Pisarze ze starej szkoły (XXIV): Mistrz i Uczeń

W 1911 roku siedemnastoletni łódzki gimnazjalista zapisywał gorączkowo kolejne strony kajetu swoimi wierszami, wzorując się na twórcy już uznanym, który oczarował go niespodziewanie i rzucił w świat poezji. Jego wzór do naśladowania, ideał poety był ledwie dwa razy starszy, ale budził w młodzieńcu nabożną cześć. Nic więc dziwnego, że zapragnął przedstawić mistrzowi swe pierwociny. Tak zaczęła się przyjaźń dwóch wielkich poetów: Leopolda Staffa i Juliana Tuwima.

E-Buka nadeszła

Nad ranem Buka zdecydowała się wyruszyć. […] Zebrała ciemne spódnice, wiszące na niej jak płatki zwiędłej róży. Rozpostarły się z szumem i uniosły niczym skrzydła. […] Poruszała spódnicami w górę, na boki i do tyłu, jak gdyby wykonując ruchy pływaka w zamarzniętym powietrzu. Woda cofała się zwichrzoną, wystraszoną falą, a Buka płynęła dalej w szarej mgle, wlokąc za sobą dryfującą chmurę śniegu. Na tle nieba wyglądała jak wielki zataczający się nietoperz. Posuwała się wolno, ale jakoś to szło. Miała czas. Nie miała nic innego, jak tylko czas.
Powietrze już faktycznie lekko zamarznięte, ale Buka, czy raczej E-Buka nie przyszła z szumem spódnic, ale została przyniesiona przez panią listonosz. Razem z przyjemnym pakiecikiem książek.
Raz jeszcze bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym dostałem tę nagrodę. Zawiśnie wkrótce na jakimś eksponowanym miejscu.
A cytat, rzecz jasna, z „Tatusia Muminka i morza” Tove Jansson.

Październik miesiącem obfitości

„Październik miesiącem oszczędności” – głosiło hasło z czasów mojego dzieciństwa. Czasy się zmieniły i hasła też. Październik niespodziewanie zmienił się dla Zacofanego.w.lekturze w miesiąc obfitości i dobrych wieści. Teraz zamierzam się chwalić i prosić o głosy poparcia.
***
Przed chwilą Anek7 (ogromne podziękowania raz jeszcze!) poinformowała mnie, że blog ZWL znalazł się wśród nominowanych do Papierowego Ekranu, konkursu na najlepszy internetowy serwis o książce. Nagrodę przyznaje kapituła, ale przeprowadzane jest też głosowanie internautów na ulubioną stronę. Głosy można oddawać tutaj.  Już samo znalezienie się wśród nominowanych jest sukcesem, bo spójrzcie na tegorocznych wybrańców:)
***
W dalszym ciągu trwa też głosowanie na Najlepszy Blog Książkowy Roku. Konkursowi towarzyszy też głosowanie internautów: każdy, kto wyśle maila pod adres  konkursy@duzeka.pl, w temacie wpisując nazwę bloga, w treści zaś swoje imię i nazwisko, ma szansę na nagrody książkowe. 
***
W konkursie na Literacki Blog Roku swojego faworyta wybiera jury, ale do końca października ulubiony blog mogą wskazywać też czytelnicy. Głos na ZWL można oddać tutaj


Wszystkim, którzy zechcieli oddać na mnie swój głos, bardzo serdecznie dziękuję. Z podbudowaną motywacją pędzę czytać – a wrażeniami podzielę się już wkrótce.

Zakonnica głodziła kota

W pierwszych słowach spieszę donieść, że nie czytałem przygnębiającej powieści z życia przyklasztornych kotów. Przeciwnie. Pełen zachwytu czytałem Staroświecką historię Magdy Szabo i zamierzałem zarażać swoim entuzjazmem. Podły los zadał mi jednak cios w plecy: tuż przed końcem okazało się, że w moim egzemplarzu brakuje dziesięciu stron. Liczę, że dostanę skan tekstu i wtedy dzieło zalśni pełnym blaskiem.
Żeby natomiast zupełnie nie wyjść z klimatu epoki, odświeżam znajomość z Klaudyną, która co prawda jeszcze uczy się w szkole, ale już szelma z niej wielka i ma na koncie kilka gorszących (zwłaszcza niegdyś) wyczynów. O czym niebawem napiszę ku uciesze, jak sądzę, wielbicieli pensjonarskich klimatów. Aczkolwiek szkole Klaudyny daleko do eleganckiej pensji.
Chichot podłego losu niemal słyszę za plecami, ale zamierzam go zignorować, ponieważ zyskałem dzięki temu okazję do zaprezentowania perełek wydłubanych ze statystyk bloga: „wyszukiwane słowa kluczowe”. Żadna z nich nie dorównuje co prawda prześladującemu Lirael  zestawieniu „a.a milne imie dla chomika”, ale i tak nie jest najgorzej.
Całkiem sensowne jest na przykład zapytanie „na jaką chorobę oczu chorowała skłodowska” (na zaćmę, o ile pamiętam), albo: „trudny los kobiet w lekturach szkolnych”. „Styl prowansalski zdjęcia i widoki tamtych okolic” zdaje się sugerować, że należy zwiększyć liczbę ilustracji, żeby nie zawieść poszukiwaczy wartościowych treści. „Radziecki kapuś” nie jest, mam nadzieję, obelgą pod moim adresem, za to zupełnie nie wiem, co począć z „fotel bujany zżelaza” (pisownia oryginalna). Był tu kiedyś wątek o meblach, nawet dość ciężkich, ale „zżelaza” to nawet Wyspiański foteli nie robił.
Pole do popisu wszelkiej maści ciekawskim dała jednak recenzja Drewnianego różańca. Przykro mi, że żadnych remediów na swoje problemy nie znalazły osoby wpisujące w wyszukiwarkę następujące frazy (dlatego w nawiasach dodam nasuwające mi się rozwiązania):
– „jak uniknąć sprzątania w kościele” (przeczytać książkę Natalii Rolleczek i kupić odpowiednie środki chemiczne);
– „jaki los czeka przedszkole sióstr felicjanek” (trudno powiedzieć, ale każde miejsce w przedszkolu jest na wagę złota, więc pewnie siostry nie zamkną placówki);
– „różaniec sposób wykonania książka” (bierzemy koraliki i nawlekamy na nitkę, a książek na ten temat jest kilka, choćby Różaniec z granatów);
– „zakonnica głodziła kota” (bo to zła kobieta była);
– „szczotka drewniana plecami” (szczotkę śnić – „niepokój, często na podłożu seksualnym”; dalsza interpretacja po wysłaniu SMS-a za 6 zł plus VAT);
– „różaniec w sprawach beznadziejnych” (odmówić radzę przed najbliższym kontaktem z wyszukiwarką internetową).
Oprócz tego masa osób szuka na najróżniejszy sposób charakterystyk bohaterów Chłopca w pasiastej piżamie – czyżby to wątpliwe dzieło weszło do kanonu lektur szkolnych? Przyznam, że to dość przygnębiająca wizja. Pociesza mnie tylko to, że ewentualni gimnazjaliści odpisujący z mojej recenzji na pewno nie zyskają uznania nauczyciela za nazbyt krytyczny stosunek do Boyne’a, który wielkim autorem jest.
PS. Na okrasę zupełnie niezagłodzony Leninek odpoczywa po zapoznaniu się ze świeżą prasą.
[uzupełnienie z 8 maja] Ponieważ Lirael domaga się niżej niezbitych dowodów na to, że Leninek jest bezwzględnym zabójcą gryzoni, zdjęcie z poligonu:

Nagroda blogerów

Zachęcam wszystkich do zapoznania się z interesującym pomysłem – przyznawaniem Nagrody Blogerów dla książek, które naszym blogerskim zdaniem są najciekawsze i dostarczyły nam najwięcej wrażeń.
Podstawowe kwestie do przemyślenia:
– Jak przeprowadzić zbieranie nominacji?
– Jak przeprowadzić głosowanie?
– Jakie kategorie miałyby wchodzić w grę – według gatunku, kategorie wymyślone przez nas, czy jakiś miks? Dla natchnienia: http://www.ksiazkiroku.pl/
– Jaki byłby regulamin konkursu?
– Kto byłby odpowiedzialny za jego sprawne funkcjonowanie (i zgodne z regulaminem ;p)?
– Czy dla nagrodzonych książek i autorów byłoby to tylko „hasło”, czy mielibyśmy stworzyć i wysyłać im np. jakieś dyplomy okolicznościowe?
– Czy znalazłby się ktoś, kto mógłby stworzyć jakieś skromne logo konkursu?
– Jak powinna się nazywać nasza nagroda?
Wszystkie opinie i pomysły mile widziane. Zapewne najlepiej się nimi dzielić u pomysłodawczyni, ale nie pogniewam się za komentarze u mnie. Łamy swojego bloga otworzyła też Kalio.



Szykarna programa lutowa

Beznadziejnie zacofany w lekturze ma zaszczyt przedstawić
Oryginalne trupy w gorsecie na motocyklu, oprócz tego szykarna programa lutowa, m.in. człowiek-osioł, bezustanny śmiech, bezdenne krowy, które połykają wszystko, konie bez rąk, grające w szachy. Gentleman-balon, unoszący się w powietrze i tam pozostający. Początek o godz. 8. Każdy człowiek może wprowadzić kobietą, każda kobieta dziecko, każde dziecko psa, każdy pies szczeka.
Poza tym czas omówić ankietę. Głosów oddano 44 (prawdziwie mistyczna liczba), a wyniki wyglądają tak:
E. Zola „W matni” 5 (11%)
F. Herbert „Heretycy Diuny” 6 (13%)
M. Szczygieł „Gottland” 11 (25%)
J. Boyne „Chłopiec w pasiastej piżamie” 13 (29%)
J. Thorwald „Stulecie chirurgów” 9 (20%)
Nie wiem, o co tyle szumu z tym „Chłopcem”, ale zapoznam się, bo i tak muszę oddać do biblioteki. Ponieważ „Gottland” wydawał się bez szans, to przeczytałem sobie z zachwytem na boku i jak się otrząsnę z nawału pracy, to napiszę.
Ankieta marcowa z okazji Dnia Kobiet zawiera dzieła kobiece, pierwsze z brzegu, więc proszę się nie oburzać, że tak mało ambitnie podszedłem do zagadnienia.
** Cytat, tylko lekko podrasowany, oczywiście z Oparów absurdu.