Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Truskawki i szampan w upalny dzień (Colette, „Chéri”)

Posted on 26 czerwca 20111 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Rewolucja obyczajowa poczyniła wielkie postępy, a mimo to – jeśli sądzić po telewizyjnych talk show – związki starszych kobiet z młodszymi mężczyznami nadal wzbudzają szmerek: jeśli nie potępienia, to zdziwienia, nie wspominając już o podejrzeniach co do szczerości męskich uczuć, szczególnie jeśli partnerka jest osobą zamożną.

Kiedy dziewięćdziesiąt lat temu Colette podejmowała ten temat, zapewne była pionierką i łamała tabu. Nie dość, że bohaterką uczyniła starzejącą się kurtyzanę, to jeszcze związała ją z młodszym od niej o połowę mężczyzną. Lea, wciąż piękna kobieta z burzliwą przeszłością, dobrze urządzona, obdarzona wyrafinowanym smakiem, od sześciu lat jest kochanką Chériego, syna swej przyjaciółki, również byłej kurtyzany. Chéri, choć przystojny, porzucił szkołę, matka nie zapewniła mu żadnego wychowania, rósł dziki, kierując się jedynie własnymi zachciankami. Hulaszczy tryb życia przygasił jego urodę, odebrał mu energię i chęć do życia. Lea postanowiła uratować chłopaka, zapewnić zdrowy tryb życia, wiejskie rozrywki i swoje łoże. Traktowała to jak kaprys, zachciankę na krótkie wakacje. Okazało się jednak, że ani ona, ani Chéri nie potrafią z siebie zrezygnować. Nie traktowali swego związku jako miłości, raczej jako wygodny dla obojga układ. Lea wychowywała kochanka, matkowała mu, znosiła kaprysy, drobne sprzeczki. On lubił uregulowany tryb życia, luksus zapewniany przez kochankę, pławił się w jej cieple.   Tę sześcioletnią sielankę przerwała wieść o planowanym małżeństwie Chériego z bogatą panną. Kochankowie sądzili, że rozejdą się bezboleśnie, że bez trudu zrezygnują z codziennej rutyny. Okazało się jednak, że muszą bardzo głęboko przemyśleć łączącą ich relację. Wnioski, do jakich doszli, były zaskoczeniem dla nich samych.

Proza Colette jest niezwykle kunsztowna, uruchamia wszystkie zmysły czytelnika. Jest niczym truskawki i szampan w upalny dzień. Uderza do głowy, oszałamia bogactwem smaków, musuje bąbelkami humoru. Pod tą lekkością formy kryje się jednak znakomite studium psychologiczne kobiety koło pięćdziesiątki, której młody kochanek pozwala czuć się piękną i atrakcyjną, daje impuls do walki z nieubłaganym czasem, a równocześnie zaspokaja jej niespełnione ciągoty macierzyńskie. To również znakomity portret mężczyzny, który przeżywa bolesny proces dojrzewania, wychodzenia z beztroskich lat chłopięcych, i musi się zmagać z własnymi uczuciami.
Powieść Colette ani trochę się nie zestarzała. Drobna zmiana dekoracji i historia mogłaby się równie dobrze rozgrywać dziś. Współczesne nam autorki książek romansowo-obyczajowych mogłyby u Colette co najwyżej parkiety froterować, o ile w ogóle zostałyby wpuszczone na salony. Prędzej czekałoby je skrobanie ziemniaków w kuchni. Francuska skandalistka w ekspresowym tempie awansuje do grona moich ulubionych pisarzy. Jak pisałem przy okazji „Klaudyny w szkole”, jej utworom nie zaszkodziły przemiany obyczajowe: opadły niezdrowe emocje, a spod nich wyłoniły się prawdziwe walory – dar obserwacji, psychologiczna wnikliwość, znajomość ludzkiej natury i znakomity styl.
Na zakończenie kilka słów na temat wydania. Nie przepadam za edycjami filmowymi, zwykle nie znam ani samych filmów, ani nawet aktorów widniejących na fotosach. Zamieszczanie gotowych obrazów pozbawia mnie przyjemności kształtowania sobie własnego wizerunku bohaterów. W tym jednak wypadku muszę przyznać, że Michelle Pfeiffer jest idealną Leą, a już widoczne na jednym ze zdjęć wezgłowie jej łoża podbiło mnie zupełnie. Dodać do tego należy pełne światła strony i format zapewne idealny do damskiej torebki (w moim przepastnym plecaku tomik nieustająco ginął), a otrzymamy książkę, której forma w pełni dorównuje treści.
Colette, Chéri, tłum. Anna Topczewska, W.A.B. 2010.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

