Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Zrobiłem, co mogłem” (Denis Avey i Rob Broomby, „Człowiek, który wkradł się do Auschwitz”)

Posted on 25 kwietnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Gdyby powstał kiedyś (a aż dziw, że dotąd to nie nastąpiło) film opowiadający o wojennych przeżyciach Denisa Aveya, publiczność i krytycy sarkaliby pewnie, że scenarzyści przesadzili z mnożeniem dramatycznych przejść głównego bohatera. W życiu jednak wszystko może się zdarzyć.

Dwudziestoletni Denis Avey zaciągnął się do wojska w 1939 roku – nie uczynił tego, jak pisze, dla króla i ojczyzny. Nie, jego pociągała przygoda, potrzebował wrażeń, chciał się sprawdzić. Nie miał pojęcia, dokąd go ta przygoda zaprowadzi i jak trudny sprawdzian będzie musiał zdać.
Po okresie szkolenia wraz z kolegami z oddziału wypłynął do Afryki Północnej, gdzie trwały walki z Włochami. Trudne warunki na froncie zahartowały go, pozwoliły też ujawnić się cechom, które w przyszłości okazały się cenne i ułatwiły Aveyowi przetrwanie: odwadze, przedsiębiorczości, szybkiej orientacji. Przeżywamy wraz z nim przemarsze, pustynne patrole, akcje na pozycje przeciwnika, starcia i bitwy, zmęczenie, dokuczliwy brak wody, marne jedzenie, gryzące robactwo, widzimy rannych i zabitych współtowarzyszy. Pewnego dnia od Denisa odwróciło się szczęście – trafił do niewoli i po licznych perypetiach został przywieziony do obozu jenieckiego w Monowicach niedaleko Oświęcimia. Trwała tam budowa wielkiej fabryki kauczuku syntetycznego – siłę roboczą stanowili jeńcy i więźniowie Auschwitz.
Denis Avey.
Brytyjski jeniec ze zgrozą i niedowierzaniem obserwował, jak traktowali Niemcy więźniów. Na widok bitych i zagłodzonych ludzkich cieni uświadamiał sobie, jak znikomą wartość ma ludzkie życie w Auschwitz. Jego aktywna natura z trudem znosiła przymusową bierność, domagała się czynów. Ciekawość Aveya budziło miejsce, z którego codziennie na budowę przyprowadzano wycieńczonych robotników: podobóz Auschwitz III. Nie wystarczały mu pogłoski o tym strasznym miejscu, uważał, że skoro już się z nim zetknął, ma obowiązek na własne oczy przekonać się, jak ono wygląda, by móc po wojnie – jeśli przeżyje – opowiedzieć o nim światu. Obmyślił plan nieprawdopodobny i szalony. Zamienił się na ubranie z żydowskim więźniem i wieczorem pomaszerował do Auschwitz. Po latach zatarły się szczegóły, niewiele zresztą mógł zobaczyć, ale w głowie utkwiło mu jedno – zapach śmierci: „Nie potrafię go opisać, ale unosił się w tych barakach wilgotny, mroczny i upiorny”. Jedna noc w obozie nie wystarczyła, po pewnym czasie po raz drugi zdecydował się podjąć śmiertelne ryzyko.
We wspomnieniach Aveya nie liczy się jednak to, czego się dowiadujemy z nich o walkach w Afryce czy o warunkach w Auschwitz. To sprawy dobrze znane, a po kilkudziesięciu latach od zakończenia wojny w pamięci Brytyjczyka zatarły się szczegóły, nazwiska, miejsca. Najważniejszy jest sam autor, który wyruszył na wojnę jako energiczny, silny młodzieniec, a wrócił jako schorowany i złamany człowiek. W niewoli wielokrotnie musiał zaciskać zęby, żeby nie ująć się za bitym, nie rzucić się na wartownika. W miarę swych niewielkich możliwości starał się pomagać, zachowywać człowieczeństwo w nieludzkich okolicznościach. Przetrwał nawet marsz śmierci, gdy jeńców gnano zimą na zachód przed nadciągającym frontem. Wszystko to kosztowało go bardzo wiele. Po wojnie nikt nie chciał słuchać o jego przeżyciach, przecież nie był bohaterem frontowym, tylko jeńcem. Nie udzielono mu żadnego wsparcia psychologicznego, dręczyły go koszmary, gruźlica, stracił oko wskutek pobicia w obozie. Nie potrafił sobie nawet ułożyć osobistego życia. Dopiero gdy na starość zdołał się otworzyć, gdy znaleźli się słuchacze wróciła mu równowaga. Pojął, że jego przeżycia i starania miały sens, że nie utracił godności. Może powtarzać sobie: „zrobiłem, co mogłem” – a to bardzo wiele.
Denis Avey i Rob Broomby, Człowiek, który wkradł się do Auschwitz, tłum. Roman Palewicz, Insignis 2011.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Insignis.

9 thoughts on “„Zrobiłem, co mogłem” (Denis Avey i Rob Broomby, „Człowiek, który wkradł się do Auschwitz”)”

  1. Paula pisze:
    25 kwietnia 2012 o 20:07

    Brzmi naprawdę bardzo interesująco…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 kwietnia 2012 o 20:15

      Bo jest interesujące, trochę jak wojenna przygodówka, trochę jak powieść psychologiczna. Warto zresztą wiedzieć, że zaraz po wydaniu książka wzbudziła spory: pojawiły się głosy, że wspomnień Aveya nie da się potwierdzić, że mógł zmyślić swoje wizyty w Auschwitz. Do dziś opinia jest podzielona.

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      26 kwietnia 2012 o 12:49

      Ano właśnie. Trudno albo wręcz w ogóle nieweryfikowalne historie, zawsze tworzą obozy. Tak było np. z „Długim marszem” Rawicza.
      Ja na razie odpoczywam od poruszających, z życia wziętych, historii. Może jak zrobi się cieplej i naładuję akumulatory.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 kwietnia 2012 o 12:51

      Ja sobie teraz też poodpoczywam, mam stosik lekkich czytadeł:)

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      26 kwietnia 2012 o 13:00

      Ja tylko przemęczę (chyba) drugie „Jutro”, które zacząłem i potem sama pasza. Do czasu aż poczuję ZEW :P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 kwietnia 2012 o 13:01

      Zew krwistego mięsa? To może po jakimś majowym grillu:P

      Odpowiedz
  2. viv pisze:
    26 kwietnia 2012 o 08:32

    Mam na półce i jakoś mnie do książki nie ciągnęło, bo mąż przeczytał bez zbytniego zachwytu. Ale jak tak czytam Twoje wrażenia to sobie myślę, że może trzeba dać jednak książce szansę :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 kwietnia 2012 o 08:40

      Chyba wszystko zależy od tego, czego się człowiek spodziewał. Tytuł dość mocno wskazuje kierunek oczekiwań, a tymczasem to, co miało być głównym punktem książki, jest ważnym, ale jednak epizodem. Dla mnie najważniejsza jest część powojenna.

      Odpowiedz
  3. Krzysztof pisze:
    4 maja 2012 o 12:15

    chętnie sięgnę po tę pozycję, dzięki tej recenzji

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT