Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Jak to z Muminkami było (Tove Jansson, „Małe trolle i duża powódź”)

Posted on 6 stycznia 201111 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Małe trolle i duża powódź

Starsze Dziecię miało ostatnio dzień dobroci dla tatusia i łaskawie przyjęło sugestię, by wznowić wieczorne czytanie Muminków w wersji pełnej. Lekko tylko drżący głosik zastrzegł, że nie ma być żadnych Buk i Hatifnatów i zażądał inkryminowanych tomów do kontroli. Dokładny ogląd wykazał, że Buka widnieje na jednej ilustracji, Hatifnatów jest więcej, ale oni jakoś uznani zostali za mniej groźnych. Zapewniłem na wszelki wypadek, że fragmenty z Buką i Hatifnatami ominę szerokim łukiem i domagałem się wskazania od czego zaczniemy. Do wyboru była okładka żółta, różowa i niebieska. Tomiki oprawione introligatorsko w zgrzebne płótno w grę nie wchodziły.

Padło na różowe (bo różowe rządzi), czyli „Małe trolle i dużą powódź”. Sam czytałem tę książeczkę raz, wrażenia mi pozostały dość letnie i nie miałem nic przeciwko powtórce.

To pierwsza historia, w której pojawił się Muminek i jego Mama,

Tatuś jako porzucający rodzinę wielbiciel przygód i mały zwierzaczek kropka w kropkę przypominający przyszłego Ryjka. Wszystko w tym opowiadaniu jest jeszcze szkicem, zapowiedzią przyszłego rozwoju. Zaczyna się w stylu, do którego przywykliśmy:
Musiało być już późne popołudnie, gdzieś pod koniec sierpnia, kiedy Muminek i jego Mama weszli w samo serce wielkiego lasu. Było całkiem cicho i tak ciemno między drzewami jak po zapadnięciu zmroku. Tu i ówdzie rosły olbrzymie kwiaty świecące własnym światłem niczym migotliwe lampy, a głęboko wśród cieni poruszały się małe bladozielone punkciki.

Dalej jednak autorka jeszcze nie umie (a może nie chce, jak wynikałoby z jej wstępu) oderwać się od elementów konwencjonalnej baśni, wprowadzając bohaterów zupełnie niepasujących do historyjki o trollach: jakąś kwiatową wróżkę w typie Calineczki, Starego Pana z ogrodem stworzonym ze słodyczy (anty-Baba Jaga to miała być?), Marabuta w okularach. Nawet rysunki są jeszcze niepewne, Muminkom brakuje charakterystycznych krągłości, a Mamę Muminka chyba tylko po torebce poznać można w okładkowej jędzy z trąbą słonia, wrzeszczącej na stadko przysadzistych Hatifnatów.

Jak na niewiele ponad pięćdziesiąt stron rzadkiego tekstu dzieje się zdecydowanie za dużo i nieco za szybko, szczególnie dla przyzwyczajonych do dużo wolniejszego rytmu innych książek o Muminkach. Nie napiszę więc, że zdecydowanie polecam. Ale przeczytać warto, żeby dowiedzieć się, jak to z tymi Muminkami było.

Tove Jansson, Małe trolle i duża powódź, tłum. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia 1997.

 

9 thoughts on “Jak to z Muminkami było (Tove Jansson, „Małe trolle i duża powódź”)”

  1. ysabellbooks pisze:
    6 stycznia 2011 o 21:01

    „Małych trolli…” nie czytałam jeszcze, a mam ochotę. Nie jakąś wielką, ze względów opisanych w recenzji, ale zawsze. Właśnie po to, żeby się przekonać jak to się wszystko zaczęło. :)

    Odpowiedz
  2. Sempeanka pisze:
    11 kwietnia 2011 o 19:22

    ha ha ha :) też czytałam z Młodym „Małe Trolle…” raczej z ciekawości niż z przekonania. Niestety mimo, że uparcie przeczytałam mu do poduszki wszystko jak leci, Młody nie chwycił haczyka i mimo moich zachęt do cozimowego czytania „Zimy Muminków” nie daje się przekonać. Trudno – jego strata…
    Co do Buki, to boi się jej bardziej niż Lorda Voldemorta :)) Zastanawiam się czy ja się w ogóle bałam Buki jak byłam dzieciakiem…? Nie pamiętam… Muminkami, choć czytałam je duuuużo wcześniej, zachwyciłam się – o dziwo – dopiero w okresie studiów. Od tamtej pory ciągle odnajduję w tych książkach coś nowego.

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    11 kwietnia 2011 o 19:27

    Ten strach przed Buką to chyba efekt tych koszmarnych koreańskich animacji o Muminkach. Ja tam w dzieciństwie uważałem Bukę za przyjemną odmianę w tej całej sielankowości, za to bałem się komety i w ogóle cały tomik o komecie uważałem za taki bardziej horrorowaty:)

    Odpowiedz
  4. Sempeanka pisze:
    11 kwietnia 2011 o 19:51

    a wiesz, że mnie też przerażała bardziej ta kometa :) Buka to taka bardziej nieszczęśliwa była… koreańskie animki – fuuuu, darło się to to głównie i straszyło tam gdzie nie trzeba było :)

    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    11 kwietnia 2011 o 19:57

    No właśnie, właśnie. A potem dzieci spać nie mogą i cenzurują obrazki w książce:P Myślałem, że nienormalny jestem z tym, że mi żal Buki, a tu proszę. Jakiś fanklub albo grupę wsparcia by trzeba założyć.

    Odpowiedz
  6. AgaGaga pisze:
    8 stycznia 2020 o 13:12

    Ja wykonałam benedyktyńską pracę (która na tej stronie nikogo nie zaszokuje, neistety) i kilka lat temu przeczytałam dziecku całe „Muminki”, całą „Mary Poppins” (w tym uczestniczył też tatuś dziecka), całego Smoka Wawelskiego z Gąbką i dużo takich „nieseryjnych” książek (więc nie ma się co chwalić objętością). Ale fajne to było (bo dziecko łykało to, co mamusia wybrała, a nie wg własnego uznania – wtedy jeszcze nie bardzo dysponowało swoim własnym uznaniem).
    Dobra, polansowałam się, jaka to jestem wzorcowa mamuśka,a teraz podzielę się moją refleksją a propos Muminków.
    Chyba to była „Zima Muminków”.
    Dziecko leżało w pościeli, a ja zdzierałam gardło. Mamy takie wydanie tych powieści (może ktoś kojarzy, tom zielony i tom pomarańczowy, grube takie, stosunkowo nowe wydania), w którym zdarzają się obrazki (ale bez przesady, jednak dominuje tekst), a tekst jest normalnym drukiem (nie jakies wielkie bukwy dla dzieci) i w gęstych odstępach (haha, o ile odstęp może być gęsty).
    W tym przydługim wstępie zmierzam do tego, że było co czytać, bo leciałam po jednym rozdziale, a każdy miał z 10-12 stron. Tym standardowym gestym drukiem, z małymi odstępami i bez nawału obrazków.
    Czytam. A tam leciało tak: Muminek spał, obudził się, bo coś zatrzeszczało, więc popatrzył przez okno, wiatr wiał, gałęzie się ruszały, drzewa były łyse, Muminek pomyślał o Włoczykiju, powzdychał i poszedł spać.
    Mała Mi spała, obudziła się, bo coś skrzypęło, popatrzyła przez okno, a tam śnieg, błyszczało, pusto było…
    Potem chyba się obudził Ryjek, bo mu się coś przyśniło, popatrzył przez okno, a tam gałęzie ośnieżone, cicho, biało…
    I tak, kurka blada, cały rozdział o tym, że spali, budzili się, myśleli, co u kogo słychać (głównie u tej powsinogi Włóczykija, bo reszta kimała za ścianą), zachwycali się śniegiem albo cieszyli się, że wiatr na nich nie wieje, czekali na wiosnę i znowu bęc w kimono.
    Wcale mnie to nie denerwowało, nic a nic. A musicie przyznać, że to jest naprawde o NICZYM). Raczej zapałałam podziwem do autorki, że umie na tylu stronach pisać o niczym i to się da czytać.
    A dziecko słuchało i nie pisnęło słówka, że nudne. Ja też nie pisnełam słówka, bo nie było nudne wcale a wcale :-)
    Rewelacja, co?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      9 stycznia 2020 o 17:26

      Piękna opowieść. I faktycznie mało kto tak pięknie pisze o niczym. Gdybyś miała okazję poczytać książki Jansson dla dorosłych, to wrażenie to się umocni. Chociaż nigdzie nie wychodziło jej to tak pięknie jak w Muminkach :)

      Odpowiedz
  7. AgaGaga pisze:
    10 stycznia 2020 o 09:21

    Poczytam te dla dorosłych. Dziękuję za wskazówkę, bo Jansson tak kojarzę z Muminkami, że nawet mi przez myśl nie przeszło, że można złapać do czytania coś innego jej autorstwa :-)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 stycznia 2020 o 11:26

      Nawet całkiem sporo się ostatnio ukazało tych jej dorosłych książek, o dwóch mam wpisy nawet.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT