosyć Październików.

Kilkadziesiąt alfabetycznie ułożonych haseł: od „Aby artystą zostać” do „Żałobnicy i żartownisie” to bardzo osobisty i tym samym szalenie subiektywny zbiór wspomnień z lat pięćdziesiątych, „zapiski z pamięci, rezultat szperania na antresoli”: przewijają się tu ludzie, rzeczy, slogany i pojęcia, anegdota sąsiaduje z melancholijną refleksją, wiersz z opisem wizyty u Dygatów. Obok klasyfikacji prywatek (cielęce, mysie, lisie i tygrysie) – portret Tyrmanda, obok elementów stroju – zapis wrażeń z wysłuchiwanego po raz pierwszy tajnego referatu Chruszczowa. Epoka w historii i historie o epoce. Mieszanina spraw wielkich i błahych, takich, którymi żył świat, i takich, którymi żyła tylko Osiecka i jej koledzy.
Chłopa zbudzili, by brał ziemię,
kołchozowego zmietli stracha,
i nowe nam wschodziło plemię
od Toeplitza do Himilsbacha.
Ale nie tylko odbycie podróży sentymentalnej było celem autorki. Próbowała też po latach spojrzeć na siebie i swoje pokolenie, by zrozumieć własną zmianę: przejście od pokolenia pieczonego „w przeraźliwym tyglu przeciętności”, uczestniczącego w zbiorowych rytuałach narzucanych przez władze (wykopki, akcja zwalczania analfabetyzmu, kursokonferencje, wieczornice) i – czego się nie wypiera – o lewicowych przekonaniach, do ludzi, którzy zachłysnęli się nagle odzyskanymi barwami świata i zwiększoną (co prawda na krótko) dawką swobody.

Ja – wychowana bez historii,
pomiędzy Marksem a matczyskiem,
ja nie wiedziałam, co tak boli,
gdy agitator idzie rżyskiem…
I nagle patrzcie – parlamenty,
O demokracji dyskusyje…

Ta przemiana (nie tylko zresztą ta) samej Osieckiej wydaje się niepokojąca i niezbyt jasna:
W roku pięćdziesiątym piątym i szóstym wielu ludzi zapragnęło zmienić skórę. Inni, czyści lub półczyści, umieścili się na balkonach i robili im „zyg, zyg, marchewka”. […]
My – zmienialiśmy się w dobrej wierze, dla jasnej przyszłości własnej i narodu. Inni – zmieniali się dla hecy albo dla kariery.
Nic tu nie można stwierdzić na pewno:

…Prześledzić Zmianę, a tym bardziej opisać ją i objaśnić in statu nascendi, tak u siebie, jak i u kogoś, jest potwornie, niewyobrażalnie trudno. […] Czy my, w wędrówce swojej, popychani przez wiatry i prądy, przywdziewamy wciąż nowe twarze, których przedtem nie było, czy też my […] już dawno te nowe twarze dźwigaliśmy, tylko prądy i wichry nie pozwalały nam ich odkryć? […] Czy dogrzebujemy się siebie, zrzucamy kolejne skorupy, czy też przeciwnie – rozrastamy się dookoła, przywdziewamy wciąż nowe skóry?

Bo pytanie kluczowe brzmi: „czy Zmiana, w ogóle, istnieje?? Czy coś, co w pewnej skali jest Zmianą, w innej skali w ogóle istnieje?” Niektórzy pewnie zechcą szukać odpowiedzi samodzielnie, inni będą woleli nie wgłębiać się w ten problem, tylko po prostu korzystać z nowych możliwości otwieranych przez „wiatry i prądy”.
„Szpetni czterdziestoletni” to rzecz pełna zmiennych nastrojów i stylów: dobrze opowiedziana anegdota sąsiaduje tu z poetycką refleksją, spiętrzone metafory obok nader trzeźwych uwag o przemianach języka i obyczaju. Można książkę kartkować, zatrzymując wzrok tu i ówdzie, albo czytać od a do zet, można śledzić tropy obyczajowe, literackie, towarzyskie, śmiać się lub irytować, albo i ziewnąć, jeśli stężenie poezji zrobi się za wysokie, nie da się jednak zaprzeczyć, że nawet przefiltrowane przez czas i owiane mgiełką sentymentu wspomnienia Osieckiej to jedna z najciekawszych, moim zdaniem, obok dziennika Tyrmanda, opowieści o latach pięćdziesiątych.

Bukiety wtenczas, jak wiadomo,
z czerwonych plotło się goździków.
Jeszcze mi dzisiaj w oczach słono,
kiedy się nagle budzę – w krzyku.

Agnieszka Osiecka, Szpetni czterdziestoletni, ilustr. Jan Młodożeniec, Iskry 1987. 

To były czasy (Hanna Ożogowska, „Tajemnica zielonej pieczęci”)

Tajemnica zielonej pieczęci

 

To były czasy, gdy kierownik szkoły cieszył się autorytetem wśród uczniów, a rower stanowił niedościgłe marzenie.
Czasy, gdy ojcowie za grubsze rozróbki spuszczali synom lanie, a chłopcy do nieznajomej rówieśniczki zwracali się per „koleżanko”.
Czasy, gdy nastała popaździernikowa odwilż, a robotnicy w fabrykach mogli na zebraniach domagać się sprawiedliwości w przydziale awansów i podwyżek.
Czasy, gdy przed świętami matki łamały sobie głowę, czy stać je będzie na większą szynkę, czy tylko na mniejszą.

Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 5: O porządkach w obejściu

Okres przedświąteczny tradycyjnie zmusza nas do intensywniejszego niż zwykle sprzątania. Dzięki skorzystaniu z fachowych podpowiedzi i dokładnemu zaplanowaniu prac możemy zminimalizować stres związany ze sprzątaniem i zmaksymalizować wydajność. Wiele światłych rad znajdujemy w „Poradniku gospodyni wiejskiej” z 1955 roku. Dziś o porządkach w obejściu, a już wkrótce o porządkowaniu wnętrz.
Porządki w obejściu
Całe obejście gospodarskie powinno być utrzymane w należytym porządku. Zamiecione starannie podwórze, wycięte chwasty wyrastające pod ścianami budynków, żywopłot oddzielający podwórze gospodarcze od podwórza przy domu nadają obejściu schludny i przyjemny wygląd. Wnętrza pomocniczych pomieszczeń, nie tylko izb mieszkalnych, muszą być utrzymane w ładzie i czystości.
 

W schludnym obejściu dobrze się żyje i ludziom, i zwierzętom.

Sień

Nie przy każdym domu jest ganek, ale sień znajduje się w każdym domu na wsi. Służy ona nie tylko jako przejście, lecz także do umieszczania w niej różnych sprzętów, które nie powinny znajdować się w kuchni lub izbie, a które trzeba mieć pod ręką.
 

W sieni znajdują się zwykle: szczotka do zamiatania, szufelka, miotły, wiadra na pomyje. W sieni powinna zawsze leżeć wycieraczka do butów.

 

Przy zamiataniu i uprzątaniu sieni wynosimy wycieraczkę na podwórze i mocno wytrzepujemy z niej kurz i błoto. Odkurzanie i omiatanie ścian w sieni jest równie potrzebne jak w izbie. Nie każda sień ma podłogę. Podłogę z ziemi zamiata się miotłą, a co pewien czas należy ją wysmarować i wyrównać gliną. W miarę możności powinno się zastąpić podłogę z ziemi bardziej praktyczną – drewnianą, cementową lub układaną z cegieł. Taką podłogę łatwiej utrzymać w czystości. […]

 

Śmietnik

W wielu obejściach wiejskich nie ma niestety śmietników, lecz śmieci są wysypywane byle gdzie. Obejście ma wówczas niechlujny wygląd. Wiatr roznosi lżejsze odpadki i zmusza do zamiatania całego podwórka, szkło zaś, wysypywane na kompost, dostaje się do ogrodu i trzeba je później usuwać.
 

Do zbierania śmieci z domu wystarczy zbić z kilku desek otwartą skrzynię. Wyrzucamy do niej zmiotki ze sprzątania i popiół z pieców, jeżeli palimy węglem. Odpadki papieru, tkanin, odpadki żelaza oraz kości zbieramy osobno i przekazujemy gminnej spółdzielni, która skupuje złom, makulaturę i inne odpadki. Trzeba pamiętać, że popiół drzewny, nie przydatne dla inwentarza obierki i odpadki kuchenne oraz nieczystości domowe przeznaczamy na kompost. Po zapełnieniu śmietnika wybiera się jego zawartość i zakopuje w specjalnie wybranym miejscu.

 

Ustęp

Ustęp jest niezbędny przy każdym domostwie. Podstawowym warunkiem utrzymania porządku w ustępie jest umieszczenie w nim wiadra lub pudła z wapnem, torfem albo piaskiem do zasypywania odchodów w dole ustępowym.
 

Raz w tygodniu ustęp powinien być zamieciony, a deska z otworem wyszorowana miotłą, wiechciem słomy lub ryżową szczotką. Dwa razy do roku ściany ustępu należy wybielić wapnem dla odkażenia. W ustępie powinna znajdować się pokrywa na otwór. […]

Poradnik gospodyni wiejskiej, Wydawnictwa Rolnicze i Leśne 1955, s. 523–525.

Stało ich w rzędzie zawsze siedem (Marcin Szczygielski, „Filipinki – to my!”)

 

Stoi nas w rzędzie zawsze siedem i chociaż chciałby zgadnąć widz, 

która z nas Anka, która Zosia, to nie odgadnie nic. […] 

Jedno wspólne imię mamy: Filipinki.

Tak śpiewały „Filipinki” w swej firmowej piosence, choć na samym początku było ich aż dziewięć, a w chwili zakończenia kariery ledwie trzy. Zaczynały w 1959 roku jako uczennice szczecińskiego Technikum Handlowego od śpiewania na szkolnych akademiach, a potem poszło błyskawicznie: kolejne konkursy talentów, koncerty, programy telewizyjne, tournee w kraju i za granicą, przeboje, płyty…