Świat na pozór uładzony (Håkan Nesser, „Człowiek bez psa”)

Człowiek bez psaRodzina Hermanssonów powinna mieć naprawdę wielką szafę na wszystkie żale, pretensje, grzechy mniejsze i większe, wstydliwe sekrety, niewypowiedziane gorzkie słowa, zmarnowane lata. Od dawna wszystkie te negatywne uczucia kumulowały się i tylko czekały na pretekst, by się ujawnić i zmieść ich na pozór spokojny i uładzony świat.

Prawda przynosi oczyszczenie (Anna Kańtoch, „Łaska”)

 

Łaska
W roku 1955 grzybiarz znajduje w lesie sześcioletnią dziewczynkę. Mała Marysia zaginęła tydzień wcześniej, a ponieważ nie pamięta, co się z nią działo, cała sprawa pozostaje zagadką. Trzydzieści lat później w tej samej miejscowości zaczynają ginąć czternastoletni uczniowie. Milicja wszczyna śledztwo, jednak kolejne tropy okazują się fałszywe…

Ciocia jak wulkan gorąca (Mario Giordano, „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”)

Ciotka Poldi i sycylijskie lwyMario Giordano kupił mnie pierwszym zdaniem, które obiecywało bardzo wiele i – dodam od razu – nie były to czcze obietnice. „Moja ciotka Poldi w dniu swoich sześćdziesiątych urodzin wyprowadziła się na Sycylię, by tam elegancko zapić się na śmierć, spoglądając przy tym na morze”. Czym prędzej pospieszyłem zacieśniać znajomość z tak intrygująco przedstawioną heroiną.

W luksusach i na śmietniku (Michał Witkowski, „Fynf und cfancyś”)

Michał Witkowski

Dianka – a właściwie Milan – pochodzi ze Słowacji, ma 16 lat i jest prześliczny niczym „paź z kreskówki dla grzecznych dzieci”. Idealne warunki, by podbić Wiedeń pełen napalonych facetów. A jednak Dianka zaprzepaszcza szansę za szansą, w przeciwieństwie do Polaka Michała, hojnie obdarzonego przez naturę nie tylko tytułowym „fynf und cfancyś”, ale i życiowym sprytem. Im gorzej wiedzie się Słowakowi, tym lepiej ma się Polak. Ich drogi przecinają się w Wiedniu, Monachium, Zurychu. Pierwszego prostytucja rzuca na dno, drugiemu pozwala korzystać z życia i błyszczeć, choćby przelotnie.

Nie ma wakacji od wspomnień (Natalia Rolleczek, „Urocze wakacje”)

Natalia RolleczekPrzez całe dzieciństwo jeździliśmy z rodziną na wakacje pekaesem, ewentualnie zakładowym autokarem. Nie znam więc z autopsji podróżowania na długie dystanse maluchem wyładowanym po dach wszystkim, co mogło się przydać w drodze i u celu wędrówki. Wiadomo, że czego się nie wzięło z domu, tego się nie miało – od pompy paliwowej i krzesełek turystycznych po puszki z paprykarzem szczecińskim. W końcu na uspołeczniony handel w kurortach nie było co liczyć. W przypadku wojaży zagranicznych natomiast handel dopisywał, ale skąpy urzędowy przydział walut wykluczał rozbuchane zakupy. Chyba że w zakamarku wypchanego auta udało się ukryć jakieś dobra szczególnie pożądane przez tubylców…

Klaudyna tęskni (Colette, „Klaudyna powraca”)

Klaudyna powracaChyba samo wydawnictwo powątpiewało w walory ostatniego tomu opowieści o Klaudynie, skoro odmówiło mu tak atrakcyjnej szaty graficznej, jaka wyróżniała poprzednie części. Szkoda, bo mimo iż to zdecydowanie najsłabsza z opowieści o Klaudynie, to doprawdy nie musi wyglądać na półce jak Kopciuszek obok strojniejszych sióstr.

„Po prostu zaczyna się pisać opowiadanie” (Tove Jansson, „Podróż z małym bagażem”)

Podróż z małym bagażemGdyby nie Muminek na okładce, przed dwudziestu z górą laty pewnie nie zwróciłbym uwagi na tę książeczkę. Zginęłaby w masie wyprzedażowego papieru, która zalegała warszawskie Koszyki. Ten Muminek zresztą po części ustawił moje ówczesne oczekiwania wobec zbioru opowiadań Tove Jansson. Bo chociaż dla dorosłych, to może jednak gdzieś z jakiegoś kącika wyjrzy ten czy inny troll, może powieje wiatrem znad Doliny Muminków, a nie tylko znad zimnego Bałtyku. Nic z tego, uznałem wówczas. O tym, że się myliłem, przekonałem się kilka dni temu, nad Bałtykiem zresztą.