Dynia i pępek węża (Ewa Lach, „Pępek węża”)

pepek weza

Posiadanie matki chrzestnej ma swoje dobre strony, bywają jednak momenty, kiedy matka chrzestna (model a la Terry Pratchett) nadlatuje z różdżką i grożąc zamianą w dynię, domaga się w trybie natychmiastowym czegoś do poczytania. Co prawda Cucurbita L. to roślinka sympatyczna, ale nie podejrzewam jej o bogate życie wewnętrzne, o braku rączek do trzymania książki nie wspominając, więc po wykonaniu dziennej normy pracy zawodowej musiałem napisać choć kilka zdań.

Czytaj dalejDynia i pępek węża (Ewa Lach, „Pępek węża”)

Zioła prowansalskie (Marcel Pagnol, „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki”)

Chwała mojego ojca

Energia, jaką poświęcam na to, żeby nie czytać bestsellerów, z pewnością jest godna lepszej sprawy. Z rzadka się nadłamuję, bo a nuż miliony nie mogą się mylić i umknie mi, nie powiem, że Dzieło, ale może przynajmniej sympatyczne czytadło. Najłatwiej nadłamać mnie drukując na okładce, w recenzjach i omówieniach, że książka jest ciepła i pełna humoru. Na zabawne to jestem Wenclów pies. Jakiś czas temu dałem więc szansę powieści z nurtu prowansalskiego, z tych co to Amerykanin w średnim wieku zaczyna poszukiwać sensu i osiada na malowniczym, przepraszam za słowo, zadupiu, najlepiej francuskim, bo to dla takiego i egzotyka, i zarazem niezbyt daleko od cywilizacji. Ot, kilka godzin lotu przez ocean.

Czytaj dalejZioła prowansalskie (Marcel Pagnol, „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki”)

Ile siły daje atomowy stos

Uświadomiono mi właśnie, że jako posiadacz tego słitaśnego blogaska wszedłem do „blogosfery książkowej”. O materio! Gdybym wiedział, nie zdecydowałbym się na taki poważny krok. Ale jak już się powiedziało a, trzeba powiedzieć be. Próbując poznać blogosferyczne obyczaje, przejrzałem kilka wybranych linków znalezionych na zaprzyjaźnionym blogu. Dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy: wszyscy na potęgę … Czytaj dalejIle siły daje atomowy stos

Ufać sile swych komentarzy

Obiecałem w komentarzu pod poprzednią notatką zamieścić cytat z informacją, która mogłaby być dla amerykańskiego edytora dzieł Twaina drogowskazem, jak postępować z nieprawomyślnymi tekstami. Pamięć mnie nieco zawiodła i cytat brzmi troszkę inaczej, niż mi się wydawało, ale mimo to można z niego zaczerpnąć inspirację: Snułem się po Nowym Świecie i patrzyłem w wystawy księgarń. … Czytaj dalejUfać sile swych komentarzy

Podwójny brezent uszczelniony towotem

Gdyby nie to, że w Polsce ze świętem Trzech Króli nie wiążą się żadne figlarne obrzędy i tradycje, uznałbym, że ktoś robi mnie w gigantycznego balona. Przeczytałem bowiem taką notatkę prasową (pisownię zostawiłem oryginalną, zastrzegam na wszelki wypadek): Dla jednych są to zmiany godne XXI wieku. Dla innych – poprawianie pracy mistrza na rzecz politycznej … Czytaj dalejPodwójny brezent uszczelniony towotem

Jak to z Muminkami było (Tove Jansson, „Małe trolle i duża powódź”)

Małe trolle i duża powódź

Starsze Dziecię miało ostatnio dzień dobroci dla tatusia i łaskawie przyjęło sugestię, by wznowić wieczorne czytanie Muminków w wersji pełnej. Lekko tylko drżący głosik zastrzegł, że nie ma być żadnych Buk i Hatifnatów i zażądał inkryminowanych tomów do kontroli. Dokładny ogląd wykazał, że Buka widnieje na jednej ilustracji, Hatifnatów jest więcej, ale oni jakoś uznani zostali za mniej groźnych. Zapewniłem na wszelki wypadek, że fragmenty z Buką i Hatifnatami ominę szerokim łukiem i domagałem się wskazania od czego zaczniemy. Do wyboru była okładka żółta, różowa i niebieska. Tomiki oprawione introligatorsko w zgrzebne płótno w grę nie wchodziły.

Czytaj dalejJak to z Muminkami było (Tove Jansson, „Małe trolle i duża powódź”)