Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Znaleźć żywą wodę (Wanda Żółkiewska, „Maniusia”)

Posted on 14 marca 20113 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Rok 2011 ustanowiony został Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie. Sto lat temu uczona otrzymała drugą Nagrodę Nobla – z chemii za wydzielenie czystego radu. Tak się też składa, że równo 25 lat temu sięgnąłem po pierwszą książkę o noblistce – była to Maria Curie autorstwa jej córki Ewy. Od tamtej pory śledzę kolejne biografie, a jest ich tyle, że starczy na niewielki rocznicowy cykl.

Chciałbym zacząć od książeczki, którą czytałem jako jedną z pierwszych. Minęło ćwierć wieku i nieco się obawiałem konfrontowania wrażeń z dzieciństwa z wrażeniami dorosłego. Maniusia Wandy Żółkiewskiej jest bowiem książką dla dzieci i o dziecku – jedenastoletniej Mani Skłodowskiej, otoczonej rodzeństwem i koleżankami, poznającej świat i pełnej marzeń. Dominują w nich dwa pragnienia: powrotu starszej siostry Zosi i wyzdrowienia matki. Dzieciństwo młodych Skłodowskich zacieniają bowiem dwie czarne chmury: śmierć Zosi, która umarła na tyfus, i poważna choroba matki. Chora na gruźlicę pani Skłodowska, bezskutecznie leczona, stara się chronić swoje dzieci przed zarażeniem: nie mogą się do niej przytulać, nie znają matczynych pocałunków, muszą się trzymać na dystans. Szczególnie cierpi najmłodsza Maria, wrażliwa, głęboko przywiązana do swych najbliższych. W szkole należy do najlepszych uczennic, co ma jedną złą stronę – zawsze wyrywana jest do odpowiedzi podczas inspekcji przez znienawidzonego Hornberga, Rosjanina tropiącego wszelkie przejawy polskości (mamy przecież rok 1878). Oczywiście nie tylko zmartwienia i nauka wypełniają czas bohaterce; są też zabawy z rodzeństwem, czytanie, wyprawy do miasta.
Główny trzon książki oparty jest na biografii pióra Ewy Curie, ale podawane przez nią nieliczne fakty Żółkiewska rozbudowała, podbarwiła, wreszcie wprowadziła wątki wymyślone przez siebie – przyjaźń z sierotą Walerkiem i Dziadkiem Maciejem, dzięki czemu Mania poznała epizody z nie tak dawnego przecież powstania styczniowego.
Pod koniec opowieści dziewczynka na wieść o nagłym pogorszeniu zdrowia matki i po utracie przyjaciół pogrąża się w marzeniach o znalezieniu wody życia, cudownego środka na wszystkie choroby. My wiemy, że to marzenie po części się spełniło.
Powieść wytrzymała próbę czasu: nie jest infantylna, autorka tchnęła życie w bohaterkę; to jedenastolatka jeszcze nieco dziecinna, ale już zmuszona mierzyć się z ciężarami ponad siły, znajdująca wytchnienie w lekturach, które pozwalają jej zapomnieć o wszystkim i podsycają marzenia, na razie nieokreślone, o czymś wzniosłym i wielkim. W dziewczynce nie ma jednak egzaltacji, sztuczności. Inne postacie nakreślone są szkicowo, stanowią zaledwie tło, dzięki temu jednak uwaga autorki i czytelnika skupia się na głównej bohaterce. Żółkiewska dość udanie, choć również paroma kreskami, przedstawiła też ówczesną Warszawę. Dorośli będą mieli przy tej okazji dodatkową przyjemność: śledzenie nawiązań do najbardziej warszawskiej z powieści, „Lalki” Prusa.
PS. Wanda Żółkiewska to też pisarka z pocztu autorów zapomnianych. Stworzyła lekturę obowiązkową dla (dawnej) klasy piątej szkoły podstawowej, czyli Ślady rysich pazurów o walkach o utrwalenie władzy ludowej w Bieszczadach (o ile pamiętam, to całkiem sprawnie napisana powieść przygodowa, aczkolwiek z dość nachalną wymową ideologiczną) i Czarodzieja, biografię Janusza Korczaka (nie czytałem, niestety).
Wanda Żółkiewska, Maniusia, Nasza Księgarnia 1983.

11 thoughts on “Znaleźć żywą wodę (Wanda Żółkiewska, „Maniusia”)”

  1. viv pisze:
    14 marca 2011 o 12:43

    „Śladami rysich pazurów” czytałam chyba dwa razy w „młodości”. Czytało się świetnie (stąd powtórka), a – pewnie z racji wieku – przekaz ideologiczny zupełnie mi nie przeszkadzał.
    Ale o autorce zupełnie zapomniałam – dziękuję za podpowiedź lektury w celu odświeżenia znajomości:)

    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    14 marca 2011 o 12:45

    Ja właśnie się zastanawiam, czy sobie „Śladów” nie powtórzyć, ale chyba bardziej miałbym ochotę na „Czarodzieja”.

    Odpowiedz
  3. Joanna Gołaszewska (kalio) pisze:
    14 marca 2011 o 15:32

    Czytałam kiedyś o Skłodowskiej książkę, ale taką raczej dorosłą – zaczynała się w momencie, jak ona musiała wybrać studia. Potem było o małżeństwie z Piotrem i o bardzo ciężkiej pracy w laboratorium, o Noblach. Jaki to miało tytuł? Nie pamiętam.
    Ale wiem, że czytało się rewelacyjnie. No i autorką była chyba jej córka… Może kojarzysz?
    Ha! znalazłam na LC – tytuł po prostu „Maria Curie”

    Odpowiedz
  4. Anonymous pisze:
    14 marca 2011 o 16:34

    Z takich fabularyzowanych biografii polecam gorąco „Duet” Elisabeth Kyle, powieść o Klarze i Robercie Schumannach. Raczej dla młodzieży, ale niekoniecznie :)

    sprezza

    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    14 marca 2011 o 19:47

    @Joanna:Jak widzę, doskonale sobie poradziłaś beze mnie:)
    @Sprezza: dzięki za trop, fabularyzowane biografie to jest to, co zacofani lubią najbardziej:P

    Odpowiedz
  6. be.el pisze:
    16 marca 2011 o 07:06

    Znam Maniusię. Niedawno też ją odkurzyłam (przy pakowaniu książek do kartonów w trakcie przeprowadzki – znajduję takie skarby:)

    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 marca 2011 o 07:32

    O, to jest już nas dwoje:) A ja wciąż nie mogę znaleźć wielu skarbów spakowanych w czasie przeprowadzki:P

    Odpowiedz
  8. Lirael pisze:
    26 marca 2011 o 15:09

    ~ Sprezza
    Dzięki Twojej rekomendacji kupiłam „Duet” i już po przekartkowaniu widzę, że postąpiłam słusznie. :)

    ~ Zacofany w lekturze
    „Czarodzieja” czytałam i pamiętam, że byłam zachwycona. A propos, w zapowiedziach widziałam biografię Korczaka autorstwa Joanny Olczak-Ronikier, znów seria „Fortuna i Fatum”. :) Nie mogę się doczekać.
    Powieść Żółkiewskiej, która zrobiła na mnie największe wrażenie, to „Ostatni strzał”.
    Chwała Ci za odkurzanie zapomnianych perełek!

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 marca 2011 o 15:52

    @Lirael: Też się dałem skusić na „Duet”, na „Korczaka” czekam niecierpliwie, bo uwielbiam pisarstwo Olczak-Ronikier:) A perełek, mam nadzieję, nie zabraknie. Dziękuję za uznanie:D

    Odpowiedz
  10. ksiazkowiec pisze:
    17 kwietnia 2011 o 14:33

    Cofam się do starszych postów i … Ciekawi mnie Maria Curie. Mam na półce stareńką „Marię Curie” napisaną przez Ewę Curie – przesłodzona, nieprawdziwa. Zdecydowanie lepsza B.Goldsmith „Geniusz i obsesja”. Jednak w pamięci trwa „Opowieść o Blanche i Marie” – wstrząsające relacje o odkrywaniu promieniotwórczości, wpływie na ludzi. Fakty skrzętnie ukrywane, jak też przyjaźń Skłodowskiej z „kadłubkiem”. Może będzie o niej głośniej z racji obchodów.:)

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 kwietnia 2011 o 17:01

    Ewa Curie napisała słodką landrynę, ale bez tej książki nie byłoby mojej fascynacji Marią. Goldsmith to niestety moim zdaniem a) książka położona kompletnie wspólnymi siłami przez tłumacza i redaktora, b) nieznośna w swojej tandetnej psychoanalizie, natomiast nic nie wiem o Blanche i Marie – czy możesz podzielić się jakimiś szczegółami?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT