Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Sister Morphine (Marianne Faithfull, „Autobiografia”)

Posted on 7 marca 20121 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Marianne Faithfull. Córka austriackiej baronówny z rodu Sacher-Masochów i walijskiego oficera. Niełatwe dzieciństwo, rozpad małżeństwa rodziców, wychowanie przez matkę, która usiłowała zaszczepić córce arystokratyczne maniery i nawyki, stanowiące tylko balast w dalszym życiu. Niespodziewana kariera piosenkarska, wejście w wir tras koncertowych na prowincji, przypadkowego seksu, wreszcie romans z Mickiem Jaggerem – wkroczenie w świat toksycznych relacji między Stonesami, skandale, zainteresowanie prasy, prochy, próby odkrywania innych wymiarów świadomości, poszerzania dostępnych wrażeń. Niepozorny początek upadku, który dla Marianne, blondynki o anielskich rysach, skończył się wylądowaniem na ulicy. Epizody jak z Dzieci z dworca ZOO: myśli krążące wyłącznie wokół tego, jak zdobyć działkę. A równocześnie próby podtrzymania kariery muzycznej: nagrywanie płyt, koncerty. Otrzeźwienie nadeszło w połowie lat osiemdziesiątych. Trudna kuracja odwykowa dała rezultaty, gwiazda Marianne zabłysła na nowo, chociaż tylu jej znajomym nie udało się zerwać z nałogiem. Teraz jest dojrzałą, doświadczoną kobietą o zdartym głosie, artystką, która wie, czego chce.

W autobiografii Faithfull poruszyła wiele trudnych i bolesnych spraw ze swego życiorysu, ale winą za upadek obarczyła wyłącznie siebie, własny hedonizm, dążenie do korzystania z życia w każdym jego aspekcie. Zawarła w niej też naiwną wizję lat sześćdziesiątych, czasów, kiedy ona sama była częścią ruchu zmierzającego do zmiany skostniałego społeczeństwa, poszerzenia granic i sztuki, i moralności wbrew establishmentowi.

Książka pisana jest nieco chaotycznie, językiem stanowiącym mieszaninę pretensjonalnego stylu i naiwnych miejscami rozmyślań o życiu, z licznymi wtrąceniami z młodzieżowej i narkomańskiej gwary lat sześćdziesiątych czy odniesieniami do zapomnianych już muzyków, poetów, aktorów, utworów literackich, filmów, piosenek. Nie poradziła sobie z tym tłumaczka, tekst jest pełen słowotwórczych potworków, nieprzetłumaczonych angielskich słów i zwrotów. Do tego dodać należy całkowity brak korekty (moje ulubione zdanie brzmi: „Bob przystanął i dingo patrzył na wystawę” – Bobowi bynajmniej nie towarzyszył żaden pies) i jakichkolwiek zdjęć.

Autobiografia Marianne Faithfull jest ciekawym dokumentem epoki i losów jednej z barwniejszych, a niezbyt u nas znanych postaci lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Obawiam się jednak, że przez polskie wydanie tej książki mogą przebrnąć wyłącznie najwięksi miłośnicy tamtych czasów albo szczególnie wytrwali poszukiwacze przebrzmiałych skandali. Szkoda.

Marianne Faithfull i David Dalton, Faithfull. Autobiografia, tłum. Joanna Raczyńska, Twój Styl 2005.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

15 thoughts on “Sister Morphine (Marianne Faithfull, „Autobiografia”)”

  1. czas-odnaleziony pisze:
    7 marca 2012 o 21:49

    A ja jestem bardzo ciekawa Marianne Faithfull i chyba sprobuje :-).

    PS. Dingo rozbawil mnie do lez ;-))))))).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 marca 2012 o 21:51

      Jak mówię: dla osób o mocnych nerwach albo zagorzałych fanów:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      8 marca 2012 o 08:05

      Na pl.rec.ksiazki TRad ostatnio rzucił kwiatkiem z „Miasta niepokoju” Lehana. Cyt. „Pierwszy akapit ksiązki. Drugie i trzecie zdanie. „Podzielono je [rozgrywki World Series, czyli finał ligi baseballu] na dwa mecze domowe. Pierwsze trzy odbyły się na boisku Chicago Cubs, a cztery następne w Bostonie”. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 08:08

      No ale w Twoim cytacie raczej niezręczność stylu niż chamska literówka zmieniająca sens zdania:) Ale też urocze:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Iza pisze:
      8 marca 2012 o 08:13

      Sa takie kwiatki, które pojawiają się w co drugiej ksiazce tłumaczonej z angielskiego po 1989. Choćby pathetic jako patetycznyPPPP tego tam nie było?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 08:15

      Na tle całości byłby to drobiazg niegodny wzmianki, ale wyjątkowo chyba nie padło to słowo:P Za to jest np. „lodowatocool”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      8 marca 2012 o 08:17

      Tego „dingo”, to jednak trudno będzie przebić :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 08:25

      Aha. Ostatni raz coś takiego widziałem w jakimś tomie opowiadań Wolskiego z początku lat 90.:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Dominika Kacik pisze:
    8 marca 2012 o 05:14

    Jak zwykle Polacy chcą zniechęcić ludzi do czytania :D Strasznie mnie intryguje ta książka ,więc raczej postaram się przetrwać wypociny tłumacza :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 05:24

      Wydawnictwo raczej chciało przyoszczędzić na wydaniu, niż zniechęcać czytelników:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    8 marca 2012 o 06:34

    Przypuszczam, że wydawca wersji oryginalnej był pewien, że książka i tak odniesie wielki sukces, więc wymagania wobec samej autorki też chyba były niewielkie.
    Fragment z dingo cudny.:D Może w czasie pracy nad „Autobiografią” tłumaczka czytała „Tomka w krainie kangurów” Szklarskiego i stąd niepokojący fragment. :)
    A autobiografie i biografie bez zdjęć to zbrodnia na czytelniku!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 07:49

      Mam wrażenie, że po angielsku ta książka była mniej pretensjonalna, zaszkodził jej niemal dosłowny przekład pewnych partii na polski.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Iza pisze:
    8 marca 2012 o 08:05

    Ja podejrzewam, że ekipa pracująca nad ksiażką mogla wspomagać się substancjami rekomendowanymi przez Marianne:).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2012 o 08:09

      Gdyby się wspomogli czymkolwiek, byłoby zdecydowanie lepiej. Ja tu widzę konkursową niekompetencję i amatorszczyznę, ale wydawnictwo Twój Styl z tego słynęło akurat:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Bardzo Poważnie pisze:
    21 maja 2013 o 21:45

    Książka na domowej półeczce… Swoją drogą, jak Marianne sama w jednym z wywiadów stwierdziła, jej rodzice tyle przeszli, że nie mogli być normalni i ona też trochę szaleństwa po nich dostała.:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d