Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Gdyby Urban nosił turban…” (Maryna Miklaszewska, „Mikołajek w szkole PRL”)

Posted on 15 grudnia 20113 października 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Znacie kolegów Mikołajka: Alcesta, Rufusa, Gotfryda, Joachima i Ananiasza, pieszczoszka Pani? To zapomnijcie o tych wychowanych na bananach i mlecznej czekoladzie dzieciach gnijącej zachodniej burżuazji. Oto nadchodzą prawdziwi przyjaciele Mikołajka: Masław, Spytko, Ziemomysł, Mściwój i Pękosław. Oni przechodzą prawdziwą szkołę życia w peerelowskiej podstawówce lat osiemdziesiątych, gdzie na porządku dziennym są akademie ku czci i spotkania z zasłużonymi milicjantami.

Chłopcy, choć zaledwie z trzeciej klasy, dobrze wiedzą, co to stan wojenny i „Solidarność”, na przerwach z okrzykiem „ZOMO do koszar” biją dyżurnych, których dyrekcja niefortunnie wyposażyła w białe pałki do regulowania ruchu na korytarzu. Nieustannie wprawiają też w zakłopotanie swoją Panią, gdyż ich wiedza o historii najnowszej obejmuje wiele faktów, o których lepiej nie wspominać na głos („Czy to prawda, że Armia Czerwona specjalnie zatrzymała się za Wisłą, bo nie chciała pomóc powstańcom?”). Biedna Pani ciągle się czerwieni, więc uczniowie starają się za często nie poruszać tematów politycznych. W ich klasie widoczne są podziały targające społeczeństwem: jest Krzesimir, którego tata jest milicjantem (ale drogowym, więc to się nie liczy) i Ziemomysł – „ekstremista, bo jego tata był internowany i aresztowany”. Ten ostatni to ma dobrze, bo nie musi brać udziału w apelach i wygłaszać idiotycznych wierszyków. Ale nie dostaje też paczek ze słodyczami od dzieci z bratnich krajów socjalistycznych, bo kiedyś z powodów pryncypialnych odmówił przyjęcia budzika z cukierkami.

Niewielka książeczka Maryny Miklaszewskiej, pozornie parodia klasycznych „Mikołajków”, to znakomita satyra na polską rzeczywistość lat osiemdziesiątych, która oglądana oczami dzieci nabiera dodatkowego groteskowego wymiaru. Zastanawiam się, czy ta powiastka jest jeszcze w ogóle zrozumiała dla kogoś, kto nie pamięta tamtych czasów i nie ma pojęcia, do kogo odnosi się wierszyk „Gdyby Urban nosił turban, to zamiast świni byłby Chomeini”. Rówieśnicy Mikołajka jednak nieodmiennie będą się podczas lektury znakomicie bawić, a pewnie westchną sobie z cicha „Tak, tak właśnie było” i wspomną smak cukierków z plastikowych radzieckich budzików. Młodszym bardzo polecam jako nietypową lekcję historii i źródło wiedzy o losach ich własnych rodziców.

Maryna Miklaszewska, Mikołajek w szkole PRL, ilustr. Masław (Mikołaj Chylak), Wydawnictwo Tenten 1991 (pierwsze podziemne wydanie: 1986).

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

31 thoughts on “„Gdyby Urban nosił turban…” (Maryna Miklaszewska, „Mikołajek w szkole PRL”)”

  1. bookfa pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:03

    Pierwszy raz slysze o plastikowych budzikach z cukierkami. Moze to dlatego, ze prl-owski Mikolajek jest ode mnie mlodszy o ladnych pare lat? Mialabym ochote poczytac o tych czasach. Chyba sie starzeje…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:16

    Bookfo, musisz mi uwierzyć na słowo. Były budziki z cukierkami, rycerze albo rakiety kosmiczne:) A cukierki naprawdę niezłe, najlepsze czekoladowe z papierkiem z obrazkiem niedźwiadków, zresztą produkowane do dziś:) Cukierki znalazłem: http://static3.blip.pl/user_generated/update_pictures/635223.jpg

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:22

    Utalentowany rysownik z tego dziesięciolatka, jestem pod wrażeniem. Może nie jest to poziom francuskiego oryginału, ale okładka robi bardzo sympatyczne wrażenie. Podobnie jak cała książka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:27

    Talent dziesięciolatkowi pozostał, a nawet się rozwinął: http://mikolajchylak.com/pl/obrazy/mikolaj-chylak-slup-obloku

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. bookfa pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:28

    Ja mialam okazje jesc „konfjety” zakupione w ruskiej bazie wojskowej w Swinoujsciu, w latach 70-tych. Byly tak wielkie, ze zmiescilyby sie w calosci do paszczy chyba tylko niedziwiedziowi;D
    Na kilogram miescilo sie tylko kilkanascie sztuk i byly zapakowane w „pazlotka”. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:32

    Widocznie w latach osiemdziesiątych technika posunęła się do przodu i już były standardowych wymiarów:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. bookfa pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:34

    Ha ha ha… musiala sie posunac skoro pakowano je tez w budziki, rakiety i inne cuda. ;P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    15 grudnia 2011 o 22:38

    To były całkiem spore budziki, a rakiety jeszcze większe:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. duchowa pisze:
    16 grudnia 2011 o 06:46

    Budziki były niebieskie. A rakiety nigdy nie widziałam, widać nie zasłużyłam :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 07:05

    Budziki były też czerwone:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. duchowa pisze:
    16 grudnia 2011 o 07:07

    Te czerwone to jakiś mit i legenda :P Chyba że do nas na wieś docierały już jakieś przebrane resztki ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 07:21

    Takie mam wrażenie:P I przypomniało mi się: jeszcze domki były i te chyba wyłącznie niebieskie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Iza pisze:
    16 grudnia 2011 o 08:03

    U mnie budziki były różowe. Zawartość obejmowała min. cukierki – pieniążki. Na PRL-owskiego Mikołajka czaję się, odkąd przypomniał mi o jego istnieniu Niedźwiedź Wojtek tejże autorki. Tylko skąd tu go wyczaić?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 08:05

    Iza: miałbym jakiś pomysł:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. patrycja pisze:
    16 grudnia 2011 o 08:22

    Pamiętam pieniążki – cukierki, dziwnie smakowały, z tego co pamiętam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 09:29

    Hm, nijakich pieniążków nie pamiętam, może asortyment się zmieniał z biegiem czasu?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. patrycja pisze:
    16 grudnia 2011 o 10:59

    Dokładnie to były monety w złotkach . Ale coś nie mogę znaleźć w internecie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 11:30

    To tak jak ja nie mogę znaleźć budzików:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. Sayuri pisze:
    16 grudnia 2011 o 19:05

    Choć urodzona w połowie lat 80-tych, to niestety nie pamiętam tych czasów, no bo i jak? Ale do książki zajrzę jak najbardziej!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 20:07

    Sayuri: zajrzyj koniecznie, dowiesz się ciekawych rzeczy:) I ubawisz, miejmy nadzieję:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. Lirael pisze:
    16 grudnia 2011 o 20:48

    Dzięki za link. Obrazy ilustratora w wersji dorosłej są ciekawe. Znalazłam nawet coś dla bibliomaniaków, „Niebieskie książki”. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. Sempeanka pisze:
    16 grudnia 2011 o 21:07

    nie doświadczyłam plastikowych budzików, widocznie nie docierały do szkół-tysiąclatek zlokalizowanych w małych miasteczkach :))

    ale chciałabym jeszcze powiedzieć, że… @zacofany.w.lekturze: normalnie, regularnie świsnąłeś mi posta i to prosto z mojej głowy :)) „Mikołajka w szkole PRL” skończyłam czytać z Młodym tuż przed grudniowymi Mikołajkami. Chciałam zdążyć z postem przed 13-tym, ale jak co roku czas mi potwornie przyspieszył między 6 a 20 grudnia i nic mi z planów nie wyszło.

    Jako dziecię peerelu stwierdzam jednakowoż – książka jest świetna ! Przyznaję, czytanie jej z dziewięciolatkiem to był sport niemal ekstremalny a co najmniej nietypowy :) tłumaczenie znaczenia haseł typu „Wrona orła nie pokona”, dlaczego Ziemomysł był ekstremistą i dlaczego to źle, że tato Krzesimira był milicjantem :)) albo apel z inscenizacją „Zasiejemy, zbudujemy” i kiedy się okazało, że rozszalała się grypa :)) a już absolutnym hitem była końcówka ze wspomnieniami wojennymi dziadka Bożydarka :)) Podjęłam nawet nieudolną próbę tłumaczenia Młodemu o co chodziło i dlaczego Panią zamurowało :))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 21:16

    @Lirael: obrazy są świetne, moim zdaniem.

    @Sempeanka: ryzykantka z Ciebie:) Ciekawe, czy chociaż część sekretów PRL-u dotarła do młodego czytelnika:P My chwilowo zgłębiamy pierwowzór, żeby był fundament pod przyszłą lekturę peerelowskiego Mikołajka:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. Sempeanka pisze:
    16 grudnia 2011 o 21:52

    pierwowzór to my, „nie chwaląc się”, znamy już prawie na pamięć :)

    no ale widzisz, aż taka ryzykantka nie jestem, żeby mu wciskać „Mikołajka w szkole PRL” do samodzielnego czytania :) asekuracja, jaka by nie była, to jednak zawsze asekuracja :))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 grudnia 2011 o 22:02

    Z pierwowzorem dopiero zaczynamy, ale czytelniczka młodsza:) Czy słusznie sądzę, że czytanie zmieniło się w pasmo mamusinych wspomnień z dzieciństwa? :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  26. KTOSIA pisze:
    16 grudnia 2011 o 23:59

    Fajnie się zapowiada. W latach osiemdziesiątych to mleko z butelki piłam a nie zajadałam się cukierkami w plastikowych budzikach. Dla mnie książka byłaby źródłem informacji a nie wspomnieniem. Ale człowiek uczy się przez całe życie. ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 grudnia 2011 o 06:36

    W tym wypadu jakże przyjemna to nauka:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  28. Miravelle pisze:
    17 grudnia 2011 o 15:25

    Zdecydowanie nie dla mnie,ale polecę młodszej kuzynce;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  29. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 grudnia 2011 o 15:39

    Miravelle: kuzynka musiałaby mieć koło trzydziestki, żeby docenić:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  30. Agnes pisze:
    17 grudnia 2011 o 23:42

    Boziu, w ogóle żadnych budzików nie kojarzę, a niby wiek mam odpowiedni. Skleroza. Albo zapadła wieś, na której mieszkałam. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  31. zacofany.w.lekturze pisze:
    18 grudnia 2011 o 06:41

    Może Twoje budziki przejmowała jakaś lokalna mafia:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d