Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Człowiek z innej planety (Marta Tomczyk-Maryon, „Wyspiański”)

Posted on 23 stycznia 201115 grudnia 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Wyspiański

 

Tak, wiem aż za dobrze. Wyspiański. Chała, nudy i dłużyzny, na dodatek wierszem. Chochoły mu tańcują i w zasięgu wzroku ani jednego wampira. To nie są lektury na dzisiejsze czasy. A jednak spróbuję powalczyć, gdyż jest okazja, nawet niezbyt przeterminowana. W 2009 roku PIW wydał bowiem biografię Wyspiańskiego autorstwa Marty Tomczyk-Maryon.

Autorka zaczyna książkę od wystawienia swemu bohaterowi pomnika,

wysławiając Wyspiańskiego jako najwszechstronniejszego z polskich artystów, geniusza, który „przewidywał nowe prądy i wytyczał kierunki w sztuce”, podkreślając jego europejskość, ale i silne zakorzenienie w polskości, głęboką znajomość „skomplikowanej polskiej psychiki, trudnego patriotyzmu, wszystkich wzniosłości i upadków”. Trudno się z tym nie zgodzić, nawet jeśli ma się o Wyspiańskim jedynie rozproszoną wiedzę z podręczników szkolnych. „Stanisław Wyspiański – kończy Tomczyk-Maryon swoją przedmowę – to rzadki klejnot, którym powinniśmy się szczycić”. To też bez wątpienia prawda, ale mnie osobiście rażą tego rodzaju stwierdzenia w biografiach, sugerują bowiem, że ich autorzy stworzyli raczej hagiografię niż rzetelną opowieść o życiu i twórczości wybranej postaci. Na szczęście w tym wypadku to pierwsze wrażenie okazuje się mylne i szybko idzie w niepamięć.

Mamy bowiem do czynienia z niezwykle udaną próbą przedstawienia niełatwego, choć niedługiego życia Wyspiańskiego i wielości jego zainteresowań artystycznych:

„wielki malarz, wielki designer, wielki grafik, wielki dramaturg, wielki inscenizator, wielki reformator teatru, wielki wizjoner”.

I to wszystko w ciągu zaledwie 38 lat. Autorka zdołała zachować proporcje w opisie biografii i twórczości, oparła się pokusie obfitego cytowania wspomnień, listów, wierszy, dobierając fragmenty najcelniejsze, najlepiej komentujące opisywane wydarzenia. Styl jest naturalny, bez pustosłowia. Wyspiański nie jest traktowany jak brązowy pomnik, to żywy człowiek ze wszystkimi wątpliwościami, chwilami załamania czy zwątpienia. Staje się przez to bliższy, bardziej zrozumiały. Widać, że Tomczyk-Maryon narzuciła sobie dyscyplinę pisania: zamknęła swą opowieść na nieco ponad 250 stronach. Przyznam, że po zakończeniu czytania poczułem niedosyt i chęć zgłębienia biografii Wyspiańskiego, a rzadko mam tego rodzaju odczucia. Zbyt często książki biograficzne są tak przeładowane szczegółami, zwykle drugorzędnymi, że odkładam je z ulgą i całkowitym zamętem w głowie. W natłoku detali ginie bohater, z trudem mogę wskazać najważniejsze jego cechy, zasadnicze wydarzenia z jego życia. Tym większe uznanie należy się autorce za stworzenie tak klarownego portretu. Książkę uzupełniają zamieszczone w tekście czarno-białe fotografie Wyspiańskiego, jego rodziny i przyjaciół, wybranych dzieł. Kolorami pysznią się trzy barwne wkładki ilustracyjne.

Na zakończenie nie odmówię sobie przytoczenia mojej ulubionej anegdoty.

