Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Los człowieka radzieckiego

Posted on 19 stycznia 20113 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
 

Literatura radziecka dawno już straciła miejsce w spisie lektur szkolnych i w sercach czytelników (o ile kiedykolwiek je miała). Gorkiego, Erenburga, Simonowa czy Szołochowa nikt nie czyta. A przecież ten ostatni uznawany był za jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, co potwierdziła przyznana mu literacka Nagroda Nobla. Ciągnęła się też jednak za nim opinia ulubieńca Stalina, raziły ostre wystąpienia przeciwko Borysowi Pasternakowi i innym literatom. Wreszcie pojawiło się oskarżenie o plagiat: Szołochow miał zagarnąć rękopisy zamordowanego przez bolszewików w 1920 roku kozackiego pisarza Fiodora Kriukowa i publikować je jako swoje. „Los człowieka” też ponoć jest oparty na tekstach Kriukowa.

Bohater książki, Andriej Sokołow, wkrótce po zakończeniu wojny, opowiada o swym życiu przygodnie poznanemu człowiekowi. Zdobył zawód, poznał dziewczynę, ożenił się i ustatkował. Na świat przyszły dzieci. Niestety wybucha wojna, Andrzej zostaje powołany do wojska. Walczy na froncie, trafia do niewoli. Przechodzi przez piekło obozów jenieckich, aż wreszcie pod koniec wojny udaje mu się uciec i wrócić do swoich. Dowiaduje się, że żona i córki zginęły w bombardowaniu, a syn dosłużył się stopnia kapitana. Sokołowa jednak los ponownie boleśnie doświadczy: jego syna snajper zabija ostatniego dnia wojny. Załamany Andriej próbuje jakoś odnaleźć się w powojennym świecie, nie ma jednak potrzeby, by gdzieś osiąść na stałe, rozpocząć nowe życie aż do chwili, gdy weźmie pod opiekę osieroconego chłopca.
Historia Sokołowa powinna chwytać za serce, budzić oburzenie na hitlerowskich oprawców i dumę z nieugiętej postawy głównego bohatera, który nie poddaje się przeciwnościom losu. Powinna, ale nie chwyciła. Chyba przede wszystkim dlatego, że Sokołow nie reprezentuje, moim zdaniem, człowieczeństwa jako takiego. On ma ucieleśniać człowieka radzieckiego: takiego, który w imię komunizmu świecić będzie przykładem i zniesie wszystko, byle nie przynieść wstydu swej ojczyźnie. Nawet z żoną się nie będzie kłócić, bo po awanturze wydajność pracy spada, a co dopiero mówić o postawie na froncie: na ochotnika amunicję na pierwszą linię powiezie i kapusia własnymi rękami zadusi, byleby tylko nie doniósł Niemcom, który z jeńców to oficer. Słabo wypadają partie poświęcone katuszom, jakie znosić musieli czerwonoarmiści w niewoli; czytamy o biciu, głodzeniu, ogromnej śmiertelności, ale to wszystko jest mało konkretne, ledwo zarysowane. Wiemy doskonale, jak Niemcy traktowali radzieckich jeńców, jak celowo dążyli do ich eksterminacji, więc Szołochow mógł epatować dowolnie naturalistycznymi opisami. Nie zrobił tego; czy nie pasowało mu to do charakteru opowieści Sokołowa, czy też może bał się wniknąć głębiej w tę kwestię, żeby radzieckiemu czytelnikowi nie nasunęły się porównania z własnym krajem? Tu przynajmniej nie musiał fałszować rzeczywistości, do czego posunął się później. Po udanej ucieczce Sokołow trafia na swoich, przekazuje im jeńca, którego ze sobą zabrał, i zbiera gratulacje za swój czyn. W szpitalu wraca do sił, a potem z bronią w ręku rusza na Berlin. Faktycznie jednak raczej wziąłby go w obroty kontrwywiad, a zamiast szpitala i dalszej walki czekałby na niego obóz, tym razem na ojczystej ziemi. Tego już jednak Szołochow napisać nie mógł. Musiał natomiast przekazać morał płynący z historii Sokołowa, obowiązkowo podnoszący na duchu. Narrator, patrząc na odchodzącego weterana z małym chłopcem, zastanawia się:
Dwaj osieroceni ludzie, dwa ziarenka piasku ciśnięte w obce strony przez huragan wojenny o niebywałej mocy… Co ich czeka w przyszłości? Chciałbym wierzyć, że ten Rosjanin, człowiek nieugiętej woli, wytrwa, że przy jego ramieniu wyrośnie tamten, który gdy dojrzeje, potrafi wszystko znieść, wszystko pokonać na swej drodze, jeśli go wezwie ojczyzna.
I nie powinniśmy wątpić, że tak właśnie się stało. Ja, niestety, nie mogę opędzić się od wątpliwości: zarówno tych dotyczących dalszych losów bohaterów, jak i tych dotyczących wartości literackich opowiadania Szołochowa.
Michaił Szołochow, Los człowieka, tłum. Irena Lewandowska, Książka i Wiedza 1987 (wydanie siedemnaste!)
 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

21 thoughts on “Los człowieka radzieckiego”

  1. ksiazkowo pisze:
    19 stycznia 2011 o 07:44

    Już kilka razy zastanawiałam się, czy powinnam sięgnąć po książkę tego autora. Dzięki Twoim słowom już wiem, że nie sięgnę ;) A z autorów wywodzących się z tamtych stron, to ja wolę klasyków, szczególnie XIX wieku :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    19 stycznia 2011 o 07:46

    A ja jednak spróbuję się jeszcze zmierzyć z „Cichym Donem”, może większe formy lepiej Szołochowowi wychodziły.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Iza pisze:
    19 stycznia 2011 o 08:36

    Rzeczywiście, ciekawe, że Szołochow nie poszalał bardziej w opisach niemieckiego obozu jenieckiego. Może rzeczywiście cenzura mu to wycięła lub autocenzura zadziałała.
    Nie jestem pewna, czy to czytałąm (jeśli już to jakieś pentyliony lat temu), natomiast na pewno zaliczyłam „Opowieść o prawdziwym człowieku” Polewoja. Ciekawa jestem, czy czytając to teraz, zauważyłąbym te same przekłamania co Ty u Szołochowa…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    19 stycznia 2011 o 08:43

    Skłaniam się chyba do opinii, że drastyczniejsze opisanie traktowania jeńców kłóciłoby się ze stylem opowieści Sokołowa, który jest raczej dość lakoniczny. Pewnie i tak czytelnicy znali szczegóły, bo wykorzystywano je szeroko w propagandzie. „Opowieść o prawdziwym człowieku” też czytałem, tam przynajmniej fabuła była taka bardziej przygodowa, a już scena z jeżem – mistrzostwo świata.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Boo pisze:
    19 stycznia 2011 o 16:41

    czytałam, podobała mi się umiarkowanie, ale generalnie nie żałuję spędzonego na niej czasu. :)
    pzdr

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. maioofka pisze:
    19 stycznia 2011 o 17:20

    U moich rodziców do dziś na półkach stoją oprawne w „ekskluzywny” kolorowy skaj powieści radzieckich i rosyjskich tuzów literatury – tylko one były dostępne, więc i kupowane :) Miałam okazję czytać Gorkiego i Szołochowa w tych „wyjątkowych” wydaniach, bez przymusu szkolnego już, ze zwykłej ciekawości. Niestety, ale poległam na „Cichym Donie”, i to na czwartym tomie! Ostatnim chyba? O ile warstwa obyczajowa i historyczna była strawna, to wojenne manewry, nazwy oddziałów i wszystko co z tym związane jest ponad moje siły (podobnie miałam z „Wojną i pokojem” – również w niezapomnianej serii skajowej).
    Nie dotarłam jednak nigdy do informacji o samym autorze i domniemanych plagiatach. Ciekawa sprawa. I całkiem prawdopodobna biorąc pod uwagę miejsce i czasy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    19 stycznia 2011 o 20:04

    Moja „Wojna i pokój”, w wersji – a jakże – skajowej, stoi nieruszana, utknąłem po pierwszym tomie, ale kiedyś się wezmę:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. bookfa pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:02

    Ja bardzo przepraszam, ze ledwie sie pojawilam to zaraz narobilam zamieszania. Mimo uwaznego przyjrzenia sie, wg wskazowek u Izy, na koncu wpisu nie zauwazylam tytulu, tylko autora. Poza tym mam dziwny zwyczaj czytania wpisow od poczatku i dlatego po prostu domyslilam sie jednego i drugiego w trakcie czytania. I naprawde ta „zagadka” bardzo mnie ucieszyla (czasem ciesza mnie nietypowe rzeczy). Ustawienia zmienione, wiec od tej pory nie bede sie komunikowac z Twoim blogiem za posrednictwem izowego;D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:07

    Ależ jakiego zamieszania? Wszystkie konstruktywne uwagi przyjmuję chętnie i liczę na kolejne, i o blogu, i o książkach:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. bookfa pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:08

    O!!! I cenzura wpisow jest;D Pozdrawiam wiec cenzuralnie ;D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:15

    O??? Cenzura? Znowu o czymś nie wiem? Chyba że chodzi Ci o to, że muszę każdy komentarz przyklepać osobiście – bo cenzurować się nie da, ewentualnie całość do kosza:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. bookfa pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:20

    Tak, o to „przyklepanie” chodzilo ;)W ogole zostawianie komentarzy z bloxa jest dosc trudne. Trzeba kliknac ze trzy razy „dodaj” zanim wyswietli sie kod literowy a potem kolejne dwa razy „dodaj” zanim pojdzie w swiat. Tak jest u wielu blogspoterow choc nie u wszystkich.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 stycznia 2011 o 20:57

    Zajrzę jeszcze w te nieszczęsne ustawienia, ale obawiam się, że wiele się nie da zrobić.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zbit fg2002 pisze:
    26 stycznia 2011 o 20:00

    Rzeczywiście zacofani. – Zgodzę się co do Losu człowieka, bo książki nie czytałem a film mi się nie podobał (zresztą jak wszystkie filmy Bondarczuka – dente, propagandowe, nawet Wojna i pokój). – Ale Cichy Don? – Czytałem i widziałem kilka inscenizacji opartych na tej epopei – wszystkie, podobnie jak książkę, zaliczam do największych arcydzieł. Cichym Donem nadal się zachwycam. Nieznajomość Cichego Donu dyskwalifikuje.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 stycznia 2011 o 20:53

    Szkoda, że nas tak z miejsca zdyskwalifikowałeś, nie dając szansy dobrnięcia w zacofaniu naszym do tego „Cichego Donu”:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 stycznia 2011 o 20:57

    @agawa 79 i zbit fg2002: jak już plotkujecie na boku, to chociaż linkę rzućcie:P Ustawienia komentarzy są (a raczej były) domyślne, bo wreszcie się do nich ostatecznie dogrzebałem. Możecie sobie szaleć nie czekając aż wam zatwierdzę komentarze:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. agawa79 pisze:
    27 stycznia 2011 o 06:08

    No przecież Cię broniłam, własnym edytorem tekstowym! :)
    Po co Ci linka, przecież wiadomo było, że sam dotrzesz. ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 stycznia 2011 o 07:56

    Szaleńczo jestem Ci zobowiązany:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. moleslaw pisze:
    10 grudnia 2013 o 20:40

    Czeka na przeczytanie, może się skusze już dzisiaj ? „Cichy Don” polecam naprawdę u mnie czeka od wczoraj również ekranizacja a na allegro poluję na normalne ( czyt. wielkość czcionki ) wydanie do kupienia i w dobrym stanie rzecz jasna. Miałam to z serii lit. radzieckiej i wrrrr ślęczałam nad tym bo nie dość że miniaturowy to jeszcze wyblakły. No ale treść zadośćuczyniła wierz mi.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 grudnia 2013 o 20:44

      Los to na jeden wieczór książeczka. Cichy Don wciąż czeka, w eleganckim wydaniu z lat 50., w wielkim formacie i z takąż czcionką, więc się aż tak nie zmęczę. A za rekomendację dziękuję, czytałem Twoje wrażenia i mam coraz większą ochotę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  20. Mr Bad pisze:
    28 kwietnia 2023 o 15:01

    A mnie się ” Los człowieka” podoba, co byśmy o propagandzie radzieckiej nie mówili. Mało to było u nas ludzi z podobnymi tragediami wojennymi…? Nie dziwaczcie, nie snobujcie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d