Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Zawartość Ani w „Ani (z Wyspy Księcia Edwarda)” (Lucy Maud Montgomery, „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”)

Posted on 26 września 201129 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Ania z Wyspy Księcia Edwarda

 

„Anię z Wyspy Księcia Edwarda” przeczytałem jakiś czas temu, ale niestety (a może na szczęście) nie znalazłem czasu, by o niej od razu napisać. Kilka wrażeń zblakło, kilka rzeczy irytuje nieco mniej. Nie dostanie się polskiemu wydawcy za cyniczną zmianę tytułu tak, by sugerował, iż mamy do czynienia z dalszymi losami Ani Shirley i jej rodziny (badanie zawartości Ani w „Ani” przyniosło zdecydowanie negatywny wynik). Nie będę kpił z Benjamina Lefebvre, odkrywcy nieznanego maszynopisu Lucy Maud Montgomery, który rozgłosił na cały świat, jakie to nietypowe i mało chwalebne cechy mają bohaterowie tej książki i jakie rysy pojawią się na ich świetlanych wizerunkach. Sam zresztą  Lefebvre wycofał się z tych sensacji, kiedy osoby, które czytały coś więcej niż tylko „Anię z Zielonego Wzgórza”, udowodniły mu ignorancję.

Skoro więc

nie mamy do czynienia z obrazoburczą opowieścią o rodzinie Blythe’ów,

to co otrzymaliśmy? Otóż jest to zbiór opowiadań, w klimacie i tematyce podobny do tego, co znamy choćby z „Opowieści z Avonlea”, chociaż faktycznie teksty są mniej ugrzecznione i pojawiają się w nich różne życiowe dramaty. Między opowiadaniami przewijają się scenki z udziałem Blythe’ów, którzy wieczorami czytają wiersze autorstwa Ani i Waltera, snując przy tym rozmyślania i wymieniając uwagi o życiu. Blythe’owie są też ogniwem łączącym zebrane w tomie teksty – dla ich bohaterów stanowią punkt odniesienia, wzór do naśladowania i źródło opinii albo obiekt niechęci i złośliwych uwag. (W pełni oddaje to tytuł oryginału: „The Blythes Are Quoted”, co w swobodnym tłumaczeniu oddałbym jako „Co Blythe’owie powiedzą”). Są uwielbiani albo krytykowani. Robią wszystko najlepiej i z klasą albo ukrywają za piękną fasadą brudne grzeszki. Wszystko zależy od nastawienia do ludzi i świata osoby wyrażającej swoje zdanie. Niekiedy doktorostwo lub ich dzieci przemykają gdzieś w tle podczas uroczystości lub w codziennej scenerii.
A poza tym na Wyspie Księcia Edwarda toczy się życie, jedni umierają (ścigani drwiącym śmiechem spragnionej zemsty kobiety, jak w „Odwecie”), inni się rodzą, kochają i nienawidzą, plotkują i pomagają sobie nawzajem – Montgomery zaś bacznie obserwuje.

Opowiadania są lepsze i gorsze

– słabiej wypadają opowieści z dreszczykiem („Para głupców i jedna święta”, zdecydowanie za długie i dość przewidywalne), dużo lepiej natomiast historie o dzieciach, tych wesołych i pełnych fantastycznych pomysłów (oparte na mało realistycznym pomyśle, ale napisane z humorem „Bliźniaki uruchamiają wyobraźnię”), i o tych smutnych, które marzą o odrobinie serca („Popołudnie z panem Jenkinsem”, „Oszukane dziecko”). Poza tym mamy jeszcze między innymi niemal sensacyjne, okraszone pościgiem samochodowym „Spełnione marzenia”.

Scenki z udziałem Blythe’ów to najsłabsza część książki

– może dlatego, że zawierają zbyt duże dawki przeciętnej poezji, a może dlatego, że niewiele wnoszą do naszej wiedzy o ich rodzinie, nie zmieniają naszej opinii. Nawet trudno się dziwić, że wycinano je z wcześniejszych wydań. Wielka natomiast szkoda, że Montgomery zdecydowała się stworzyć tekst „Kobziarza”, słynnego wiersza Waltera Blythe’a, który tak ważną rolę odgrywał w poprzednich tomach. Mogliśmy wierzyć, że to przejaw prawdziwej poezji, utwór zdolny porywać tłumy. Złudzenia prysły w zetknięciu z przeciętną rymowanką, która otwiera książkę. Nie wiem do końca, czy to wina autorki, czy nader średniego przekładu.
„Ania z Wyspy Księcia Edwarda” jest książką przede wszystkim dla zagorzałych wielbicieli cyklu. Chociaż faktycznie porusza trudne tematy (zemsta, śmierć, starość, nieślubne pochodzenie), nie wnosi – według mnie – nic nowego w porównaniu z tym, co znajdziemy w innych książkach Lucy Maud Montgomery. Czyta się dobrze, niewiele zostaje w pamięci.
Lucy Maud Montgomery, Ania z Wyspy Księcia Edwarda, tłum. Paweł Ciemniewski, Wydawnictwo Literackie 2011.
 

Podobne pozycje:

Ania z Zielonego Wzgórza

Lucy Maud Montgomery

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

33 thoughts on “Zawartość Ani w „Ani (z Wyspy Księcia Edwarda)” (Lucy Maud Montgomery, „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”)”

  1. bluedress pisze:
    26 września 2011 o 16:20

    czytałam tylko 'Ania z Zielonego Wzgórza’ chyba w piątej klasie podstwówki i nie wiem dlaczego, ale nie złożyło się żebym czytała dalsze części przygód Ani…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. agawa79 pisze:
    26 września 2011 o 16:21

    Rzuciłam się na to coś jak pies na kości, ale po pięćdziesięciu stronach stanęło mi to w gardle.
    Co za koszmarne wypociny. To naprawdę ONA napisała? :/

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 września 2011 o 16:25

    @Bluedress: ja zacząłem czytać Anię dopiero na studiach, więc może jeszcze wszystko przed Tobą:)

    @Agawa79: niestety ten chłam o duchu na początku to najgorszy kawałek, przejdź do następnego opowiadania, powinno być lepiej:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. anek7 pisze:
    26 września 2011 o 16:40

    A to ja sobie na razie daruję, coby mi zachwyt innymi książkami Lucynki nie przeszedł;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    26 września 2011 o 16:56

    Szkoda, że zawartość Ani w „Ani…” niewielka. :( Cała ta afera z mroczną i depresyjną powieścią Montgomery wydała mi się naciągana. Mimo to żal.
    Wygląda na to, że wydawca kanadyjski przesadził z zamieszaniem wokół książki, natomiast wydawca polski dla odmiany całkowicie zignorował możliwość szumu medialnego wokół „wyjątkowego” tomu cyklu.
    Niewątpliwym plusem tej książki jest Twoja świetna recenzja.
    Ja jeszcze nie czytałam „Ani z Wyspy Księcia Edwarda”, ale poziom motywacji spada niczym jesienne liście. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. Sempeanka pisze:
    26 września 2011 o 17:16

    ojojoj :) motywacja może i wątpliwa (faktycznie do tej pory wpadam tylko na chłodne recenzje), ale jak mogę nie przeczytać tej książki? Poprzednie osiem przerobiłam już co najmniej ze trzy razy, to i tę choćby z ciekawości muszę i już! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Kasiek pisze:
    26 września 2011 o 17:41

    Miałam wątpliwą przyjemnosć przeczytać, napaliłam się na tą ksiażkę a okazało się, że no własnie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 września 2011 o 18:58

    @Anek: można to czytać na końcu, albo wcale – wielkiej różnicy nie będzie. Jak szum przycichnie, pewnie znowu wydawcy wrócą do wersji bardziej skondensowanej typu „the best of” i wtedy może być ciekawiej:)

    @Lirael: przykro mi, że podciąłem Ci motywację, ale myślę, że w sezonie jesienno-grypowym będzie to niezłe czytadło, więc nie zniechęcaj się ostatecznie:) Może to i lepiej, że polski wydawca ograniczył się do zmiany tytułu na bardziej marketingowo „nośny” i nie brnął w pseudosensacje, bo pewnie pod siedzibą miałby permanentną pikietę wielbicieli Ani rzucających jajkami w prezesa:)

    @Sempeanka: skoro osiem przerobiłaś po trzy razy, to ten tom też przerób. Zaliczasz się do kategorii „zagorzały wielbiciel”:D

    @Kasiek: prawda, że mogło być tak pięknie?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. guciamal pisze:
    26 września 2011 o 18:59

    Jeszcze kilka lat temu rzuciłabym się na tę Anię, niezależnie od poziomu Ani w Ani, dziś mój zapał osłabł. Zwłaszcza twoje stwierdzenie, czyta się dobrze, niewiele zostaje w pamięci. Szkoda mi czasu, które się prześlizgują przez moją pamięć. Dołączam do wcześniej wyrażonych głosów żalu, szkoda, że to jednak nie to…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 września 2011 o 19:06

    @Guciamal: no niestety, nie co dzień świętego Jana, jak mówi przysłowie:) Obawiam się, że pan „odkrywca” zrobił LMM niedźwiedzią przysługę:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Piter Murphy pisze:
    26 września 2011 o 19:31

    Nie czytałem i sam nie wiem…mam miłe wspomnienia z Anią :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 września 2011 o 19:58

    @Piter Murphy: jeśli bardzo nie chcesz, to nie psuj sobie wspomnień:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    26 września 2011 o 20:01

    Dopiero teraz wczytałem się dogłębniej w okładkę: napisać na niej „Niepublikowany wcześniej ostatni tom PRZYGÓD ANI z Zielonego Wzgórza” to największy humbug marketingowy ostatnich czasów:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. Sempeanka pisze:
    27 września 2011 o 07:28

    :)) mówisz? no może i tak :) Faktycznie lubiłam ten cykl i wcale nie przeszkadzala mi niespójność charakterów głównych postaci w kolejnych częściach. Ot po prostu traktowałam je niemal jak odrębne historie.

    Na pewno przeczytam, może poczekam az trafi do biblioteki – na razie mi się nie pali. Na razie zanurzyłam się w świat Romy Ligockiej i nie mogę się przestawić na „lekko i łatwo”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. Bazyl pisze:
    27 września 2011 o 12:01

    A ja z innej Mańki. Wiesz, żeś sławnym jest :).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 września 2011 o 14:12

    @Sempeanka: po Ligockie będzie jak znalazł. Ja dziś upolowałem w bibliotece Dziewczynkę:)

    @Bazyl: Wiem, wiem, już mi doniesiono:) Chociaż na razie to jakieś tylko nieśmiałe przymiarki do sławy:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. Anonymous pisze:
    27 września 2011 o 16:28

    o nie, wcale nie zgadzam się z tym, że „ostatni tom ani z zielonego wzgórza” to chwyt marketingowy! l. m. montgomery napisała to właśnie z myślą o ostatecznym pożegnaniu się z postacią ani, a to że blythe’owie nie pojawiają się tam często… cóż, w „dolinie tęczy” też byli raczej postaciami pobocznymi.
    a swoją drogą – u mnie ania była pierwszą „prawdziwą książką” i od 6 roku życia do końca gimnazjum czytywałam ją prawie rok w rok. czasem częściej ;) kanada i pei to dla mnie najprawdziwsza ziemia obiecana, chyba wybiorę się tam niebawem na samotną pielgrzymkę. ale kilka tygodni temu, w jednym z tych naprawdę złych i pustych momentów życia, wróciłam nie tylko do ani, ale i do całej twórczości l.m. m. (wszystkie powieści i mnóstwo opowiadań pożerałam jako jako dziecko), również pamiętników. polecam każdemu dla własnej refleksji. cała seria o ani to taki antydepresant i myślę, że montgomery stworzyła tutaj historię życia jakie chciała mieć, a nigdy nie miała.
    a pochodzenia marnych rymowanek szukajcie w serii o emilce starr :) bo to niemal autobiografia autorki, a nawet więcej – jest tam parę wątków (jak i w innych jej powieściach), które można śmiało podciągnąć pod podświadome wyznania spraw i żali, co do których nikt nie przyznaje się sam przed sobą :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 września 2011 o 18:49

    @Anonimowa: rzecz w tym, że napis na okładce nie głosi „ostatni tom Ani”, co należałoby rozumieć jako ostatni tom cyklu i do czego zapewne nikt nie zgłaszałby pretensji. Napis brzmi „ostatni tom przygód Ani” – a to jednak, przynajmniej moim zdaniem, sugeruje, że Ania jakieś przygody przeżyje:P Zgadzam się natomiast, że cykl o Ani to znakomity antydepresant, wielokrotnie korzystałem z jak najlepszym wynikiem. Dzięki za sugestię o związkach rymowanek z cyklem o Emilce, niestety nie podszedł mi w czytaniu i zdążyłem niemal zapomnieć o jego istnieniu.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. Anonymous pisze:
    27 września 2011 o 22:01

    masz rację, przeoczyłam słowo „przygód”, to znacznie zmienia wydźwięk :)
    muszę przyznać (acz z bólem), że jedyne naprawdę dobrze napisane książki maud montgomery to właśnie seria o ani. wszystkie inne natomiast są tylko dla takich maniaków jej twórczości i samej osoby pisarki jak ja ;P bo obiektywnie książki o emilce nie są dobre i nie dziwię się, że wielu osobom nie podchodzi – są często naiwne i naciągane, a styl nierówny, nieco koślawy, rzadko zachwyca. ale można tam znaleźć wiele „tropów” wyjaśniających osobowość ich autorki. emilka – podobnie jak l.m.m. – nie była wybitną poetką i chyba dobrze zdawała sobie z tego sprawę, a i tak uparcie pisała wiersze i wolała to od prozy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 września 2011 o 06:58