Geniusz geniuszem,

ale nie wszystko zawsze się Wyspiańskiemu udawało, przynajmniej z punktu widzenia zwykłych śmiertelników. Zaprojektował bowiem wyposażenie mieszkania młodemu małżeństwu Żeleńskich. Młoda para przebywała w podróży ślubnej, meblowaniem zajęła się teściowa pana młodego, wielbicielka Wyspiańskiego. Efekty były imponujące, ale… Oddajmy głos Boyowi:
Stoliki nocne były na przykład tak olbrzymie, że blat ich sięgał do piersi człowieka; zarazem sprzeciwiały się całkowicie celom użytkowym: ani spojrzeć na zegarek, ani wypić herbatę w łóżku, nic! Olbrzymie fotele w sypialni miały siedzenie o jakieś 10 cm wyższe od normalnych, stolik zaś […] był tak niski, że o kant uderzało się kolanami […]. Bardzo ciężkie, a szalenie niewygodne krzesełka były istnym narzędziem tortur […]. W całym urządzeniu nie było ani jednego mebla, na którym by można spocząć, na każdym trzeba by trwać sztywno wyprostowany. […] W końcu ogarniała nas rozpacz; dojrzewało postanowienie, aby oddać te meble do muzeum, a kupić sobie bodaj ogrodowe, trzcinowe krzesełka i nareszcie – usiąść!

Ostatecznie państwo Żeleńscy pozbyli się mebli przy okazji przeprowadzki, do innego wnętrza po prostu by nie pasowały, a i pewnie chęć wyciągnięcia się w miękkim fotelu wreszcie wygrała z poczuciem, że na co dzień obcuje się z dziełem geniusza. Geniusza, który nie miał zamiaru podporządkować się tak trywialnej zasadzie jak wygoda użytkownika.

** Cytat i tytuł notki pochodzą z Ludzi żywych Tadeusza Boya-Żeleńskiego, szczerze polecam.
 Marta Tomczyk-Maryon, Wyspiański, Państwowy Instytut Wydawniczy 2009.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

18 thoughts on “Człowiek z innej planety (Marta Tomczyk-Maryon, „Wyspiański”)”

  1. ksiazkowo pisze:
    23 stycznia 2011 o 21:30

    No i co, jak mam Ci nie maślić, co? Świetnie napisane i gdyby nie to, że o Wyspiańskim wiem generalnie tyle, że istniał i tworzył, to pewnie zaraz bym próbowała zdobyć to dziełko :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 stycznia 2011 o 21:34

    A po co ja niby to pisałem? Żeby upowszechnić wieszcza w narodzie. Sam sobie jakąś powtórkę zrobię.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. ksiazkowo pisze:
    23 stycznia 2011 o 22:40

    Hm… Tylko do tej pory niezbyt mnie w jego „rejony” ciągnęło :S Co polecałbyś najbardziej dla osoby niezbyt pozytywnie nastawionej i mało znającej?

    Swoją drogą ciekawe skąd mi się wzięło to delikatne uprzedzenie, nie przypominam sobie jakiejś męki z Wyspiańskim związanej…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 stycznia 2011 o 22:44

    Mam Ci dzieła wieszcza polecać? Nie będę tu zgrywał eksperta, bo znam „Wesele” (a jak dzięki lekturze Boya pozna się kulisy, to lektura robi się jeszcze przyjemniejsza) i „Hamleta”. Sam bym chętnie poczytał listy, faza epistolograficzna mnie dopadła jakiś czas temu:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. ksiazkowo pisze:
    24 stycznia 2011 o 08:34

    No właśnie, ja też „Wesele” znam i wiem, że wtedy (patrz: kiedy miałam do czynienia z tym utworem, czyli w liceum) mi się nie podobało, ale były to czasy, kiedy niezbyt mnie interesowały te wszystkie powiązania, metafory itd. Ale chyba wolałabym sprawdzić moje wrażenia z innych utworów, a ewentualnie potem wrócic do „Wesela”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 stycznia 2011 o 08:36

    Te powiązania w „Weselu”, szczególnie towarzyskie, to był niezły skandal. Chyba przypomnę sobie, co Boy o tym pisał i wrzucę jakieś smaczki na zachętę. Inne dramaty spoczywają w pudle, trzeba je odgrzebać i może wtedy coś polecę.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. agawa79 pisze:
    24 stycznia 2011 o 12:53

    Jaka chała, jakie nudy, jakie dłużyzny, toż to pasjonująca postać! :) Wyspiański jest stale obecny w mojej chałupie, a to się o nim rozmawia, a to się go cytuje, a to wiesza na ścianie portret Zosi Żeleńskiej naszkicowany przez niego w Tenczynku (no dobra, nie jest to ten sam portret, a jedynie kopia, ale cóż począć, skoro oryginał zaginął), a to tęskni za jego witrażami oglądanymi podczas każdej wizyty w Krakowie… :)

    Ależ to musiała być mocna osobowość, skoro bał się go sam Żeleński. :) Biografię Wyspiańskiego oczywiście przeczytam.

    Pozdrawiam!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 stycznia 2011 o 12:59

    I tak Ci nic a nic nie przeszkadza, że nigdzie o żadnym wampirze nie napisał? Że w życiu żadnej cytryny w Andaluzji nie przejechał?:)
    A Żeleński się go bał, bo młody był i nieśmiały:)
    PS. Jak ja Cię doskonale rozumiem w kwestii pisania o przeprowadzce na europejskie odludzie:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. agawa79 pisze:
    24 stycznia 2011 o 13:24

    :D
    No dobra, niech będzie, brak motywów wampirycznych w pisarskiej i malarskiej twórczości Wyspiańskiego troszeńkę źle o nim świadczy, ale za to bliskie były mu tematy wiejskie, a stąd już tylko krok do cytryn! ;)
    A Żeleński miał pod trzydziestkę, jak z tymi meblami teges, nie był aż tak młody, no. ;)
    PS Ty też nieźle piszesz. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 stycznia 2011 o 13:28

    No tośmy sobie sawuarwiwr i bątą, a ja sprawdzę, swoją drogą, czemu on się go tak bał, ten Żeleński:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Lirael pisze:
    24 stycznia 2011 o 14:44

    Wampirów brak, ale za to upiór w „Weselu” był. Ta sama branża. :)
    Recenzję przeczytałam z dużą przyjemnością. „Rzadki klejnot” we wstępie też mnie zaniepokoił. Cieszę się, że potem było już bez koturnów.
    Zdziwiły mnie skąpe rozmiary tej biografii. Spodziewałabym się raczej opasłego tomiszcza.
    Książka zdecydowanie do przeczytania. Postaram się zdobyć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 stycznia 2011 o 18:23

    Ona wcale nie jest skąpa, ta biografia, po prostu treściwa, bo autorka nie siliła się na dęcie w trąby. Czy raczej na bicie w bęben:P (A pusty bęben najgłośniej dudni):)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Lirael pisze:
    25 stycznia 2011 o 04:48

    Chodziło mi wyłącznie o liczbę stron. Biografie z tej serii są zwykle opasłe. Z drugiej jednak strony życie Wyspiańskiego, niestety, nie trwało zbyt długo.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. Basia pisze:
    29 stycznia 2014 o 09:59

    „Te powiązania w „Weselu”, szczególnie towarzyskie, to był niezły skandal. Chyba przypomnę sobie, co Boy o tym pisał i wrzucę jakieś smaczki na zachętę.” – czy to się gdzieś pojawiło w końcu?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 stycznia 2014 o 12:52

      Nic się nie pojawiło, bo od tamtej pory nie zdążyłem sobie powtórzyć „Wesela”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  15. Robert pisze:
    2 października 2017 o 08:14

    Czytałem biografię Stanisława Wyspiańskiego Tomczyk -Maryon. Książka słaba, nudna, są inne biografie, ale niestety niewiele lepsze. Mimo to warto znać z uwagi na umieszczone tam fakty. Wyzwanie pisarskie pozostaje.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 października 2017 o 08:18

      Mimo upływu lat nie sądzę, żeby to była szczególnie nudna książka. Niedawno kolejna autorka zmierzyła się z Wyspiańskim, nie wiem jeszcze, z jakim skutkiem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  16. Pingback: Wakacyjny bazar z różnościami – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d