Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kalejdoskop przeżyć (Krystyna Mazurówna, „Burzliwe życie tancerki”)

Posted on 24 maja 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Jeszcze parę miesięcy temu należałem do nielicznych chyba przedstawicieli mojego pokolenia, którzy wiedzieli kim jest Krystyna Mazurówna. Nie była to żadna szczegółowa wiedza, ot, pamiętałem, że mój tata wymienił jej nazwisko, gdy oglądaliśmy czarno-biały filmik z Piotrem Szczepanikiem, śpiewającym „Kochać”. Za piosenkarzem, na tle ascetycznej scenografii, para tancerzy wykonywała dość chyba awangardowy jak na tamte czasy układ choreograficzny. „Wilk i Mazurówna”, usłyszałem. Do tego jakieś napomknięcie o przerwanej karierze, i tyle.

Teraz z kolei należę pewnie do nielicznych, którzy nie oglądali wielkiego comebacku Mazurówny jako jurorki w telewizyjnym konkursie tanecznym, za to dzięki jej wspomnieniom nie tylko dowiedziałem się, jak wyglądała ta przerwana kariera, ale i spędziłem wiele bardzo przyjemnych chwil podczas lektury.
„Burzliwe życie tancerki” może się wydawać typowym produktem przebrzmiałej gwiazdy, która postanowiła sprzedać swoje wspomnienia, ale to mylne wrażenie. Moim zdaniem książka ta zdecydowanie wyróżnia się na tle tego rodzaju literatury. Mazurówna ma znakomity styl – lekki i gawędziarski; doskonale umie podać anegdotę, bezbłędnie wybiera ze swych przeżyć to, co najważniejsze, nie mizdrzy się do czytelnika i nie zalewa go swoimi refleksjami i przemyśleniami. Woli po prostu opowiadać: o sobie, rodzicach, siostrze, kolejnych mężczyznach, dzieciach, partnerach tanecznych, przyjaciołach, znajomych i całkiem przypadkowych osobach. O występach, podróżach, kolejnych miejscach pracy. Sama energiczna, zawsze w ruchu, spragniona zmian tchnęła tę energię w swoje wspomnienia. Mnóstwo krótkich rozdziałów: dzieciństwo w wojennym Lwowie, młodość w stalinowskiej Warszawie, błyskotliwa acz krótka kariera za rządów Gomułki. Praca, uczucia, radości, smutki – wszystko w zawrotnym tempie, istny kalejdoskop przeżyć. Od sukcesu do porażki, ze szczytów na dno, od gwiazdy scen do bileterki w paryskim kinie – o tym wszystkim pisze szczerze, jednak bez drobiazgowości; porusza niekiedy kwestie bardzo intymne, ale nie odniosłem wrażenia, że zdecydowała się odkryć wszystko.
Wspomnienia Mazurówny bawią i krzepią. Upadłeś? Podnieś się i zacznij od nowa. Nie masz na czynsz? Rusz na poszukiwanie pracy i nie poddawaj się, wejdź drzwiami albo oknem, przekonaj dyrektora teatru/reżysera/producenta/właściciela restauracji, że to ty jesteś najlepszy – a potem udowodnij, że faktycznie jesteś. Optymizm i radość życia w skondensowanej dawce. Do tego dawce w niezwykle efektownym opakowaniu, bo książka przypomina album z mnóstwem zdjęć, reprodukcjami wycinków prasowych, okładek, plakatów, a nawet dziecinnych rysunków. Nie można się oprzeć, żeby nie przekartkować, nie pooglądać i nie podczytać tu i ówdzie, a potem rzucić się do czytania i chłonąć.
Krystyna Mazurówna, Burzliwe życie tancerki, Wydawnictwo Marginesy 2010.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

23 thoughts on “Kalejdoskop przeżyć (Krystyna Mazurówna, „Burzliwe życie tancerki”)”

  1. bookfa pisze:
    24 maja 2012 o 21:35

    Po przeczytaniu Twojej reenzji zastanawiam się, czy to w takim razie ona sama napisała te wspomnienia.;/
    Też należę do tych, którzy pamiętają ją z dawnych czasów, a wspominasz chyba o jej duecie z Gerardem Wilkiem? Występowali w czarnych kostiumach, w bardzo ubogiej scenografii, a tańczyli BOSKO!

    P.S. Czy poddasz się przesłuchaniu? Już mam gotową lampę z żarówką setką…

    Odpowiedz
    1. bookfa pisze:
      24 maja 2012 o 22:23

      Nie, to nie ten duet. Tego, który mam na myśli nie znalazłam w necie. Szkoda.

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 05:23

      Mam wrażenie, że jednak pisała sam – jest kobietą wielu talentów, a poza tym od lat pisuje do rozmaitych pism. Do Kochać kostiumy zdecydowanie były jasne. A co do przesłuchania, to zeznania złożę u Ciebie:)

      Odpowiedz
    3. bookfa pisze:
      25 maja 2012 o 09:45

      Oczywiście, że może być u mnie, choć myślę, że Twoi wszyscy fani chętnie by to też przeczytali ;p

      Co do tego duetu, o którym ja wspomniałam, to tancerze mieli po prostu czarne, obcisłe trykoty i nie tańczyli do piosenki.
      Krystyna Mazurówna budzi we mnie dość mieszane uczucia. Jest nieprzeciętna i niezwykle utalentowana, to pewne. Słuchać jej jednak za bardzo nie lubię, bo wydaje mi się być zbyt egzaltowana, żeby nie nazwać tego mizdrzeniem się właśnie.

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 09:52

      Nie słyszałem żadnej jej dłuższej wypowiedzi, więc się nie odniosę:)

      Odpowiedz
  2. Agnesto pisze:
    24 maja 2012 o 21:46

    Nielicznych garstka się znajdzie. Też słyszałam co nieco o K. Mazurównie przed czasami show, którego tylko jakieś skrawki miałam okazję oglądać. Jakiś reportaż, dokument, o niej był. No taniec do piosenki Szczepanika – znamienny.
    Po te wspomnienia chętnie kiedyś sięgnę.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 07:04

      Książka będzie idealna wakacyjnie:)

      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    25 maja 2012 o 06:19

    No patrz pan. Czyli, nie sądź człeka po ubraniu, rzeczywiście ma sens :) Zobaczymy.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 07:10

      Wolę sobie nie wyobrażać, co pomyślałeś o Mazurównie na podstawie jej strojów:P Chociaż ja też podejrzewałem, że to dzieła telewizyjnych stylistów, ale z książki wynika, że ona ma po prostu taki styl, i to od dawna. Była np. w PRL-u prekursorką zielonych włosów:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      25 maja 2012 o 07:57

      Zobacz jak to jest. Sam obiecuję sobie, że nie będę na starość jednym z szarych, zasuszonych dziadeczków w kapelusiku i zgrzebnych portkach. Że będę nosił marteny i bandanę. A jak zobaczyłem pierwszy raz Krystynę Mazurównę w show, o którym piszesz, pomyślałem: „Ta staruszka ma nierówno pod sufitem”. Jak widać przywiązanie do stereotypu jest silniejsze ode mnie samego. Staruszka, to ma być babcia w zapasce, z krzyżykiem na piersi i różańcem w dłoni. Amen. :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 08:49

      Uważaj, bo myślenie stereotypami może być pierwszą oznaką starczego uwiądu:)

      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      25 maja 2012 o 08:53

      O nie… ja jeszcze nie chcę się starzeć… :(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 09:20

      Zawsze pozostaje botoks i chirurgia plastyczna:)

      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      25 maja 2012 o 09:27

      U mnie to raczej detoks niż botoks :P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 09:34

      Ponoć faceci też się botoksują, ale skoro wolisz detoks, to nic nie narzucam:)

      Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    25 maja 2012 o 06:51

    Teledysk do piosenki Szczepanika mocno zapada w pamięć dzięki choreografii, fakt. Kojarzyłam zawsze tę panią, ale z jakiego powodu, nie wiem.;)
    Książkę intensywnie przejrzałam w bibliotece, rzeczywiście dobrze się czyta. Podobnie słucha się Mazurówny, bo opowiadać potrafi. A życiorys tak barwny, że kilka osób dałoby się nim obdzielić.;) Chyba dobrze, że wyjechała na Zachód, bo polskie realia raczej słabo były przygotowane na takiego „malowanego ptaka”.;(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 07:11

      Toteż przez „malowanym ptakiem” otworzono klatkę i kazano mu odlecieć, żeby się nie odcinał od szarego tła:(

      Odpowiedz
  5. B. pisze:
    25 maja 2012 o 08:09

    No proszę. To jestem zaskoczona, bo oceniałam ją stereotypowo. Do Twojej recenzji zasiadłam, bo myślałam, że teraz dowiem się prawdy i upewnię w swoim zdaniu (negatywnym) na jej temat.
    A tu trzeba zrewidować swoje poglądy…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 08:42

      Najlepiej do rewizji przystąpić jak najszybciej:)

      Odpowiedz
  6. Sayuri pisze:
    25 maja 2012 o 10:27

    Ja dopiero niedawno usłyszałam o tej Pani i raczej „nie przypadła mido gustu”. Więc nie skuszę się na tę książkę.

    Odpowiedz
  7. Marlow pisze:
    25 maja 2012 o 19:14

    No nie … , nie wytrzymałem … :-) – pisac oczywiście każdy może, ale czy warto to czytac – moim zdaniem, wspomnień Mazurówny nie warto. To że książka obliczona jest na zrobienie sensacji wydaje się jasne po kilku stronach. Epatowanie „tajemnicami alkowy” ma albo przynajmniej jednak powinno miec jednak jakieś swoje granice. Mnie to nie kręci – zwłaszcza, że trudno doszukac się w książce głębszej myśli. Wspomnienia pisane są generalnie za pomocą prostych zdań pojedynczo złożonych, co w połączeniu z miałkością treści sprawiało, że po jakimś czasie miałem wrażenie, że mózg mam jak po lobotomii bo moje szare komórki nie natykały się na nic co stawiałoby im choc symboliczny opór i zmuszało do minimum wysiłku. Tym którzy oczekują od książek „wartości dodanej” zdecydowanie odradzam.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2012 o 19:22

      Z tymi tajemnicami alkowy to bym nie przesadzał, parę zdań podrzędnie złożonych też by się znalazło, ale oczywiście nie wszystkich musi kręcić to samo. Mnie akurat zakręciło:)

      Odpowiedz
    2. Anonymous pisze:
      22 kwietnia 2013 o 10:27

      O matko, a co to jest „zdanie pojedynczo złożone”? Ze szkoły znam pojedyncze i złożone. Złożone mogą być współrzędnie i podrzędnie. Ale o pojedynczo złożonych jak żyję nie słyszałam.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT