Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

W krainie lentilków (Mariusz Szczygieł, „Gottland”)

Posted on 3 lutego 201125 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
 Gottland

W połowie lat osiemdziesiątych kilkunastoletniemu przybyszowi z Polski  Czechosłowacja jawiła się jako coś w rodzaju wielkiego sklepu ze słodyczami. W wiejskim sklepiku niedaleko obozu pionierskiego, w którym mieszkała nasza grupa kolonijna, było chyba więcej rodzajów czekolady, niż widziałem w życiu, a lentilki nie stanowiły rarytasu pokątnie szmuglowanego do naszych przaśnych warzywniaków. Naiwna młodość dziwiła się: czemu tu może być wszystko, a u nas nie ma nic? Nikt nie wypowiadał tego pytania na głos, a gdyby nawet to zrobił, to pewnie i tak nie usłyszałby odpowiedzi. Nikt z nas też nie zaglądał za kolorowe fasady, nie wnikał, co tak naprawdę zakrywają pełne sklepowe regały.

Pokazał to Mariusz Szczygieł.

Życie w Czechosłowacji od zaplecza, od podwórza,

gdzie rzuca się na stos niepotrzebne kartony po lentilkach. I niepotrzebnych ludzi. Tych, którzy nie pasują do kolorowej bajki o Arabelli, tych, którzy nie zgadzają się, żeby kobieta za ladą rzucała im smakowite kąski w zamian za milczenie, tych, którzy w szpitalu na peryferiach nie chcą nakładać workowatych ochraniaczy, żeby nie zbrukać błyszczącego linoleum. Lida Baarova, gwiazda kina, która miała to nieszczęście, że zwrócił na nią uwagę Adolf Hitler. Marta Kubisova, piosenkarka, która miała nieszczęście nagrać piosenkę do serialu realizowanego przez państwową (bo przecież innych nie było) telewizję, piosenka zaś niespodziewanie stała się hymnem praskiej wiosny. Otakar Svec, rzeźbiarz, który nieopatrznie wygrał konkurs na monumentalny pomnik Stalina, a potem musiał patrzeć, jak partyjni biurokraci masakrują jego dzieło w imię sojuszu z bratnim Związkiem Radzieckim. Tacy jak oni mieli zostać „zamilczani na śmierć”, mówiąc słowami Pavla Kohouta, pisarza, którego władza też się pozbyła, zmuszając do emigracji (Szczygieł wspomina o jego Kacicy – a to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałem).

Książka zaczyna się mocnym uderzeniem

– dziejami rodu Batów, potentatów obuwniczych. Można tylko przecierać oczy ze zdumienia, czytając o rozwoju firmy i wpływie, jaki wywierała na życie pracowników, na życie całego miasta. Niesamowity rozmach batyzmu (coś w rodzaju obuwniczego faszyzmu) naprawdę robi wrażenie. Już ten tekst sprawiłby, że Gottland warto przeczytać. Ale to nie koniec. Potem mamy Tylko kobietę (o Baarovej) z genialnym podsumowaniem dojścia Hitlera do władzy:
W tym czasie władzę w sąsiednich Niemczech władzę absolutną zdobywał mężczyzna, który […] najbardziej był wdzięczny swojemu ojcu za porzucenie pospolitego, wiejskiego nazwiska Schicklgruber.
To jasne.
Pozdrowienie „Heil Schicklgruber” byłoby zbyt rozwlekłe.
Oraz historię praskiego pomnika Stalina i jego twórcy, piosenkarki Kubisovej, której karierę zakończyło oskarżenie o występ w duńskim filmie pornograficznym, czy opowiadane równolegle życiorysy Jaroslavy Moserowej, specjalistki od leczenia oparzeń, która w 1969 roku zajmowała się Janem Palachem (dokonał samopodpalenia w proteście przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego i apatii społeczeństwa Czechosłowacji), i Zdenka Adamca, który w 2003 roku powtórzył jego dramatyczny czyn w tym samym miejscu w centrum Pragi – w proteście przeciwko bezdusznemu systemowi i zakłamaniu polityków. Nie umiem wskazać tekstu, który zrobił na mnie największe wrażenie. Podczas lektury myślałem, że już znalazłem ten jeden najlepszy, po czym okazywało się, że kolejny też robi ogromne wrażenie, a potem jeszcze następny.

Czechosłowacja okazywała się nie wielkim sklepem ze słodyczami, lecz gigantyczną miodową pułapką.

Na pozór było słodko, ale miód oblepiał szczelnie, żeby nikt nie mógł ulecieć, i zaklejał usta, żeby nikt nie protestował. Bohaterka jednego z reportaży stwierdziła wprost: „Uświadomiłam sobie, że szpital dla psychicznie chorych jest w Czechosłowacji jedynym normalnym miejscem, bo wszyscy mogą tam bezkarnie mówić, co naprawdę myślą”.
Zastanawiam się, czy znajdzie się cudzoziemiec, który napisze podobną rzecz o Polsce i Polakach. A może już się znalazł, tylko ja w zacofaniu swoim zdołałem go przegapić?
PS. Wiem natomiast doskonale, które z zamieszczonych w książce zdjęć podoba mi się najbardziej. Stadion. Długie szeregi dziewczyn kostiumach gimnastycznych, zziębniętych, trochę znudzonych oczekiwaniem na rozpoczęcie pokazu. I wszystkie w identycznych butach. Długie szeregi Czeszek w czeszkach.
Mariusz Szczygieł, Gottland, Wydawnictwo Czarne 2010.

Podobne pozycje:

Słoń na Zemplinie

Andrej Ban

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

22 thoughts on “W krainie lentilków (Mariusz Szczygieł, „Gottland”)”

  1. anek7 pisze:
    3 lutego 2011 o 05:49

    Skończyłam czytać dwa dni temu. Gdybym musiała wybrać to jedno opowiadanie to chyba była by to historia Marty Kubisovej. Ale mnie uderzyło w tej książce coś innego – pomimo, że już sporo lat minęło od upadku komunizmu ludzie nadal się boją mówić o tamtych czasach…

    A przy okazji – ja mam inne „słodkie” wspomnienie z naszymi południowymi sąsiadami – czekolada „Studentska”… Pyszota:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 08:01

    Gdyby mi ktoś przyłożył pistolet do głowy, to też bym wskazał Kubisovą. Ale wiele uroku ma też koncepcja przeniesienia całej Czechosłowacji do Urugwaju czy Paragwaju:P
    Z czekolad pamiętam tylko, że te czekoladopodobne miały papierki z lalkami:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. ksiazkowo pisze:
    3 lutego 2011 o 08:19

    No i przepadło. Jeżeli do tej pory bym nie uległa chęci przeczytania „Gottlandu”, to teraz już na 100%. Kwettia tylko – kiedy dokładnie to będzie.

    Do dyskusji tematycznej – w związku z powyższym – aktualnie nie dołążę cegiełki. Polecam jednak kolejną książkę: „Zrób sobie raj”. Inne spojrzenie na ten naród, trochę związane z poprzednim ustrojem, ale już nie do końca. Tutaj Bóg (lub jego brak ;p) gra duuużą rolę. Fascynująca lektura!

    A w Czechosłowacji nie byłam, więc wspomnień tak barwnych nie mam ;p Najbarwniejsze wspomnienia to Pewex ;p

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 08:26

    „Raju” też nie odpuszczę. Czechosłowację zaliczyłem dwa razy i nawet NRD mam na koncie, za to w Peweksach nie bywałem:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. anek7 pisze:
    3 lutego 2011 o 09:22

    Ja w Czechosłowacji też nie byłam, ale siostra mojej mamy mieszkająca w Nowym Targu przywoziła nam tamtejsze słodycze jak przyjeżdżała z wizytą do rodziny. Pierwszą podróż w tamte rejony zaliczyłam już po rozpadzie tejże, a i to byłam tylko na Słowacji. Złota Praga cały czas przede mną:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. Ysabell pisze:
    3 lutego 2011 o 11:35

    Bardzo zachęcająca recenzja. Choć mnie akurat zachęcać nie trzeba, bo „Gottland” już leży w okolicach wierzchu stosika do przeczytania. Na pewno niedługo sięgnę, bo w czytaniu mam zastój (czytam kilka grubych książek na raz), a Szczygła się pochłania.

    „Zrób sobie raj” już przeczytane i jestem na etapie wypisywania cytatów. Ręka mnie boli… :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 11:49

    Ja się ograniczyłem do zaznaczania ołówkiem na marginesach, czego nie robiłem od lat:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. the_book pisze:
    3 lutego 2011 o 12:02

    Dołączając do głosów pochlebnych książce, polecam również (podobnie jak w przed-komentarzach) „Zrób sobie raj”. A moje ulubione opowiadanie to te o pomniku (niestety nie pamiętam tytułu). :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. ksiazkowo pisze:
    3 lutego 2011 o 12:35

    O, tak, cytatów można wynotować mrowie. Chociaż je generalnie nie notuję, tylko zaznaczam „przyklejańcami”. Ale i to już przestałam robić w tym przypadku, bo zaraz mi się skończą karteczki, a nie zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie ;)

    PS. A Lentilki to był swojego czasu hit hitów dla mnie :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 12:39

    Prawdziwych lentilków to już chyba nie ma? Jakieś podróbki w hipermarkecie widziałem tylko, ale to nie to:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Anna pisze:
    3 lutego 2011 o 13:02

    Świetna recenzja! Mnie najbardziej podobał się chyba reportaż o pochodni. Wspaniała ksiąka. Ja wyrosłam na lentilkach, sudentskiej, przy kreciku i w jaromirkach (czyli czeszkach).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. montgomerry pisze:
    3 lutego 2011 o 14:43

    Świetna recenzja:) jestem tu po raz pierwszy i nieźle uśmiałam się z Twojego wstępu. Marzę niemal o tym samym:))) pozdrawiam serdecznie

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 21:01

    Czyli marzysz o nieograniczonym dostępie do lentilków? :PP

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. ksiazkowo pisze:
    3 lutego 2011 o 21:55

    Raczej o emeryturze jako nieograniczonym czasie na czytanie (zgaduję!).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 lutego 2011 o 22:30

    A, znaczy nagłówek, nie wstęp:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. lisksiazkowy pisze:
    5 lutego 2011 o 19:17

    Świetna książka

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. Lirael pisze:
    6 lutego 2011 o 21:53

    …i świetna recenzja.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    6 lutego 2011 o 21:56

    Będę się wdzięcznie rumienił:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. bookfa pisze:
    8 lutego 2011 o 21:00

    To jest kropka nad i. Musze te ksiazke przeczytac! Choc przyznam sie, ze kiedy pierwszy raz o niej uslyszalam, a wlasciwie tylko jej tytul to myslalam, ze to o szwedzkiej Gotlandii jest ;D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. Pingback: Nie pytajcie o słonia (Andrej Bán, „Słoń na Zemplinie”) – Zacofany w lekturze
  21. AgaGaga pisze:
    30 maja 2020 o 14:51

    A propos luksusowego zaopatrzenia w czeskoslovenskich sklepach, to ja niedawno odkryłam na YouTube „Kobietę za ladą”, którą obejrzałam z wielką przyjemnością. I uderzyły mnie właśnie te luksusy na półkach. Te cukry w pięciu rodzajach! Kawa! Koniaki francuskie! Piramidy puszek z kawiorem! Jak sobie pomyślę, że ten serial leciał w Polsce w połowie lat 80-tych, kiedy do wyboru mieliśmy w śklepach ocet i musztardę, to się dziwię ze ustrój się dopiero w 1989 zmienił…
    A popis lentilków i ich podróbek, to kilka lat temu zgłębiłam temat i odkryłam, że właścicielem firmy Orion (tej od lentilków i czekolady studenckiej) jest Nestlé. Które w Polsce sprzedaje smarties. Czyli lentilki pod inną nazwą. Ale mi nie smakują 😀 chociaż na pewno to są te same cukiereczki, tylko sypane do różnych rodzajów pudełek. No ale jak się nie nazywają lentilki, to już nie smakują jak należy. Więc za każdym razem jak jestem u naszych południowych sąsiadów, obkupuję się w lentilki. W czekoladę studencką zresztą też.
    Ten długi wywód spożywczy służyć miał zamaskowaniu faktu, że książki nie czytałam, więc nie mogę o niej niczego napisać…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 maja 2020 o 14:53

      Uwielbiam Kobietę za ladą i też zawsze podziwiam zaopatrzenie, te sałatki, kanapeczki, bombonierki i koniaczki :D Obawiam się, że Nestle kupiło wszystkie możliwe marki nie tylko u nas. Oryginalne lentilki też zresztą już nie smakują jak kiedyś, ale może to kwestia wieku :P A Gottland bardzo polecam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d