    Masz rację co do nierównego poziomu książek LMM, nawet w serii o Ani zdarzają się koszmary typu Ania na uniwersytecie (po przeczytaniu oryginału przestałem się dziwić, że przez długie lata wydawano wersję skróconą). Do lepszych powieści spoza cyklu o Ani dorzuciłbym Dzban ciotki Becky, który mnie nieodmiennie bawi i Błękitny zamek. Mam jakiś tom dzienników i biografię LMM, więc na pewno zgłębię biografię.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. Sempeanka pisze:
    28 września 2011 o 11:37

    zacofany.w.lekturze: „Dziewczynkę…” słuchałam w niedzielę w formie audiobooka ze cztery godziny, ale nie kontynuowałam już tematu w tygodniu… nie było sprzyjających warunków na audio ;) czekam na książkę.
    Mocno odbiegam od tematu postu :) Ale co tam :) Powiem ci jeszcze że wydaje mi się że to raczej „Dziewczynka…” powinna być lektura szkolną, skoro już sięgnięto po tę tematykę, a nie „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Uwielbiam książki Krall, ale ta akurat nie wydaje mi się ani wybitna ani sztandarowa. Daj znać jak przeczytasz.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. Sempeanka pisze:
    28 września 2011 o 11:40

    „Dzban ciotki Becky” ? no nie czytałam… poszukam w bibliotece, skoro polecasz, a lubiłeś „Błękitny Zamek” jako i ja ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 września 2011 o 12:25

    @Sempeanka: gdy Krall wchodziła do kanonu lektur, Dziewczynki jeszcze nie było:) Mnie się Zdążyć bardzo podobało, a w tym wypadku raczej nie o wybitność i sztandarowość szło decydentom od lektur:) Dzban możesz znać jako bodajże Splątane losy (oryg. Tangled Web).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. maiooffka pisze:
    29 września 2011 o 16:56

    Drugie tłumaczenie 'Dzbana’ to „W pajęczynie życia”. Tak dla porządku tylko donoszę, bo sama nie czytałam i szukam dopiero :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    29 września 2011 o 19:07

    @Maiooffka: masz rację, nie sprawdziłem tej wersji tytułu:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  26. cadeirabranca pisze:
    1 października 2011 o 01:45

    http://lmmresearch.org/blog/2011/09/28/anne-of-prince-edward-island/

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    1 października 2011 o 06:51

    @cadeirabranca: dzięki za link:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  28. Kamila Socha pisze:
    3 czerwca 2014 o 10:40

    Bez wątpienia zaliczam się do zagorzałych wielbicieli, bo w końcu 8 tomów + Opowieści z Avonlea i Pożegnanie z Avonlea, no ale pomimo opiń, jakie przeczytałam, muszę, ale to muszę to przeczytać! Pomimo, że wydaje mi się, że LMM mogła napisać to w depresji, bo w końcu – niektórym to wiadomo, miała problem rodzinne i to raczej przez to. W każdym bądź razie wydaje mi się, że ona nie chciałaby, żeby odkryto ten tom…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 czerwca 2014 o 10:46

      Nie wiem, czy słabość tego zbioru to kwestia depresji autorki, czy raczej braku pomysłu na coś ciekawszego. Może jedno i drugie. A odkrycie i wydanie tego tomu autorce raczej nie zaszkodzi.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Kamila Socha pisze:
      5 czerwca 2014 o 08:01

      Zacofany.w.lekturze, ty naprawdę wchodzisz na tą stronę po 3 latach? ;p

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 czerwca 2014 o 08:06

      Dostaję mailowe powiadomienia o wszystkich komentarzach po prostu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  29. Werterownia pisze:
    28 kwietnia 2017 o 23:32

    Czytałam całą serię kilkukrotnie parę ładnych lat temu, ale nie odważyłam się sięgnąć po tę część. Jakoś ubzdurało mi się, że Gilbert zdradza w niej Anię… Teraz już na pewno przeczytam, bo odświeżam sobie od początku, tyle że po angielsku. :)
    ~Wer

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 kwietnia 2017 o 00:00

      Szczęśliwie autorka nie poszła w tę stronę, zresztą to by chyba wymagało podeptania całej koncepcji postaci Gilberta, zawsze zakochanego w Ani.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d