28 thoughts on “Truskawki i szampan w upalny dzień (Colette, „Chéri”)”

  1. Anonymous pisze:
    26 czerwca 2011 o 08:46

    No i po co ja tu zajrzałam do ciebie? Sama nie wiem. Czytałabym sobie kolejną książkę nie mając pojęcia nawet o takiej Collette. A tak znowu kolejna pozycja do mojej listy książek do przeczytania. Ponieważ tyle się tego uzbierało zaraz zabieram się za jej papierową wersję. Pamięć bywa ulotna. Temat książki jakoś mnie nie pociąga, ale twoja recenzja, to porównanie czytania do degustacji szampana z truskawkami nie pozostawia pola do zastanowienia. Miłej niedzieli życzę Guciamal

    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 08:52

    @Guciamal: Colette po „Czarnej Perełce” naprawdę będzie jak truskawki z kawiorem po przedwczorajszej gryczanej:)

    Odpowiedz
  3. Anonymous pisze:
    26 czerwca 2011 o 08:57

    Cieszę się, bo potrzebuję odmiany.
    Szukam teraz u ciebie takiego zdjęcia z biblioteką, która stała się moją obsesją- tzn. posiadanie takiej biblioteczki- marzenie. Nie mogę sobie przypomnieć w którym wpisie je widziałam. A muszę choć wzrok tym pięknym widokiem nasycić. :)Guciamal (grafomanka w podróży)

    Odpowiedz
  4. ..dr Kohoutek pisze:
    26 czerwca 2011 o 10:43

    Film oglądałem (przeciętny), książki jednak nie maiłem okazji czytać. Zdaje się jednak, że bardziej wartościowa od ekranizacji.

    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 11:21

    @Guciamal: regały prezentowałem tutaj: http://zacofany-w-lekturze.blogspot.com/2011/06/wszystkim-ktorzy.html :)

    @dr Kohoutek: a możesz się podzielić swoimi wrażeniami? Co zawiodło? Bo z fotosów wynika, że aktorzy doskonale dobrani, a kostiumy i scenografia wręcz bajeczne:)

    Odpowiedz
  6. Domi pisze:
    26 czerwca 2011 o 12:08

    Brzmi bardzo interesująco. Nic mi nie mówi nazwisko autorki, może czas najwyższy to zmienić :)

    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:05

    @Domi: bardzo polecam:)

    Odpowiedz
  8. the_book pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:29

    Dawno tu nie zaglądałam – przynajmniej nie zostawiałam żadnego komentarza :) Ale widzę bez zmian alkohol i miłość, rozpusta! :P Lecz rozpusta z kategorii tych intelektualnych, więc wybaczone :)Jak już wspominałam uwielbiam Colette, także u mnie bez zmian :)
    PS rozpustnie dziś na blogach – u ciebie Colette u ..dr Kohouteka Sade :) W blogosferze czuć wakacyjną atmosferę…:)
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:33

    @The_book: zraniłaś mnie tym wyznaniem:( Czyli jak nie recenzuję reportażu, to już nie ma po co zaglądać? :P I proszę nie szerzyć plotek, że tu ruja i alkohol, bo wpadnie hiszpańska inkwizycja i zamknie mi bloga, zamknie mnie i wszystkich komentatorów:)

    Odpowiedz
  10. the_book pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:42

    Oj tam, oj tam jak mówi ostatnio polska młodzież:)
    Że zaglądać nie warto, broń Boże! Nigdy a nigdy bym nie powiedziała/napisała :) Teraz użyję „caps locka”, żeby wszyscy zrozumieli: TU WARTO ZAGLĄDAĆ!!! Nawet jak pojawia się proza w czystej postaci się :)Tylko ja jakoś nie miałam ostatnio czasu – koniec roku szkolnego, pierwszy wakacyjny wyjazd, nowy telefon …Zatem będę tu jeszcze częstszym gościem, co by winy odpokutować :)Serdeczności :)

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:43

    @The_book: wybaczam:D Tylko komcie proszę zostawiać obficie:) Mam nadzieję, że jako wielbicielka non-fiction zauważyłaś przeprowadzkę „Płaszcza”?

    Odpowiedz
  12. the_book pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:50

    Ufff…:P
    Oczywiście :) Zaraz dodam „Płaszcz” w obserwowanych/podglądanych blogach :)

    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 13:55

    @The_book: i to jest słuszne posunięcie:D

    Odpowiedz
  14. ..dr Kohoutek pisze:
    26 czerwca 2011 o 19:06

    zacofany.w.lekturze: Film jest pozbawiony pikanterii i miejscami nudny. W zasadzie Michelle Pfeiffer trochę mnie zawiodła, główna rola męska zagrana przez aktora, który w swoim zestawie ma dwie trzy miny. Widziałem go w innych filmach kostiumowych i za każdym razem wydaje się jakby odgrywał tę samą rolę. Dużym plusem jest Kathy Bates – rewelacyjna aktorka. Ale to tylko moja opinia, mojej Pani z kolei film podobał się bardzo:)

    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 19:46

    @dr Kohoutek: dzięki. W książce też Cheri ma w zestawie góra trzy miny, dopiero pod koniec mu się repertuar wzbogaca:)

    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    26 czerwca 2011 o 20:19

    Obawiałam się, że po przeczytaniu Twojego tekstu – ze szczególnym uwzględnieniem fragmentu o parkietach – płonące świętym oburzeniem fanki rodzimych twórczyń przerobią Cię na tatara, ale właśnie odetchnęłam z ulgą! :D
    Edycje filmowe książek we mnie też zwykle budzą niechęć, ale ta jest naprawdę ładna.
    Nie ogladałam adaptacji, ale po przeczytaniu Twojej wyśmienitej recenzji mam wrażenie, że obsadę dobrano bezbłędnie.

    P,S.
    Czy z truskawkami spożywa się wyłącznie różowego szampana? :)

    Odpowiedz
  17. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 20:39

    @Lirael: chyba niewiele fanek rodzimych (i nie tylko) gwiazd prozy obyczajowej tu po prostu zagląda, stąd i posiekanie mi nie grozi:P W kwestii truskawek i szampana pojęcie mam czysto teoretyczne, Colette nie podała koloru trunku. Raczej na pewno „sowietskoje igristoje” niezbyt się nadaje:P

    Odpowiedz
  18. naia pisze:
    26 czerwca 2011 o 21:06

    Truskawek co prawda nie jadam ;) ale zgadzam się co do smakowitości stylu Colette, co się dało wyczuć już przy „Klaudynie”. Muszę sobie tę książkę sprawić, bo mnie kusi już od dłuższego czasu a czuję, że u mnie Colette też jest o krok od awansowania do grona tych ulubionych. I jeszcze „Czyste, nieczyste” – do tej zaczęłam wzdychać jeszcze wcześniej, właściwie miałam od niej zacząć, ale jakoś tak się „Klaudyna” wepchała bez kolejki, w jej stylu :) pozdrawiam.

    Odpowiedz
  19. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 czerwca 2011 o 21:12

    @Naia: Klaudyna jest bezceremonialna, to fakt. Drugi tom już czeka, ale „Cheri” miał pierwszeństwo, zdjęcie Michelle Pfeiffer na tle wezgłowia zadecydowało:D http://imageshack.us/f/35/cheri17.jpg/

    Odpowiedz
  20. bookfa pisze:
    26 czerwca 2011 o 21:49

    Ludzkie emocje sie nie zmieniaja. Jezeli ktos potrafi (jak np. Colette) je opisac, jego ksiazki beda wiecznie zywe (hm… jak Lenin? ;D )

    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 czerwca 2011 o 04:37

    @Bookfa: racja:) Aczkolwiek jednak Colette żywsza od mumii Lenina:P

    Odpowiedz
  22. Anonymous pisze:
    17 lipca 2011 o 18:02

    Przeczytałam i doszłąm do wniosku, że chyba nie dla mnie truskawki z szampanem. Książka dobra, ale nie trafia w mój gust. Pozdrawiam guciamal
    Ale nie żałuję, że przeczytałam :)))

    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 lipca 2011 o 18:44

    @Guciamal: miło mi, że zechciałaś zajrzeć:)

    Odpowiedz
  24. Anonymous pisze:
    17 lipca 2011 o 20:48

    Cała przyjemność po mojej stronie
    guciamal

    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 lipca 2011 o 21:10

    W każdym razie rozgość się, kapci nie proponuję, mona w butach chodzić, podłogę pozmywają autorki kiepskich powieści obyczajowych:P

    Odpowiedz
  26. Sumire pisze:
    27 lipca 2011 o 16:40

    Miałam nie kupować już więcej książek ,ale chyba się złamię… Świetna recenzja, bardzo przyjemnie mi się ją czytało, zwłaszcza ten fragment o truskawkach :)

    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 lipca 2011 o 19:02

    @Sumire: co prawda już po truskawkach, ale sam szampan też się nada:D

    Odpowiedz
  28. Pingback: Klaudyna tęskni (Colette, „Klaudyna powraca”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT