Miasteczko rozkoszne (Jan Drda, „Miasteczko na dłoni”)

W małym miasteczku Rukapań w przeddzień pierwszej wojny światowej burmistrz Franciszek Buzek spotyka anioły, kłusownik Maciej Rzezacz próbuje wymknąć się z pułapek zastawianych przez gajowych i swego największego wroga radcę Zimmerheiera, a syn najbogatszego gospodarza we wsi, Wacław Trantyniec, niespodziewanie zakochuje się w biednej Ance od Karasów. Ot, takie zwyczajne historie, można by rzec. Jednak w książce Jana Drdy zwyczajność pełna jest niezwykłości.

Literaci w drewnie ciosani

Kilka lat temu z gronem współpracowników wywieziono mnie na kursokonferencję czy inną naradę produkcyjną do Łochowa. Przerwy w obradach spędzaliśmy w pałacowym parku, którego sporą część zajmuje staw. Na stawie zaś jest wyspa z czymś, co z daleka przypomina megalityczny krąg, a z bliska okazuje się być zespołem drewnianych figur. Powstały one w 2014 roku podczas jednego z odbywających się tu plenerów. W tamtym roku rzeźbiarze mieli za zadanie stworzyć podobizny pisarzy i poetów związanych z Podlasiem. Umieszczone później na Wyspie Pisarzy i Poetów rzeźby stanowią atrakcję nie tylko dla moli książkowych.

Kobieta na skraju (Sarah Moss, „Nocne czuwanie”)

Nocne czuwanieMarzyliście kiedyś o wyprowadzce na bezludną wyspę, by odciąć się od wszystkiego i zaznać nieco spokoju? Przemyślcie to jeszcze raz, bo niekoniecznie okaże się, że to dobry pomysł. Nawet gdy wyspa jest waszą własnością, nie leży daleko od cywilizacji i możecie zabrać na nią swoich najbliższych – a może zwłaszcza wtedy.

Rodzina od kuchni (Anya von Bremzen, „Szarlotka Lenina”)

Szarlotka LeninaNie dane mi było nigdy (może na szczęście) popróbować kuchni radzieckiej. Wystarczy, że szkolna wycieczka do Wilna na początku lat dziewięćdziesiątych dostarczyła pod tym względem wrażeń mocno wstrząsających: w eleganckim hotelu karmiono nas gliniastym razowcem, do którego za jedyny dodatek służył pełen chrząstek salceson. Pojęcia nie mam, co dostawaliśmy na obiad, ale wszyscy potem dojadaliśmy na mieście, a hitem był bar mleczny, w którym na zapleczu stała maszyna do smażenia naleśników zaopatrzona w taśmociąg!

Grunt to babcia… (J.D. Vance, „Elegia dla bidoków”)

Elegia dla bidoków

Doprawdy źle jest ze Stanami Zjednoczonymi, skoro najważniejszą książką o nich jest jakoby autobiografia J.D. Vance’a, nijakiego faceta, którego  największym życiowym szczęściem było pokrewieństwo z kobietą, która przelała na niego swoje marzenia i ambicje. Niezłomna babcia za punkt honoru obrała sobie wykierowanie wnuka na ludzi i dokonała tego. Bez swojej Mamaw J.D. skończyłby jak inni jego rówieśnicy: jako bezrobotny z popsutymi zębami, być może uzależniony od alkoholu czy narkotyków, może nawet przestępca, a nie absolwent prawa na Yale.