Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Musimy pamiętać, by nigdy nie zapomnieć” (Philip Bialowitz, Joseph Bialowitz, „Bunt w Sobiborze”)

Posted on 12 sierpnia 20111 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Philip Bialowitz od lat podtrzymuje pamięć o Holokauście, wierząc, że jest to winien wszystkim pomordowanym, i żywiąc przekonanie, że jego doświadczenia i przeżycia pomogą młodszym pokoleniom przeciwstawić się współczesnemu ludobójstwu. O swoich losach opowiadał w różnych miejscach i różnym słuchaczom, wreszcie postanowił spisać wspomnienia, gdyż – jak napisał na ich zakończenie – „musimy pamiętać, żeby nie zapomnieć”, podjąć wysiłek kultywowania pamięci o czasach zbrodni i poniżenia.

Przed wojną, jeszcze jako Fiszel Białowicz, mieszkał w Izbicy niedaleko Lublina. Jego rodzina cieszyła się szacunkiem i względnym dobrobytem, szczególnie na tle nędzy innych żydowskich mieszkańców miasteczka. Wojna położyła kres spokojnemu życiu i marzeniom o wyjeździe do Palestyny. Zaczęły się prześladowania, przymusowa praca, głód i strach o siebie i najbliższych. Zewsząd dochodziły wieści o okrutnym traktowaniu Żydów, wreszcie też o wywózkach do obozów, szczególnie do budzącego grozę Bełżca. Izbica stała się gettem, do którego zwożono Żydów z różnych stron Europy.
Białowiczowie wraz z dokwaterowanymi do ich domu wysiedleńcami z Niemiec, Rosenbergami, próbowali jakoś radzić sobie z coraz cięższą sytuacją, bronić się przed terrorem. Handlowali, budowali kryjówki, aby przetrwać w nich coraz częstsze obławy. Fiszel przeżywał pierwszą miłość, marzył o wspólnym życiu z ukochaną. Spadały na niego jednak coraz boleśniejsze ciosy, aż wreszcie sam wywieziony został do obozu zagłady w Sobiborze. Tam, zamiast trafić od razu do komory gazowej, miał jeszcze przez jakiś czas pracować.
Wraz z Fiszelem poznajemy organizację obozu, perfekcyjnie zaplanowanej fabryki śmierci, gdzie nic się nie marnowało, gdzie nawet z palonych zwłok potrafiono jeszcze wycisnąć zysk. Przejmujące momenty kontaktu z pędzonymi na śmierć, którym nie można było szepnąć ani słowa otuchy, ani ostrzeżenia. Wraz ze zbliżaniem się frontu więźniowie zaczęli przeczuwać, że ich dni są policzone, że Niemcy wkrótce zaczną zacierać ślady masowych mordów. Zrodziła się wtedy myśl o buncie, o ucieczce. Może ktoś, choćby jeden człowiek ocaleje i przekaże światu prawdę o Sobiborze. Poznajemy szczegóły spisku więźniów, przebieg buntu i dramatyczne koleje losu Fiszela.
Opowieść Bialowitza jest prosta i przejmująca, wiele szczegółów zatarł czas, ale zadziwiająco wiele przetrwało. Dla nas dość bolesne mogą być wspomnienia Fiszela z okresu zaraz po zakończeniu wojny, kiedy zetknął się z wrogością Polaków, z przemocą, niechęcią do oddawania zagrabionego mienia. To zresztą zadecydowało o wyjeździe z Polski i szukaniu szczęścia najpierw w Niemczech, a potem w Stanach Zjednoczonych. I tam dopadła go przeszłość, występował jako świadek na procesach niemieckich zbrodniarzy, aż wreszcie postanowił wypełnić testament pomordowanych w Sobiborze i przedstawiać ich historię, historię swoją i swych najbliższych. Ku przestrodze i w nadziei, że więcej się nie powtórzy.
Philip Bialowitz, Joseph Bialowitz, Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców, tłum. Piotr Kowalik, Nasza Księgarnia 2008.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

18 thoughts on “„Musimy pamiętać, by nigdy nie zapomnieć” (Philip Bialowitz, Joseph Bialowitz, „Bunt w Sobiborze”)”

  1. Joanna (kalio) Gołaszewska pisze:
    12 sierpnia 2011 o 09:13

    Cóż, miałam być zgryźliwa i uszczypliwa, ale na pewne tematy nie żartuję.
    Tym razem Ci daruję. Książki pewnie nie przeczytam, bo po takich klimatach nie mogę spać. Ale pamiętam.

    Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    12 sierpnia 2011 o 09:44

    Dwa lata temu w lipcu zwiedziłam pozostałości obozu w Sobiborze. Poza rampą kolejową i domem komendanta nie ocalało właściwie nic. Jest niemy las, który mówi więcej niż najobszerniejsze ekspozycje.
    To jest bolesna lekcja historii, ale naprawdę warto odwiedzić to miejsce: „musimy pamiętać, żeby nie zapomnieć”. Z Twojej recenzji wynika, że na pewno warto też sięgnąć po książkę „Bunt w Sobiborze”.

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    12 sierpnia 2011 o 10:26

    @Kalio: a po seryjnych mordercach śpisz jak niemowlę?

    @Lirael: Warto sięgnąć. Ja natomiast nie wiem, czy odważę się kiedyś na wizytę w którymś z obozów-muzeów, to musi działać jeszcze bardziej niż książki na wyobraźnię.

    Odpowiedz
  4. Joanna (kalio) Gołaszewska pisze:
    12 sierpnia 2011 o 11:06

    Seryjni mordercy to pikuś przy Holocauście. Owszem, też wstrząsają, ale nie tak. Mogę zrozumieć, że komuś się pod kopułą poprzestawiało i jest chory i z tego powodu morduje. To się go łapie i unieszkodliwia. Nie ma na coś takiego akceptacji społeczeństwa.
    Natomiast obozy koncentracyjne to był masowy mord z całym planem, zapleczem, kalkulacjami na zimno. I robili to ludzie, którzy w innych warunkach wydawali się „normalni”. I mieli na to przyzwolenie tzw. ogółu. To jest dla mnie nie do pojęcia. Wciąż do mnie nie dociera, jak cały naród mógł dać się zniewolić jednemu szaleńcowi i jego świcie. To jest wciąż niebezpieczne zjawisko, patrz – neonazizm, wszelkie nacjonalizmy, ksenofobie i inne rasizmy. Nie ogarniam tego po prostu.
    Nigdy nie byłam w żadnym z obozów, chociaż Stutthof mam po drodze do Kątów Rybackich, dokąd jeździmy latem. Nie zajadę. Takie rzeczy mnie przerastają.
    Ale pamiętam.

    Odpowiedz
  5. cyrysia pisze:
    12 sierpnia 2011 o 11:59

    Nie słyszałam wcześniej o tej książce, nie mniej jednak zaciekawiła mnie tematyka, więc z czystej choćby ciekawości sięgnę po tę pozycje.

    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    12 sierpnia 2011 o 13:41

    @Kalio: doskonale to ujęłaś.

    @Cyrysia: Twoja lista się wydłuża z każdą chwilą, jak widzę:)

    Odpowiedz
  7. blog sygrydy dumnej pisze:
    13 sierpnia 2011 o 11:49

    a jak ksiazka ma sie do filmu „ucieczka z sobiboru”?

    mnie najbardziej przeraza w obozach – poza sprawami oczywistymi – ich ekonomiczny aspekt

    zwiedzilam wiele obozów, ale cala groze odczulam dopiero w relacjach ksiazkowych. jako dziecko trzymalam w rece mydlo wyprodukowane z ludzkiego tluszczu. zdziwilo mnie tylko, ze ma niebieski kolor – pochodzilo z obozu gross rosen

    zaskoczylo mnie, ze sa polacy, kt w zadnym obozie nie byli! szwedzkie dzieci sa wozone do oswiecimia i organizowane sa spotkania z bylymi wiezniami

    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    13 sierpnia 2011 o 12:16

    Film powstał na długo przed książką. Do muzeum Auschwitz nie zaleca się przywożenia dzieci poniżej 14 lat, a wiadomo, że czego się nie zwiedzi z wycieczką szkolną, tego się później nie zobaczy.

    Odpowiedz
  9. niedopisanie pisze:
    13 sierpnia 2011 o 14:05

    Byłam kiedyś w jednym z obozów. Odłączyłam się od grupy, bo takie miejsca wolę zwiedzać samotnie i w milczeniu. I – wstrząsnęło mną nie tylko to, co widziałam w obozie, ale również dziewczyna jedząca drożdżówki przed gablotą z ludzkimi włosami. I – brzmi jak niesmaczna anegdota, ale to niestety prawda – rodzinka pozująca do zdjęcia z okrzykiem „Władek, tylko uchwyć piec tam z tyłu!”. Przerasta mnie to zupełnie.

    Odpowiedz
  10. Mary pisze:
    13 sierpnia 2011 o 17:06

    czytałam ją jakis czas temu, ogromne wrazenie na mnie wywarła: http://czytajodlewej.wordpress.com/2008/12/26/musimy-pamietac-by-nigdy-nie-zapomniec/
    Przejmująca, wzruszająca-warto przeczytać,żeby wiedzieć.Wiedziec i pamiętać. a potem – nie zapomnieć. Dokładnie

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    13 sierpnia 2011 o 19:28

    @Niedopisanie: nic mnie nie zdziwi, zdziczenie i brak wrażliwości zataczają coraz szersze kręgi, tym bardziej trzeba czytać, pisać i przypominać.

    @Mary: widzę, że nie tylko mnie czasem brakuje słów przy pisaniu o podobnych książkach.

    Odpowiedz
  12. blog sygrydy dumnej pisze:
    17 sierpnia 2011 o 09:09

    wspomnienia kolakowskiego: „oficerowie niemieccy obrabowali nas ze wszytskiego, wlaczajac zegarki, pierscionki itd.”

    w oswiecimiu grabiez byla zorganizowana (wspanialy dokument BBC) – natomiast chcialabym wiedziec CO pojedynczy rabusie robili z tymi zegarkami i pierscionkami? posylali do domu?? czy DE tego czasu to kraj kobiet obwieszonych zrabowana bizuteria i tykajacymi ukradzionymi zegarkami?

    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 sierpnia 2011 o 10:04

    @Sygryda: kilka możliwości: przepijali na miejscu, sprzedawali, a w zamian kupowali np. żywność i posyłali do domu (Niemcy czasów wojny to kraj niedoborów), albo posyłali łupy bezpośrednio i były już spieniężane przez rodziny. Im wyższa szarża, tym większe paczki do domu.

    Odpowiedz
  14. blog sygrydy dumnej pisze:
    18 sierpnia 2011 o 10:01

    no wlasnie z ta szarza – najbardziej dobilo mnie, ze to nie bylo zoldactwo tylko oficerowie i swój honor miec powinni. widac wyraznie, ze traktowali nas jak zwierzyne lowna

    a tak na marginesie to skad wiesz jak bylo?

    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    18 sierpnia 2011 o 10:03

    Jakoś mi się skumulowało z różnych lektur:) Szeregowiec niósł łupy w plecaku, generał miał do dyspozycji ciężarówkę.

    Odpowiedz
  16. blog sygrydy dumnej pisze:
    19 sierpnia 2011 o 13:28

    no dobrze – a co mówia twoje zródla zebrane na temat dalszych losów tych plecaków i ciezarówek? niech bedzie, ze spieniezyli na miejscu – i co? wydali na wódke i dziwki czy tez wysylali swoim hänsel und gretel w domu?

    Odpowiedz
  17. zacofany.w.lekturze pisze:
    19 sierpnia 2011 o 14:40

    A pewnie jedno i drugie. Żony puchły z dumy, że mają zapobiegliwych mężów, którzy dbają o dom, a kurtyzany cieszyły się, że interes się kręci.

    Odpowiedz
  18. blog sygrydy dumnej pisze:
    19 sierpnia 2011 o 20:45

    no wlasnie – te niemieckie frauen! to one robily morale i wysylaly swoich kanocków na front, i zeby to tylko na front – tam przynajmniej zrobili z nich „spam”. kobiety niemieckie sa takie twarde, ze czolg po nich przejedzie i tylko sobie poharata gasieniece. zaloze sie, ze niemcy nadal maja na scianach zrabowane obrazy, a poupychane w biurkach i inne lupy. najgorsze, ze lubie wspólpracowac z niemcami, ale wole u nich po domach nie bywac

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT