Czytadła na lato (subiektywnie)

Jako osobnik do głębi aspołeczny wszelkie zaproszenia do blogowych łańcuszków zbywam gniewnym fuknięciem albo wzruszeniem ramion. Ale propozycja Kalio, bym przedstawił dziesięć najlepszych książek, jakie przeczytałem, trafiła w dobry moment, bo odsuwa o kilka dni konieczność napisania wreszcie jakiejś recenzji z tych kilkunastu przeczytanych ostatnio pozycji. A zarobiony jestem, więc dodatkowa praca koncepcyjna mnie po prostu odrzuca.
No więc proszę uprzejmie. Może nie dziesięć najlepszych w ogóle, ale dziesięć najlepszych letnich książek według Zacofanego.w.lekturze (w kolejności, w jakiej przychodziły mi do głowy). Wybrałem tylko książki, które czytałem po kilka, albo wręcz po kilkanaście razy:
1. Magda Szabo Tajemnica Abigel – w wakacje co prawda oglądałem serial, ale właśnie wtedy zapamiętałem nazwisko autorki i potem długo szukałem książki w bibliotekach. Kiedy już znalazłem, wypożyczałem ją sobie co jakiś czas, póki nie zdobyłem własnego egzemplarza. Właśnie wyszło wznowienie, więc ze znalezieniem powieści nie będzie problemów, a więcej o książce pisałem tutaj.
2. Joanna Chmielewska – powinienem napisać WSZYSTKO (no prawie), ale padło na Całe zdanie nieboszczyka. W końcu taką egzotykę rzadko się spotyka: jaskinia hazardu w Kopenhadze, basen w brazylijskiej rezydencji mafii, jacht na Atlantyku i lochy w zamku nad Loarą. O Sycylii nie wspomnę. Ostatnio przypominałem kulisy powstawania tej powieści (tu i tu).
3. Małgorzata Musierowicz – najbardziej letnie są chyba Ida Sierpniowa i Nutria i Nerwus, ale ja zdecydowanie wolę pierwsze trzy części Jeżycjady: Szóstą klepkę, Kłamczuchę i Kwiat kalafiora. Mogłem czytać w kółko.
4. Marcin Szczygielski PL-Boy, czyli zbiór scen z życia redakcji miesięcznika dla mężczyzn. Fabuła dość luźna, za to poszczególne epizody bawią mnie do łez. Humor z gatunku mniej subtelnego, akurat żeby sobie porechotać. Panowie, jeśli wierzycie, że roznegliżowane modelki na zdjęciach wyglądają tak samo w rzeczywistości – nie sięgajcie po PL-Boya.
5. Nie wiem, czy znalezienie się Nad Niemnem w gronie letnich czytadeł, to nobilitacja dla reszty wymienionych, czy może wstyd dla Orzeszkowej, ale niech tam. Nigdy nie ukrywałem, że uwielbiam tę powieść, od pierwszego czytania, a to już – niech policzę – ze 24 lata temu. Lato czuć w tej książce na każdej stronie.
6. Janusz Przymanowski Czterej pancerni i pies – proszę mi nie mówić, że fałszuje obraz wojny, prawdę historyczną i takie tam. Przez długie lata czytałem od początku do końca i od dowolnie wybranego momentu do końca (albo do innego wybranego momentu). Albo co drugi rozdział, pomijając te mniej lubiane.
7. Zygfryd M. Stryjecki Podchorąży, wojna i ślepy los– w czasach, kiedy na wakacje jeździliśmy PKSem, ciężar bagażu dźwiganego przez tatę był ściśle limitowany. Na książki nie było wiele miejsca, więc przeczytawszy co tam najgrubszego wziąłem ze sobą, usychałem za czymkolwiek do czytania. I wtedy znalazłem zostawione przez ciotecznego brata jenieckie wspomnienia Stryjeckiego: sześć razy próbował uciec z niemieckiej niewoli. Jest o kopaniu podkopu, o sposobach na samodzielne zrobienie busoli, konkursach w jedzeniu chleba i pochłonięciu na sucho puszki neski. Czytałem w każde wakacje, nawet po dwa, trzy razy.
8. Juliusz Verne Tajemnicza wyspa – wszyscy czytali? Fascynowały mnie opisy, jak grupka rozbitków, dysponując niemal wyłącznie własnymi rękami (i wiedzą), buduje od podstaw cywilizację. Przy okazji nabywałem kompleksu niższości, bo ja na bezludnej wyspie mógłbym co najwyżej zbierać kokosy, a nie wytapiać szkło i konstruować wiatraki.
9. Władysław St. Reymont Chłopi – niemal bym o nich zapomniał, ale czytywałem ich sobie ze smakiem na leżaku wystawionym na balkon. Gdy znajomość weszła w głębszą fazę zażyłości, zaczynałem w dowolnym miejscu, ze szczególnym wskazaniem na tom trzeci.
10. Tu mi się nieco myśli spiętrzyły. Bo właściwie powinienem jeszcze dopisać Monikę Szwaję (może Artystkę wędrowną?), Terry’ego Pratchetta (Wyprawa czarownic, a może Maskarada), Smażone zielone pomidory Fannie Flagg, ale ostatecznie stanęło na Wszystko dla pań Emila Zoli. Jest tu jakiś wątek romansowy, ale liczy się tak naprawdę jedno – demon handlu: rozbudzanie apetytów klientów i sposoby ich zaspokojenia, bezwzględne pożeranie konkurencji i rozbudowa własnej firmy. Zaplecze wielkiego domu towarowego i małego sklepu. Agresywna reklama i poleganie na tradycji firmy.
Upały wracają, więc szukajcie cienia i miłego letniego czytania życzę. 

„Do źródła dobra i szczęśliwości” (Władysław St. Reymont, „Pielgrzymka do Jasnej Góry”)

Pielgrzymka do Jasnej Góry
To aż niewiarygodne, że tak wielowymiarowe i ważne dla polskiej kultury i religijności zjawisko, jakim są pielgrzymki na Jasną Górę, nie doczekało się literackiego opracowania. Złośliwie można powiedzieć, że żadnemu z naszych pisarzy nie chciało się podążać z pielgrzymią kompanią, a wyłącznie w ten sposób można zebrać odpowiedni materiał, dowiedzieć się, co kieruje pątnikami, co ich podtrzymuje w drodze, jak przeżywają wędrówkę i jak wygląda ich codzienność.