Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kiepskie wieści (William Wharton, „Wieści”)

Posted on 28 kwietnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Czytanie bożonarodzeniowych powieści wczesną wiosną może wydawać się perwersją, ale brak świątecznego sztafażu pozwala trzeźwo spojrzeć na walory tego rodzaju książek. Tylko nieliczne bronią się bez scenerii zimowej za oknem i bez przybranej piernikami choinki.

Will i Loretta, Amerykanie mieszkający od lat w Paryżu, wraz nastoletnim synem postanawiają spędzić Boże Narodzenie w swoim młynie w jakiejś odległej wiosce. Trwają przygotowania do świąt: ostatnie zakupy, ozdabianie domu, gotowanie. Rodzina oczekuje przybycia starszych dzieci, mieszkających w Ameryce. Atmosfera, pozornie beztroska, jest jednak pełna napięcia – Will zastanawia się, czy jego trzydziestoletnie małżeństwo z Lorettą przetrwa, czy żona zdecyduje się od niego odejść. Pojawienie się dorosłych córek i syna jeszcze bardziej to napięcie podsyca: każde z nich ma jakiś problem, wokół którego krążą jego myśli, nie bardzo więc udaje się wskrzesić atmosferę rodzinnej Gwiazdki mimo starań ojca rodziny.
W takiej sytuacji należałoby się spodziewać, że bomba (a właściwie cztery bomby) pęknie przy świątecznym obiedzie: rodzice i dzieci wygarną sobie wszystkie nagromadzone żale, aby malowniczo pogodzić się przy deserze, albo też pieczony indyk skłoni ich wszystkich do intymnych zwierzeń, a potem do pokazów rodzinnej solidarności w obliczu problemów życiowych. Nic z tego. Wharton nie zamierzał psuć świątecznych posiłków tak banalnymi rozwiązaniami fabularnymi. I oto w noc wigilijną Loretta i jej czwórka dzieci nie mogą spać, gnębieni myślami, i produkują monologi wewnętrzne, z których czytelnik dowiaduje się, co ich martwi. W tym momencie bezpowrotnie straciłem zainteresowanie ciągiem dalszym rodzinnych perypetii. Ciąg dalszy bowiem autor zalewa nawet nie lukrem z pierników – a przesłodzone zakończenie ostatecznie wpisywałoby się w bożonarodzeniową konwencję, lecz zastygającym tłuszczem z indyka. Robi się po prostu mdło.
Wharton jest mistrzem w niespiesznym snuciu fabuły. Jeśli bohaterowie sprzątają, to dowiadujemy się dokładnie, co wymietli z kątów (w tym wypadku szczurze bobki). Jeśli jadą do sklepu, to poznamy całą listę zakupów wraz z cenami (i nasłuchamy wydziwiań, że wszystko jest takie drogie). Jeśli się spieszą, to zepsuje się im samochód i będą go naprawiać zardzewiałym młotkiem i pilnikiem do paznokci. Nie dopuśćcie Muzy, aby zechcieli się umyć albo załatwić potrzebę fizjologiczną, bo autor z upodobaniem będzie opisywał mycie się namydloną gąbką w misce i odgłosy siusiania. Zalew tych doskonale nieistotnych szczegółów w „Wieściach” jest szczególnie irytujący, gdyż gryzie się z próbami wywołania świątecznej magii. Narratorem powieści jest Will, który zrobił wszystko, żeby trudno mi było poczuć do niego sympatię. To już bardzo niedobrze, bo zniosłem nawet bohatera „Domu na Sekwanie”, domorosłego majsterklepkę – ten przynajmniej nie był tak rozlazły i ożywiał go konkretny cel. Dodajmy do tego nudnawe medytacje (Will jest filozofem i lubi sobie porozmyślać choćby o tym, dlaczego rogaliki mają kształt rożka) i sztucznie brzmiące dialogi (nastolatek mówi do ojca: „Dziękuję ci, tato, że zaścieliłeś moje łóżko, choć zrobiłbym to sam”, a matka do syna: „Ben, mój drogi, weź ogrzane talerze z piekarnika! Uważaj, abyś się nie oparzył!” – chociaż tu pewnie dołożył się też tłumacz) i mamy obraz całości.
Może to i lepiej, że nie czytałem „Wieści” w Boże Narodzenie, bo byłyby to zepsute święta.
William Wharton, Wieści, tłum. Marek Obarski, Zysk i S-ka 1995.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Kiepskie wieści (William Wharton, „Wieści”)”

  1. monotema pisze:
    28 kwietnia 2012 o 07:43

    To zupełnie tak jak w polskich serialach – jak bohater siada do śniadania, to musi je zjeść do końca. Nic nie zostanie oszczędzone widzowi – słodzenie i mieszanie herbaty, smarowanie chleba itd. Whartona czytałam z obowiązku, taki zawód, ograniczyłam się do mojej złotej zasady – trzy książki jednego autora i ani grama więcej. Jak trzeba wiedzieć więcej to podczytuję „Nowe Książki”. Przypomniała mi się książka o Bożym Narodzeniu – „Ominąć święta”, ale to inna bajka i inny autor.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 07:54

      Mnie do tej pory ta detaliczność niezbyt przeszkadzała, bo w końcu większość powieści Whartona to „małe realia”, ale tu po prostu w żaden sposób nie wpisywało mi się – z przeproszeniem – siusianie w odgrzewaną świąteczną atmosferę:) Już wolę opisy wbijania każdego pojedynczego gwoździa w „Domu na Sekwanie”:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. natanna pisze:
    28 kwietnia 2012 o 08:40

    Wharton lubował się w niespiesznym snuciu opowieści i najwyraźniej sam kochał codzienność bytu stąd być może ta jego szczególowość w opisach.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 08:42

      Nigdy mu tych detali nie żałowałem, no może trochę w „Alu”, tu jednak pojechał wyjątkowo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. guciamal pisze:
    28 kwietnia 2012 o 09:54

    Moje zdanie na temat Wieści znasz, a recenzja gdzieś w zakładce Whorton. Nie pamiętam, kiedy czytałam tę książeczkę po raz pierwszy, czy był to czas świąt, czy też nie, w każdym razie teraz czytam na każde święta i mnie wprowadza w świąteczny nastrój. Zgadzam się, że ta drobiazgowość u Whortona może nudzić, nużyc, albo wręcz odstręczać. Mnie się jednak podoba i jakoś nie odstrasza. Tak więc co do tej pozycji mamy zupełnie inne zdanie, a raczej zupełnie różne gusta i oczekiwania. :) Pozdrawiam wiosennie

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 10:05

      Chyba za słabo podkreśliłem to, że to NIE nadmierna drobiazgowość zadecydowała o niechęci do Wieści, to był tylko mały gwóźdź do trumny. Zadecydowała „awangardowa” konstrukcja, wyjątkowo irytujący główny bohater i właśnie brak świątecznego nastroju – co już jest wrażeniem czysto subiektywnym:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. guciamal pisze:
      29 kwietnia 2012 o 07:08

      Wcale nie za słabo wyłuszczyłeś swoje argumenty. Ja po prostu lubię tę książkę i nic na to nie poradzę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. rr-odkowa pisze:
    28 kwietnia 2012 o 19:55

    A mi Wharton nigdy „nie leżał”. Za namową przyjaciół zaczynałam czytać kilka jego książek i chyba tylko „Rubio” był tą, która naprawdę mi się podobała.
    Jestem Ci ogromnie wdzięczna za tę recenzję. Dzięki niej wiem, że już raczej nie dam się namówić na tego autora. Po prostu nie moja bajka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 20:23

      Nie wiem, czy wśród czytanych przez Ciebie była któraś z lepszych, moim zdaniem, powieści WW, ale skoro Ci nie pasował, to nie należy się zmuszać:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Anna pisze:
    28 kwietnia 2012 o 20:43

    Dobrze podsumowałeś Whartona:) Ciekawe czemu byłam pewna, że „Wieści” nie będą Twoją ulubioną książką ;P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 21:00

      Ciekaw jestem, czemu byłaś tego pewna, w końcu nie żywię niechęci do książek Whartona:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    29 kwietnia 2012 o 07:06

    A skąd w ogóle wybór tego autora?;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 kwietnia 2012 o 08:26

      Poczytuję sobie od niechcenia tego Whartony, na które się nie załapałem w dawnych czasach, ostały się tylko jego klasyczne klasyki:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    29 kwietnia 2012 o 12:40

    Aha. Po pierwszych trzech książkach tak gwałtownie obniżył loty, że szybko się pożegnaliśmy z WW. Kluczem do trumny byli dla mnie Spóźnieni kochankowie. I to pisanie tylko na rynek polski… Zagadkowe.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 kwietnia 2012 o 12:54

      Zawsze go podejrzewałem, że te największe cienizny to pisał wyłącznie na polskie potrzeby:P Ale ja jestem wytrwalszy, dobiłem dziesięciu, a zamierzał obadać kolejną dziesiątkę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      30 kwietnia 2012 o 07:06

      Jestem pod wrażeniem Twojej wytrwałości.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 kwietnia 2012 o 07:09

      He he, powtórka zaczęła się ze trzy lata temu i polegała na zgromadzeniu materiału do czytania. Z tego przeczytałem cztery książki, w tym Ptaśka, którego zawsze lubiłem. Dalej jednak twardo zamierzam wyselekcjonować te Whartony, które daje się czytać:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      30 kwietnia 2012 o 07:11

      No, teraz wiadomo, skąd Twoje zacofanie w lekturze – gromadziłeś Whartona.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 kwietnia 2012 o 07:15

      Żeby to zacofanie z tego się brało, to już dawno bym z niego wyszedł, bo kolekcja z grubsza zamknięta:) Ale w sumie czemu nie, może być Wharton winny:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Książkozaur pisze:
    30 kwietnia 2012 o 07:04

    Najlepsze było „Dziękuję ci, tato, że zaścieliłeś moje łóżko, choć zrobiłbym to sam” :) Drobiazgowość raczej lubię, ale inne Twoje argumenty mnie przekonują :p Teraz się zastanawiam, czy czytałam w ogóle coś Whartona, czy w ogóle nie… Chyba nie. Chyba się tylko zabierałam do „Tato”, dość nieudolnie.
    Ostatnio jak czytałam Tomkowskiego („Ciemne skrzydła Ikara”) to ubolewał właśnie, że dzisiaj czyta się Whartona i Coehlo zamiast klasyki literatury i uznaje się ich za wybitnych pisarzy. Chyba nie jest aż tak źle, bo osobiście znam wiele osób, które się o obu panach wyrażają krytycznie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 kwietnia 2012 o 07:07

      Dialogi płyną niczym w powieści historycznej z życia wyższych sfer:) Whartona można czytać oprócz klasyki, Coelho nie znam, to się nie wypowiem, czy można:P A obaj panowie są nazywani wybitnymi tylko na okładkach swoich książek.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Agnes pisze:
    7 maja 2012 o 21:09

    Kompletnie nie pamiętałam, o czym są „Wieści”, choć pamiętałam, że czytałam. Odświeżyłeś mi pamięć. Nie podobała mi się.
    Wharton tę swoją manierę opisywania wszystkiego, WSZYSTKIEGO, doprowadził do perfekcji. Murakami mu do pięt nie sięga.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2012 o 21:20

      Buech, to Murakami jest whartonowaty? Warto wiedzieć, gdyby mi kiedyś do głowy przyszło czytać Murakamiego:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Agnes pisze:
      7 maja 2012 o 21:32

      O, nie nie nie. Murakami jest metafizyczny, a Wharton twardo stąpa po ziemi. Ale ten szczególik, że czasem nadmiernie zagłębiają się w szczegóły, mają wspólny.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2012 o 04:58

      Metafizyczny? Co za antyrekomendacja:P Whartonizm bym mu jeszcze wybaczył:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d